Czcza teza o „kapitałocenie” odciąga od spraw poważnych

10.12.2019
Każdy ma prawo do poglądów, ale na nietrafne szkoda czasu. Tyle słów wystarczyłoby w sprawie rzekomego „kapitałocenu” i jego straszliwych konsekwencji, gdyby nie szacunek dla tych wszystkich, którym Rafał Woś starał się namieszać w głowach – jak mniemam – bez powodzenia.

fot. Envato


Mowa o artykule pt. „To kapitalizm (a nie człowiek) niszczy Ziemię”, który ukazał się na łamach OF w listopadzie. W kontekście kryzysu klimatycznego autor powtarza za propagatorami tej myśli na Zachodzie, że winy za zniszczenia środowiska nie ponosi człowiek, a system pn. kapitalizm.

Ziemia nie jest zatem dziś w epoce antropocenu, co oznaczałoby, że największy wpływ wywierają na nią teraz ludzie, lecz pogrążyła się w odmętach „kapitałocenu”, czyli jest pod butem zła wcielonego w postaci systemu kapitalistycznego, który od stuleci wiedzie ją ku zgubie.

Efektywny kapitalizm

Promotorem tej koncepcji jest amerykański socjolog Jason W. Moore, który wyłożył ją w książce „Capitalism in the Web of Life: Ecology and the Accumulation of Capital” („Kapitalizm w sieci życia: ekologia a akumulacja kapitału”). Wg niektórych recenzentów, jej treść mieści się w nurcie „eko-marksizmu”. Nie wiem, co to, ale brzmi i ciekawie, i równie strasznie. Nie ma jednak sensu dociekać, co się pod tym kryje, bo stawiam perły przeciw orzechom, że nurt ów to ledwie strumyczek i nie zmieni się w rwącą rzekę.

Pozycja nie cieszy się szczególnym wzięciem, po czterech latach od premiery można ją kupić za 10 funtów, czyli za połowę oryginalnej ceny i dostać jeszcze ebooka w prezencie. Nie czytałem. Nie dlatego, że nie jest tego warta, bo tego nie wiem – nie sposób po prostu czytać wszystkiego. Polegam zatem na interpretacji Rafała Wosia.

To kapitalizm (a nie człowiek) niszczy Ziemię

Przedstawiony przez niego wywód prowadzi nieuchronnie do absurdalnego wniosku, że kapitalizm powstał w wyniku partogenezy, czyli pojawił się na zasadzie dzieworództwa, bez bezpośredniego udziału człowieka, a więc wyrósł niczym deus ex machina, jakoby sam z siebie.

Ustroje społeczno-polityczne nie są i nie były konstruktami sobie a muzom, tworzył i tworzy je człowiek pod swoje potrzeby i gusta, każdorazowo w zgodzie ze stanem swego umysłu i ducha w danych czasach. Gdyby zatem uznać wbrew wszystkiemu zasadność postulatu wzbogacenia periodyzacji o okres supremacji kapitalizmu, to byłby to jednak tylko podokres antropocenu. Wyodrębnianie takie byłoby wszakże bezpodstawne i błędne.

Jest oczywiste, że ostatnie stulecia są dla Ziemi ciężarem bardzo wielkim. Ciężar ten został położony na środowisko przez człowieka, który niezależnie od systemu jaki stworzył i będzie jeszcze tworzył, chce dla siebie jak najlepiej i nic go przed polepszaniem swego bytu kosztem wszystkiego wokół nie powstrzymuje. Było tak przynajmniej do dzisiaj i będzie do bliskiego jutra. Mamy tego dowody za każdy okres, poczynając od prehistorii.

Kapitalizm rzeczywiście wpłynął na środowisko najbardziej, bo w połączeniu z demokracją liberalną jest najbardziej efektywnym ustrojem społeczno-gospodarczym, dającym najwięcej w wymiarze bytowym i najwięcej w wymiarze politycznym. W tym drugim przede wszystkim wolność. Są tego koszty środowiskowo-klimatyczne, które narastają do rozmiarów grożących katastrofą.

Truje człowiek w każdym ustroju

Nie uchroniłby jednak przed tymi kosztami żaden inny ustrój, a już zwłaszcza ten, który próbowali zbudować marksiści. Gdzie w świecie koszmar środowiskowy, wywołany z premedytacją, jest większy: w Europie czy Chinach, pytam retorycznie.

Nie jest tak, że tzw. zwykły człowiek jest wyłącznie dobry, bo źli są tylko kapitaliści.

Nie jest tak, jak powtarza Rafał Woś, że tzw. zwykły człowiek jest wyłącznie dobry, bo źli są tylko kapitaliści. Wszystko poza najszerzej rozumianą naturą jest dziełem człowieka, który namnożył się przez setki tysięcy lat i niszczy jak tylko umiał i umie, niezależnie od ustrojów i systemów.

Domyślamy się, że jakieś 12 tysięcy lat temu żyło na Ziemi ok. 4 mln ludzi, którzy nie mieli nic poza kijem, kamieniem i ogniem. Dziś jest nas niemal 2 000 razy więcej i w porównaniu z początkami nasze możliwości przekształcania i poddawania sobie otoczenia na lądzie, ale także w głębinach i przestworzach są oszałamiające.

Ekologiczny alarm: powstrzymać degradację

Skutki każdy widzi. To nie kapitalizm sprawia, że ludzie palą śmieci w piecach, ale też kapitalizm sprawił, że stać ich na te piece. Znaleźliby się zwolennicy wsadzania za smrodzenie do więzienia i byłby to dopiero początek penalizacji zmierzającej do stadium powszechności.

Siła wpływu człowieka na środowisko jest funkcją jego liczebności w połączeniu z rosnącymi w tempie geometrycznym umiejętnościami w tworzeniu i posługiwaniu się narzędziami. Człowiek używa zasobów niezależnie od ustroju. Komu jak komu, ale temu autorowi nie trzeba przypominać hasła: „od każdego według jego zdolności, każdemu według jego potrzeb”.

Czy na komunistycznego rolls-royce’a poszłoby mniej surowców, materiałów i energii niż na prawdziwe, super eleganckie auto z Wysp Brytyjskich?

Nie ma przecież dobrych powodów, żeby sądzić, że człowiek radziecki pod Stalinem lub Breżniewem, chiński pod Mao, czy Xi, a polski pod Bierutem lub Gierkiem byłby skłonny ograniczać swe potrzeby do łapci, koszuliny i beretu w garści.

Stalin wykończył miliony na Ukrainie i w Kazachstanie, żeby zbożem zrabowanym biedakom i eksportowanym na Zachód po malejących cenach płacić za industrializację, czyli setki kominów dymiących np. w Magnitogorsku.

W Polsce w czasach PRL niszczyliśmy środowisko na potęgę.

Również w Polsce niszczyliśmy środowisko za PRL na potęgę. Sam pamiętam posypywanie krzewów ziemniaczanych na babcinym polu proszkiem DDT, który był według władz dobry na wszystko, choć już od dawna wiemy, że na wszystko poza zdrowiem. Wisła była słona niczym Bałtyk przy jej ujściu, bo pełna soli z wód kopalnianych, w ogóle niemal wszystkie rzeki jak ścieki…

Argumenty miałkie jak puder

Ma szczęście Rafał Woś, że imperializm komunistyczny jest raczej na wymarciu, bo w innym razie musiałby pisać za dysydentami na uniwersyteckich katedrach o „komunocenie”.

W tekście o rzekomym „kapitałocenie”, który czaił się ponoć już od bardzo dawna, przytoczony jest przykład karczowania lasów. W 1650 r. Portugalczycy mieliby wyciąć przez rok 12 tys. ha lasów brazylijskich, podczas gdy Pikardyjczycy potrzebowali na wylesienie tej samej połaci dwóch stuleci, od mniej więcej 1200 do 1400 roku.

Potem jest o niewolnikach i srebrze. Argumenty są miałkie, jak cukier puder (było też o cukrze w kontekście niewolniczym). Gdyby był sens i popyt, to z pewnością Pikardyjczycy nie czekaliby z wycinką i uporaliby się z nią znacznie krócej i prędzej. Faraonowie, którzy musieli mieć mnóstwo drewna na budowę piramid dostali czego chcieli, a było to na terenach niezbyt lesistych i cztery tysiące lat temu.

Niewolnictwo było procederem strasznym, ale kiedyś większość ludzi patrzyła na to bez emocji. Przywódcy rewolucji amerykańskiej mieli czas i pieniądze na politykowanie i spiski przeciw królowi właśnie dzięki niewolnikom. Jerzy Waszyngton miał ich kilkudziesięciu, batożył ich, bił i ścigał gdy uciekali. Piszą, że z czasem jego stosunek do „czarnych” w kajdanach złagodniał, ale gdy jedna z niewolnic jego żony dała skutecznie nogę z Mount Vernon, przez trzy ostatnie lata życia nie spoczywał w wysiłkach, żeby ją dopaść. Na tym przykładzie widać, że do wszystkiego trzeba dojrzeć, także do zrozumienia powagi sprawy środowiskowo-klimatycznej.

W sprawie srebra pretensja idzie o to, że przed 1450 r. żadna kopalnia nie dawała go więcej niż 2,5 tony rocznie, ale pod koniec tego samego wieku aż 8 kopalni miało wydajność powyżej 12,5 tony! Przykłady te mają świadczyć, że zło kapitalistyczne nie zaczęło władać światem nie pod koniec XVIII wieku, a już znacznie wcześniej.

Wzrost plonów ratował ludzkość

Jak daleko wstecz trzeba jednak sięgać, żeby dojść do momentu poczęcia kapitalistycznego bękarta? W ówczesnym systemie monetarnym wydobycie musiało rosnąć, bo rosła gospodarka i handel. Poza tym, wydajność europejskich kopalni srebra była bez znaczenia, bowiem srebro przybywało do Europy w gigantycznych ilościach z jak najbardziej feudalnego hiszpańskiego Nowego Świata.

Badacze są zgodni, że już od 1500 do 1800 r. eksport srebra stamtąd wyniósł 150 000 ton, a przyczynił się do tego wynalazek z ok. 1550 r. wyodrębniania srebra z rudy z użyciem rtęci. Już w 1600 r. 84 proc. światowej produkcji srebra miało pochodzić z Nowego Świata. Przykład ze srebrem europejskim jest więc „od czapy”, podobnie zresztą jak cała teza o rzekomym „kapitałocenie”.

Z narracji Rafała Wosia wynika może nie wprost, ale jednak, że złem kapitalistycznym miałby być wzrost w wyniku rozwoju, którego przejawem jest wszelki postęp, w tym techniczny. Łatwo się w takim kuglowaniu zapętlić.

W drugiej połowie XIII wieku pszenica dawała w Anglii niecałe pół tony z hektara. W 1742 r. plony były trzy razy wyższe, ale w 1756 r. spadły do jednej tony, zapewne z powodu złej pogody. Dzisiaj też się wahają, w 1984 7,72 t/ha, a w 2013 – 7,38 t/ha.

Czy siedmio-albo nawet ośmiokrotny wzrost plonów przez prawie trzy stulecia to zło równe wzrostowi wydajności wydobycia srebra, albo nawet węgla?

Gdyby nie węgiel, mieszkańcy Europy i Ameryki Płn. umarliby z chłodu i zimna.

Na marginesie, gdyby nie węgiel, ludność Ziemi licząca w początkach kapitalizmu już ok. 1 miliarda, a w tym przede wszystkim mieszkańcy Europy i Ameryki Płn. umarliby w końcu z chłodu i zimna, bo w takiej np. Anglii drewna na opał już niemal nie było, a klimat jeszcze się nie ocieplał.

Chęć lepszego życia

Znalazł się w artykule Wosia fragment o tym, jacy źli byli polscy wielmoże-latyfundyści. Nie ma sporu, dziś wiemy, że hołubili system i stosunki społeczne, które doprowadziły Rzeczpospolitą do upadku, lecz w omawianym kontekście pojawia się istotne „ale”. Otóż właściciele przeogromnych majątków ziemskich prowadzili gospodarkę ekstensywną, więc opóźniali nadejście rzekomego „kapitałocenu”, którego cechą ma być wymuszanie „taniości” wszystkiego poprzez intensyfikację aktywności na wszelkich polach. Dobrze zatem, czy źle robili polscy posiadacze ziemscy, traktując chłopów jak żywe maszyny?

Autor artykułu formułuje lub powtarza za Moore’em tezę, że logika „taniej natury”, a więc taniej ziemi, surowców, pracy i energii została przyjęta przez i na rzecz kapitalizmu. Nieprawda! Jest to rozumowanie u ludzi immanentne – płacą za to tylko wtedy, gdy muszą i bardzo dziwią się, gdy przychodzi im płacić od niedawna za nieco lepsze powietrze, np. pokrywając w rachunkach za prąd koszty niemieckiej Energiewende.

Wszelkie zasoby były na początku niczyje, a więc bezpłatne. Człowiek z sawanny nie musiał płacić dzierżawy za zbieranie owoców, korzonków i nie zgniłej jeszcze padliny. Potem wszystko zyskiwało swoją cenę w muszlach, a następnie kruszcu, żeby wreszcie tylko drożeć.

Gdyby nie kapitalizm, ludzie pracowaliby dalej za miskę zupy i ślady na plecach po nahajce.

Robin Hood zbuntował się, bo nie wolno było mu korzystać z królewskiego lasu. Gdyby nie kapitalizm, ludzie pracowaliby dalej za miskę zupy i ślady na plecach po nahajce. Chcieli i chcą mieć stale coraz lepiej, i wybrali ustrój, który najlepiej temu służy, ale niestety z konsekwencjami dla natury. Wszelkie zasoby stają się przy tym coraz droższe, a że nadal są zbyt tanie w relacji do konsekwencji ich zużywania, to też prawda. Widzi to już bardzo wielu, ale ciągle zbyt mało, żeby poruszyło się wahadło czynu.

Kapitalizm to jednak nie przyczyna, to skutek i mowa tu o skutkach mądrości człowieka ograniczonej wszakże niezliczonymi wadami ludzi.

Kapitalizm jako najwyższe dokonanie

Od tysięcy lat mieli czynić sobie ziemię poddaną i to czynili, a większość nie chce zaprzestać tego również dzisiaj. Taki lud mieliśmy i taki ciągle mamy, żeby użyć parafrazy.

Lud ów nie raczy zginać karku przed besserwisserami, którzy chcieliby mu poprawić i ulżyć z wyżyn swojej ideologicznej refleksji. I chyba dobrze, bo z czasem lud dojrzeje, i miejmy nadzieję, że ocknie się daleko przed przepaścią.

Moore postawił, a Woś powtarza złą diagnozę. Kapitalizm ze wszystkimi jego wadami, w tym z jego wpływem na środowisko jest najwyższym dokonaniem cywilizacji. Zapewnił dobrobyt i dobrostan, których ludzie nie mieli żadnych szans zaznać przez długie tysiąclecia.

Pęd naprzód nie dobiega końca. Trwa, bo Zachód nie ma jeszcze dość. Trwa, bo miliardy żyją nadal skromnie, a setki milionów nawet nędznie. To niesie za sobą koszty. Jak wytłumaczyć Laotańczykowi, że nie będzie miał kiedyś w bród prądu, bo tani węgiel ma być zabroniony, a jego rząd nie ma na panele i wiatraki?

Takich dylematów są tysiące i trzeba się z nimi mierzyć, a nie tracić czas i siły, na czcze dyskusje o „kapitałocenie”, już zwłaszcza, gdy nie ma się niczego sensownego w zamian.

Kapitalizm jest jak matrix, on nas otacza

Kapitalizm jest bardzo niedoskonały, bo niedoskonały jest człowiek, który z tego właśnie powodu nie jest ciągle w stanie wymyślić czegoś spełniającego marzenia ludzkości o sprawiedliwości, lecz nie pozbawiającego wolności, a jednocześnie równie sprawnego i efektywnego.

Pisałem już tu kilka razy, że chodzi mi po głowie rozwój zamiast wzrostu, czyli postęp znacznie mniej zasobochłonny lecz nadal zapewniający rozliczne atrakcje. Są tego jaskółki, choć mało kto dostrzega je w tym kontekście. Symbolem drapieżnego kapitalizmu jest Google, który z elegancją zabiera ludziom miliardy, ale też sprawił, że miliardy ludzi mają u siebie wieotomowe, zawsze aktualne encyklopedie, na które nie trzeba wycinać lasów, choć prąd zużywają – to prawda.

Obawiam się jednak, że hipotetyczny niekapitalistyczny Google, w ogóle by nie powstał, a gdyby jednak ktoś powołał go do życia zza biurka lub na zebraniu co światlejszych aktywistów, to byłby on jak miś z filmu „Miś” – na miarę niekapitalistycznych możliwości.

Reżyser Zadworny w tymże „Misiu” wołał: „Konie łby pospuszczać! Czy konie mnie słyszą?!”


Tagi


Artykuły powiązane