• Marek Chądzyński

Ekonomiści: podwyżka stóp już w marcu

16.02.2011
Zwolennicy podwyżek stóp procentowych mają kolejne argumenty: zaskakująco wysoką inflację w styczniu oraz duży nominalny wzrost płac i zatrudnienia w poprzednim miesiącu. Rynek już wycenia podwyżkę o kolejne 50 pkt bazowych do końca czerwca tego roku.
(c) PAP/Lech Muszyński

fot. OF

fot. OF

Ceny wzrosły w styczniu o 3,8 proc. w skali roku, znacznie bardziej, niż oczekiwali tego ekonomiści. Inflację napędzała przede wszystkim drożejąca żywność, coraz wyższe koszty utrzymania mieszkania oraz rosnące ceny paliw. To kategorie towarów, gdzie wzrost cen jest zauważany przez konsumentów najszybciej i ma duży wpływ na postrzeganie przez nich perspektyw inflacyjnych. Dlatego analitycy po publikacji danych GUS uznali, że styczniowa inflacja będzie jednym z głównych argumentów tzw. jastrzębi w Radzie Polityki Pieniężnej.

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp w najbliższym czasie nie zmalało po kolejnej porcji danych, tym razem z rynku pracy. Według danych GUS roczna dynamika wzrostu płac nieco spadła w styczniu w porównaniu z grudniową, jednak nie był to duży spadek. Pensje w styczniu wzrosły o 5 proc. rok do roku względem 5,4 proc. miesiąc wcześniej. O ile dane o wynagrodzeniach były zgodne z oczekiwaniami, o tyle wskaźnik wzrostu zatrudnienia wszystkich zaskoczył. Liczba etatów w firmach zwiększyła się w styczniu o 3,4 proc. rok do roku. W dużym stopniu jest to efekt statystyczny.

Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK

Danych o zatrudnieniu w styczniu nie można tak do końca porównywać z informacjami z poprzednich miesięcy. Każdego roku właśnie w styczniu GUS aktualizuje próbę przedsiębiorstw, które biorą udział w badaniu. Odczyt styczniowy oznacza tyle, że w ciągu ubiegłego roku przybyło firm, które spełniają kryteria sprawozdawczości, czyli na przykład zatrudniają więcej niż dziewięć osób. Nie mamy gwałtownego skoku liczby zatrudnionych, on przyrastał przez ubiegły rok i dopiero teraz został ujawniony w statystykach. To utrudnia odczytanie rzeczywistych tendencji, jakie zaszły w styczniu.

Za to ciekawe są dane o płacach. Wprawdzie w porównaniu z grudniem tempo wzrostu było niższe, ale nieznacznie. I ono sugeruje, że w dużej części podwyżka płac w grudniu nie była jednorazowa. Były takie podejrzenia, że dane za grudzień mogły wynikać z wypłat jednorazowych premii. Gdyby tak było, to dynamika obniżyła by się dużo bardziej. Są podstawy, żeby sądzić, że przyspieszenie w grudniu wynika z utrwalającej się tendencji na rynku. Jest popyt na pracowników, to skłania pracodawców do oferowania wyższych wynagrodzeń.

Dane z rynku pracy może nie wzmocniły oczekiwań podwyżki stóp – ale też ich nie osłabiły po informacji o styczniowej inflacji. Nie ma argumentów, które łagodziłyby „jastrzębi” wydźwięk danych o inflacji. A trzeba pamiętać, że niektórzy członkowie Rady Polityki Pieniężnej publicznie podkreślali, że oprócz wskaźnika CPI ważne będzie też potwierdzenie, czy dynamika wzrostu płac z grudnia będzie się utrzymywać. Po danych o placach za styczeń wiemy, że to możliwe.

Wzrost inflacji to w dużym stopniu efekt czynników zewnętrznych, na które RPP nie ma wpływu, ale mamy przyspieszenie procesów, które z pewnością nie będą sprzyjać spadkowi cen. Ta kombinacja zwiększa oczekiwania na przyspieszone podwyżki stóp i zwiększa szanse na taki ruch ze strony RPP już w marcu.

Tomasz Kaczor, ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego

Dane o zatrudnieniu to duża niespodzianka. Można to oczywiście tłumaczyć tym, że badana próba się zmienia. Więcej firm spełnia kryteria sprawozdawczości, co nie zmienia faktu, że zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło. I to jest optymistyczna informacja, która pokazuje, że gospodarka ma się całkiem nieźle.

Z pewnością dane z rynku pracy mogą posłużyć za potwierdzenie tezy, że rośnie ryzyko efektu II rundy. Mamy wysoką inflację, a dynamika wynagrodzeń nie zwolniła na tyle, by zneutralizować efekt wysokiego wskaźnika wzrostu cen. To nam przybliża podwyżki stóp, najbliższa może nastąpić w marcu-kwietniu. Rynek już to wycenia. Na podstawie notowań instrumentów pochodnych na stopę procentową można powiedzieć, że inwestorzy spodziewają się, że stopa referencyjna NBP wyniesie 4,25 proc. na koniec czerwca. A to oznacza podwyżkę o 50 pkt bazowych.

Z drugiej strony trzeba pamiętać, że dane za styczeń są podatne na zmiany w statystyce. Bałbym się na ich podstawie podejmować tak ważne decyzje, jak podwyżka stóp. Z tego punktu widzenia lepiej chyba poczekać do kwietnia. Wtedy będzie już wiadomo, jak wygląda aktualny koszyk inflacyjny, czy tendencje na rynku pracy się utrzymują oraz jak wygląda sprzedaż detaliczna. Mówiąc inaczej dopiero w danych za luty przekonamy się, jak ludzie zareagowali na drożyznę, czy ma ona jakieś przełożenie na konsumpcję. Może się okazać, że mimo wyższych plac konsumpcja spada, bo ludzie poczuli się biedniejsi po podwyżkach cen żywności, użytkowania mieszkania czy paliw. To kategorie towarów, za które i tak trzeba płacić mimo coraz wyższych cen.

Not. Marek Chądzyński


Tagi


Artykuły powiązane