Europie grozi nie tylko grecka burza

06.07.2015
Gospodarczą przyszłość Europy okrywają ciemne chmury, czego powodem są trzy nadciągające nawałnice - grecki kryzys, rosyjska ingerencja na Ukrainie oraz wzrost popularności partii populistycznych. Każda stanowi poważne zagrożenie, ale z każdą z osobna wspomagana występującym właśnie cyklicznym ożywieniem Europa jest w stanie się zmierzyć, ryzykując jedynie okresowe zakłócenia.
Mohamed El-Erian

Mohamed El-Erian

Mohamed El-Erian

Jeśli jednak nawałnice te połączą się i przeobrażą w coś w rodzaju „burzy absolutnej” (perfect storm – to po angielsku niemal synonim zwrotu „scenariusz najgorszy z możliwych”; po polsku brak odpowiednika, przyp. tłum.), to nadzwyczaj trudne będzie w najbliższym czasie przewidzenie kiedy nastąpi powrót pogodnych dni.

Te trzy burze są dziś w różnych stadiach formowania się. Najsilniej uderza grecki kryzys, który narastał od lat. Dla Grecji oznacza to nie tylko możliwość wyjścia – jako pierwszy kraj – ze strefy euro, ale i ryzyko, że stanie się ona państwem-bankrutem, to zaś oznaczałoby wielowymiarowe zagrożenie dla reszty Europy. Łagodzenie szkodliwych pod względem humanitarnym konsekwencji (związanych w migracjami transgranicznymi) tej burzy oraz jej geopolitycznego oddziaływania nie będzie zadaniem łatwym.

Druga burza, nadciągająca ze wschodu od UE, to kosztowny konflikt militarny w Donbasie na Ukrainie. Porozumienie o wstrzymaniu ognia, Mińsk II, oznaczało częściowe jedynie zahamowania kryzysu we wschodniej Ukrainie. Odzwierciedla ono najgłębsze od upadku Związku Radzieckiego pęknięcie w stosunkach Zachodu z Rosją.

Dalsza rosyjska interwencja na Ukrainie – bezpośrednia i/lub poprzez separatystów w Donbasie – stawiałaby Zachód przed ciężkim wyborem. Mógłby on albo zaostrzyć sankcje wobec Rosji – co potencjalnie oznaczałoby wpędzenie Europy w recesję, gdyż Rosja odpowiedziałaby na to również sankcjami – albo przystosować się do ekspansjonistycznych ambicji Rosji, wystawiając tym samym na niebezpieczeństwo inne kraje (w tym nadbałtyckich członków UE), w których żyje rosyjskojęzyczna mniejszość.

Kolejne poważne zagrożenie stanowi burza trzecia – zamieszanie polityczne, wywołane szybkim wzrostem popularności populistycznych ruchów politycznych. Te napędzane powszechnym niezadowoleniem wyborców ruchy skupiają się, zwłaszcza w krajach z problemami gospodarczymi, na paru zaledwie kwestiach, protestując -powiedzmy – przeciwko imigracji, oszczędnościom budżetowym czy Unii Europejskiej; a właściwie przeciwko wszystkiemu, za co mogą obwiniać powody kłopotów własnego kraju.

Grecy w styczniu obdarzyli ogromnym zwycięstwem wyborczym skrajnie lewicową, przeciwną oszczędnościom partię Syriza. We Francji na drugim miejscu w badaniach opinii publicznej plasuje się skrajnie prawicowy Front Narodowy. W zakończonych dopiero co wyborach powszechnych w Danii drugie miejsce – z 22 proc. głosów – zajęła antymigracyjna Duńska Partia Ludowa. A w Hiszpanii dwucyfrowym poparciem cieszy się lewicowy, przeciwny oszczędnościom ruch Podemos.

Przejawiane przez te partie ekstremistyczne tendencje oraz wąska platforma ich celów ograniczają elastyczność polityki rządu, ponieważ nakłaniają stosunkowo umiarkowane partie (i takichż polityków) do przyjmowania bardziej radykalnego stanowiska. Przykładem tego może być wykazana przez brytyjską Partię Niepodległości zdolność do osłabienia bazy Konserwatystów, co spowodowało przejście premiera Davida Camerona na pozycję zwolennika referendum w sprawie dalszego członkostwa kraju w UE.

W obliczu tych trzech nadchodzących burz przywódcy Europy muszą działać szybko, zapewniając zrobienie wszystkiego, co tylko się da, żeby rozpędzić każdą z osobna, zanim połączą się z innymi i żeby skutecznie radzić sobie ze wszelkim wywołanym przez nie zamętem. Dobrą wiadomościa jest fakt, ze regionalne narzędzia zarządzania kryzysowego zostały ostatnio wzmocnione, zwłaszcza od lata 2012 roku, kiedy to euro było bardzo bliskie załamania.

Są bowiem nie tylko nowe „bezpieczniki” instytucjonalne, takie jak Europejski Instrument Stabilizacji Finansowej, ale także uelastycznione zostały istniejące wcześniej organy, a tym samym stały się one bardziej efektywne. Ponadto Europejski Bank Centralny zaangażował się w zakrojony na wielką skalę program skupu aktywów, który można bez trudu i gwałtownie rozszerzyć. A kraje takie jak Irlandia, Portugalia i Hiszpania ciężką i znojną pracą zmniejszyły swoją podatność na zarażenie się pobliskimi kryzysami.

Gdyby jednak nadciągające burze połączyły się w jeden druzgocący huragan, to te bufory zostałyby poważnie osłabione. Z uwagi natomiast na to, że podstawę UE stanowią powiązania wzajemne – o charakterze ekonomicznym, finansowym, geopolitycznym i społecznym – zgubny wpływ każdego wstrząsu powodował będzie nasilenie innych, co spowoduje przeciążenie regionalnych bezpieczników, co będzie prowadzić do recesji, wznowienia niestabilności finansowej i tworzenia ognisk napięć społecznych. To zaś spowodowałoby zwiększenie i tak już wysokiego bezrobocia, zagroziłoby nasileniem podejmowania nadmiernego ryzyka finansowego, ośmieliłoby Rosję oraz dodatkowo wzmocniłoby ruchy populistyczne, utrudniając tym samym wszechstronne rozwiązania polityczne.

Na szczęście możliwość takiej „burzy absolutnej” stanowi w tym momencie bardziej zagrożenie niż scenariusz podstawowy. Mimo to ze względu na swój destrukcyjny potencjał zasługuje ona na poważną uwagę polityków.

W tym kontekście zapewnienie Europie gospodarczej przyszłości wymagać będzie, po pierwsze i najważniejsze – ponownego zaangażowania na rzecz regionalnych dążeń integracyjnych – dokończenia unii bankowej, postępu w unii fiskalnej i kroków ku unii politycznej. Prace te wypchnęła z planu działań niekończąca się seria spotkań i szczytów w sprawie Grecji.

Na poziomie krajowym ożywienia wymagają natomiast prowzrostowe inicjatywy gospodarcze, których pilność – jak się wydaje – częściowo osłabła w zetknięciu z nader z siebie zadowolonymi i nadmiernie usłużnymi rynkami finansowymi. Złagodziłoby to obowiązki ciążące na EBC, który jest obecnie zmuszony do realizowania wielorakich ambitnych celów, znacznie wykraczających poza jego możliwości co do osiągnięcia trwale dobrych wyników wzrostu gospodarczego, a także zatrudnienia, inflacji oraz stabilności finansowej.

Zrozumiałe, że obecne uwaga skupia się na „ulewie” w Grecji. Nie powinno to jednak aż tak rozpraszać polityków, by nie zdołali się przygotować do dwóch kolejnych możliwych burz – i do o wiele bardziej niepokojącej możliwości połączenia się ich wszystkich w jeden druzgocący huragan. Przywódcy Europy muszą dziś działać na rzecz minimalizacji tych zagrożeń, żeby nie okazało się, że w nadchodzących być może skrajnych warunkach pogodowych ich schronienie jest niewystarczające.

Mohamed A. El-Erian, główny doradca ekonomiczny w firmie Allianz oraz oraz członek jej międzynarodowego komitetu wykonawczego, jest także przewodniczącym Rady Globalnego Rozwoju przy prezydencie Baracku Obamie, a jego najnowsza książka nosi tytuł „When Markets Collide” [Gdy dochodzi do zderzenia rynków].

© Project Syndicate, 2015

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane