Gospodarcza wojna na wyczerpanie w Europie

27.12.2012
Gospodarczy pokój w Europie jest pozorny. Z prostego powodu: rządy wciąż nie znajdują sposobu na osiągnięcie wzrostu PKB, zatrudnienia i stabilności finansowej. Im dłużej trwa ta sytuacja, tym więcej „tlenu” wysysa ona z sektorów, będących we względnie dobrej kondycji.

Mohamed El-Erian fot. Project Syndicate/DG


Miałem dziewięć lat, gdy w Egipcie zaczął się okres znany później jako „wojna na wyczerpanie” z Izraelem. Podczas tej „ni wojny, ni pokoju”, tkwiące u źródeł napięcie jątrzyło się, a kruchy spokój od czasu do czasu przerywały starcia zbrojne.

Ta wojna na wyczerpanie była następstwem wojny czerwcowej z 1967 r., w której Egipt — ku ogromnemu zdziwieniu większości swoich obywateli oraz całego świata — poniósł sromotną klęskę. Jego lotnictwo zostało sparaliżowane, armia — całkowicie rozbita, a Izrael zagarnął cały Półwysep Synaj.

Rozmieszczone na wschodnim brzegu Kanału Sueskiego wojska izraelskie były zaledwie 100 kilometrów od Kairu. Izraelskie myśliwce kontrolowały przestrzeń powietrzną, tak więc stolica Egiptu i jego główne skupiska ludności były mocno zagrożone.

W oficjalnych komunikatach prawie się o tym nie mówiło. Zarówno w państwowej telewizji, jak i w kontrolowanych przez rząd gazetach — w tym czasie nie było wolnej prasy, Internetu ani telewizji kablowej — obywateli zapewniano, że Egipt odzyskał kontrolę nad swoim losem. Egipcjanie jednak wiedzieli jaka jest prawda.

Do dziś żywo pamiętam to ogólne poczucie niepokoju wśród obywateli. Ludzie obawiali się inwestować, a wielu rozważało, czy nie emigrować w poszukiwaniu lepszej przyszłości.

Ponieważ zasadnicze problemy nie zostały rozwiązane, po wojnie na wyczerpanie doszło w 1973 r. do kolejnej wojny na pełną skalę — i znów zadziwiła ona większość ludzi zarówno w Egipcie, jak i poza nim. Tym razem egipskie siły zbrojne zwyciężyły w licznych, początkowych bitwach, a po porozumieniu o zawieszeniu broni odzyskały część Synaju. To przygotowało grunt pod zawarty w 1979 r. traktat pokojowy z Izraelem.

Przypominam te wydarzenia nie po to, by kreślić porównania z obecnym konfliktem izraelsko-palestyńskim, którego skutkiem, tylko w ciągu paru ostatnich tygodni, była śmierć wielu cywili, głównie w Gazie. Przypominam tamtą historię dlatego, że dostrzegam w niej wiele podobieństw do tego, co dzieje się podczas europejskiego kryzysu zadłużeniowego.

Obywatele Europy — zwłaszcza w krajach peryferyjnych, jak Grecja, Portugalia i Hiszpania — ogarnięci są niepokojem. Poziom bezrobocia jest tam za wysoki i ciągle rośnie. Trwa załamanie gospodarki tych krajów, co prowadzi do przeciwdziałań, których efektem są kolejne tragiczne rekordy. Narasta ubóstwo. Nie ma się więc co dziwić, że zwiększonej emigracji do silniejszych krajów strefy euro (jak Niemcy) towarzyszy nasilony odpływ kapitału finansowego.

Przyznaję, że mojemu porównaniu z historią egipsko-izraelską daleko na szczęście do doskonałości. W Europie nie ma konfliktów zbrojnych. Nasilone poczucie braku pewności nie wiąże się z bombami i syrenami alarmowymi. Zagrożenie ma charakter ekonomiczny, a nie militarny. Mimo to poczucie „ni wojny, ni pokoju” istnieje całkiem realnie.

Gospodarczy pokój w Europie jest pozorny z prostego powodu: rządy wciąż nie znajdują sposobu na osiągnięcie wzrostu PKB, zatrudnienia i stabilności finansowej. Im dłużej trwa ta sytuacja, tym więcej „tlenu” wysysa ona z sektorów, będących we względnie dobrej kondycji. Dzieje się tak z trzech różnych powodów.

Po pierwsze, w gospodarce strefy euro występują nadzwyczaj silne powiązania wewnętrzne. Z tego względu przeniesienie się słabości z jednej jej części na inne jest tylko kwestią czasu. Świadczy o tym to, co dzieje się w Niemczech — dobrze rządzonym kraju, który kiedyś uważał się za odporny na kłopoty otoczenia. Po okresie rekordowo niskiego bezrobocia, tempo wzrostu gospodarczego znacząco tam spadło — do zaledwie 0,2 proc. w okresie od lipca do września. Jeśli ta tendencja utrzyma się, tempo wzrostu w czwartym kwartale będzie ujemne.

Po drugie, koszt operacji ratunkowych w strefie euro ciągle rośnie. Oczekuje się, że Cypr będzie wymagać znacznego finansowania z instytucji oficjalnych i dołączy do krajów (Grecji, Irlandii i Portugalii) objętych programami ratunkowymi; z tej trójki jedynie Irlandia bliska jest odzyskania normalnego dostępu do rynków kapitałowych. Z uwagi na to, że również Hiszpania potrzebować będzie dodatkowych miliardów na dokapitalizowanie, łączne roszczenia wobec podatników w krajach „rdzenia” strefy euro lawinowo narastają. To właśnie był jeden z czynników, które przyczyniły się do decyzji Moody’s (a wcześniej Standard & Poor’s) o pozbawieniu Francji ratingu AAA.

Po trzecie wreszcie, zarażenie niepomyślną sytuacją gospodarczą wykracza poza 17 krajów strefy euro. Kryzys zadłużeniowy tego regionu podważa współpracę z resztą, obejmującej 27 państw, Unii Europejskiej, czego skutkiem jest spektakularna klęska ostatniego szczytu budżetowego UE. Przyczynia się on także do spowolnienia gospodarczego w Chinach, budząc obawy (w moim przekonaniu —przesadzone), że nowe kierownictwo tego kraju może mieć problemy z doprowadzeniem do miękkiego lądowania gospodarki, przywykłej do dwucyfrowego (lub jednocyfrowego, ale na wysokim poziomie) tempa wzrostu.

Skutkiem tego braku „pokoju” byłyby już zapewne otwarte wojny gospodarcze i finansowe gdyby nie decydująca, i rosnąca rola, jaką odgrywa Europejski Bank Centralny. Kierowany śmiało przez Mario Draghiego, nastawia się on na zapewnienie większości rządów czasu, którego potrzeba im na skoordynowanie działań. I czyni to posługując się innowacyjnymi metodami — środkami ze swojego elastycznego bilansu zastępuje nadmiernie zadłużone rządy, tchórzliwych inwestorów oraz znikające depozyty bankowe.

Byłoby jednak wielkim błędem zakładać, że EBC może zapewnić trwały pokój ekonomiczny. Nie może. Jeśli rządy nadal będą trwać w niezdecydowaniu, EBC może najwyżej na chwilę odwlec wojnę.

W strefie euro — podobnie jak w Egipcie, podczas wojny na wyczerpanie — wciąż utrzymuje się głęboki niepokój gospodarczy, finansowy i społeczny. Jeśli rządy będą się nadal przerzucać z jednego fragmentarycznego lekarstwa na drugie — co jest wysoce prawdopodobne — skutki opóźnienia we wprowadzeniu całościowego rozwiązania wezmą w końcu górę nad tak odważnie prowadzoną przez EBC obroną.

Niektórzy mówią, że aby Europa mogła pójść naprzód, potrzebny jest jej zasadniczy kryzys — tak jak w Egipcie, gdzie wojna na wyczerpanie utorowała w końcu drogę do prawdziwej wojny, a potem do traktatu pokojowego. To jednak pogląd niebezpieczny, bo pociąga on ze sobą nie tylko ogromne zagrożenia, ale i koszty dla ludzi — wprawdzie okresowe, lecz tak wysokie, że nie do przyjęcia.

Europejskie rządy mają wszelkie przesłanki, by wykorzystać okres finansowego zaprzestania ognia, jaki skłonny jest im zafundować EBC. Dopuszczenie do upływu tego okresu bez postępu w kierunku trwałego spokoju ekonomicznego naraziłoby Europę na zaburzenia, które znacząco zmniejszyłyby jej szanse na długoterminową stabilizację gospodarczą, na wzrost i na tworzenie miejsc pracy.

Mohamed A. E-Erian jest dyrektorem w globalnym funduszu inwestycyjnym PIMCO, a także autorem książki „When Markets Collide”.

© Project Syndicate, 2012.

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane