Autor: Tomasz Gruszecki

Ekonomista, profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, specjalista w dziedzinie zarządzania.

Hiszpania nie jest w sytuacji bankruta

Uważam włączenie Hiszpanii do PIIGS za cokolwiek mechaniczne. Gospodarki Grecji i Hiszpanii to dwa światy, jeśli porównamy stopień ich rozwoju, wielkość majątku, możliwości produkcyjne i eksportowe. Gospodarka hiszpańska w przeciwieństwie do greckiej ma swój sektor nowoczesnej produkcji i znaczne inwestycje zagraniczne. Przywrócenie równowagi będzie bolesne i potrwa 2-3 lata.

Nad strefą euro ciągle zbierają się chmury. „Problemy fiskalne Grecji to wierzchołek góry lodowej”- twierdzi Nouriel Roubini. Sytuacja Grecji dalej pozostaje niejasna; poza politycznym poparciem (nie pozwolimy Grecji upaść) strefa euro nie zrobiła nic w sprawie ewentualnej pomocy, a rząd grecki buńczucznie oświadcza, że da sobie radę i pomocy nie potrzebuje. Nawet jednak przyjmując scenariusz pesymistyczny bankructwa rządu greckiego czy wyjścia z euro, to ze względu na małą wagę gospodarki greckiej (2 proc. gospodarek euro) casus Grecji nie zagrozi samej strefie. Z Hiszpanią jest sprawa poważniejsza ze względu na wielkość jej gospodarki. Hiszpania to dziewiąta gospodarka na świecie, członek Grupy G20, piąta gospodarka w UE z 46 mln mieszkańców i dochodem narodowym o wielkości 1,6 bln USD. To już waga średnia, a w skali UE nawet półciężka.

Hiszpania została zaliczona do grupy krajów, które ciągną euro w dół – PIIGS (Portugalia, Włochy, Irlandia, Grecja, Hiszpania ) – a każdym razie do grupy, którym wspólna waluta euro najwyraźniej obecnie nie służy.

Jeszcze niedawno Hiszpania była jednym z najdynamiczniejszych krajów w UE. W 1999 r. weszła do euro i niska stopa procentowa wywołała boom budowlany oraz spadek tradycyjnie dużego bezrobocia do ok.8-10 proc. w połowie lat 90. W latach 2000- 2005  gospodarka hiszpańska stworzyła więcej niż połowę nowych miejsc pracy w całej UE i przyciągnęła znaczne ilości kapitału zagranicznego. Dynamika gospodarki opierała się zwłaszcza na dwu sektorach – budownictwie (jego udział w PKB dochodził do 18 proc. i 12 proc. w zatrudnieniu) i turystyce (5 proc. PKB w 2006 r.). Umocnił się też hiszpański sektor bankowy (który pozostał dosyć zdrowy także w kryzysie 2008-2009.). Według „Die Welt”  Hiszpania, rozwijając się tak dalej, mogła przewyższyć Niemcy w PKB na głowę w 2011 r.

Uderzenie przyszło od najsilniejszej strony gospodarki – od załamania boomu budowlanego, który rozwijał się szybciej niż mógł wzrosnąć popyt, nawet finansowany łatwo dostępnymi i tanimi kredytami, zaciąganymi głównie na budowę domów i mieszkań. Spadały kredyty zabezpieczane hipotekami (rys.1).

 WYK1GROK

 Rys.1. Spadek kredytów zabezpieczonych hipotekami 2006-2008

Boom budowlany, osiągnąwszy szczyt gdzieś ok. 2006 r., zaczął wygasać , tymczasem olbrzymie kredyty deweloperów ciągle były zaangażowane w rozpoczęte budowy. Rys. 2 pokazuje spadek kredytów dla gospodarstw domowych w latach2006-2008.

 WYK2GROK

 

Rys.2. Spadek sprzedaży domów Hiszpanii w latach 2007-2009

Pęknięcie bańki budowlanej rozpoczęło ogólne chłodzenie gospodarki; spadały zamówienia, zatrudnienie, konsumpcja i kredyty (rys.3).

 WYK3GROK

 Rys.3.  Spadek pożyczek bankowych w Hiszpanii dla gospodarstw domowych (proc., zmiana rok do roku)

To wszystko musiało się odbić na dochodzie narodowym, którego tempo spadało już od 2006 r. (rys.4).

 WYK4GROK

Rys. 4. Spadek PKB w latach 2006-2008, kwartalnie

W 2009 r. PKB Hiszpanii zmniejszył się o 3,6 proc., a prognozy na 2010 (MFW) przewidują dalszy spadek, ok. 0,6 proc., podczas gdy dla całej strefy euro prognoza wzrostu wynosi 1 proc.

Najbardziej w wyniku kurczenia się gospodarki ucierpiało zatrudnienie. W Hiszpanii zawsze był to problem – przed wejściem do UE sięgało ono 20 proc., a okresami nawet więcej, stąd bardzo duża imigracja. Po okresie szybkiego wzrostu po wejściu do UE znowu powróciło do najwyższego poziomu w strefie euro. Okresami miesięczny wzrost bezrobocia dochodził do 50 proc.

 Ogólna roczna stopa bezrobocia (wygładzona sezonowo) dochodzi do 20 proc. (rys.5).

 WYK6GROK

Rys.5. Wzrost stopy bezrobocia w Hiszpanii, 2008-2009

W ciągu ostatnich dwu lat bezrobocie wzrosło o 25 proc. rocznie. W grudniu 2009 sięgnęło 19,3 proc. Dotyka ono zwłaszcza młodych (40 proc. ) oraz licznych imigrantów, których ściągnął boom budowlany poprzednich lat. Bezrobocie w tej skali – o 10 pkt. procentowych większe niż i tak duża obecnie średnia w UE (10 proc.) to prawdziwa tragedia.

Wszystkie analizy ekonomiczne zwracają uwagę na patologie hiszpańskiego rynku pracy. Po pierwsze – jest on bardzo nieelastyczny, co powoduje ochronę stosunku pracy uprzywilejowanej mniejszości zatrudnionych na stałe i niechęć pracodawców do zatrudniania. Po drugie – wzrost płac jest dużo szybszy niż wydajności; to skutek dynamiki gospodarczej i presji tradycyjnie silnych związków zawodowych.

Szczególnie widać tę tendencję, kiedy porówna się jednostkowe koszty pracy w Niemczech i Hiszpanii (rys. 6) 

 

Rys.6. Jednostkowe koszty pracy w Niemczech i Hiszpanii:2000-2008

O ile Niemcy przeprowadziły na początku XXI w. restrukturyzację kosztów pracy, dbając o konkurencyjność niemieckiego eksportu, stanowiącego główny silnik gospodarki, o tyle Hiszpanie dosyć beztrosko zwiększali płace i konsumpcję, podczas gdy konkurencyjność gospodarki hiszpańskiej spadała.

Tutaj dochodzimy do roli euro. Otóż szybki rozwój lat 2000-2005, znaczny wzrost kredytów inwestycyjnych i konsumpcyjnych, a w rezultacie wzrost płac i konWYK14GROKsumpcji, nie byłyby możliwe bez niskich kosztów kredytu dzięki przebywaniu w strefie euro oraz olbrzymiego zasilenia kredytowego ze strefy.  

Można powiedzieć, że tani pieniądz i łatwo dostępny kredyt podziałały jak narkotyk. Ale to wszystko nie prowadziłoby jeszcze do zagrożenia kryzysem, gdyby gospodarka utrzymywała wewnętrzną i zewnętrzną równowagę. Ta jednak została zachwiana w fazie szybkiego wzrostu i boomu kredytowego. Duża część wzrostu konsumpcji została sfinansowana rosnącym importem i deficytem w handlu zagranicznym (rys. 7).

 WYK9GROK

 

 Rys.7. Deficyt Hiszpanii w obrotach handlowych, miliardy euro, miesięcznie

Deficyt w obrotach handlowych sięgał miesięcznie aż do 900 mld euro w końcu 2007 r. i dopiero w 2009 r. zmniejszył się do 400 mld euro. Deficyt ten w dużej mierze wywołany był boomem konsumpcyjnym i tanim pieniądzem. Wprawdzie w 2009 spadł, ale rachunek obrotów bieżących Hiszpanii pokazuje niezrównoważenie zewnętrzne gospodarki.; rachunek obrotów bieżących w 2008r. doszedł do ponad -10 proc. (rys.8).

WYK10GROK

 Rys.8. Deficyt obrotów bieżących Hiszpanii, jako procent  PKB

Duży deficyt w zewnętrznych obrotach bieżących Hiszpanii, i to utrzymujący się przez dłuższy czas, miał dwie główne przyczyny:

– wzrost płac ponad wydajność i spowodowany tym boom konsumpcyjny

– spadek efektywności konkurencyjnej gospodarki,  skutkujący coraz większą luką między eksportem a importem.

Pierwsza przyczyna została już omówiona, natomiast na wystąpienie drugiej wskazują dane na rys.9, ujawniające coraz większą rozpiętość między bilansem obrotów bieżących Niemiec, które przeszły restrukturyzację kosztów pracy, a Hiszpanią. Pamiętajmy, że Niemcy, jako najsilniejsza gospodarka w strefie euro i jednocześnie mająca największy wpływ na określenie kursu euro, są swoistym benchmarkiem dla innych członków strefy; pogarszanie się pozycji danej gospodarki względem Niemiec zawsze więc będzie sygnalizowało kłopoty.

 WYK11GROK

Rys.9. Porównanie bilansów obrotów bieżących Hiszpanii i Niemiec

Stwierdzenie o coraz bardziej pogarszającej się konkurencyjności gospodarki hiszpańskiej w stosunku do niemieckiej potwierdza porównanie efektywnego kursu euro w eksporcie Niemiec i Hiszpanii. Rys.10 pokazuje, że efektywność eksportu hiszpańskiego względem niemieckiego pogarsza się; oznacza to, że Hiszpania, chcąc zarobić euro, musi wyeksportować więcej niż Niemcy (wzrost na rysunku oznacza konieczność wyeksportowania większej ilości towarów)

 WYK12GROK

Rys.10. Realna efektywna stopa wymiany (Real Effective Exchange Rate- REER) Hiszpanii i Niemiec

źródło: BNP Paribas

Hiszpania nie jest jedynym krajem w UE i strefie euro, który ma ujemny bilans obrotów handlowych. Ale też nie jest przypadkowe, że kraje strefy euro o spadającej  realnej efektywnej stopie wymiany: Irlandia, Hiszpania, Grecja zostały zaliczone do tych, które sprawiają kłopoty (PIIGS).

 WYK13GROK

Rys.11. Porównanie realnych efektywnych stóp wymiany Irlandii, Hiszpanii, Grecji i Niemiec. Jak widać efektywność eksportu, a więc konkurencyjność trzech pierwszych krajów w stosunku do Niemiec pogarsza się  (Hiszpanii w stosunku do Niemiec gdzieś od 1999 r., a więc od wejścia do strefy euro). Stopa wymiany Hiszpanii jest nawet gorsza od greckiej i lepsza tylko od irlandzkiej.

Czas wreszcie przyjrzeć się stronie fiskalnej gospodarki hiszpańskiej. Deficyt budżetowy w 2009 r. to aż 12 proc. PKB, ale nie jest jedyna w strefie euro i UE; podobny deficyt ma Irlandia, Grecja i – nie należąca do euro – W. Brytania. Sytuacja w budżecie zaczęła się gwałtownie pogarszać od 2008 r., kiedy Hiszpania „weszła w jeden z najgłębszych kryzysów w ostatnich 50 latach”, według hiszpańskiego ministra finansów. Deficyty budżetowe nie ominęły zresztą żądnego z krajów strefy euro, a w Niemczech wyniosły w 2009 r. ok. 5 proc. PKB (rys.12).

 WYK7GROK

Rys.12. Deficyt budżetowy Hiszpanii na przestrzeni lat 2000-2009  w porównaniu z deficytem budżetowym Niemiec

W przeciwieństwie do Grecji, która ma zarówno deficyt budżetowy równy hiszpańskiemu (12 proc. PKB), jak i dług publiczny przekraczający 112 proc.  PKB, oraz Portugalii z długiem 84 proc. PKB i Irlandii (dług: 83 proc. PKB), dług hiszpański nie jest duży; wynosi ok.66, 3 proc. PKB – a więc tylko lekko przekracza dopuszczalny poziom w strefie euro. Hiszpania ma ciągle wysoki rating (AA+) ; wyższy od Portugalii (AA), Irlandii (AA-) i oczywiście Grecji (BBB). W dużej mierze hiszpański deficyt budżetowy wynika z działania automatycznych stabilizatorów: bardzo dużego spadku zatrudnienia, produkcji i sprzedaży, a w konsekwencji wpływów budżetowych. Dodatkowym czynnikiem jest szara strefa, zmniejszająca wpływy podatkowe. Sam duży deficyt, jeśli nie będzie trwał długo i gospodarka ponownie wróci do wysokiego tempa wzrostu, nie jest jeszcze tragedią.

O kryzysie w Hiszpanii zaczęło być głośno po ujawnieniu katastrofalnej sytuacji w Grecji. Jednym tchem zaliczono ją do państw „nieudaczników” (PIIGS) – przeciw czemu rząd hiszpański gwałtownie oponuje. W związku z tym  powstają pytania:

– czy sytuacja Hiszpanii jest rzeczywiście tak zła, aby zestawiać ją w jednym rzędzie z Grecją i włączać do grupy PIIGS

– kiedy gospodarka Hiszpanii może wrócić do pozytywnego tempa wzrostu i od czego to zależy.

Uważam włączenie Hiszpanii do klasy PIIGS za cokolwiek mechaniczne, oparte wyłącznie na kryterium stopnia przekroczenia wymogów dla strefy euro (deficyt budżetowy i dług). Jest to klasyfikacja przeprowadzana przez międzynarodowych inwestorów, posiadających obligacje w euro i zaniepokojonych możliwością trudności w ich wykupie. I którym te obligacje „parzą ręce”. Gospodarki Grecji i Hiszpanii (a także Irlandii) to zupełnie inne gospodarki, jeśli porównamy stopień ich rozwoju, wielkość majątku, możliwości produkcyjne i eksportowe. Gospodarka hiszpańska np. w przeciwieństwie do greckiej ma swój sektor nowoczesnej produkcji (przemysł lotniczy, samochodowy, chemiczny) i znaczne inwestycje zagraniczne (w Ameryce Łacińskiej). Została dotknięta ciężkim kryzysem głównie w wyniku sztucznego rozwoju sektora budowlanego i zbyt wysokich płac.

Przywrócenie równowagi będzie bolesne i potrwa zapewne 2-3 lata, ale nie jest to sytuacja bankruta. Zresztą nie można sobie wyobrazić, aby strefę euro opuściła piąta gospodarka UE. Jak już nadmieniałem, rządy Hiszpanii i Portugalii bardzo ostro zaprotestowały przeciw opiniom międzynarodowych inwestorów i prasy, włączających je do PIIGS. „El Pais” sugeruje nawet, że jest to spisek międzynarodowej anglosaskiej finansjery i obie iberyjskie stolice zamierzają wynająć prestiżowe brytyjskie firmy PR, aby zapobiec nieprzyjaznej propagandzie . http://wyborcza.biz/biznes/2029020,100896,7564404.html

Bardziej złożona jest odpowiedź na drugie pytanie: jakie są warunki wyjścia z kryzysu.

Edward Hugh, hiszpański profesor ekonomii i niewątpliwy znawca problemów gospodarki hiszpańskiej, podkreśla w swoim blogu, że podstawowy problem gospodarki hiszpańskiej to nie problem fiskalny, ale spadek konkurencyjności gospodarki, spowodowany „przegrzaniem” rozwoju, zbyt szybkim tempem wzrostu płac i nadkonsumpcji, stymulowanym przez wzrost importu. To wszystko było możliwe dzięki tanim kredytom i łatwemu do nich dostępowi. Pęknięcie bąbla w budownictwie spowodowało gwałtowną zapaść, objawiającą się głównie we wzroście bezrobocia. Duży deficyt budżetowy jest tylko konsekwencją, a nie przyczyną główną.

Tu jednak zaczyna się podobieństwo z Grecją, jeśli idzie o drogi wyjścia z tej sytuacji. Ponieważ żaden z tych krajów nie może skorzystać z automatycznego zrównoważenia deprecjacją lub dewaluacją – wobec sztywności kursu w strefie euro – należałoby przeprowadzić dewaluację wewnętrzną, to znaczy obniżyć (względnie, w stosunku do cen) płace i uelastycznić rynek pracy. Oczywiście trzeba też zwiększyć wpływy budżetowe, aby zmniejszyć deficyt – ale samo zmniejszenie deficytu nie załatwia jeszcze spadku konkurencyjności gospodarki wobec jej konkurentów w strefie euro (to znaczy głównie Niemiec). To oznacza, jak pisze Danuta Walewska w „Rzeczpospolitej”  (z 19.02.2010), „koniec hiszpańskiej fiesty”.

Problem w tym, że jest to kuracja wyjątkowo trudna do przeprowadzenia w kraju z tak dużym bezrobociem, większym o 10 pkt. procentowych od średniej w UE. Oznaczałaby przez 2-3 lata gwałtowne pogorszenie poziomu płac i konsumpcji i prawdopodobnie jeszcze większe bezrobocie.

Taką kurację mógłby przeprowadzić rząd, który nie obawiałby się o spadek popularności i uzyskałby (przynajmniej ciche) poparcie opozycji. Tutaj dochodzimy do ograniczeń politycznych. Obecny rząd socjalistyczny Hiszpanii nie wydaje się skłonny wejść w rolę uzdrowiciela. Jak pisze „The Economist”, „rząd zbyt lekko ocenia konieczność reform” (za: „Rzeczpospolita” z 15.02.2010). „Premier nie mówi krajowi, że Hiszpania potrzebuje reform i że jesteśmy biedniejsi niż wcześniej sądziliśmy” – lamentuje jeden z ekonomistów. Rząd na razie wydaje się odrzucać ostrą kurację, a na mocy porozumień między przedsiębiorcami i związkami zawodowymi płace w latach 20120-2011 mają urosnąć o 1-2,5 proc.

Sytuacja, jak pisze „The Economist”, może stać się szczególnie dotkliwa dla gospodarstw domowych. Kiedy EBC zacznie podnosić stopy procentowe, zanim Hiszpania zdąży przeprowadzić odpowiednie reformy, płace zaczną spadać, a jednocześnie odsetki od ich długów (głównie mieszkaniowych) zaczną rosnąć. Droga reform jest możliwa (przypomnijmy reformy kanclerza Schmith; a w pierwszych latach po 2000 r., tzw. Hartz IV), ale sytuacja polityczna w najbliższych latach w Hiszpanii może być bardzo burzliwa. Dopiero przyszły rozwój wydarzeń zdecyduje, czy rzeczywiście należy zaliczać Hiszpanię do PIIGS.

Na koniec ostatni wniosek z doświadczeń strefy euro dla polskich entuzjastów szybkiego wejścia. Bardzo wielu nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo trudno jest – po okresie przegrzania gospodarki i wejścia w deficyty- przywracać równowagę, mając zablokowaną możliwość amortyzacji płynnym kursem, tylko przez cięcia fiskalne i wewnętrzną dewaluację. Jest to tym trudniejsze, im mniej konkurencyjna jest dana gospodarka w stosunku do tej, która wyznacza podstawowy poziom konkurencyjności w strefie euro.

WYK1GROK
WYK1GROK
WYK2GROK
WYK2GROK
WYK3GROK
WYK3GROK
WYK4GROK
WYK4GROK
WYK6GROK
WYK6GROK
WYK14GROK
WYK14GROK
WYK9GROK
WYK9GROK
WYK10GROK
WYK10GROK
WYK11GROK
WYK11GROK
WYK12GROK
WYK12GROK
WYK13GROK
WYK13GROK
WYK7GROK
WYK7GROK

Otwarta licencja


Artykuły powiązane

Północ kontra Południe, czyli wierzyciele kontra dłużnicy

Kategoria: Analizy
Asymetria, między krajami bardzo zadłużonymi a zadłużonymi umiarkowanie, jest groźna dla stabilności strefy euro, a także całej Unii Europejskiej. Zwiększa bowiem ryzyko przedłużającej się stagnacji gospodarczej.
Północ kontra Południe, czyli wierzyciele kontra dłużnicy

Powracające kłopoty fiskalne

Kategoria: Analizy
Dobra koniunktura międzynarodowa pozwoliła utrzymać przez kilka lat silny wzrost gospodarczy w Polsce. Dzięki temu poprawiła się też sytuacja finansów publicznych. Spowolnienie, które nas czeka w najbliższych miesiącach oraz konieczność zwiększenia wydatków dla wsparcia zamrożonej gospodarki pogorszą sytuację budżetu.
Powracające kłopoty fiskalne