Ile kosztuje odzyskiwanie zapłaconego podatku?

17.01.2011
Przepisy Unii Europejskiej nie pozwalają wspierać budownictwa poprzez niższą stawkę VAT na materiały budowlane. Kiedy Polska wchodziła do Unii, naszym negocjatorom nie udało się nic wywalczyć w tej sprawie. Stawki wzrosły, ale zaraz potem Sejm postanowił obejść uzgodnienia i skompensować budującym domy i remontującym mieszkania wzrost VAT z 7 na 22 proc. Chodzenie krętymi ścieżkami jest jednak bardzo kosztowne – i dla budżetu i dla podatnika.
Trzeba zapytać czy system zwrotu VAT za materiały budowlane nie stoi na głowie CC-SA Nina Aldin Thune

Trzeba zapytać czy system zwrotu VAT za materiały budowlane nie stoi na głowie CC-SA Nina Aldin Thune

Trzeba zapytać czy system zwrotu VAT za materiały budowlane nie stoi na głowie CC-SA Nina Aldin Thune

Koncepcja ustawy o zwrocie niektórych wydatków związanych z mieszkaniami  jest prosta – materiały budowlane mają być faktycznie opodatkowane tak samo jak przed wejściem do Unii. Jeśli remontujący mieszkanie wydał 122 zł (100 zł netto plus 22 zł VAT) na płytki do łazienki, budżet państwa zwraca mu 15 zł (22 – 7) różnicy w VAT. To co proste w teorii, może jednak być bardzo skomplikowane w praktyce.

Co trzeba zrobić, żeby otrzymać zwrot?

Osoba, która remontuje mieszkanie lub buduje dom zbiera faktury. Robi kopię aktu własności, umowy najmu lub pozwolenia na budowę i wszystkich faktur. Potem musi wypełnić wniosek o zwrot części poniesionych wydatków, na którym trzeba wyszczególnić każdą fakturę i kwotę jaka jest do zwrotu. To wymaga nie lada kompetencji, ponieważ zwrot przysługuje nie od wszystkich materiałów budowlanych. Ustawie towarzyszy wykaz materiałów budowlanych, od których należy się zwrot podatku. Wykaz liczy 170 pozycji i teoretycznie powinien być pomocny. Laik ma jednak kłopoty w odpowiednim zakwalifikowaniu zakupionych materiałów, bo nie wyczyta w nim, że wydatek np. na sosnową boazerię kwalifikuje się do zwrotu, a na kołki rozporowe już nie.

Jeszcze wizyta w urzędzie skarbowym i pałeczkę przejmuje administracja, która ma 4 miesiące na rozpatrzenie sprawy zwrotu. Najpierw mała armia stażystów (tak wydaje się pieniądze na aktywne formy zwalczania bezrobocia) pieczołowicie wklepuje dane z papieru do komputera. Potem paczki z wnioskami trafiają do urzędników merytorycznych, którzy sprawdzają faktura po fakturze, pozycja po pozycji czy podatnik wnioskuje o zwrot tylko za materiały objęte wykazem. Osoby, które wykonują te obowiązki uważają, że trudno wyobrazić sobie bardziej jałową i niepotrzebną pracę. Jeśli mają wątpliwości dzwonią do sklepów budowlanych z pytaniem o to jaką stawką był objęty nietypowy materiał przed 2004 rokiem.

Ogromna większość wniosków zawiera błędy. Nawet gdy w rozliczeniu nie zgadzają się tylko krzyżyki do równego układania płytek za 10 zł, urzędnik wzywa podatnika, aby osobiście stawił się i skorygował błędne pozycje. Jeśli w bazie danych nie ma telefonu, wysyła wezwanie pocztą z pouczeniem, że za niestawienie się w terminie grozi kara porządkowa.

Ile to wszystko kosztuje?

W Ministerstwie Finansów – jak wynika z oficjalnie uzyskanej odpowiedzi –  „brak jest danych dotyczących kosztów [obsługi administracyjnej wniosków o zwrot VAT za materiały budowlane].” A jest to istotny program polityki społeczno-gospodarczej państwa.

W szczytowym roku boomu budowlanego w 2008 r. urzędy skarbowe rozpatrzyły blisko pół miliona wniosków i zwróciły ponad 1,5 miliarda złotych (108 zł na każdego pracującego Polaka). W kryzysowym 2009 r. zwrócono 1 miliard złotych. W 2010 r. będzie to znowu grubo ponad 1 miliard złotych (w pierwszych  III kwartałach 2010 r. zwrócono 817 milionów złotych, ale w drugiej połowie roku, po zakończeniu sezonu budowlanego napływa zazwyczaj więcej wniosków).

Średnia kwota zwrotu wynosi około 2 tysiące złotych, z naturalnymi odchyleniami między bogatszymi i biedniejszymi regionami kraju. Uwagę należy zwrócić na to, że od początku obowiązywania ustawy, czyli od 1 stycznia 2006 r. średnia kwota zwrotu wzrosła ponad dwukrotnie. Sprzedawcy materiałów budowlanych wskazują, że po wprowadzeniu możliwości zwrotu VAT, faktury nie były zawyżane. Można jednak zauważyć wzrost liczby osób biorących fakturę przy zakupie. Sprzedawcy łączą to z tym, że coraz więcej ludzi ma udokumentowane źródła dochodów, w związku z czym wniosek o zwrot VAT nie będzie budził podejrzeń urzędu skarbowego. Podczas boomu mieszkaniowego  ceny materiałów budowlanych wzrosły bardziej niż inne. Przede wszystkim jednak wzrost kwoty średniego zwrotu pokazuje jak Polacy się wzbogacili. W ciągu ostatnich 5 lat wzrosły płace, budujący i remontujący mieszkania kupują droższe, importowane kafelki, używają lepszych materiałów.

Budżet wydaje więc rocznie ponad miliard złotych w gotówce na wsparcie budownictwa mieszkaniowego, ale nikt nie wydaje się być zainteresowany efektywnością tego programu. Pokazuje to jak słaba jest rzeczywista kontrola nad finansami publicznymi mimo audytów wewnętrznych, inspekcji NIK-u i interpelacji poselskich.

Nie samym powietrzem urzędnik żyje

Przy braku oficjalnych danych trzeba posługiwać się szacunkami i ekstrapolacjami z cząstkowych informacji. W małym mieście w Polsce B w ciągu roku 850 wnioskami na łączną kwotę 1,5 mln złotych zajmowało się w ubiegłym roku 3 – 4 pracowników. Ich płace brutto kształtują się w granicach 2000 – 3000 zł miesięcznie, co razem z trzynastką daje koszt po stronie budżetu rzędu 120 tys. złotych rocznie.

Niewiadomą pozostają koszty pośrednie – wynajem lub utrzymanie biura, uzbrojenie miejsca pracy, telefony, ogrzewanie, sprzątanie, itp. Ministerstwo Finansów podaje, że koszt zatrudnienia jednej osoby w administracji skarbowej wynosi 66 774 zł rocznie. Zwrotami VAT zajmują się pracownicy niskiego szczebla, więc kwota ta może być zawyżona. Biorąc to pod uwagę koszt obsługi administracyjnej w tym jednym urzędzie, nie licząc „wklepywaczy” zatrudnionych przez urząd pracy na umowę o staż oraz pracę urzędników merytorycznych w izbach skarbowych i Ministerstwie Finansów, można przyjąć, ze koszt ten w przypadku jednej miejscowości kształtuje się na poziomie 150 tys. złotych, czyli 10 proc. całkowitej kwoty zwrotu.

Czas to pieniądz

Pomoc doradcy podatkowego przy wypełnianiu wniosku w średniej wielkości mieście kosztuje ok. 100 zł za wniosek liczący do 30 faktur. Jak pisał Adam Smith – taki jest koszt obowiązków biurokratycznych, ile jesteśmy gotowi zapłacić aby się od nich uwolnić. Do tego należy doliczyć statystycznie 1,8 wizyty w urzędzie skarbowym – jedna do złożenia wniosku, druga, prawdopodobna na 80 proc., do korekty błędów.

Przeprowadzone na zlecenie Ministerstwa Gospodarki badanie kosztów administracyjnych rejestracji działalności gospodarczej przyjmuje że jedna wizyta w urzędzie to strata, czyli koszt 1,5 godziny. Łączny koszt dla gospodarki to 2,7 godziny statycznego pracującego Polaka, czyli około 70 zł (przy średniej pensji 3500 zł/mc, wartość pracownika dla pracodawcy to ok. 4150 zł/mc, czyli przy 160 godzinach w miesiącu – 26 zł/godzinę). Faktycznie należałoby założyć więcej, bo częściej budują się i remontują Polacy zarabiający lepiej niż średnią krajową, a także doliczyć koszt transportu.

Reasumując – dla uzyskania trafiających do podatników zwrotów sięgających 1 mld złotych, budżet musi wydać jeszcze 100 mln zł na machinę biurokratyczną związaną z ich obsługą, a podatnicy ponoszą 85 mln złotych dodatkowych kosztów. 100 milionów złotych tu, 85 milionów tam i ani się obejrzymy a rozmawiamy o dużych pieniądzach, zwłaszcza za tak prosty program jak ten, żeby wszystko zostało po staremu. Po 4 latach jego funkcjonowania może czas już się zastanowić czy miliarda z okładem złotych rocznie nie da się spożytkować w lepszy sposób.


Tagi


Artykuły powiązane