Autor: Katarzyna Bartman

Redaktor naczelna miesięcznika „Praca za granicą”.

Inwestorzy są optymistami, ale boją się Europy

Azja i Pacyfik to region najwyższego wzrostu gospodarczego na świecie. Problem w tym, że inwestorzy stamtąd od europejskiego wolą rynki afrykańskie i południowoamerykańskie. Dobra wiadomość dla Polski jest jednak taka, że „nasi” zagraniczni inwestorzy nie uciekają, ale przenoszą swoje zainteresowanie na polskie firmy.
Inwestorzy są optymistami, ale boją się Europy

(Opr. DG)

Pomimo kryzysu finansowego w strefie euro, obniżenia oceny ratingu inwestycyjnego Stanów Zjednoczonych, obaw o wzrost inflacji w Chinach, a także spadków na światowych giełdach, ponad 90 proc. liderów światowego biznesu patrzy optymistycznie w przyszłość – wynika z najnowszego badania: „50 Degrees East”, przeprowadzonego przez międzynarodową kancelarię Allen & Overy.

Celem badania było m.in przeanalizowanie światowych przepływów finansowych z inwestycji. Wyniki raportu zaskakują. Aż 96 proc. respondentów (ponad 1000 przedstawicieli kadry zarządzającej z 19 najbardziej rozwiniętych państw świata) jest przekonanych, że w ciągu dwóch najbliższych lat perspektywy biznesowe będą dobre lub bardzo dobre. Najlepiej sytuację oceniają respondenci z Indii, Brazylii, Chin, Zjednoczonych Emitarów Arabskich i USA. Jednocześnie, aż 3/4 badanych wskazała na Chiny oraz region Azji i Pacyfiku jako niekwestionowanych liderów światowej gospodarki.

– Wyniki ankiety potwierdzają tezę o wzrastającej roli Chin oraz całego regionu Azji i Pacyfiku w gospodarce światowej. Wśród dziesięciu najbardziej atrakcyjnych dla inwestorów państw na świcie aż połowa pochodzi z tego właśnie obszaru. Są to Chiny, Indie, Japonia, Singapur i Australia. Według szacunków Azjatyckiego Banku Rozwoju, kraje tego regionu reprezentować będą 50 proc. globalnego dochodu światowego (GDP). Słuszne jest zatem mówienie o Azji i Pacyfiku, jako regionie największego obecnie wzrostu gospodarczego na świecie – przekonuje Arkadiusz Pędzich, partner zarządzający w warszawskim oddziale firmy Allen&Overy.

Ekspert zwraca uwagę, że raport znacząco weryfikuje dotychczasową jednostronną opinię o państwach azjatyckich, jako absorbujących zagraniczne inwestycje.

– Kraje te same stały się znaczącymi inwestorami, czego dowodem jest wzrost skali inwestycji pochodzących z tego regionu łącznie o 380 proc. (nie tylko z Azji ale państw BRIC)  Skok ten nastąpił w ciągu zaledwie 5 ostatnich lat ( 2005-2010) – przypomina Arkadiusz Pędzich.

Podaje przykład Chin, które podniosły swój budżet na inwestycje zagraniczne z poziomu 12,2 mld dol. w 2005 r. do 68 mld dol. w roku ubiegłym.

Na tym jednak kończą się dobre informacje dla Europy. Z badania wynika bowiem, że w oczach azjatyckich inwestorów region Europy Środkowej nie jest atrakcyjny pod względem inwestycyjnym. O wiele wyżej cenią państwa Afryki i Ameryki Południowej.

– Polska nadal postrzegana jest jako kraj rozwijający się. Stąd, na percepcję naszej atrakcyjności mają wpływ wydarzenia w innych krajach Europy Środkowej i Wschodniej, jak również krajów strefy euro – przyznaje Arkadiusz Pędzich.

Spadek zainteresowania inwestycjami w Polsce to także efekt potężnego kryzysu w strefie euro. Kraje, które były dotąd tradycyjnym źródłem kapitału inwestycyjnego w Polsce, jak Niemcy, Francja, Włochy czy Holandia borykają się obecnie z własnymi problemami. Dla polskiego budżetu to nie najlepsza zapowiedź. Z szacunkowych danych Narodowego Banku Polskiego wynika bowiem, że wpływy z BIZ ( napływ kapitału zagranicznego netto) za siedem miesięcy 2011r. wyniosły zaledwie 3, 624 mld euro, co stanowi tylko 75 proc. wartości BIZ z 2010r., kiedy wskaźnik ten wynosił 6, 702 mld euro. Dla porównania, w rekordowym 2007r. BIZ w Polsce kształtował się na poziomie 17,222 mld euro. Rok później, kiedy świat zaczął pogrążać się w recesji, BIZ w Polsce spadł do 10,118 mld euro.

Jest też dobra informacja. Spadkowi inwestycji bezpośrednich i wzrostowi odpływu kapitału z zysków, towarzyszy powolny wzrost zaangażowania w akcje i udziały polskich spółek. W 2009 roku wpływy z inwestycji portfelowych osiągnęły rekordową wartość 29, 3 mld dol. To efekt m.in tego, że na inwestorach pozytywne wrażenie robią wyniki naszej gospodarki, skala wzrostu gospodarczego, utrzymujący się popyt wewnętrzny i relatywna stabilność polityczna i ekonomiczna kraju, zwłaszcza na tle wydarzeń w Grecji.

Również nasz rynek kapitałowy staje się, mimo recesji, coraz atrakcyjniejszą bazą pozyskiwania kapitału dla zagranicznych spółek.

– W związku z problemami sektora bankowego w Europie Zachodniej oraz za Oceanem, nasz rynek finansowy stał się potencjalnie atrakcyjny dla inwestorów. Niestety, pogłębiające się ostatnio problemy z zadłużeniem państw w strefie euro oraz niepewność co do wpływu tego kryzysu na banki europejskie ograniczyły apetyty potencjalnych nabywców – przyznaje Arkadiusz Pędzich.

Kolejnym sektorem, który może liczyć na zainteresowanie inwestorów zagranicznych jest energetyka. Na sprzedaż polskich aktywów zdecydował się Vattenfall i nie można wykluczyć, że w jego ślady pójdą kolejni inwestorzy, którzy będą się koncentrować na rynkach, gdzie mają silniejszą pozycję. Poza tym jest to sektor, który wymaga w najbliższej przyszłości pozyskania potężnych nakładów inwestycyjnych. Według eksperta na zainteresowanie inwestorów zagranicznych może liczyć także sektor telekomunikacji, przetwórstwa spożywczego i handlu detalicznego, a także odporny na kryzys przemysł farmaceutyczny. Wiele inwestycji typu „greenfield” dotyczy właśnie tego sektora.

(Opr. DG)

(Opr. DG)

(Opr. DG)
(Opr. DG)
info1_v2

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Inwestycje zagraniczne skracają dystans do bogatszych

Kategoria: Trendy gospodarcze
Za blisko 60 proc. polskiego eksportu i ponad 60 proc. nakładów inwestycyjnych przedsiębiorstw niefinansowych odpowiadają już firmy z kapitałem zagranicznym. Polska korzysta na uczestnictwie w globalnych łańcuchach wartości.
Inwestycje zagraniczne skracają dystans do bogatszych

Javorcik: Zagraniczne inwestycje są dobre, ale nie przyciągajmy ich podatkami

Kategoria: Wywiady
W latach 90. firmy zagraniczne uważano - także w Polsce - za wyzyskiwaczy. Od tamtej pory korporacje zmieniły się i wiedzą, że ich postrzeganie społeczne jest ważne. Ten mechanizm powinien przyczynić się także do zaniechania optymalizacji podatkowej - mówi prof. Beata Javorcik, od 1 września 2019 roku główna ekonomistka EBOR.
Javorcik: Zagraniczne inwestycje są dobre, ale nie przyciągajmy ich podatkami

Juan i złoto nie zastąpią dolara w rosyjskiej gospodarce

Kategoria: Analizy
Sankcje oraz ciągła groźba ich pogłębienia skłoniły Rosję do rozpoczęcia procesu zmniejszania zależności i skali powiązań gospodarki z dolarem. Ale mimo wielu zabiegów, dolar rosyjskiej gospodarki szybko nie opuści.
Juan i złoto nie zastąpią dolara w rosyjskiej gospodarce