Polscy pionierzy potrzebują pomocy

08.11.2011
Rodzime firmy inwestujące za granicą bardzo chwalą ewolucję w ambasadach i urzędach. Od kilku miesięcy mają też prawo do rządowych grantów, dawniej zarezerwowanych dla firm zagranicznych. Do 2020 r. rząd ma na nie 727 mln zł. Jak pomagać, żeby nie zaszkodzić?
Sławomir Majman, prezes PAIIZ. (c) PAP

Sławomir Majman, prezes PAIIZ, która właśnie startuje z pilotażowym programem wsparcia polskich przedsiębiorców (Fot. PAP)

Sławomir Majman, prezes PAIIZ, która właśnie startuje z pilotażowym programem wsparcia polskich przedsiębiorców (Fot. PAP)

Wiele krajów na różne sposoby wspiera swoich przedsiębiorców inwestujących za granicą. Otwarcie i bezpardonowo robi to Pekin. Efekt: w 2010 r. chińskie firmy zainwestowały za granicą 76 mld dol. i były pod tym względem czwarte na świecie, po USA, Niemczech i Francji.

Chińska metoda

Przedsiębiorcy z Kraju Środka już kilka lat temu dostali od swojego rządu zadanie, by przejmować, budować i inwestować za granicą. No to kupili sobie kilkadziesiąt fajnych firm, w tym dział produkujący komputery od IBM (przechrzczone na Lenovo).

Teraz wsparcie dostają głównie te chińskie  firmy, które inwestują w sektorach: rolniczym (od tego roku), leśnym, rybnym i górniczym. Takie projekty mogą wnioskować o rządowe subsydia wysokości 30 mln juanów (14,7 mln zł). Wcześniej dotacje były mniejsze i dostawały je głównie firmy inwestujące w fabryki. Firmy mogą też liczyć na korzystne pożyczki, jak np.  Chongqing Chongliang, który za 2,5 mld juanów (1,2 mld zł) zakłada plantację soi w Brazylii, 2/3 kapitału, czyli 234 mln dol., pożyczył z China Development Bank. Poza pieniędzmi chińskie firmy dostają też równie ważne poparcie polityczne.

Jest to szczególnie istotne w inwestycjach z sektora rolniczego, bo tu wchodzi w grę zakup olbrzymich areałów. Po wejściu firmy Chongqing do Brazylii, powstał w tym kraju projekt ustawy zabraniającej zakupu ziemi przez obcokrajowców. Pomóc może rząd, który jest w stanie obiecać inwestycję produkcyjną, o ile dojdzie do skutku inwestycja w rolnictwie.

Ze skalą działania Chińczyków mało kto może się równać. Poza tym, większość krajów na świecie koncentruje się na przyciąganiu inwestycji, zarówno lokalnych jak i zagranicznych. Ale jeszcze do niedawna polskie firmy były poszkodowane w porównaniu z zagranicznymi nawet przy inwestycjach nad Wisłą. Co dopiero mówić o inwestycjach zagranicznych.

Dopiero od kilku miesięcy polskie firmy mają prawo do rządowych grantów, dawniej zarezerwowanych wyłącznie dla zagranicznych koncernów. Do 2020 r. rząd ma na nie 727 mln zł. Już jest pierwsza polska firma, która ma duże szanse na pieniądze od rządu: to Impel, który we Wrocławiu chce otworzyć centrum usług zatrudniające 500 osób. W październiku na grant zgodził się międzyresortowy zespół ds. inwestycji zagranicznych.

– Wspieranie podmiotów zagranicznych, to co prawda podnoszenie poziomu rynku i tworzenie jego struktury, ale nasz rząd powinien kierować się interesem polskiego przedsiębiorcy. Nie jestem pewien, czy należy wspierać polskimi środkami budżetowymi przedsiębiorstwa zagraniczne, które nie płacą lokalnie podatków. Nie może być tak, że zagraniczny koncern zawsze wygrywa – mówi Grzegorz Dzik, prezes Impela.

Na razie nie chce się odnosić do informacji o możliwym grancie dla swojej firmy.

Przegrani na obu frontach

W innych krajach inwestorzy – i lokalni i zagraniczni  – i tak dostają więcej niż w Polsce. Z analizy Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIIZ) wynika, że graniczne wymagania do uzyskania wsparcia dla projektów w centra usług biznesowych są niższe niż w Polsce – w Czechach wystarczy zatrudnić 40 osób, by starać się o grant, w Polsce – musi ich być 100.

Polscy inwestorzy są podwójnie poszkodowani. Przy inwestycjach w kraju dostają od rządu mniej, niż ich rywale otrzymują od swoich rządów za granicą. Przy inwestycjach za granicą nie mogą w ogóle liczyć na wsparcie gotówkowe od polskiego rządu.

– Jestem za udzielaniem pomocy przedsiębiorcom przez państwo, ale w sposób bardzo rozsądny biznesowo i tylko firmom, które gwarantują sukces. Pomoc państwa dla polskich firm – zarówno przy inwestycjach w kraju, jak i za granicą – nie jest idealna. Dostęp do dofinansowania nie jest równy, choć zasady powinny być proste. Wszystkie pieniądze wydawane przez państwo powinny do budżetu wrócić – np. w formie podatków. Dlatego firma powinna pokazać, że rozwija się od lat, a na dodatek ma spory wkład własny w inwestycję – uważa Grzegorz Dzik.

Wsparcie nie tylko duchowe

Polscy przedsiębiorcy mogą liczyć na pomoc Wydziałów Promocji Handlu i Inwestycji (WPHiI ) przy polskich ambasadach. Ministerstwo Spraw Zagranicznych podaje, że w 2010 r. WPHiI interweniowały 130 razy. Co trzeci dzień gdzieś na świecie jakiś polski urzędnik działał na rzecz polskiego przedsiębiorcy. Czy to dużo czy mało?

– Rosnąca ranga kwestii ekonomicznych coraz widoczniej znajduje odzwierciedlenie w inicjatywach polskiego rządu, w tym w polityce zagranicznej. Przykładem tego jest chociażby powołanie Departamentu Dyplomacji Ekonomicznej przy MSZ, który działa na rzecz polskiego biznesu zagranicą. Pozytywnie odbieramy synergię we współpracy MSZ i Ministerstwa Gospodarki w promowaniu i ochronie polskiego biznesu. Wspólne misje gospodarcze z udziałem polskich przedsiębiorców sprzyjają nawiązywaniu nowych relacji biznesowych – chwali Agata Kościelnik z Synthos.

– Bardzo pozytywnie postrzegamy ewolucję działań polskiego rządu, polskich służb dyplomatycznych i konsularnych w ostatnich 3-5 latach, jeśli chodzi o wsparcie polskiego biznesu na całym świecie. Wzrost ich zaangażowania jest widoczny z roku na rok. Służby angażują się na miarę skromnych środków, jakimi dysponują. Na pewno nie mają takich budżetów, jak np. służby koreańskie, niemieckie czy francuskie – tam są zaangażowane dużo większe pieniądze. Niemniej, ich praca i kierunek na wsparcie polskich firm jest bardzo widoczny. Misje gospodarcze są na coraz lepszym poziomie. Krok po kroku, nasze władze zaczynają iść za biznesem i coraz bardziej go wspierać – uważa Krzysztof Domarecki, główny akcjonariusz i przewodniczący rady nadzorczej firmy Selena FM.

WPHiI wciąż koncentrują się bardziej na materiałach promocyjnych, pomocy przy organizacji misji i targów czy zbieraniu informacji o rynku. Działań praktycznych jest niewiele, ale to się zmienia.

– WPHI coraz częściej interesują się praktycznym wsparciem dla polskich firm na poszczególnych rynkach. Nie tylko w tradycyjnych formach takich, jak stoiska zbiorcze, które organizują dla polskich firm podczas targów lub np. zapewniając informacje o rynku; podejmują się interwencji albo wsparcia polskich firm w lokalnych sprawach – zwłaszcza w przypadku kłopotów z lokalnymi władzami. Wsparcie WPHI dostaliśmy np. w Niemczech, Chinach, Kazachstanie czy w Turcji. Najczęściej pracujemy z konkretnymi radcami, konsulami lub konsulatami – robią sporo dobrej roboty – uważa Krzysztof Domarecki.

Dodaje, że obserwuje rozszerzanie wsparcia ze strony MSZ.

– Zwłaszcza dzięki inicjatywom realizowanym przez wiceminister spraw zagranicznych Beatę Stelmach. Uważamy, że to jest dobry kierunek – twierdzi Krzysztof Domarecki.

Miękkie wsparcie to za mało.

– Polski przedsiębiorca mógłby np. dostać od polskiego rządu grant, który pozwala obniżyć koszty budowy fabryki. Wartościowa jest też pomoc niematerialna, choć w przypadku polskich urzędów trudno np. o profesjonalne badania rynków zagranicznych. Rząd może pomóc wywierając presję w krajach, gdzie nie są dotrzymywane umowy z polskimi inwestorami – sugeruje Grzegorz Dzik.

Jego postulaty mogą się spełnić. Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych właśnie rozpoczyna pilotażowy program wsparcia polskich przedsiębiorców, którzy chcą się rozwijać poza krajem. Na początek pomoc dostaną firmy na sześciu rynkach: Czech, Niemiec, Ukrainy, Francji, Rosji i Wielkiej Brytanii. PAIIZ przygotuje dla polskich firm informacje o dostępnej pomocy publicznej, zapewni partnerów, którzy poprowadzą firmy (odpowiedniki PAIIZ lub organizacje samorządowe) i – w razie potrzeby – zorganizuje interwencję u przedstawicieli zagranicznego rządu.

Idą jak burza

Polskie firmy – nie oglądając się na pomoc – inwestują dziarsko za granicą. W czerwcu 2011 r. po raz pierwszy w historii wartość skumulowana polskich inwestycji bezpośrednich za granicą za okres lipiec-czerwiec była równa skumulowanej rocznej wartość zagranicznych inwestycji bezpośrednich w Polsce w tym samym okresie (lipiec 2010-czerwiec 2011). Polskie inwestycje bezpośrednie za granicą łącznie przekroczyły 43 mld dol. To ponad 13 razy więcej niż w 2004 r. W 2009 r. polscy przedsiębiorcy zainwestowali ponad 5  mld dol. 94 proc. stanowią kraje europejskie, w tym głównie kraje unijnej 15-stki (w ujęciu wartościowym). Największymi państwami odbiorcami polskich BIZ były Czechy, Rosja, Ukraina, Niemcy, Francja i Litwa, a w zakresie przepływów finansowych Szwajcaria, Luksemburg i Belgia.

Autorka jest dziennikarzem Pulsu Biznesu


Tagi


Artykuły powiązane