Jak zarobić miliard dolarów

George Soros zarobił w tym roku na funduszach hedgingowych ponad 3 miliardy USD. Brak jakichkolwiek regulacji tego rynku może jednak doprowadzić do destabilizacji światowej gospodarki, uważa profesor Andrew W. Lo, autor książki „Hedge Funds. An Analytic Perspective” i światowy autorytet w dziedzinie ryzyka inwestycyjnego.
Jak zarobić miliard dolarów

"Hedge Funds" Andrew W. Lo, Princeton University Press

Pana książka najnowsza książka „Hedge Funds. An Analytic Perspective” to kilkaset stron wyższej matematyki. Czy naprawdę wierzy Pan, że zwykli menedżerowie funduszy inwestycyjnych ją przeczytają?

To książka zarówno dla teoretyków, jak i praktyków. Początkowo pisałem ją jednak dla wszystkich tych osób, które same inwestują i chciałyby mieć znacznie bardziej zdyscyplinowane podejście do zarządzania ryzykiem. Oczywiście, znam dobrze przygotowanych menedżerów, potrafiących znakomicie zarządzać ryzykiem i zarabiających olbrzymie pieniądze dla siebie i inwestorów. Jednak rynek funduszy hedgingowych rósł niezwykle szybko, dlatego jest też mnóstwo menedżerów, którzy nie są aż tak dobrze przygotowani teoretycznie, a mimo to podejmują gigantyczne ryzyko. Dlatego napisałem tę książkę. Dzięki niej inwestorzy mają do dyspozycji cały szereg technik, które pozwolą im lepiej zrozumieć skalę ryzyka, a proszę pamiętać, że w tym biznesie ono się mocno różni od tego, z którym mamy do czynienia w tradycyjnym inwestowaniu.

Pierwsze wydanie „Hedge Funds” z 2005 roku musiało chyba odnieść niemały sukces, jeśli wydawnictwo zdecydowało się na kolejną wersję tej książki?

Rzeczywiście książka została przyjęta życzliwie, choć jej ostatnia część wzbudziła kontrowersje. Szczególnie sceptycznie odniesiono się do pesymistycznych prognoz rynkowych, które zawarłem w książce. Oparłem je na wcześniejszych swoich publikacjach z lat 2004-2005, w których argumentowałem, że już od 1998 roku niebezpiecznie wzrasta ryzyko na rynku funduszy hedgingowych. Przepowiadałem nawet, że duże fundusze hedgingowe, charakteryzujące się zastosowaniem największej dźwigni finansowej, mogą upaść.

I nikt nie chciał Pana słuchać?

Niestety nie, ale trudno się dziwić. Kilka lat temu światowa gospodarka miała się znakomicie. Prawie każde rozwinięte państwo notowało wówczas silny wzrost gospodarczy. Jednak moje prognozy były oparte na dokładnych kalkulacjach, opisanych zresztą w książce, które pokazywały, że nigdy dotąd nie używano w systemie w takim stopniu lewarowania i nie było takiej podatności na brak płynności. Biorąc pod uwagę tę kombinację, nawet niewielkie kłopoty na rynku musiały się skończyć znaczącym załamaniem. Oczywiście, nie byliśmy w stanie przewidzieć miejsca i czasu katastrofy, ale było jasne, że do niej prędzej czy później dojdzie.

Obecny kryzys jest jednak dla funduszy hedgingowych fantastyczną okazją na wielkie zyski. W zeszłym roku menedżerowie tych funduszy w USA zarobili w sumie 25,3 miliarda USD, w tym sam George Soros 3,3 miliarda. Jak oni to zrobili?

Inwestorzy funduszy hedgingowych nie zwracają uwagi na takie czynniki, jak wartość fundamentalna czy potencjał wzrostu, idą po prostu tam, gdzie jest szansa na wysoki zysk. Niektórzy nazywają ich nawet sytuacjonistami, którzy zajmują się wyłącznie korzystaniem z nadarzających się okazji, także tych negatywnych. Właśnie z tego powodu są bardzo aktywni, np. wtedy, gdy na rynku mają miejsce jakieś załamania, czy to z powodu spadku jakości, czy np. bezpieczeństwa. Ich jedynym celem i wyznacznikiem działania jest zysk. Nie są ograniczeni tak jak inwestorzy zarabiający w sposób tradycyjny. Przypomnę, że na przykład menedżer funduszu powierniczego nie ma prawa stawiać na spadki na rynku.

To chyba zwykłych zjadaczy chleba trochę przeraża. Przy okazji kłopotów Grecji oskarża się fundusze hedgingowe o czerpanie korzyści z czyichś problemów gospodarczych.

Proszę sobie w takim razie wyobrazić takiego zjadacza chleba, siebie albo mnie, który ma udziały w funduszu emerytalnym, inwestującym w fundusze hedgingowe. Ja i pani możemy na tym sporo skorzystać. Zresztą ten sposób inwestowania nie jest niczym nowym, a w dodatku daje zabezpieczenie części inwestorom, którzy inaczej straciliby wszystko. Przecież kiedy na rynku notujemy spadki, wszyscy jesteśmy narażeni na utratę pieniędzy. Czy w takim razie nie jest lepiej mieć szansę na inwestycję, która zarabia właśnie na spadku? Kiedy kupujemy dom i ubezpieczamy go przed pożarem, nie liczymy na to, że spłonie. Jednak jeśli rzeczywiście spłonie, to w jakim sensie posiadacz polisy zarabia, choć wcale nie czuje, że na tej sytuacji w jakikolwiek sposób wygrał. Menedżerowie funduszy hedgingowych oferują tym z nas, którzy posiadają wielkie portfolio akcji i papierów wartościowych, takie właśnie zabezpieczenie.

Tylko że na zyskach z ubezpieczenia greckiego długu nie korzystają Grecy. Czy w takim razie oskarżenia kierowane do wielkich funduszy o to, że niszczą Grecję, są słuszne?

Sporo o tym myślałem i doszedłem do wniosku, że są to oskarżenia obciążone emocjami. Przeciętny menedżer funduszu hedgingowego odpowie na to, że inwestuje tam, gdzie wskażą mu badania i kalkulacje, jakie wcześniej przeprowadził, także w zależności od sytuacji kredytowej danego państwa. Jeśli okazuje się, że sytuacja kredytowa np. Grecji jest fatalna, to nie oznacza wcale, że trzeba „zabić” zwiastuna tej złej nowiny. Nie można winić graczy na rynku credit default swaps za wieloletnie, nierozwiązane problemy gospodarcze jakiegoś kraju.

Politycy europejscy właśnie to robią.

Rynek CDS nie mógł przecież stworzyć sytuacji, która już od dawna istniała, ale to politykom nie przeszkadza. Gdybym handlował credit default swaps, nie mógłbym na przykład postawić gigantycznych pieniędzy na spadki gospodarki Szwajcarii i czekać, aż upadnie. Przecież każdy wie, że Szwajcaria nie stanie się nagle niewypłacalna. Dlatego handel i zyski z CDS jest możliwy tylko tam, gdzie sytuacja już jest niepewna, gdzie gospodarka kuleje od dawna. Samo obracanie CDS do tego nie może doprowadzić.

Myślę, że nie jest nadużyciem powiedzenie, że menedżerowie funduszy hedgingowych oddają, np. Grekom, przysługę, bo nazywają po imieniu problem, który politycy przed ludźmi ukrywają. Jeśliby więc po prostu zlikwidować takie ubezpieczenia długów państwowych, będziemy dłużej czekać na moment, kiedy społeczeństwa zorientują się, że mają problem. Przecież równie dobrze moglibyśmy się pozbyć agencji ratingowych, które obniżyły rating kredytowy Grecji. Osobiście uważam, że lepiej wiedzieć o problemach gospodarczych po to, żeby móc coś z nimi zrobić.

Jakieś regulacje rynku hedgingowego są jednak potrzebne?

Niektóre są nawet konieczne, choć pewnie większość z nich i tak nie zostanie wprowadzona. Najbardziej prawdopodobny przepis, który ma szansę na wprowadzenie, to wymóg rejestrowania funduszu hedgingowego u doradcy inwestycyjnego, co w praktyce oznacza przekazywanie informacji na temat przeprowadzanych transakcji. To dobry pomysł, dodatkowa gwarancja bezpieczeństwa dla inwestorów.

Oczywiście, nie mam wątpliwości, że środowisko funduszy hedgingowych będzie robić wszystko, by do tego nie doszło. Warto by również zwrócić uwagę na ryzyko systemowe związane z działalnością funduszy hedgingowych, z którego skutkami mamy przecież teraz do czynienia. Potrzebna jest niezależna instytucja, która badałaby każdy przypadek bankructwa funduszu hedgingowego i proponowała rozwiązania, zapobiegające takim sytuacjom w przyszłości.

Obawiam się jednak, że ustawodawcy tak daleko się już nie posuną. Mieliśmy szansę na zmianę w 2008 roku, dziś, kiedy gospodarka się już podźwignęła, politycy powiedzą, że wszystko wraca do normy i ten rynek pozostanie nieuregulowany.

Rozmawiała Anna Gwozdowska

Andrew W. Lo, profesor Sloan School of Management w Cambridge w stanie Massachusetts, jednej z najbardziej prestiżowych amerykańskich szkół biznesu. Jest też dyrektorem MIT Laboratory for Financial Engineering. Autor książek i publikacji na temat inżynierii finansowej. 10 lat temu założył fundusz inwestycyjny Alpha Simplex Group, bo jak mówi „lubi łączyć teorię z praktyką”.

"Hedge Funds" Andrew W. Lo, Princeton University Press

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Zwycięski pochód funduszy ETF, czyli inwestowanie pasywne ma się dobrze

Kategoria: Analizy
Samodzielne inwestowanie wymaga wiedzy, doświadczenia w tworzeniu portfela i wreszcie czasu, by śledzić wskaźniki, raporty i komunikaty spółek. A pomnażanie kapitału z pomocą funduszy inwestycyjnych otwartych (FIO) i banków inwestycyjnych przynosi ostatnimi laty rozczarowujące rezultaty.
Zwycięski pochód funduszy ETF, czyli inwestowanie pasywne ma się dobrze

Ekwilibrystyka z płynnością i taniec na wycenie liniowej

Kategoria: Rynki kapitałowe
Krajowy rynek funduszy inwestycyjnych przetrwał bezprecedensową falę ucieczki kapitału, jednak zachowanie płynności wymagało od zarządzających wiele wysiłku. Kryzys przyspieszy reformy, m.in. metod wyceny przez fundusze obligacji korporacyjnych – ocenia Michał Duniec, prezes firmy Analizy Online.
Ekwilibrystyka z płynnością i taniec na wycenie liniowej

Gdy rynek tego nie robi, państwo inwestuje w innowacje

Kategoria: Analizy
W Polsce istnieje ponad 2 mln przedsiębiorstw niefinansowych. Ponad 1,8 mln to mikroprzedsiębiorstwa prowadzone przez osoby fizyczne. Każdego miesiąca rejestruje się około 30 tys. nowych firm, a ponad 20 tys. wyrejestrowuje się.
Gdy rynek tego nie robi, państwo inwestuje w innowacje