Japonia to bardziej wzór niż ostrzeżenie

30.12.2019
Problemy gospodarcze Japonii pozwalają spojrzeć w przyszłość, która pozbawia nas złudzeń. Ponieważ inne bogate kraje starzeją się, ich gospodarki również ucierpią z powodu słabnącego popytu.

Shinzo Abe, premier Japonii. Fot. CC BY (Chairman of the Joint Chiefs of Staff)


Kiedyś Japonia stanowiła ostrzeżenie przed błędnym zarządzaniem makroekonomicznym, które może przekształcić superszybkie monstrum w guzdrałę. Ponieważ jednak słaby wzrost i niskie stopy procentowe rozprzestrzeniły się na resztę świata, przestroga ta wygląda raczej jak perspektywa przyszłości. Odsłania ona widok mniej ponury niż dawniej: abenomika (ang. Abenomics) – wdrażana od 2012 r. pobudzająca wzrost polityka rządu Shinzo Abe – przywróciła Japonii nieco wigoru, ale biorąc pod uwagę fakt, że aktualnie wzrost gospodarczy ponownie spada do zera, warto zapytać, czy program premiera Abe, jakkolwiek śmiały, jest wystarczająco radykalny.

W latach 90. Japonia zyskała reputację gospodarki dryfującej, po pęknięciu bańki finansowej nastąpił powolny wzrost, deflacja i niskie stopy procentowe. Dążąc usilnie do zmiany kursu, jakim podążała gospodarka, rząd zainicjował takie pionierskie działania jak luzowanie ilościowe (ang. Quantitive Easing; drukowanie pieniędzy na zakup aktywów, takich jak obligacje rządowe), które były wykorzystane na całym świecie po światowym kryzysie finansowym. Ekonomiści dyskutowali nad tym, w jakim stopniu japoński kryzys wynikał ze słabego popytu, a nie braku elastyczności gospodarczej, na przykład niewystarczająco elastycznego sektora przedsiębiorstw. Niektórzy wątpili, czy po latach łatwego pieniądza i rosnących deficytów, można jeszcze było pobudzać wzrost gospodarczy. Inni twierdzili, że Japonia mogłaby zejść z obranego kursu, gdyby tylko jej przywódcy byli wystarczająco odważni.

Abenomika pokazała, że japońska gospodarka rzeczywiście cierpiała z powodu słabego popytu. Bodźce fiskalne i monetarne były dwiema z „trzech strzał” zawartych w planie premiera Abe (trzecią była reforma strukturalna). Jego rząd zwiększył inwestycje publiczne i zmobilizował Bank Japonii, który wyznaczył cel inflacyjny na poziomie 2 proc. (ambitny jak na kraj, który tak bardzo ucierpiał z powodu deflacji) i zaangażował się w zakrojone na szeroką skalę luzowanie ilościowe w celu osiągnięcia tego celu. Gospodarka szybko zareagowała. Wartość jena spadła, pobudzając eksport. Ceny akcji wzrosły, a w 2013 r. wzrost gospodarczy osiągnął przyzwoity poziom 2 proc. Od tego czasu Japonia bazowała na tych sukcesach. Gospodarka rozwijała się z roku na rok, a stopa bezrobocia spadła do 2,4 proc.

Jednak tak naprawdę zastój nigdy się nie skończył. Być może tak by się stało, gdyby rząd nie podniósł stawki podatku konsumpcyjnego z 5 proc. do 8 proc. w 2014 r. w celu zmniejszenia swojego gigantycznego zadłużenia brutto, które w 2012 r. osiągnęło 230 proc. PKB. Spożycie indywidualne, które napędzało wzrost w 2013 r., w 2014 r. zmniejszyło się, gdy  gospodarka wyhamowała. Rząd odłożył w czasie drugie planowane podniesienie stawki podatku z obawy przed wywołaniem recesji. Jednak nawet teraz, pięć lat później, gospodarka jest nadal zbyt słaba, by znieść zaostrzenie polityki fiskalnej. W październiku podatek konsumpcyjny został ponownie podniesiony do 10 proc. Wzrost ten był bardziej dotkliwy niż oczekiwano, szkodząc sprzedaży detalicznej i przygniatając gospodarkę, która już i tak była dotknięta spowolnieniem w handlu światowym. Rząd przygotowuje teraz serię bodźców w nadziei, że uda się przeprowadzić Japonię przez niespokojne wody.

Stało się jednak jasne, że nieszczęścia Japonii związane z popytem nie są jedynie następstwem kryzysu finansowego. Są one raczej zjawiskiem długofalowym, odzwierciedlającym głębokie zmiany demograficzne, które zmniejszają zarówno popyt, jak i podaż – i które podstępnie rozprzestrzeniają się na cały „bogaty” świat. W ciągu ostatnich 20 lat liczba ludności w wieku produkcyjnym w Japonii spadła o ponad 10 mln pracowników, czyli o około 14 proc. Przewiduje się, że w ciągu najbliższych 20 lat liczba ta spadnie jeszcze bardziej. Mniejsza liczba pracowników oznacza niższy wzrost gospodarczy i mniejsze zapotrzebowanie na inwestycje. Mimo że abenomika odwróciła długotrwały trend w  inwestycjach, wydatki były zbyt niskie, aby zapobiec stałemu wzrostowi gromadzenia zapasów przez przedsiębiorstwa: gotówka bez przeznaczenia, który negatywnie wpływa na popyt w gospodarce. Przy tak niskim bezrobociu można by oczekiwać, że środki pieniężne będą kierowane  do pracowników, których wydatki mogłyby następnie pobudzić wzrost gospodarczy. Jednak dochody rosły zaskakująco wolno – zdaniem rządu częściowo wynikało to z faktu, że firmy decydują się na automatyzację, a nie konkurowanie o coraz bardziej deficytowych pracowników poprzez podnoszenie płac. Niektóre z inwestujących firm wydają środki na roboty.

Liczba osób starszych w porównaniu do liczby osób w wieku produkcyjnym w Japonii to współczynnik 46 proc. – najwyższy na świecie

Z kolei ograniczone wydatki sektora prywatnego powstrzymały rząd przed redukcją zadłużenia. Gdyby państwo zaczęło poważnie oszczędzać, popyt w gospodarce załamałby się. Japonia od dawna opierała się prognozom dotyczącym zbliżającego się kryzysu fiskalnego. Mimo to demografia może w końcu przedziurawić portfel finansów publicznych. W 2018 r. japoński współczynnik obciążenia ekonomicznego osobami starszymi, wynoszący 46 proc., czyli liczba osób starszych w porównaniu do liczby osób w wieku produkcyjnym, jest najwyższy na świecie. Przewiduje się, że w ciągu najbliższych 20 lat wzrośnie on o prawie 20 punktów procentowych. Zdjęcie ciężaru opodatkowania z konsumentów może ożywić wydatki gospodarstw domowych. Jednak ekonomiści wolą podwyżki podatków konsumpcyjnych niż wyższe podatki od dochodów lub zysków, które, jak się obawiają, jeszcze bardziej spowolnią wzrost. Wywieranie nacisku na firmy, aby podnosiły płace, być może przy szybszym wzroście płac minimalnych, mogłoby pomóc w krótkim okresie, ale z drugiej strony może przyspieszyć automatyzację w perspektywie średnio- i długoterminowej.

Abe, jeszcze raz

Abenomika może jeszcze spełnić swoją obietnicę. Krótka seria bodźców może przeprowadzić gospodarkę przez niesprzyjające wiatry. Przy nieco większych reformach i odrobinie szczęścia, wzrost gospodarczy mógłby się odbić – być może w stopniu wystarczającym, by ustabilizować dług publiczny nawet gdy rosną  wydatki socjalne. Nie potrzeba jednak wiele, aby wywołać recesję i odwrócić ciężko wypracowane korzyści z ostatnich kilku lat. Aby zabezpieczyć przyszłość gospodarczą Japonii, konieczna może być bardziej radykalna polityka. Sprawę mogłaby załatwić imigracja na dużą skalę, ale Japonia pozostaje zamkniętym społeczeństwem jak na standardy bogatego świata. Zaledwie 2 proc. ludności Japonii to osoby urodzone za granicą, w porównaniu z 13 proc. w Wielkiej Brytanii i 22 proc. w Kanadzie.

Zamiast tego Japonia może nadal wyznaczać kierunki makroekonomiczne. Bank Japonii, poprzez luzowanie ilościowe, wydał biliony jenów na akcje i obligacje. Mógłby zamiast tego spróbować rozdysponować nowe środki pieniężne pomiędzy gospodarstwa domowe. Przyczyniłoby się to albo do wzrostu inflacji wyciągając Japonię z pułapki, w której znajduje się ona od wczesnych lat 90., albo pokazałoby, jak najlepiej radzić sobie z wyzwaniami makroekonomicznymi związanymi ze starzeniem się społeczeństwa oraz automatyzacją. Albo mógłby po prostu zagrać ostro z rynkami obligacji i pożyczać oraz wydawać ogromne sumy na inwestycje publiczne, stosownie do okoliczności. Inne kraje mogą wpadać w osłupienie słysząc o takich strategiach. Wkrótce jednak same tego doświadczą i dowiedzą się,  jak trudne jest położenie Japonii.

Niniejszy artykuł ukazał się w sekcji „Finance and economics” [Finanse i ekonomia] drukowanego wydania pod tytułem „Back to the future” [Powrót do przyszłości].


Tagi


Artykuły powiązane