Autor: Ryszard Petru

główny ekonomista BRE Banku

Jesteśmy płynnym rynkiem, można nas szybko opuścić

Przez tydzień euro wzmocniło się do złotego o niemal 6 proc. - do ponad 4,1 zł. W tym czasie euro straciło do dolara prawie 5 proc. i kosztuje 1,26 USD. Niemal wszystkie giełdy na świecie od kilku dni są na czerwono. - Inwestorzy wystraszeni, że sytuacja Grecji przeleje się na inne kraje - Hiszpanię, Portugalię czy Włochy, realizują zyski i szukają bezpiecznych przystani. EBC i rządy innych państw UE powinny wykupić obligacje tych krajów, by pokazać, że nie grozi im los Grecji. To uspokoiłoby rynki - uważa Ryszard Petru, główny ekonomista BRE Banku.
Jesteśmy płynnym rynkiem, można nas szybko opuścić

(c) PAP/Leszek Szymański/

Obserwator Finansowy: Jak to jest możliwe, że Grecja, której wkład do PKB strefy euro wynosi tylko 2,5 proc., trzęsie rynkami walutowymi krajów Unii Europejskiej i ściąga w dół indeksy światowych giełd?

Ryszard Petru: Wydaje mi się, że przyczyną zawirowań na rynkach nie jest tylko Grecja. Gdyby problem dotyczył tylko jej, to takiego załamania by nie było. Mamy do czynienia z efektem zarażenia, czyli przeniesienia się kryzysu do innych krajów. Istnieje obawa, że inwestorzy pewnego dnia nie będą chcieli kupić części długu hiszpańskiego, portugalskiego czy nawet włoskiego. W tym roku potrzeby pożyczkowe tych trzech krajów wynoszą 400 miliardów euro. Dużo więcej niż Grecji. Gdyby zaostrzyła się sytuacja w Hiszpanii, to skala pomocy musiałaby być nieporównywalnie większa. Tego właśnie obawia się rynek.

Ponadto trzeba mieć świadomość, że obecnie najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest restrukturyzacja długu Grecji. To będzie oznaczało, że za każde zainwestowane euro nabywcy obligacji tego kraju otrzymają 50-70 eurocentów. A inwestorzy obawiają się, że to dopiero początek. Do konieczności restrukturyzacji zadłużenia może dojść także w innych krajach. Banki inwestycyjne, fundusze emerytalne itd. boją się, że obligacje hiszpańskie, portugalskie czy włoskie mogą być za kilka tygodni mniej warte. I stąd ta panika.

Spiętrzenie potrzeb pożyczkowych nie wynikło z dnia na dzień, więc nie powinno też być przyczyną tak ostrej przeceny. Może reakcja rynków jest przesadna, irracjonalna?

Inwestor, który ma np. obligacje polskiego rządu czy akcje polskich spółek, widząc jak pogarsza się sytuacja w niektórych krajach Europy, zamyka swoją pozycję w Polsce i kupuje obligacje niemieckie. Do tej pory już na naszych papierach zdążył zarobić. Teraz postępuje bardzo racjonalnie, ograniczając wszystkie bardziej ryzykowne inwestycje.

Nie tłumaczy to, dlaczego złoty traci bardziej niż inne waluty, nawet te w naszym regionie?

Złoty przez pewien czas był jedną z najbardziej atrakcyjnych walut na świecie, po argentyńskim realu i indyjskiej rupii. W związku z tym najwięcej inwestycji w naszym regionie było właśnie w złotym. Inwestorzy dużo na tym zarobili. Gdy sytuacja robi się niepewna, następuje natychmiastowa wyprzedaż. Jeśli ktoś już zarobił 20 proc., to sprzedaje dziś, bo choć jest 2 proc. taniej niż wczoraj, to i tak wychodzi z transakcji z kilkunastoprocentowym zyskiem. To nie jest spekulacja przeciwko złotemu, to jest realizacja zysków.

Dlaczego zatem złoty jest słabszy niż forint, choć sytuacja gospodarcza Węgier jest trudniejsza niż Polski?

Rynek węgierski jest dużo płytszy niż polski. Tam było znacznie mniej inwestycji. W Polsce była oferta publiczna PZU na 5 mld złotych, napłynęło dużo kapitału i wszystko wyglądało bardzo atrakcyjnie. Teraz, gdy część pieniędzy odpływa ze względu na głębokość i płynność naszego rynku, deprecjacja złotego jest silniejsza niż gdzie indziej. Każdy inwestor, który ma inwestycje portfelowe na Węgrzech, ma je też w Polsce, ale nie każdy, kto ma w Polsce, ma także na Węgrzech. Kiedy zaczyna się wycofywanie pieniędzy z regionu, presja na złotego jest silniejsza niż np. na forinta. Ten efekt nie wynika z fundamentów gospodarki, ale z wielkości rynku kapitałowego.

Co politycy europejscy muszą zrobić, aby uspokoić sytuację na rynkach finansowych?

Nie mogą dopuścić do tego, by Hiszpania lub Portugalia miały problem z obsługą długu. Europejski Bank Centralny i rządy innych państw UE mogą wykupić obligacje tych krajów, aby uspokoić rynek i pokazać, że krajom tym nie grozi los Grecji.

Wiem, że to jest pytanie za milion dolarów, ale jakiego scenariusza spodziewa się pan na rynku walutowym w ciągu najbliższych tygodni?

Spodziewam się dużej zmienności. Myślę, że w przeciągu kilku tygodni zostaną podjęte działania, o których powiedziałem, i sytuacja zostanie opanowana na tyle, by zatrzymać obecne spadki. Ale wystarczy, że nie uda się jeden przetarg obligacji w Hiszpanii, to wybuchnie totalna panika.

Uważam, że obecna przecena złotego jest zupełnie nieuzasadniona fundamentami gospodarki. Dlatego kiedy sytuacja się uspokoi, będziemy obserwowali olbrzymi napływ kapitału do Polski. To zależy jednak od sytuacji zewnętrznej, na którą mamy ograniczony wpływ.

Rozmawiał Krzysztof Nędzyński

(c) PAP/Leszek Szymański/

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Różne doświadczenia z konwersją kredytów frankowych

Kategoria: Analizy
Czy pomoc banków centralnych w konwersji kredytów frankowych jest potrzebna? Różne są doświadczenia w przypadku Węgier, Chorwacji i Rumunii. Jak pokazuje doświadczenie tych krajów pomoc banków centralnych nie jest taka oczywista.
Różne doświadczenia z konwersją kredytów frankowych

Prezes NBP: Dziś wszyscy jesteśmy jastrzębiami

Kategoria: Raporty
W marcu możliwa jest kolejna podwyżka stóp procentowych – mówił prezes NBP Adam Glapiński na konferencji po lutowym posiedzeniu, na którym RPP podniosła stopy o 50 pb. Jego zdaniem, obecne dane i analizy wskazują, że jest przestrzeń do kontynuowania cyklu.
Prezes NBP: Dziś wszyscy jesteśmy jastrzębiami