Kapitał nie będzie szukać, trzeba go samemu znaleźć

29.09.2014
Na rynkach kapitałowych nabiera siły nowy trend. Spółki, które zamierzają pozyskać inwestorów udają się z ofertami swoich akcji na kilka głównych światowych parkietów pomijając lokalne giełdy. Takie rynki jak warszawski mogą znaleźć się w obliczu zupełnie nowej sytuacji, której niełatwo będzie sprostać.
GPW (CC By NC ND mik Krakow)

GPW (CC By NC ND mik Krakow)

GPW (CC By NC ND mik Krakow)

Może okazać się, że niektóre z nich stracą na znaczeniu, zostaną zmarginalizowane lub nawet całkowicie znikną.

Nowy trend kształtuje się już od lat, jednak po pauzie spowodowanej globalną dekoniunkturą znowu przybiera na sile. Polega na tym, że kapitał coraz rzadziej szuka okazji inwestycyjnych na całym świecie, a koncentruje się w kilku najważniejszych miejscach, do których z kolei podążają emitenci, żeby go pozyskać – twierdzi firma doradcza Baker & McKenzie w najnowszym raporcie poświęconym transgranicznym pierwotnym ofertom publicznym akcji (IPO).

– Wzrost wartości i liczby transgranicznych IPO jest wyraźny i ten trend dominuje od wielu lat. Jest on oczywiście pochodną globalizacji. Wartość indeksu IPO transgranicznych ulega wahaniom, gdyż wahaniom podlega także wartość IPO ogółem, ale na pewno jest to trend rosnący – mówiKonrad Konarski, partner w Baker & McKenzie w Warszawie.

Firma ta oblicza od kilku lat indeks transgranicznych IPO. Z jego wartości wynika, że wielkie spółki dążą do notowań w trzech globalnych centrach – Nowym Jorku, Londynie i Hongkongu. Indeks transgranicznych IPO pozwala analizować wielkość tego rodzaju ofert w relacji do wszystkich ofert publicznych. W I połowie 2014 r. indeks ten wzrósł do 32,7 pkt., w porównaniu do 22 pkt. w tym samym okresie 2013 roku.

Jak debiutować, to w Ameryce

W I półroczu 2014 r. wielkość pozyskanego kapitału przez spółki na rodzimych rynkach wzrosła o 29 proc., gdy równocześnie wartość transgranicznych ofert zwiększyła się o ponad 151 proc. w porównaniu z I półroczem 2013 r. W sumie spółki w 102 ofertach pozyskały 25,7 mld dolarów kapitału. Trend dotyczy w tej chwili największych globalnych spółek, takich jak chiński gigant e-commerce Alibaba, który zadebiutował 20 września (zamiast: planuje na II połowę roku ofertę akcji) na New York Stock Exchange pozyskując z IPO 22 mld dolarów (zamiast: szacowaną przez analityków na 20 mld dolarów).

– Zgodnie z tym trendem będą się zachowywać zwłaszcza duże spółki, które będą poszukiwać kapitału tam, gdzie go znaleźć najłatwiej. Już teraz w przypadku dużych spółek do rzadkości należą takie IPO, które byłyby przeprowadzane tylko w jednym kraju. Oferty akcji już z zasady przeprowadzane są jednocześnie na kilku rynkach, a akcje wprowadzane są do obrotu na kilku giełdach poprzez równoległe notowania (dual listing) – mówi Konrad Konarski.

Najlepsza koniunktura dla transgranicznych ofert publicznych panuje na rynku amerykańskim. Spółki z całego świata podniosły tam w I półroczu kapitały w ramach 27 ofert transgranicznych o łącznie 7,9 mld dolarów, co daje wzrost w porównaniu z I połową 2013 roku o 274 proc. Oprócz (do wyrzucenia: zgłoszonej już do amerykańskiej komisji papierów wartościowych) oferty Alibaby, na drugie półrocze zapowiada się w USA 90 IPO.

– Notowania Alibaby będą dowodem żywotności rynku ofert transgranicznych i pokażą, że najlepsze firmy szukają poza granicami kraju najlepszego miejsca do sprzedaży i notowania swoich papierów wartościowych – powiedział Amar Budarapu, szef działu globalnych papierów wartościowych w Baker & McKenzie.

– Uwagę inwestorów w Ameryce Północnej będzie też prawdopodobnie skupiał na sobie rynek wtórny, na którym ceny akcji wcześniejszych debiutantów wzrosły średnio o prawie 20 proc. w stosunku do ich ceny z oferty – mówi Thomas Rice, partner w Baker & McKenzie w Nowym Jorku.

W USA największą ofertą w I półroczu była IPO chińskiej spółki prowadzącej sprzedaż przez Internet JD.com na rynku NASDAQ. Zadebiutowało na nim w I półroczu 18 spółek zagranicznych, które w sumie sprzedały akcje za 5,8 mld dolarów. NASDAQ i NYSE podały, że chińscy emitenci przeprowadzili w I półroczu na obu tych rynkach IPO o łącznej wartości  3,5 mld dolarów. Ich notowania po debiucie zachowywały się lepiej niż główny indeks NYSE, Dow Jones Industrial Average.

Wysyp ofert akcji w Europie

W Azji i w Europie koniunktura dla transgranicznych ofert publicznych nie była tak dobra jak w USA z kilku różnych powodów. W Azji występowała duża zmienność rynków, a poza tym bardziej restrykcyjne działania regulatorów spowodowały, że liczne spółki musiały przełożyć oferty. Nowe pokryzysowe regulacje powodują zresztą wielokierunkowe efekty. Jednym z nim może być, szczególnie w odniesieniu do sektora bankowego, ale także wobec funduszy i wehikułów inwestycyjnych to, że instytucje te będą zmniejszać i upraszczać struktury, oraz wykazywać mniejszą skłonności do transferu kapitału. Taką tendencję w wielu globalnych instytucjach już widać, a to z kolei może powodować, że będą one koncentrować swoje działania na głównych rynkach, co tym bardziej zachęci spółki, żeby wybierać się właśnie na nie.

W Azji indeks transgranicznych IPO wzrósł w I połowie 2014 roku do 49,9 pkt, z  41,7 pkt. Spółki z tego regionu wybierają głównie giełdę w Hongkongu, na której wartość 35 transgranicznych ofert wyniosła 6,1 mld dolarów. Największym debiutem był w tym roku chiński Harbin Bank. 44 transgraniczne oferty w całym regionie miały łączną wartość 7,4 mld dolarów, co oznacza wzrost o 32 proc. w porównaniu z zeszłym rokiem. Na rynkach lokalnych wartość debiutów w I półroczu wzrosła o 98 proc. Na tym tle wyróżnia się Australia, która miała największy przyrost ofert w ciągu ostatniej dekady.

W Europie po ustąpieniu recesji nastąpił wysyp ofert publicznych, zarówno na lokalnych, jak i międzynarodowych rynkach. W całym regionie EMEA (Europy, Środkowego Wschodu i Afryki) wartość transgranicznych ofert wzrosła o 314 proc., gdy ofert lokalnych o 439 proc. Choć indeks transgranicznych IPO spadł z 37,1 do 32,7 pkt., to jednak gigantycznej podaży odpowiadał bardzo silny popyt. Inwestorzy rzucili się na nowe oferty po latach ostrożności, próbując wyselekcjonować spółki mogące skorzystać z ożywienia i odbudowującego się zaufania konsumentów. Choć ta tendencja zaczęła się już we wrześniu 2013 r., to skokową zamianę przyniósł II kwartał 2014 roku, co świadczy, że zaufanie wraca także na rynku kapitałowym.

W ramach 31 ofert transgranicznych spółki pozyskały w I półroczu 2014 r. 10,5 mld dolarów kapitału. Największy był debiut luksemburskiego operatora telekomunikacyjnego Altice na giełdzie NYSE Euronext w Amsterdamie. Jednak wszystkie rynki wyprzedziła giełda w Londynie (LSE), gdzie doszło do 21 transgranicznych debiutów o łącznej wartości 4,9 mld dolarów.

Warszawska giełda zostaje w tyle

Skokowy wzrost koniunktury w Europie potwierdzają dane, publikującej IPO Wartch Europe, podsumowujący wszystkie oferty publiczne, nie tylko transgraniczne, ale i lokalne. Najwięcej spółek ciągnie na rynek w Londynie. W pierwszej połowie 2014 roku uplasowały tam oferty o wartości 15,9 mld euro, gdy w analogicznym okresie zeszłego roku było to 4,5 mld euro. Jeszcze bardziej skokowo wzrosła wartość ofert na NYSE Euronext, z 0,9 mld euro w zeszłym roku do 6,6 mld euro do czerwca 2014 r. Na giełdzie BME w Madrycie nie było w I półroczu 2013 r. żadnej pierwotnej oferty, a w tym roku spółki zebrały już od inwestorów 3,6 mld euro. Jeszcze w zeszłym roku wszystkie oferty publiczne w Europie miały wartość 25,5 mld euro i stanowiły niecałą jedną trzecia tych z 2007 roku (80,5 mld euro).

Trendowi wysypu ofert w I półroczu 2014 roku nie uległy tylko dwa europejskie rynki – Istambuł i Warszawa. Pierwszy z wiadomych względów – napiętej sytuacji politycznej w Turcji i pęknięcia w tym kraju bańki spekulacyjnej.

– Następuje zmiana modelu globalnego rynku kapitałowego. Można przyjąć hipotezę, że w przyszłości będą giełdy albo bardzo duże, albo bardzo małe. Za kilka lub kilkanaście lat pozostanie być może kilka bardzo dużych giełd, jak w Nowym Jorku, Londynie czy Hongkongu, a potem wielka przerwa i po niej pewna liczba małych lokalnych rynków kapitałowych dla spółek, które nie mają potencjału, żeby wejść na duże giełdy. W przyszłości rynki narodowe, takie jak Warszawa, Praga czy nawet Wiedeń lub Sztokholm mogą zniknąć lub zostać zmarginalizowane – mówi Konrad Konarski.

Tymczasem kilka dni temu nowy prezes GPW Paweł Tamborski, były wiceminister Skarbu, ogłosił, że warszawska giełda odwraca sie od koncepcji „aliansu kapitałowego z giełdą w Wiedniu” i stawia na wzrost organiczny.

Według danych PwC na giełdzie warszawskiej wartość pierwotnych ofert publicznych w pierwszej połowie 2014 ręku wyniosła 107 mln euro, wobec 102 mln euro w analogicznym okresie 2013 roku. Jeśli natomiast  wziąć pod uwagę liczbę IPO, to w Warszawie było ich w I półroczu o połowę mniej niż rok wcześniej – 16 wobec 31, a równocześnie ponad pięciokrotnie mniej niż na LSE. Jeszcze parę lat temu warszawska giełda była liderem jeśli chodzi o liczbę ofert, a mieściła się też w czołówce także pod względem ich wartości.

Ten relatywny spadek atrakcyjności warszawskiego rynku może mieć swoje drugie oblicze. Duże, rosnące polskie spółki mogą okazać się dla niego zbyt duże, zwłaszcza gdy mają bogate plany inwestycyjne, którym zresztą sprzyja rząd upatrujący w nich „narodowych czempionów”. Dylematy pokazuje jak na dłoni zapowiedź oferty publicznej akcji z prawem poboru Lotosu. Drugi polski koncern paliwowy zamierza sprzedać 55 mln nowych akcji i pozyskać z nich około miliarda złotych. Jej większościowym akcjonariuszem jest Skarb Państwa, który ma 53,2 proc. akcji. Oferta z prawem poboru oznacza, że Skarb Państwa miałby kupić akcje za ponad 500 mln zł i wydać na to pieniądze z kieszeni podatników. Albo dopuścić do zmniejszenia swojego udziału. Prawdopodobnie wcześniej czy później Skarb Państwa będzie musiał zdecydować się na to drugie rozwiązanie.

– Może okazać się, że dla największych polskich spółek Warszawa będzie za mała. Być może kiedyś KGHM czy PKN Orlen dojdą do wniosku, że w Polsce za mało jest kapitału, inwestorów, albo też za mała jest płynność, żeby uzyskiwać tu prawidłową wycenę  – mówi Konrad Konarski.

Duże polskie firmy emitowały już Globalne Kwity Depozytowe na rynku w Londynie, papiery te nie miały tam jednak odpowiedniej płynności. Niewykluczone jednak, że jeśli warszawska giełda będzie się relatywnie kurczyć, duże spółki będą musiały do Londynu powrócić.

– Jeżeli spółki będą rosły i kapitalizacja ich będzie się zwiększała, niewykluczony jest ponowny ruch w drugą stronę i przechodzenie do Londynu czy nawet do Nowego Jorku. To źle dla polskiego rynku kapitałowego, ale nie ma się co się obruszać – jest to naturalna droga rozwoju dużych firm – dodaje Konrad Konarski.

Będzie trudno przezwyciężyć „efekt OFE”

Warszawskiemu rynkowi – także w długiej perspektywie – prawdopodobnie najbardziej zaszkodzą skutki zmian w otwartych funduszach emerytalnych. OFE, które tworzyły popyt i podtrzymywały go nawet przy bardzo zlej koniunkturze, będą musiały teraz sprzedawać akcje. „Efekt OFE” widać już było w zachowaniu indeksów w drugiej połowie 2013 roku, gdy inne rynki europejskie już rosły.

– OFE były kreatorem wartości dla spółek, które wchodziły na warszawską giełdę. Warto było na nią wejść, gdyż tu właśnie był polski kapitał. To się przynajmniej częściowo skończyło na skutek zmian. Można się spierać, jaki był efekt OFE dla gospodarki, ale dla rynku kapitałowego jest on jednoznacznie negatywny. Przy takiej ilości i wartości debiutów jak teraz nie ma szansy na tworzenie rynku kapitałowego w Polsce – mówi Konrad Konarski.

Według PwC wartość ofert na LSE wyniosła już w 2013 roku 14,4 mld euro, gdy w Warszawie – 1,1 mld euro. Na NYSE Euronext było to 3 mld euro, a na Deutsche Boerse –  2,4 mld euro. Warszawską giełdę wyprzedziła też Borsa Italiana z wartością debiutów 1,3 mld euro. W tym roku dystans GPW do innych rynków europejskich jeszcze się zwiększa.

– Rynek akcji w tym roku przestał być efektywnym źródłem kapitału dla spółek. Z tych kilku prawdziwych ofert tylko nieliczne skończyły się sukcesem, w przypadku innych właściwie nikt nie chciał kupować papierów. Jeżeli ktoś chce dziś pozyskać finansowanie, musi iść do banku albo emitować obligacje. Rynek akcji jest w tej chwili po prostu martwy – mówi Konrad Konarski.

Nie znaczy to, że warszawska giełda jest skazana na przegranie swojej szansy, ale odrabiać straty będzie jej coraz trudniej. Tym bardziej, że do „efektu OFE” dochodzą inne negatywne procesy, jak wyczerpywanie się zasobów do prywatyzacji oraz brak dużych prywatnych spółek, które były zainteresowane pozyskiwaniem kapitału z polskiego rynku. Pozostaje jej do wykorzystania szansa przyciągania emitentów z regionu, których może zachęcać, oferując im bezpieczeństwo notowań, przejrzystość i efektywność.

– W Polsce wyczerpuje się powoli zasób lokalnych spółek, które mogą wejść na giełdę. Skończyła się prywatyzacja, a podaż spółek prywatnych, które mają odpowiednią kapitalizację i mogłyby wejść na giełdę, jest ograniczona. Szukajmy więc emitentów poza granicami Polski, tworząc warunki debiutu dla spółek z państw regionu, jak Litwa, Ukraina, Rosja, Mołdawia czy Rumunia. Tam giełdy są bardzo małe i ich możliwości efektywnego pozyskiwania kapitału są niewielkie. Nasza giełda dla spółek regionalnych jest bardzo interesującą opcją, pozwalając kojarzyć inwestorów i spółki – mówi Konrad Konarski.

– Jest wciąż kapitał, który szuka spółek może bardziej ryzykownych, we wcześniejszym stadium rozwoju, jednak dających szansę na większy dochód. Fundusze venture capital czy hedge funds często szukają właśnie spółek mniejszych. Być może dzięki ofercie takich spółek Warszawa mogłaby przyciągnąć te fundusze. Aby oferta ta była ciekawa, konieczne jest, aby były to w dużym stopniu spółki z zagranicy – dodaje.

Warszawska giełda może wykorzystać szansę polegającą na tym, że na razie na globalne rynki wchodzą największe spółki, głównie z Chin, oraz wielkie prywatyzowane firmy europejskie, jak poczta belgijska czy brytyjska Royal Mail. Jednak kiedy te zasoby się wyczerpią, znów zacznie się poszukiwanie mniejszych okazji inwestycyjnych. Ale nie znaczy to, że kapitał będzie szukał ich właśnie w Warszawie.

OF


Tagi


Artykuły powiązane