Autor: Piotr Arak

Dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego

Kapitał zyskuje kosztem pracy

W ciągu trzech dekad udział pracy, rozumianej jako płace, wynagrodzenia i świadczenia, w dochodzie narodowym spadł prawie we wszystkich krajach rozwiniętych. Praca w coraz mniejszym stopniu determinuje dochód danego kraju. To efekt zwiększającej się produktywność, ilości kapitału na pracownika, większej konkurencji, a mniejszej siły negocjacyjnej pracowników.
Kapitał zyskuje kosztem pracy

Fabryka serów, Włochy. (CC By NC SA Camelia TWU)

Spadek udziału pracy w tworzeniu wartości dodanej szedł w parze z większymi nierównościami w dystrybucji dochodu z rynku, co może w długiej perspektywie zagrozić spójności społecznej i spowolnić słabe obecnie ożywianie się gospodarek. W długiej perspektywie, gdy mówimy o potencjalnych ryzykach związanych z faktycznym wchodzeniem technologii w sfery rynku pracy i zastępowaniu na części stanowisk ludzi przez maszyny, obserwowane procesy są jeszcze bardziej niepokojące.

Średni udział pracy w wartości dodanej spadł do 61,7 proc. pod koniec lat 2000., a jeszcze na początku lat 90. wynosił 66,1 proc. W niektórych krajach spadek rozpoczął się już 30 lat temu, ale istotny jest etap rozwoju każdego z krajów.

Wbrew pozorom, zmniejszający się udział pracy w wartości dodanej nie oznacza, że poziom życia się obniża. Nawet, jeżeli wartość dodana wypracowywana przez pracę jest mniejsza niż przez kapitał, to, dopóki wzrost gospodarczy jest wysoki, pracownicy nadal mają się bardzo dobrze. A tak było przez ostatnich 20 lat.

Warto zwrócić uwagę, że różnice między krajami także są duże. Udział pracy spadł o ok. 10 proc. w Finlandii, Irlandii, czy Norwegii, a znacząco wzrósł w Czechach i Islandii. Wyniki te byłyby także inne, gdyby uwzględniały reperkusje kryzysu gospodarczego, który szczególnie odbił się na sektorze finansowym – byłoby widać większy udział pracy na niekorzyść kapitału.

Warto przypomnieć, że w ostatnich latach szczególnie istotne, jako główne źródło generowania dochodu stały się spekulacje. W ciągu20 lat powstało wiele funduszy hedgingowych, które operowały powierzonym im kapitałem krótkoterminowo, premiując szybki zysk, a nie długotrwały proces inwestycyjny. Popularyzowały instrumenty pochodne, które sprawiły, że inwestycje stały się bardziej ryzykowne. Na rynku wymiany walutowej forex, w przeciągu 3 lat (2004-2007) średni dzienny obrót wzrósł o 69 proc. do poziomu 3,2 bln dolarów.

Coraz bardziej skomplikowane inwestycje finansowe pozwalały dodatkowo zwiększać rolę kapitału i sektora finansowego w wartości dodanej gospodarek. Skrajnym tego przykładem przed kryzysem była Islandia (sektor bankowy kraju – łączne aktywa banków islandzkich -osiągnął wartość 1038 proc. PKB w 2007 roku).

Ponadto spadek udziału pracy w wartości dodanej istotnie różni się wśród różnych grup dochodowych. W krajach rozwiniętych dochód górnego 1 proc. najlepiej zarabiających wzrósł ciągu 20 lat o 20 proc. Fakt ten długo zasilał dyskusję o nierównościach społecznych.

Dodatkowo w tym czasie, mimo zwiększenia zatrudnienia ogółem, także wśród osób z niskimi kwalifikacjami, wynagrodzenia tych ostatnich znacząco spadły. Sugeruje to, że pozycja niektórych pracowników w dystrybucji dochodów, szczególnie tych gorzej wykształconych, pogorszyła się.

Biedniejsi mają większą skłonność do konsumpcji. Zmniejszenie ich dochodu może, więc mieć istotny wpływ na zagregowany popyt i przez to na tempo regeneracji gospodarek państw rozwiniętych po kryzysie. Generalnie nierównomierna dystrybucja dochodu – zarówno z pracy, jak i z kapitału – może przyczyniać się do zwiększania nierówności dochodowych.

(infografiki Darek Gąszczyk/CC BY-NC larzor)

(infografiki Darek Gąszczyk/CC BY-NC larzor)

Spadek tworzenia wartości dodanej przez grupę kwalifikowaną pod względem osiąganych dochodów, jako dolne 99 proc.  jest znaczący w porównaniu z ogółem społeczeństwa. Oznacza to, że grupa górnego 1 proc. istotnie zyskiwała w ostatnich latach, co szczególnie widać w przypadku Stanów Zjednoczonych i Kanady.

W innych krajach te różnice są mniejsze. Średnio udział pracy spadał tylko o 0,9 proc., licząc łącznie z dochodami najbogatszych. Jedyny przypadek (z krajów dla których dane dla obserwacji tego zjawiska są dostępne), w którym bogatsi ubożeli, to Hiszpania.

Co może wyjaśniać zmniejszanie się udziału pracy w tworzeniu wartości dodanej gospodarek? Wzrost ogólnej produktywności czynników produkcji (TFP) i coraz większą ilość kapitału, jaka przypada na pojedynczego pracownika (capital deepening), dwóch głównych czynników wzrostu gospodarczego, które łącznie odpowiadają za spadek udziału pracy w wytwarzaniu wartości dodanej o ok. 80 proc. w krajach rozwiniętych między 1990 i 2007 rokiem.

Twierdzenie to jest tożsame z wnioskami płynącymi z wielu prac związanych z wpływem nowych technologii, innowacji oraz nowych procesów wytwórczych na rynek. Między innymi Erik Brynolfsson i Andrew McAfee poruszali temat zastępowania w niedalekiej przyszłości ludzi maszynami (https://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/biznes/kompetencje-przyszlosci/). Szczególnie narażeni na to zjawisko są pracownicy z umiejętnościami rutynowymi i o niskich kwalifikacjach.

Globalizacja i międzynarodowa konkurencja

Są także dowody, że inny czynnik wzrostu gospodarczego istotnie wpływa na pogarszanie się sytuacji dotyczącej wynagrodzeń. Zwiększanie się krajowej i międzynarodowej konkurencji ma wpływ na obniżenie się znaczenia pracy dla wzrostu wartości dodanej.

W krajach rozwiniętych, co najmniej 10 proc. spadającej wartości dodanej z pracy jest tłumaczone globalizacją.  Głównymi przyczynami są: delokalizacja części procesu produkcji i rosnąca konkurencja z firmami z państw o niższych kosztach pracy.

Globalizacja pozwoliła otworzyć i zwiększyć zasoby pracy o 1,2 mld osób od 1980 roku do 2010 roku. Obecnie aktywnych jest ok. 2,9 mld osób. McKinsey Global Institute przewiduje, że dynamika zmian się utrzyma, choć przyrost będzie mniej znaczący ze względu na utrzymujący się niski poziom wykształcenia w krajach rozwijających się.

W przyszłości to Chiny i Indie będą głównymi źródłami wykwalifikowanej siły roboczej, potencjał innowacyjności i kreatywności przeniesie się w kierunku Azji. Może to doprowadzić do globalnego niezbilansowania, jeżeli chodzi o popyt i podaż pracy o odpowiednich kwalifikacjach. Kraje rozwinięte i Chiny będą potrzebowały w przeciągu kolejnych 10 lat o 40 mln pracowników z wyższym wykształceniem więcej niż są w stanie wyedukować. W tym samym okresie podaż nisko wykwalifikowanych zasobów pracy zwiększy się o 90 mln ponad potrzeby rynku, co wpłynie na wysokość płac oraz jeszcze zwiększy nierówności płacowe.

(DG/CC BY-NC-SA Arjen Stilklik)

(DG/CC BY-NC-SA Arjen Stilklik)

Mniejsza rola państw i centralistycznych stosunków przemysłowych

Trend do zmniejszania udziału własności publicznej w części sektorów oraz deregulacji w sektorze finansowym także wydają się być istotnymi czynnikami. Maksymalna prywatyzacja może wiązać się z maksymalizacją dochodu i obniżaniem kosztów pracy. Było to dostrzegalne w przypadku przemysłów takich jak energetyka, transport i komunikacja, gdzie ten proces szczególnie zmienił „reguły gry” przechodząc od monopoli państwowych do oligopoli prywatnych.

Duża prywatyzacja początku lat 90. sektora komunikacyjnego w krajach rozwiniętych prowadziła do zmniejszenia o 33 proc. wartości dodanej pochodzącej z pracy. Nie wydaje się za to, że inwestycje zagraniczne i wprowadzone dla ułatwienia, miały podobnie negatywny wpływ.

Proces zmniejszania się roli pracy w krajach rozwiniętych w zakresie większej konkurencji i mniejszego wpływu publicznego na część sektorów może być wyjaśniana także ograniczaniem siły przetargowej zasobów pracy. Są dowody na to, że zwiększająca się konkurencja zmniejsza udział w wypracowywanym dochodzie pracowników, ale także właścicieli przedsiębiorstw.

Dalej, zmniejsza siłę przetargową pracowników, szczególnie tych z niskimi kompetencjami i kwalifikacjami. Zwiększający się import powoduje zwiększanie się substytucji krajowej siły roboczej zagraniczną. Związane jest to z offshoringiem (przeniesieniem wybranych procesów biznesowych przedsiębiorstwa poza granicę kraju przy zachowaniu tej samej grupy klientów) i lepszą sytuacją negocjacyjną po stronie pracodawców. Redukcja barier wejścia do tych przemysłów dla nowych pracowników zwiększyła podaż pracowników nie związanych ze związkami zawodowymi, z mniejszą siłą negocjacyjną w porównaniu z pracownikami z długim stażem.

Zwiększając nacisk na pracodawców, by ograniczać koszty i przy okazji siłę przetargową pracowników, konkurencja krajowa i międzynarodowa wpłynęła na ewolucję dialogu społecznego. Uzwiązkowienie spadło i nadal spada w większości krajów, a zakres objęcia pracowników układami zbiorowymi pracy się zmniejsza.

Większość pracowników negocjuje indywidualnie warunki pracy i płacy. W krajach z wysokim poziomem rozwoju instytucji dialogu społecznego na poziomie centralnym udawało się utrzymać równowagę między oczekiwaniami płacowymi, a konkurencyjnością (pisali o tym Cahuc i Zylberberg).

Doszło jednak do decentralizacji, ponieważ pracodawcy dostosowali się do konkurencji płacowej na rynku wewnętrznym i międzynarodowym. Mniejsza była też presja na negocjacje zbiorowe. W porównaniu z centralistycznym system negocjacji płacowych, system zdecentralizowany sprzyja dyspersji wynagrodzeń.

Co może państwo

Według OECD polityki rynku pracy mają często duży wpływ na wzrost produktywności, choć nie tak duży jakby się wydawało. Narzędziami tych polityk są przede wszystkim płace minimalne i ochrona pracowników. O ile wpływ tego ostatniego czynnika ma małe znaczenie w długim terminie, o tyle występowanie płacy minimalnej wydaje się wpływać na zmniejszanie udziału pracy w wartości dodanej. Większa płaca minimalna może wpływać na zwiększenie inwestycji w technologie zmierzające do zmniejszenia zatrudnienia.

W tym miejscu trzeba przypomnieć, że ostatni kryzys gospodarczy w skali makro jest w większym stopniu kryzysem produktywności niż pracy. O ile światowe PKB spadło, o tyle spadek zatrudnienia i wzrost bezrobocia w ujęciu globalnym nie był aż tak drastyczny (więcej: The EconomistBank Światowy). Gospodarka świata skurczyła się w 2009 roku o -2,2 proc., a bezrobocie pozostało praktycznie bez zmian wynosząc w skali globu 6,2 proc.

(D. Gąszczyk/CC BY-NC-SA thepatrick)

(infografika: D. Gąszczyk/CC BY-NC-SA thepatrick)

Ian Brinkley zauważa, że w gospodarce opartej na wiedzy koszty zwalniania i późniejszego zatrudniania pracowników o relatywnie wysokich kwalifikacjach znacząco wzrosły. Obecna recesja jest recesją utrzymującego się zatrudnienia, a nie jego spadku, jak w przypadku poprzednich. To oznacza, że częściowo dystopijny charakter przedstawianych danych i zjawisk z ostatnich 20, 30 lat nie jest projekcją w przyszłość, a jedynie opisem historii rozwoju.

Uczyć się, uczyć się, uczyć się

Czy polityka publiczna powinna wpływać na zmniejszający się udział pracy? Zatrzymywanie kluczowych silników napędowych rozwoju, tj. technologii i globalizacji, nie jest realną opcją, a to one w największym stopniu wpływają na ograniczanie roli pracy na rzecz kapitału. Polityka publiczna nie powinna mieć wpływu na sposób dzielenia tortu między te dwa czynniki, ale sygnalizuje to zasadniczy problem, przed jakim stają pracownicy oraz wchodzący na rynek pracy.

Rządy mogą czasem wpływać na kierunek zmiany technologicznej w celu większego udziału zatrudnienia przez nakładanie podatków lub subsydia. Ale te interwencje są ograniczone dużym ryzykiem ograniczenia tempa i efektywności alokacji zasobów i przede wszystkim mogą zastopować wzrost w długim okresie. Innym, bardziej skutecznym działaniem jest dawanie pracownikom większych szans w wyścigu z maszynami poprzez odpowiednią wiedzę.

Inwestycje w kapitał ludzki między innymi poprzez dalsze ograniczanie osób wcześnie wychodzących z edukacji i dopasowując w większym stopniu kompetencje absolwentów do potrzeb rynku (nie tylko teraźniejszych, ale i przyszłych) to kluczowe działania. Można do tego celu wykorzystać innowacyjne metody i techniki takie jak e-learning, czy blended learning po to, by zwiększać zasoby wysoko wykwalifikowanej siły roboczej.

Inwestowanie w człowieka daje największe szanse na zwiększenie oczekiwanych dochodów i wpływa na większy udział pracy w tworzeniu wartości dodanej. System podatkowy i transfery społeczne mogą być użyte w celu zmniejszenia rosnącego zróżnicowania dochodowego i w efekcie zróżnicowania w dochodzie rozporządzalnym, który umożliwia realizacje potrzeb konsumpcyjnych. Kreatywność i wiedza to kluczowe elementy rozwoju i inwestycje w te obszary w większym stopniu wpłyną na przyszły rozwój, a także na podział dochodowy niż jakiekolwiek inne polityki państwa. Dlatego zamiast szukać nieskutecznych sposobów ograniczania procesów rozwojowych powinniśmy inwestować w ludzi.

OF

Fabryka serów, Włochy. (CC By NC SA Camelia TWU)
(infografiki Darek Gąszczyk/CC BY-NC larzor)
Zmiana-w-agregowanym-udziale-pracy-w-wartości-dodanej
(DG/CC BY-NC-SA Arjen Stilklik)
Napływ-do-siły-roboczej-netto
(D. Gąszczyk/CC BY-NC-SA thepatrick)
Wzrost-gospodarczy-i-stopa-bezrobocia-na-świecie

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Więcej krajowej wartości dodanej w polskim eksporcie

Kategoria: Analizy
W ostatnich latach zaangażowanie polskich przedsiębiorstw w międzynarodowych sieciach wartości pozostało na wysokim poziomie, ponieważ coraz większa część wytworzonej w Polsce wartości dodanej wykorzystywana jest w eksporcie innych krajów.
Więcej krajowej wartości dodanej w polskim eksporcie

Wyszehrad mniej wrażliwy na spowolnienie w Europie Zach.

Kategoria: Trendy gospodarcze
Tempo wzrostu gospodarczego w Polsce oraz krajach Grupy Wyszehradzkiej (EŚW 4) nie odzwierciedlało w ostatnich latach wyraźnie słabszej koniunktury w Niemczech i krajach strefy euro.
Wyszehrad mniej wrażliwy na spowolnienie w Europie Zach.

Polska i Niemcy w strumieniach handlu

Kategoria: Raporty
Już trzecią dekadę Niemcy zajmują pierwsze miejsce w polskim eksporcie i imporcie towarów oraz usług. Analizując handel pod kątem wartości dodanej, zawartej w strumieniach handlu, popyt odbiorców końcowych w Niemczech wygenerował w Polsce 1,4 mln miejsc pracy.
Polska i Niemcy w strumieniach handlu