Karą etyki nie zastąpisz

03.05.2016
Stosowanie kar i nagród może niszczyć etyczne zachowania w społeczeństwie – twierdzi Samuel Bowles w książce „The Moral Economy: Why Good Incentives Are No Substitute for Good Citizens” (Moralna gospodarka. Dlaczego dobre bodźce nie zastąpią dobrych obywateli).
Moral Economy - okładka


Samuel Bowles prowadzi program Behavioral Sciences Program w Santa Fe Institute w stanie Nowy Meksyk. Wcześniej wykładał m.in. na Harvard University i Univeristy of Massachusetts. Książkę zaczyna od opisu eksperymentu przeprowadzonego w przedszkolach w izraelskiej Hajfie.

Zaczęto tam karać finansowo rodziców, którzy spóźniali się z odbieraniem swoich dzieci. Kara nie tylko nie zadziałała, lecz wywołała efekt odwrotny od zamierzonego. Po jej wprowadzeniu liczba spóźniających się rodziców wzrosła o 100 proc. Po 12 tygodniach wycofano się z pomysłu, ale liczba spóźniających się nie spadła. Jak widać, może istnieć negatywna zależność między bodźcami ekonomicznymi a działaniem motywowanym etyką. Inaczej mówiąc, wprowadzenie kary za spóźnienie rodzice potraktowali jako wyznaczenie ceny za spóźnienie, co wyeliminowało ich poczucie obowiązku.

Negatywne skutki dotyczą nie tylko kar, lecz również nagród. Autor opisuje eksperyment przeprowadzony przez Feliksa Warnekena i Michaela Tomasello. Dzieci w wieku poniżej dwóch lat chętnie angażowały się w pomaganie dorosłym w wyciąganiu trudno dostępnego przedmiotu. Kiedy jednak zaproponowano im za to działanie nagrodę, odsetek pomagających spadł o 40 proc.

Warto tłumaczyć

Oczywiście nie oznacza to, że żadna kara czy nagroda nie jest w stanie zmienić ludzkiego zachowania w pożądany sposób. Jak duże znaczenie mają nawet subtelne różnice w komunikacji sankcji pokazuje przykład wprowadzenia w 2002 r. w Irlandii niewielkiego podatku na reklamówki, który doprowadził do spadku korzystania z plastikowych toreb o 94 proc. Jak się to udało?

Wprowadzenie podatku poprzedziła publiczna debata i kampania społeczna pokazująca szkodliwość folii dla środowiska. O ile jednak sporadyczne spóźnienia po dzieci do przedszkola mogą wynikać z okoliczności, na które nie ma się wpływu, o tyle wzięcie reklamówki ze sklepu wiązało się ze świadomą decyzją. Decyzją, która po kampanii zaczęła się wiązać ze społeczną dezaprobatą porównywalną z wyjściem na ulicę w prawdziwym futrze.

Tak więc w Irlandii rolą podatku na plastikowe torby nie było ukaranie tych, którzy je wzięli, lecz raczej przypomnienie im w ten sposób o konsekwencjach ich decyzji. Niewykluczone, że gdyby przedszkola w Hajfie poprzedziły nałożenie kary za spóźnienia kampanią tłumaczącą, jak bardzo utrudniają one życie pracującym tam osobom, wynik eksperymentu byłby zupełnie inny.

O tym, jak trzeba uważać z nakładaniem kar, przekonał się zarządzający strażą pożarną w Bostonie w 2001 r. Zauważył on, że zadziwiająco dużo strażaków zgłaszało chorobę w poniedziałki i w piątki (nie było wówczas żadnych ograniczeń w liczbie pełnopłatnych dni, które mogli spędzić na zwolnieniu lekarskim). Zdecydował, by ograniczyć liczbę pełnopłatnych dni na zwolnieniu do 15 rocznie.

W efekcie liczba „chorych” w święta Bożego Narodzenia i w Nowy Rok zwiększyła się dziesięciokrotnie w stosunku do poprzedniego roku. Zarządzający zareagował, zabierając strażakom premie świąteczne. Niewiele to dało. W kolejnym roku każdy z nich średnio był 13,4 dnia na zwolnieniu lekarskim, podczas gdy rok wcześniej (gdy żadnych kar i obostrzeń nie było) było to 6,4 dnia. Strażacy poczuli się urażeni, że potraktowano ich jak oszustów i przestali chodzi do pracy, gdy nie czuli się najlepiej.

Autor zwraca uwagę, że dobrze rozumie pomysłodawcę feralnego rozwiązania, bo w swojej rodzinie miał podobną sytuację. Któregoś dnia postanowił dać swoim nastoletnim dzieciom szansę na dorobienie i wywiesił listę rzeczy, które mogą dodatkowo zrobić w domu, wraz z cenami. Skutek był taki, że choć wcześniej jego dzieci wykonywały domowe prace z większą lub mniejszą chęcią, zapewne uważając, że jest to część ich obowiązków, to po wprowadzeniu cennika przestały robić cokolwiek. Wyznaczenie ceny sprawiło, iż domowe prace przestały być moralnym obowiązkiem, a stały się usługą, którą można kupić.

W książce znajdziemy sporo ciekawych przykładów skutecznego motywowania do zmiany zachowania bez bodźców finansowych albo z niewielkim ich udziałem. Na przykład w mieście Rajahmundry w stanie Andhra Pradesh we wschodnich Indiach wynajęto 10 bębniarzy, którzy walili w bębny przed domami osób uchylających się od płacenia podatków. Towarzyszyli im urzędnicy podatkowi, co sprawiało, że powód kanonady był dla sąsiadów jasny. Sposób okazał się bardzo skuteczny – dotknięci nim obywatele woleli zapłacić podatki niż być wystawionym na publiczne potępienie.

Mistrz z Bogoty

Z kolei Antanas Mockus, burmistrz Bogoty (stolicy Kolumbii), zatrudnił setki mimów, którzy z pomalowanym na biało twarzami i parodiowali kierowców nieustępujących pieszym pierwszeństwa na przejściach. Równocześnie zachęcono tych ostatnich, by nominowali wyjątkowo uprzejmych dla pieszych taksówkarzy (ta grupa najczęściej łamała przepisy) do nagrody. Pierwszych 140 nominowanych kierowców zostało członkami założycielami „Rycerzy Zebry” i mieli prawo powiesić w swoich autach plastikowe zebry świadczące o ich wzorowym zachowaniu na drogach.

Burmistrz na tym nie poprzestał. Podczas swojej drugiej kadencji (w latach 2001–2003) tłumaczył, że jednym z głównych elementów jego programu było sprawienie, by obywatele zachęcali innych do trzymania się wyznaczonych przez społeczeństwo reguł. W tym celu wydrukował setki tysięcy kart z rysunkiem skierowanego w dół kciuka, które piesi mogli pokazywać łamiącym przepisy kierowcom, by wyrazić dezaprobatę. Kiedy Mockus przejmował władzę, liczba zabitych przez kierowców w mieście zdecydowanie przekraczała średnią krajową. Gdy odchodził, była o wiele poniżej średniej. Spadała zresztą przez kolejne lata, aż udało się zmniejszyć liczbę zabitych na drogach w mieście o 2/3.

Równie skuteczna była zapoczątkowana przez burmistrza Bogoty kampania, której celem było zmniejszenie zużycia wody w mieście. Mockus osobiście wziął udział w spocie reklamowym, w którym razem z żoną jednocześnie brali prysznic, zakręcając wodę w czasie, gdy się mydlili. Miasto przyznało także nagrody tym, którzy zaoszczędzili najwięcej wody. W efekcie w ciągu dwóch miesięcy zużycie wody w mieście spadło o 1/7.

Przekonać zamiast zmuszać

Książka Samuela Bowlesa warta jest uwagi w szczególności w Polsce ze względu na to, że panuje u nas powszechne przekonanie, że skutecznym sposobem na zmianę społecznie niepożądanych zachowań jest zaostrzanie kar. Widać to chociażby w sprawie kierowców powodujących wypadki przez nadmierną prędkość. Montowane są radary, podnoszona wysokość mandatów, wprowadzane kary w postanie odbierania prawa jazdy. Wszystko bez większego efektu, bo w Polsce na drogach ciągle ginie (proporcjonalnie do liczby ludności) osiem razy więcej pieszych, niż w Holandii. Po przeczytaniu tej książki będzie jasne, dlaczego tak się dzieje. By doszło do radykalnej zmiany w zachowaniu kierowców, trzeba najpierw przekonać nasze społeczeństwo do tego, że jazda z nadmierną prędkością czy niezwalnianie przed przejściem dla pieszych jest działaniem niepożądanym.

Autor we wstępie pisze, że pracował nad tą książką od 30 lat (twierdzi, że tak długo, bo musiał się dużo nauczyć). Jest ona oparta na wykładach, które wygłaszał na Yale University. Książkę czyta się szybko (ma około 200 stron) i z przyjemnością. To pozycja zdecydowanie warta uwagi.


Tagi


Artykuły powiązane