Autor: Grzegorz Jeż

Redaktor naczelny serwisu Obserwator Finansowy.

Katolicka nauka społeczna, możliwa ekonomia alternatywna

Zbigniew Herbert, Pan Cogito o potrzebie ścisłości – (…) jesteśmy mimo wszystko stróżami naszych braci.
Katolicka nauka społeczna,  możliwa ekonomia alternatywna

(©Envato)

Współczesna katolicka nauka społeczna kształtowała się od początku XIX w., ale zagadnienia ekonomiczne znalazły się w centrum jej uwagi dopiero kilkadziesiąt lat później. Nauczanie społeczne Kościoła stanowiło odpowiedź na narastające, z jednej strony, problemy społeczne nowoczesnego społeczeństwa wstrząsanego przez szybki rozwój kapitalizmu i liberalną ideologię wolnorynkową, a z drugiej – narastanie tendencji komunistycznych i pochód marksizmu.

Błyskawiczny rozwój przemysłu wytworzył ogromną rzeszę proletariatu przemysłowego, którego przedstawiciele zostali sprowadzeni do roli słabo opłacanej siły roboczej. Nierzadko zatrudniano także małe dzieci, zmuszając je do wielogodzinnej pracy – także w kopalniach. W liberalnym systemie gospodarczym pracę traktowano wyłącznie jak towar. Jej wartość oceniano jedynie z perspektywy kosztów i nakładów, czyli tak jak materialne środki produkcji. Robotnicy, choć obdarzeni formalną wolnością, nie mieli szerokiego pola manewru. Pozbawieni realnej alternatywy i zmuszeni do pracy za głodowe stawki, podejmowali trud, by nie umrzeć z głodu i umożliwić przeżycie swoim rodzinom. Dzień pracy trwał nierzadko kilkanaście godzin, robotnicy nie byli objęci ubezpieczeniami społecznymi, nie dysponowali ochroną ze strony związków zawodowych lub organizacji społecznych.

Reakcją na nadużycia dziewiętnastowiecznego kapitalizmu było powstanie idei komunistycznych. Ideologia Karola Marksa i Fryderyka Engelsa postulowała zniesienie własności prywatnej i siłowe przejęcie władzy wskutek działań rewolucyjnych. Komuniści wierzyli, że rewolucja wybuchnie w państwach najlepiej uprzemysłowionych ze względu na liczną i świadomą swojego losu klasę robotniczą. Jak na ironię ideologia, która obiecywała wyzwolenie ludzi z upodlenia, sprowadziła na świat system bezprzykładnego zniewolenia, wtłaczając całe narody w nędzę i jeszcze dotkliwsze uciemiężenie.

Ordoliberalizm w perspektywie historycznej

Oba systemy, zarówno wolnorynkowy kapitalizm, jak i marksistowski komunizm ugruntowane zostały na oświeceniowym przekonaniu, że społeczeństwem i ekonomią rządzą żelazne prawidła natury. Myśl katolicka stoi na stanowisku, że w obu ideologiach, zarówno liberalnej, jak i kolektywistycznej, tkwi wspólny rdzeń. Jest nim swoisty ekonomizm, czyli postawienie w centrum życia społecznego wartości gospodarczych, które wyemancypowane spod kontroli społecznej, przedstawiane są jako najważniejszy wskaźnik określający wspólnotę. Oba systemy – choć zwarte w śmiertelnej walce – dzielą, choć nierzadko nie są tego świadome, wspólną wizję świata.

Doktryna Kościoła odrzuca zarówno egoistyczną i zatomizowaną jednostkę podążającą ślepo za swoimi pragnieniami, jak i kolektywizm, w którym człowiek stanowi jedynie niewiele znaczący trybik w machinie społecznej. W pewnym sensie społeczną doktrynę kościoła można traktować jako arystotelesowski „złoty środek”, swoistą trzecią drogę między kapitalizmem a komunizmem. Ale to tylko połowa prawdy. Istotną różnicę stanowi antropologia chrześcijańska i wynikający z niej personalizm, w którym człowiek pozostaje wprawdzie osobą, ale silnie zakorzenioną i współodpowiedzialną za wspólnotę, w której żyje.

W istocie każdy nasz czyn i postępek wpływa na innych, powodując ich reakcję. Dlatego należy mieć na uwadze los bliźniego, mając przekonanie, że jego dola oddziałuje w dłuższej perspektywie na nas samych.

Obowiązek ten leży u podstaw solidaryzmu, czyli przekonania, że wartości wspólnotowe mają wiążący charakter dla naszych poczynań, nakładając na nas zobowiązania szczególnie wobec najsłabszych jednostek. W istocie każdy nasz czyn i postępek wpływa na innych, powodując ich reakcję. Dlatego należy mieć na uwadze los bliźniego, mając przekonanie, że jego dola oddziałuje w dłuższej perspektywie na nas samych. Takie ramy postępowania pozwalają jednostce być częścią organicznej wspólnoty, w której jednostka zachowuje samodzielność działania, ale jest ograniczona pojęciem dobra wspólnego, które zawsze powinna mieć na względzie.

Jednym z pierwszych myślicieli, który zwrócił uwagę na tragiczne położenie pracujących fizycznie rzesz ludności, był Emmanuel von Ketteler (1811–1877), biskup Moguncji, którego papież Leon XIII określił mianem „grand prédécesseur” – wielkiego poprzednika”. Biskup Ketteler tak opisywał ówczesne realia gospodarcze: „Partia liberalna wciąż mówi o wolności zatrudnienia, podczas gdy robotnik nie ma ani swobody poruszania się, ani zamieszkania. Jeśli nie chce umrzeć z głodu, jest razem z rodziną zależny od określonego zakładu i musi przebywać w jednym miejscu; musi pracować w fabrykach bogatych panów; i ten przymus nie różni się od doli niewolnika, którego zniewalano batem i łańcuchem”. Hierarcha ubolewał nad nieludzkim traktowaniem pracowników, upatrując w wąskiej akumulacji kapitału źródła jego ogromnej siły, której oddziaływanie doprowadziło do tego, że ludzie zostali poddani dyktatowi bezwzględnych przejawów życia społeczno-ekonomicznego.

Ubolewał, że relacje z pracobiorcami oceniane są jedynie z perspektywy osiąganego zysku i redukcji kosztów. Praca została sprowadzona do towaru, który ze względu na olbrzymią podaż kupuje się za najmniejszą cenę. Taką, która pozwoli na przeżycie, lecz nie zapewni ani godziwego bytu rodzinie, ani zabezpieczenia na starość lub w przypadku choroby. Biskup Ketteler podkreślał, że fakt posiadania własności niesie ze sobą ogromną odpowiedzialność i powinna ona uwzględniać potrzeby społeczne, co wynika z powszechnego przeznaczenia dóbr. Dlatego też powątpiewał w moc samych regulacji prawnych, mniemając, że trwałe zmiany może przynieść jedynie zmiana nastawienia samych właścicieli.

Co się stało z etosem pracy fizycznej?

Jak pisał ks. Zbigniew Waleszczuk, badacz myśli niemieckiego biskupa – zasadę powszechnego przeznaczenia dóbr można rozumieć dwojako. Po pierwsze, należy rozróżnić prawo do ich posiadania, a zatem i rozporządzania środkami produkcji, od prawa do ich wykorzystania, a zatem czerpania korzyści z owoców pracy wytwórczej. Oznacza to, że ścisłe prawo własności odnosi się wyłącznie do pierwszego przypadku.  Pogląd ten jest spójny z istotą myśli Tomasza z Akwinu, która to myśl mówi, iż będąc członkami wspólnoty, odpowiedzialnymi przed Bogiem i ludźmi, nie możemy korzystać z owoców ziemi oraz pracy innych tylko dla własnej korzyści, ale zobowiązani jesteśmy dzielić się z innymi, gdyż do tego zobowiązuje nas troska o wspólne dobro. Ta odpowiedzialność jest tym większa, im silniejsza jest pozycja społeczna danej jednostki. Zgodnie z zasadą ewangeliczną – komu dano więcej, od tego będzie się wymagać więcej. W takim ujęciu – posiadanie własności jest wielkim zobowiązaniem.

Biskup Ketteler postulował wprowadzenie szeregu rozwiązań mających na celu poprawę losu rodzin robotniczych. Wśród tych najważniejszych warto wymienić m.in. postulat rozwijania kościelnych ośrodków służących opiece nad niezdolnymi do pracy, okazywanie wsparcia i podtrzymywanie spoistości rodziny chrześcijańskiej, krzewienie oświaty, aktywizację robotników, zakładanie stowarzyszeń i zrzeszeń produkcyjnych oraz korporacji, w których robotnicy pełnić będą rolę zarówno pracodawców, jak i robotników.

Nauczanie biskupa Kettelera znalazło swoje rozwinięcie w słynnej encyklice „Rerum novarum” papieża Leona XIII, która ukazała się w 1891 r. Był to ważny głos wzywający zarówno instytucje państwowe, jak i społeczeństwo do stworzenia takiej polityki społecznej, która wytworzy wspólnotę pracodawców i pracowników, umożliwiając przezwyciężenie wąsko rozumianych interesów grupowych i klasowych. Leon XIII wskazał, że źródłem wszelkiej wartości i dobrobytu jest tylko praca, która pozwala robotnikowi uzyskać skromną choćby własność: „Kto nie posiada własności żadnej, brak ten wyrównuje pracą, tak że słusznie można powiedzieć, iż powszechnym sposobem zdobywania środków do życia i utrzymania jest praca, czy to na własnej rozwijana ziemi, czy w jakimś rzemiośle, które daje zapłatę, pochodzącą ostatecznie z owoców ziemi i zdolną do wymiany na owoce ziemi. I to również dowodzi, że prywatny sposób posiadania odpowiada naturze”.

Warto podkreślić, że nauczanie papieskie objęło postulat stworzenia takich ram stosunków gospodarczych, aby zapewnić robotnikowi i jego rodzinie byt materialny, przy opowiedzeniu się jednak za własnością prywatną, co stało w kontrze do oczekiwań komunistów. W tym aspekcie encyklika stanowiła próbę upomnienia się o sprawiedliwy ład społeczny, z którego owoców nikt nie byłby wyłączony.

Czytelnicze refleksje o naturze ludzkiej (i ekonomii)

Mimo apeli papieskich sytuacja robotników poprawiała się w wolnym tempie. Przez kolejne dziesiątki lat płace robotnicze pozostawały na bardzo niskim poziomie. Problem ten wybrzmiał silnie w encyklice Quadragesimo anno Piusa XI, która została opublikowana w czterdziestą rocznicę Rerum novarum. W dokumencie pojawiło się wezwanie do stworzenia koncepcji płacy rodzinnej, która powinna pokryć koszty utrzymania robotnika oraz jego rodziny. Papież podkreślał, że w trosce o stabilność i sprawiedliwość społeczną zarobki wypłacane robotnikowi nie mogą zależeć jedynie od prawa podaży i popytu, ponieważ takie założenie podkopuje trwałość i stabilność społeczeństwa, wpychając ogromne rzesze ludzi w nędzę. Co więcej, niszczy etos pracy, co w dłuższej perspektywie musi doprowadzić do zaburzeń społecznych.

Trzeba jednak mieć na względzie to, że szacunek dla pracy należy nieustannie wzmacniać właściwym wychowaniem. Przez wieki ciężką pracę wykonywali niewolnicy lub ludzie zmuszeni sytuacją życiową. Człowiek ze względu na swoją naturę żywi w sobie silną pokusę, by unikać ciężkiej pracy lub pracy na rzecz innych osób. Chcielibyśmy po prostu robić to, na co mamy ochotę i kiedy jest nam wygodnie. Z psychologicznego punktu widzenia to zrozumiałe. Nie zmienia to jednak faktu, że utrata szacunku do pracy, prędzej czy później, musi doprowadzić do upadku społeczeństwa. Dzisiaj widocznym przejawem tej odwiecznej pokusy są np. finansjalizacja gospodarek czy przenoszenie produkcji przemysłowej do biednych państw z tanią siłą roboczą.

Można wskazać jeszcze inne zagrożenie. Otóż reklama oraz propaganda konsumpcji i użycia może wprawdzie u niektórych skutkować wyzwoleniem przedsiębiorczości, ale częściej będzie budzić frustrację i zniechęcenie, ponieważ niemożność zrealizowania wykreowanych potrzeb i aspiracji przyniesie apatię lub agresję, a to zjawisko, gdy osiągnie masę krytyczną, może doprowadzić do gwałtownych zawirowań społecznych.

Tematy gospodarcze wielokrotnie podejmował w swoich encyklikach Jan Paweł II. Dzieło Laborem exercens w całości poświęcone zostało zagadnieniu pracy, jej znaczeniu dla ludzkiej pomyślności, ale i godności. Papież podkreślał, że człowiek zasługuje, by być traktowany jako twórca i podmiot, nie zaś jako przedmiot i narzędzie. W Sollicitudo rei socialis, encyklice wydanej kilka lat później, padło ostrzeżenie przed nieokiełznaną pożądliwością dóbr, która prowadzi człowieka wprost na ścieżkę konsumeryzmu. Z kolei w Centesimus annus, encyklice wydanej w setną rocznicę Rerum novarum, Jan Paweł II uwypuklał znaczenie prywatnej przedsiębiorczości i własności, ale jednocześnie przestrzegał, że zysk nie może być jedynym wskaźnikiem dobrego funkcjonowania przedsiębiorstwa. Szczególnie dotyczy to sytuacji, w której korzystne wyniki firmy uzyskiwane są kosztem zatrudnionych.

Myśl społeczna pojawiała się i wciąż jest obecna w przemyśleniach kolejnych następców św. Piotra. Katolicka nauka społeczna od samego początku swojego istnienia korzystnie wpływała na życie społeczne i gospodarcze, sprzyjając poprawie losu robotników. Była ważnym głosem wołającym o wprowadzenie korzystnego ustawodawstwa chroniącego najsłabszych członków społeczeństwa. Wciąż stanowi ważny głos w publicznej debacie, będąc inspiracją dla ludzi dobrej woli. Ani wolny rynek ani socjalizm nie zapewnią ładu i powszechnej potrzeby  sprawiedliwości i bezpieczeństwa. Ani wczoraj, ani dziś.

Autor wyraża własne opinie, a nie oficjalne stanowisko NBP.

(©Envato)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Czy prywatna własność ziemi szkodzi gospodarce?

Kategoria: Sektor niefinansowy

Prywatna własność ziemi jest niekorzystna dla większości obywateli. Przynajmniej w takiej formie, w jakiej występuje w większości rozwiniętych krajów, w tym w Polsce. Tak twierdzi Henry George w ekonomicznym bestsellerze wszech czasów Progress and poverty.

Czy prywatna własność ziemi szkodzi gospodarce?

Prawo własności w Izraelu – nie dla posesjonatów

Kategoria: Trendy gospodarcze
W Izraelu ziemia prawie w całości należy do państwa, a prawo pozwala zabrać wywłaszczanemu właścicielowi nawet 40 proc. działki bez odszkodowania. To wyjątkowe w zachodnim kręgu kulturowym podejście opisuje Yifat Holzman-Gazit w książce „Land Expropriation in Israel: Law, Culture and Society”.
Prawo własności w Izraelu – nie dla posesjonatów

32 lata wojny o przejęcie ukraińskiej ziemi rolnej

Kategoria: Analizy
Czterech noblistów z ekonomii zaapelowało w 1990 r. do Michaiła Gorbaczowa, ówczesnego prezydenta Związku Radzieckiego, którego republiką była wówczas także Ukraina, by nie prywatyzował ziemi rolnej. W tym samym czasie Międzynarodowy Fundusz Walutowy lobbował, by grunty jak najszybciej sprzedawać. Rozpoczęła się trwająca do dzisiaj, i ciągle nie rozstrzygnięta, walka o to kto przejmie najbardziej żyzne ziemie rolne świata.
32 lata wojny o przejęcie ukraińskiej ziemi rolnej