Autor: Grzegorz Jeż

doradca w Departamencie Edukacji i Wydawnictw NBP

Nasza strategia polityki pieniężnej dobrze nam służy i jest kotwicą dla ogólnej stabilności makroekonomicznej

Trafna diagnoza charakteru inflacji jest sprawą zasadniczą dla doboru właściwych parametrów polityki pieniężnej – uważa Anita Angelovska-Bezhoska, prezes Narodowego Banku Republiki Macedonii Północnej.

Obserwator Finansowy: Czy mogę prosić o podsumowanie wpływu pandemii na warunki gospodarowania i koniunkturę w Macedonii Północnej?

Anita AngelovskaBezhoska: Pandemia wywołała głęboki i niespotykany kryzys, który wymierzył potężny cios społeczeństwom, zagrażając ich źródłom utrzymania. Globalny wstrząs nie oszczędził gospodarki macedońskiej – niewielkiej i bardzo otwartej. Chociaż w chwili wybuchu kryzysu nasza sytuacja była względnie dobra – mieliśmy solidne fundamenty gospodarcze, nie było znaczniejszych nierównowag – skala dostosowania PKB okazała się ogromna: spadek wyniósł 4,7 proc. Taki wynik nie odbiegał od średniej krajów Europy centralnej, wschodniej i południowo-wschodniej (CESEE), ale był pięciokrotnie głębszy od spadku z czasu globalnego kryzysu finansowego. Podobnie jak w innych gospodarkach CESEE, głównymi kanałami transmisji kryzysu było osłabienie popytu zagranicznego, ograniczające eksport, zmniejszenie o połowę – na skutek spadku nastrojów i skłonności do podejmowania ryzyka – bezpośrednich inwestycji zagranicznych, a także niższe transfery z zagranicy (o 20 proc. w skali roku), będące ważnym źródłem finansowania bilansu płatniczego i stanowiące mniej więcej jedną czwartą dochodów rozporządzalnych.

Jednak wstrząs byłby bez wątpienia większy, gdyby nie bezprecedensowe, zarówno pod względem tempa, jak i skali, działania łagodzące ze strony polityki pieniężnej i fiskalnej. Zapobiegły one jeszcze bardziej druzgocącym skutkom i trwałym szkodom dla gospodarki. Z dzisiejszej perspektywy wstrząs był względnie krótkotrwały, a szkody wynikłe z kryzysu wydają się mniejsze niż początkowo oczekiwano. Po spadku PKB o 4,7 proc. w 2020 r., w kolejnym roku gospodarka wzrosła o 3,9 proc. Wzrost trwał nawet w warunkach kryzysu ukraińskiego, choć w skromniejszym tempie, mianowicie 2,7 proc. Wydaje się jednak, że ożywienie gospodarcze jest słabsze niż w innych krajach regionu CESEE: tamte gospodarki powróciły do stanu sprzed pandemii wcześniej i bardziej dynamicznie. Jednak branże o dużej intensywności kontaktów, które najbardziej ucierpiały, zdołały się podźwignąć, wartość transferów bardzo szybko wzrosła, przekraczając znacznie poziom sprzed pandemii, a rynek pracy nie odniósł żadnego większego czy trwałego uszczerbku.

Obecnie zamiast zajmować się „pozostałościami” po pandemii i długofalowymi kwestiami strukturalnymi, stajemy niestety przed kolejnym kryzysem – otóż pandemia przerodziła się w kryzys energetyczny i kryzys kosztów utrzymania. Jest to sytuacja, którą musimy właściwie zarządzać w warunkach znacznie zawężonego pola manewru niż kiedyś.

W grudniu inflacja w Macedonii Północnej wyniosła 18,7 proc. W naszym regionie takie odczyty wyjaśnia się bliskością teatru wojny i cenami energii. Jak to wyjaśnić w przypadku Macedonii Północnej?

Po dekadzie niskiej globalnej inflacji, od połowy 2021 r. obserwujemy jej wysoki wzrost na całym świecie; w wielu krajach inflacja osiągnęła kilkudziesięcioletnie rekordy. Nie inaczej jest w Macedonii Północnej, gdzie w dziesięcioleciu przed pandemią, w którym inflacja utrzymywała się w okolicach 1,5 proc., w zeszłym roku wzrosła ona gwałtownie do 18,7 proc. r/r. Trudno się dziwić, że w takich warunkach jedną z kwestii dyskutowanych przez władze i kręgi akademickie są źródła inflacji. Trafna diagnoza charakteru inflacji jest bowiem sprawą zasadniczą dla dobrania właściwych parametrów polityki pieniężnej.

Złotego nie warto zastępować wspólną walutą euro

W przypadku Macedonii, biorąc pod uwagę stosunkowo wolniejsze tempo ożywienia gospodarczego i ujemną lukę popytową, wzrost inflacji był wynikiem przede wszystkim wstrząsów zewnętrznych. Blisko 80 proc. całkowitej inflacji wynika z bezpośredniego wpływu wyższych cen żywności i energii. Jednak różnica między stopą inflacji w Macedonii i UE powiększyła się, co wynika z szeregu czynników krajowych. Pod względem otwartości gospodarki – na poziomie 140 proc. PKB – Macedonia jest na piątym miejscu wśród krajów CESEE (otwartość Unii Europejskiej na wymianę handlową to 76 proc.). Jesteśmy też w dużym stopniu zależni od importu w sektorze energetycznym w warunkach dużej energochłonności gospodarki, a także mamy wyższy udział energii i żywności w inflacji CPI – ok. 50 proc. (w porównaniu do 30 proc. w UE). Te strukturalne cechy oznaczają, że pewne wstrząsy globalne mogą być przenoszone do naszej gospodarki szybciej i z większą siłą. Różnice inflacji można też wyjaśnić różnicą charakteru i okresu stosowania środków polityki gospodarczej mających złagodzić kryzys kosztów utrzymania. Na koniec, inflacja okazała się bardziej długotrwała niż się tego spodziewano, obejmuje więcej kategorii, tym samym wpływając na oczekiwania inflacyjne i presję na podwyżki płac. W tych warunkach przedpandemiczny trend wzrostu płac trwa nadal, a nawet nabrał tempa, co odzwierciedla żądania związków zawodowych, by wyższa inflacja była rekompensowana. Jest to ryzyko, którym trzeba bardzo ostrożnie zarządzać.

Czy Macedonia Północna chce pójść drogą Chorwacji, której gospodarka jeszcze przed podjęciem decyzji o przyjęciu euro była zorientowana na tę walutę?

Integracja z Unią Europejską pozostaje naszym głównym strategicznym priorytetem, a ostatecznie oznacza to przyjęcie euro. Trzeba powiedzieć, że nasza gospodarka ma bardzo silne więzi handlowe i finansowe z Unią Europejską. Mniej więcej 80 proc. naszego eksportu płynie do UE, ok. 50 proc. systemu bankowego jest w rękach akcjonariuszy z Unii, a głównym miejscem pochodzenia bezpośrednich inwestycji zagranicznych i przekazów pieniężnych jest UE.

Chorwacja w strefie euro

Silne związki z gospodarką europejską, a także dość wysoki stopień „euroizacji” kraju leżą u podstaw naszej strategii pieniężnej, czyli celu kursu walutowego do euro. Mając na uwadze strukturalne cechy naszej gospodarki, taka strategia polityki pieniężnej od wielu lat dobrze nam służy i jest kotwicą dla ogólnej stabilności makroekonomicznej, będącej warunkiem koniecznym wzrostu gospodarczego i dobrostanu.

Czy Europa i europejskie firmy będą umiały poradzić sobie z obecnym kryzysem energetycznym?

Bezprecedensowy wzrost cen energii oraz zakłócenia w jej dostawach, które wystąpiły w związku z rosyjską inwazją na Ukrainę, są bez wątpienia jednym z największych zagrożeń dla europejskiej gospodarki. Na początku 2022 r. wyłączenia prądu i przerwanie działalności niektórych branż bynajmniej nie były marginalnym ryzykiem, a raczej całkiem prawdopodobnym scenariuszem. Ogólnie biorąc Europa jest w znacznym stopniu uzależniona od importu energii. W 2021 r. 55,6 proc. całkowitego zapotrzebowania na energię zaspokajano poprzez import. Bardziej istotny był natomiast fakt, że około 25 proc. całkowitego importu pochodziło z Rosji, głównego dostawcy gazu ziemnego, ropy naftowej i węgla kamiennego do UE.

W rok po wystąpieniu wstrząsu wydaje się, że Europie udało się dokonać szybkiego dostosowania krótkoterminowego i zapobiec głębokiej dewastacji gospodarki. Przyjęto dwojaką strategię: po pierwsze, strategię szybkiej dywersyfikacji geograficznej źródeł energii, po drugie, działań na rzecz energooszczędności. Na pierwszym froncie obserwowaliśmy wielką determinację: w marcu 2022 r. przywódcy 27 państw UE postanowili wspólnie o stopniowej likwidacji zależności Unii Europejskiej od rosyjskich paliw kopalnych. Stopień tej determinacji ilustruje fakt, że pod koniec 2021 r. import gazu z Rosji wynosił 41 proc. całego importu gazu, a w sierpniu 2022 r. – tylko 17 proc. Zastąpił go głównie import skroplonego gazu ziemnego (LNG), przede wszystkim z USA, ale także z Kataru, Nigerii, Algierii i Norwegii. Na drugim froncie w październiku 2022 r. byliśmy świadkami uchwalenia przez Radę Europejską nadzwyczajnych środków interwencyjnych, w tym zaleceń w  zakresie efektywności energetycznej i oszczędności energii. Podsumowując, Europa poradziła sobie z kryzysem energetycznym znacznie lepiej, niż się początkowo spodziewano. Swoją rolę odegrała też łagodna zima.

Jednak zawierucha jeszcze nie minęła: ceny są nadal podwyższone, niepewność jeszcze przez pewien czas pozostanie „nową normą”, a długookresowe wyzwania w dziedzinie energii nie zejdą z agendy – ich rozwiązanie wymaga czasu.  Obejmują one dalszą dywersyfikację źródeł energii (pamiętajmy, że w 2022 r. 40 proc. gazu zmagazynowanego w UE pochodziło z Rosji), stworzenie sprzyjającego środowiska dla szerszego wykorzystania źródeł odnawialnych oraz inwestycje w konieczną do tego infrastrukturę, wysiłki w celu dalszego podnoszenia efektywności energetycznej, inwestycje w infrastrukturę obejmującą interkonektory gazowe i sieci elektryczne.

Wyzwaniem jest złapanie wielkiej szansy

Wydaje się, że jest to konieczne w warunkach pewnej dezintegracji świata, ale także wyzwań związanych ze zmianą klimatu, która nie pozwala ani na chwilę zapomnieć o wadze efektywności energetycznej, odnawialnych źródeł energii i „gładkiego” przejścia na energię zieloną.

Kto szybciej poradzi sobie z inflacją i obecnymi problemami – USA czy Europa?

 W warunkach obecnego zacieśnienia monetarnego, ustępowania zatorów w globalnych łańcuchach dostaw i stabilizacji cen podstawowych surowców, MFW przewiduje, że w bieżącym roku w obydwu gospodarkach presja inflacyjna osłabnie, ale nastąpi to w różnym tempie. W przypadku Stanów Zjednoczonych przewiduje się spadek inflacji do 3,5 proc. w bieżącym roku i stabilizację na poziomie 2 proc. w średnim okresie. W przypadku strefy euro oczekuje się, że proces dezinflacji będzie przebiegał wolniej: inflacja ma zwolnić do 5,7 proc. i 2,7 proc. odpowiednio w roku 2023 i 2024, aby następnie obniżyć się do 2 proc. EBC prognozuje jeszcze wyższą dynamikę inflacji w średnim okresie.

Wydaje się, że w Stanach Zjednoczonych, gdzie inflacja być może już minęła szczyt (od lipca ubiegłego roku spada) i gdzie zacieśnianie polityki pieniężnej rozpoczęło się wcześniej niż w większości innych dużych gospodarek rozwiniętych, można oczekiwać szybszych postępów w przywracaniu inflacji do celu. Jednak biorąc pod uwagę silniejsze ożywienie gospodarcze i „ciasny” rynek pracy, konieczna jest czujność banku centralnego.

W Europie, bardziej podatnej na szok energetyczny, w której wzrost kosztów energii nadal odciska się na gospodarce, i w której zacieśnienie polityki pieniężnej zaczęło się później niż w Stanach Zjednoczonych, zarówno inflacja bazowa, jak i całkowita mogą pozostać na podwyższonym poziomie przez dłuższy okres. Jak zauważają przedstawiciele EBC, uporczywość inflacji bazowej jest powodowana odłożonymi w czasie pośrednimi efektami wysokich cen energii i wcześniejszą głęboką deprecjacją euro, a także koniunkturą na rynku pracy i wpływem rekompensat inflacyjnych na płace, których nominalny wzrost zgodnie z oczekiwaniami będzie następował w tempie przewyższającym historyczną średnią.

Czy główne banki centralne mogą sprowadzić inflację do celu, nie powodując znacznych strat wzrostu gospodarczego? Jak można to osiągnąć? Czy jest to możliwe również w warunkach wstrząsu egzogenicznego?

Jeśli lekcją 2021 r. było to, że nie należy przedwcześnie wycofywać bodźca, „przetrzymując” inflację, przesłaniem roku 2022 jest potrzeba powrotu do fundamentów, w tym powrót do „normalnego” kursu polityki pieniężnej. Jesteśmy obecnie świadkami najbardziej synchronicznego cyklu zacieśniania polityki pieniężnej od 50 lat; zachodzi ono w tempie znacznie większym niż w trakcie poprzednich epizodów inflacyjnych. Zacieśnienie ma podstawowe znaczenie w zapobieganiu ewentualnemu odkotwiczeniu oczekiwań inflacyjnych, podważeniu wiarygodności prowadzonej polityki, a tym samym wpływa na proces kształtowania cen. Sugeruje to, że banki centralne nie powtarzają błędów z lat 70-tych.

Gospodarka, polityka klimatyczna i tanie źródła energii

Inną stroną medalu jest to, że procykliczne zacieśnienie może mieć ujemny wpływ na realną gospodarkę, która i tak dołuje – pytanie tylko, czy ku twardemu, czy miękkiemu lądowaniu. Zasadniczo współczynnik poświęcenia (ang. sacrifice ratio) będzie zależny od czasu trwania wstrząsu geopolitycznego (co pozostaje poza naszą kontrolą), stopnia podatności gospodarek (który można zmieniać, ale w średnim horyzoncie), a także pola manewru decyzyjnego i koordynacji posunięć mających złagodzić negatywne skutki kryzysu. W walce z inflacją polityka pieniężna i fiskalna muszą być skoordynowane. Na koniec, nie powinniśmy zapominać, że decyzje makroekonomiczne są jedynie pierwszą linią obrony i nie zastąpią strategii strukturalnych, mających zasadnicze znaczenie dla zwiększenia odporności gospodarki i potencjału jej wzrostu.

 Czy globalizacja w formie sprzed pandemii jest jeszcze możliwa? Czy świat zmierza w kierunku podziału na oddzielne bloki gospodarcze?

 W ciągu minionego czterdziestolecia globalizacja pozwoliła na wzrost dochodów i wyrwanie 500 milionów ludzi z biedy, obniżenie globalnego poziomu biedy (z 43,6 proc. w 1981 r. do mniej niż 10 proc. w 2019), zwiększenie wydajności gospodarek, przyczyniając się przy tym do obniżenia inflacji globalnej. Jednak w dziesięcioleciu przed pandemią pojawiły się oznaki, że globalizacja traci tempo – wzrost obrotów handlowych przestał przewyższać wzrost PKB. Pandemia i wojna w Ukrainie, która obnażyła słabe punkty globalnych łańcuchów dostaw i wysunęła na pierwszy plan kwestie bezpieczeństwa narodowego, zmieniła proporcje przewag w debacie o zaletach i wadach globalizacji, a tym samym jej przyszłą trajektorię. Chociaż oczekuje się, że obecne bezprecedensowe wstrząsy będą miały wpływ na globalną architekturę, dane na temat międzynarodowego handlu i przepływów finansowych nie sugerują – przynajmniej jak dotąd – większych przesunięć w tym zakresie. Po głębokim pandemicznym spadku globalne przepływy finansowe i handlowe wróciły do normy pomimo rosnącej liczby restrykcji handlowych. Tym niemniej wydaje się, że ma miejsce rewizja modeli wzrostu i ich podatności na globalne wstrząsy, co może ostatecznie prowadzić do zmian skali i struktury globalizacji.

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Zrozumieć inflację czasu COVID w USA

Kategoria: VoxEU
Dlaczego inflacja w USA tak bardzo wzrosła i gdzie nas to zaprowadzi? Szacunki autorów wskazują, że powrót inflacji do poziomu docelowego jest mało prawdopodobny, chyba, że stopa bezrobocia wzrośnie znacznie powyżej maksymalnego poziomu 4,4 proc., przewidywanego obecnie przez Fed.
Zrozumieć inflację czasu COVID w USA

Strefa euro wykazuje w obecnym kryzysie energetycznym całkiem dużą odporność

Kategoria: Trendy gospodarcze
Głęboka i długotrwała recesja w strefie euro, której towarzyszyłby istotny wzrost bezrobocia nie jest obecnie scenariuszem bazowym na kolejne kwartały – uważa dr Piotr Żuk, p.o. zastępca dyrektora Departamentu Analiz i Badań Ekonomicznych NBP.
Strefa euro wykazuje w obecnym kryzysie energetycznym całkiem dużą odporność