Niemiecka strategia prezesa Banku Japonii

12.10.2012
Japońscy politycy i przedsiębiorcy domagają się od Banku Japonii jeszcze silniejszego luzowania monetarnego niż do tej pory. Jego prezes, Masaaki Shirakawa, uważa jednak, że kluczem do szybszego wzrostu są reformy strukturalne, a nie polityka pieniężna.

PAP


Pięć, dziesięć lat temu konsola Play Station była dla wielu dzieciaków jednym z największych marzeń  na świąteczny prezent. Teraz zabawka Sony ustępuje atrakcyjnością iPhonom, iPadom, czy tabletom Galaxy – produktom nowych gwiazd technologicznych, Samusga i Apple’a. Sony notuje coraz gorsze wyniki finansowe, a analitycy nie mają wątpliwości, że japońskie firmy gdzieś utraciły swoją umiejętność przewodzenia rewolucjom technologicznym.

Kiedy Sony raz po raz ogłasza coraz gorsze wyniki, jako jeden z głównych powód podaje jednak nie silną konkurencję na rynku lecz silnego jena. Wpisuje się tym samym w szerszy trend oskarżania przez japońskie firmy rządu i banku centralnego o niedostateczne zaangażowanie po stronie osłabienia waluty i tym samym o kłopoty japońskiej gospodarki. Czy ma rację?

Bank Japonii rzeczywiście nie jest tak aktywny w luzowaniu polityki monetarnej, jak jego odpowiednicy w Europie i USA. Od momentu upadku Lehman Brothers bank zwiększył swoje aktywa – a wzrost aktywów to współcześnie główny instrument polityki pieniężnej w krajach rozwniętych – o ok. 50 proc., podczas gdy Europejski Bank Centralny powiększył je niemal o 80 proc., Fed o 200 proc., a Bank Anglii aż o 300 proc. Luźniejsza polityka monetarna w USA niż Japonii jest jedną z przyczyn (choć nie jedyną), dla których jen od początku 2010 r. umocnił się w stosunku do dolara o 15 proc. I to pomimo faktu, że japońska gospodarka wcale nie ma się lepiej niż amerykańska.

(opr.graf. DG/CC BY-NC-SA ElitePete)

(opr.graf. DG/CC BY-NC-SA ElitePete)

Bank nie jest oczywiście zupełnie bierny. Co kilka miesięcy zwiększa zakres skupowanych aktywów, ostatnio poniósł górny limit skupu do 80 bilionów jenów. Warto zauważyć, że stosunek aktywów banku centralnego do PKB jest w Japonii dużo wyższy niż w USA. Co więcej, na początku 2012 r. bank wprowadził bezpośredni cel inflacyjny na poziomie 1 proc., co było formą luzowania polityki pieniężnej (poprzez podniesienie oczekiwań inflacyjnych i przez to obniżenie realnej stopy procentowej), gdyż obecnie inflacja waha się wokół zera.

Jen nie za bardzo jednak na to reaguje, a politycy domagają się więcej. Na październikowe posiedzenie rady banku „wprosił“ się minister gospodarki Seiji Maehara. Opozycyjna Partia Liberalna domaga się nawet ograniczenia niezależności banku centralnego i uczynienia go współodpowiedzialnym za wzrost gospodarczy.

Dlaczego japońscy politycy są tak agresywni wobec banku centralnego? I dlaczego jego prezes Masaaki Shirakawa dość opornie reaguje na ich prośby? Spór dotyczy definicji tego, co jest kluczowym problemem japońskiej gospodarki. Wielu polityków, przedsiębiorców i ekonomistów twierdzi, że niedostateczny popyt wewnętrzny i zbyt silny jen leżą u źródła niskiego wzrostu. Shirakawa zgadza się jednak z tymi opiniami tylko częściowo – twierdzi, że ważniejszą przeszkodą są problemy strukturalne. Trochę przypomina to niemieckie podejście do działań antykryzysowych – nacisk na reformy strukturalne jest znacznie większy niż na wsparcie monetarne.

Kaganiec kulturowy na japońskiej gospodarce

Rzeczywiście liczba strukturalnych ograniczeń, które ograniczają japoński wzrost PKB jest pokaźna.

Zaczyna się od rynku pracy. Japonia jest pierwszym na świecie krajem rozwiniętym, który doświadcza „kurczenia się“ społeczeństwa. Ten trend trudno jest zatrzymać, jednak reformatorzy uważają, że gdyby zwiększyć aktywność zawodową – szczególnie wśród kobiet – można by ograniczyć skutki zmniejszania się populacji. Nawiasem, można zobaczyć jak ambitni są japońscy reformatorzy – aktywność zawodowa w Japonii należy do najwyższych w OECD, a nawet wśród kobiet jest powyżej średniej. A oni mimo to chcą więcej i więcej… Szkoda, że nie rozważą zwiększenia imigracji, ale taka opcja w konserwatywnym społeczeństwie nawet liberalnym ekonomistom nie przychodzi do głowy.

Jeszcze ważniejsze są jednak ograniczenia utrudniające zwiększenie produktywności japońskim firmom. Są one uwiązane przez kulturowe przyzwyczajenia, nadmierne regulacje i polityczno-biznesowo-rodzinne koneksje, które niszczą bodźce do konkurowania i alokacji kapitału w najbardziej produktywne miejsca. Gdy japońskie firmy były liderami innowacji, te ograniczenia nie były tak widoczne – teraz to się zmieniło.

Japoński system korporacyjny jest oparty na wzajemnych powiązaniach firm – ok. 10 proc. wszystkich akcji spółek notowanych na giełdzie jest w posiadaniu innych spółek. To zaś sprzyja systemowi, który w Europie przywykliśmy określać zwrotem „ręka rękę myje“. Dyrektorzy różnych firm mianują się nawzajem do rad nadzorczych, pilnują swoich interesów, ukrywają przekręty. Ochrona drobnych inwestorów i zagranicznych udziałowców nie jest najważniejszym celem systemu korporacyjnego.

Ostatnia afera w firmie Olympus, która potężnie przepłaciła za kilka nabytych spółek, jest symptomatycznym przykładem złych cech japońskiego świata korporacji. Skalę nieefektywności systemu korporacyjnego ujawniła też katastrofa w elektrowni jądrowej w Fukushimie, która wynikała głównie z braku przestrzegania reguł bezpieczeństwa przez pracowników i zarząd Tepco – tsunami nie było główną przyczyną katastrofy lecz tylko pierwszym elementem łańcucha przyczyn.

Wzajemne powiązania chronią oczywiście przed konkurencją. Japonia należy do krajów o najwyższych ograniczeniach dla inwestorów zagranicznych – tak wynika z indeksu restrykcyjności regulacji inwestycyjnych OECD. Nic dziwnego, że do kraju praktycznie nie napływają bezpośrednie inwestycje zagraniczne. Trudno jest również potencjalnym przedsiębiorcom wejść na rynek – choć ogólnie Japonia zajmuje dość wysokie 20. miejsce w rankingu Doing Business, to pod względem łatwości założenia firmy znajduje się na 107. miejscu. Jest to kraj, w którym łatwo robi się biznes tym, którzy już są na rynku i mają wpływową pozycję. Potencjalni nowi gracze muszą zaakceptować władztwo starych.

Kiedy zatem firmy narzekają na silnego jena, Shirakawa odpowiada im: – W ciągu ostatnich 10 lat szwajcarski frank umocnił się bardziej niż jen, a mimo to eksport Szwajcarii, szczególnie w dziedzinie urządzeń medycznych i zegarków, zwiększył się znacznie bardziej niż eksport Japonii (wypowiedź z września). Nie do końca ma rację, co pokazuje wykres poniżej, ale rzeczywiście biorąc pod uwagę, jak znacząco umocnił się frank, eksport Szwajcarii wygląda imponująco.

(opr.graf. D.Gąszczyk)

(opr.graf. D.Gąszczyk)

(opr.graf. DG/CC BY-NC-SA mollyeh11)

(opr.graf. DG/CC BY-NC-SA mollyeh11)

Makroekonomia po stronie rządu

Absurdy japońskiej gospodarki nie zmieniają jednak faktu, że PKB tego kraju znajduje się znacząco poniżej potencjału, co powinno otworzyć bankowi centralnemu drogę do silniejszego luzowania polityki pieniężnej. Naciski dużego biznesu są zapewne formą ukrywania innych problemów, ale podobne postulaty są formułowane przez wielu wpływowych japońskich ekonomistów.

Współczesna mainstreamowa teoria ekonomii wskazuje, że bank centralny nie jest w stanie wpłynąć na potencjał gospodarki, ale ma kontrolę nad tym, czy gospodarka znajduje się poniżej, powyżej czy na poziomie tego potencjału. Wprawdzie teoria ta bywa czasami kwestionowana, jednak wciąż nie ma dla niej przekonującej alternatywy, dlatego posługują się nią niemal wszystkie banki centralne. Japoński PKB zaś znajduje się ok. 2-3 proc. poniżej potencjału. W takiej sytuacji zagrożenia dla inflacji są bardzo małe, a jednocześnie odpowiednio luźna polityka pieniężna ma szansę doprowadzić gospodarkę do wyższego wzrostu.

Wprawdzie niektóre badania sugerują, że w Japonii możliwość stymulowania gospodarki przez bank centralny jest ograniczona m.in. ze względu na trudniejszy dostęp do kredytu, jednak kierunek oddziaływania luźnej polityki na wzrost PKB jest jednoznacznie pozytywny.

Ekonomiści krytykujący Bank Japonii mają więc dość silne argumenty w ręku. Shirakawa rozumie to coraz bardziej, dlatego stopniowo rozszerza program skupu aktywów. I nie wykluczone, że będzie dalej ustępował. Kolejne posiedzenie rady banku odbędzie się 30 października.

Ignacy Morawski


Tagi


Artykuły powiązane