Autor: Branko Milanovic

Profesor wizytujący w Graduate Center przy Uniwersytecie Nowojorskim

Nierówności dochodów będą się zmniejszać

Przedstawienie dowodów na nierówność dochodów między obywatelami różnych państw nie jest proste. Ich wyjaśnienie z wykorzystaniem jednej zmiennej, czyli miejsca zamieszkania, skłania do wniosku, że warto by zmienić podejście do migracji gospodarczych i do występującej na świecie nierówności możliwości.
Nierówności dochodów będą się zmniejszać

(infografika Dariusz Gąszczyk/ CC-by-macisaguy)

To, że na świecie występuje nierówność osiąganych przez poszczególne osoby dochodów, nie podlega wątpliwości. Ta nierówność jest jednak bardzo szczególna – gdy się ją rozbija na nierówność dochodów w krajach i różnice między krajami, okazuje się, że największe zróżnicowanie dochodów występuje nie między jednostkami, tylko między państwami.

Nierówność dochodów w krajach to np. różnice między ubogimi a zamożnymi Amerykanami oraz między ubogimi a zamożnymi Chińczykami. Dla prostoty wywodu będę tę nierówność nazywał nierównością klasową.

>>czytaj również: Nierówność, redystrybucja i wzrost 

Istnieje jednak jeszcze inna nierówność, równie oczywista, czyli różnice dochodów między ubogimi a zamożnymi krajami. Mierzy się ją poprzez określenie różnicy między „reprezentatywnymi” lub „przeciętnymi” mieszkańcami dowolnych dwóch państw, np. Maroka i Hiszpanii albo Meksyku i USA. Dla uproszczenia będę ją nazywał nierównością położeniową.

Światowa nierówność – w powszechnie przyjmowanym obecnie rozumieniu – jest tego rodzaju, że niezależnie od wybranej przez nas miary jej lwią część tłumaczą różnice między średnimi dochodami krajów. Nie zawsze tak było. Co prawda nasze dane o dystrybucji dochodów na świecie w przeszłości są mniej pewne od danych dzisiejszych, ale i tak możemy z wielką dozą pewności stwierdzić, że w XIX w. dominującym rodzajem nierówności była nierówność występująca w krajach (zob. B. Milanovic, The haves and the have-nots: a short and idiosyncratic history of global inequality, New York 2011).

Premie i kary za obywatelstwo

Jeżeli różnice dochodów między państwami są olbrzymie, dochód jednostki będzie w olbrzymim stopniu zależał od tego, gdzie mieszka, a nawet od tego, gdzie się urodziła (97 proc. ludności świata pozostaje w krajach urodzenia). Nazywam to premią (albo karą) za obywatelstwo – to „renta”, którą ktoś otrzymuje, gdyż tak się złożyło, że urodził się w kraju zamożnym. Korzystając z terminologii wprowadzonej przez Johna Roemera, możemy powiedzieć, że to okoliczność egzogeniczna, która nie zależy od wysiłków podejmowanych przez dowolną jednostkę ani szczęścia w poszczególnych sytuacjach życiowych (zob. J. Roemer, Equality of Opportunity, Cambridge, Mass 2000).

Jaka jest wielkość renty za obywatelstwo, jak się różni w zależności od miejsca zajmowanego przez jednostkę w rozkładzie statystycznym dochodu i jakie wynikają z niej konsekwencje dla światowej nierówności możliwości i migracji?

Premię za obywatelstwo szacuję na podstawie danych zebranych podczas badań opinii przeprowadzonych w gospodarstwach domowych ze 118 krajów około 2008 r. i okresach (zob. J. Milanovic, Global Inequality of Opportunity: How Much of Our Income Is Determined By Where We Live?, „The Review of Economics and Statistics” 97[2]/2015, s. 452–460). Dotyczące każdego państwa dane mikro (na poziomie gospodarstw domowych) zostały uporządkowane przy podziale na 100 percentyli. Miejsce jednostki w tym podziale zależy od dochodu per capita jej gospodarstwa domowego. To daje łącznie 11800 krajopercentyli, w których reprezentatywne dochody per capita zostały wyrażone w dolarach po przeliczeniu z zastosowaniem parytetu siły nabywczej, dzięki czemu można porównywać dochody w różnych państwach.

To zróżnicowanie dochodów tłumaczę przy użyciu tylko jednej zmiennej, mianowicie miejsca zamieszkania. Oczywiście Amerykanie w każdym percentylu rozkładu statystycznego będą mieli wyższe dochody niż mieszkańcy państw ubogich, np. afrykańskich. Jak jednak będzie się to przedstawiać dla całego świata? Do przeprowadzenia regresji LSDV (panelowej metody najmniejszych kwadratów ze zmiennymi sztucznymi) wykorzystuję Kongo (najuboższy kraj świata) jako „pominięty kraj”, aby móc wyrazić premię za obywatelstwo dla dowolnego innego państwa jako dodatkową korzyść ponad dochód osiągany w Kongu. Dla USA ta premia wynosi 355 proc., dla Szwecji 329 proc., dla Brazylii 164 proc., natomiast dla Jemenu – również bardzo ubogiego kraju – w każdym percentylu rozkładu statystycznego wynosi ona tylko 32 proc.

Stosując tę regresję, możemy wyjaśnić ponad 2/3 zróżnicowania dochodów między krajopercentylami przy użyciu tylko jednej zmiennej, czyli kraju zamieszkania. Ta estymacja dowodzi, że zgodnie z naszymi przewidywaniami dochód w wielkim stopniu zależy od tego, gdzie mieszkamy.

To jednak wyłącznie średnia premia pozwalająca porównywać kraje. Czy premia za obywatelstwo zmienia się w zależności od tego, gdzie wypada miejsce jednostki w rozkładzie statystycznym dochodu? Gdybyśmy mieli wziąć pod uwagę tylko osoby należące w każdym kraju do grupy o najniższym dochodzie, czy premia pozostałaby bez zmian?

Pomocna może się okazać intuicja. Załóżmy, że bierzemy pod uwagę wyłącznie dochody osób z najniższego decyla (w państwach zamożnych nierówność jest mniejsza niż w krajach ubogich). W przypadku mieszkańców bardzo biednych różnica między państwami zamożnymi a ubogimi powinna być większa od różnicy między obywatelami przeciętnymi. I tak jest istotnie. Premia za obywatelstwo Szwecji w stosunku do Konga wynosi teraz 367 proc., a przy dochodzie przeciętnym było to 329 proc., ale w Brazylii jest to 133 proc. dla osób najuboższych i 164 proc. przy dochodach przeciętnych. Dokładnie odwrotnie jest w przypadku osób o najwyższych dochodach. Szwed należący do 90. percentyla w rozkładzie dochodu uzyskuje premię wynoszącą „tylko” 286 proc., dla Brazylii natomiast ten wskaźnik wynosi 188 proc.

Konsekwencje dla migracji

Istnienie premii za obywatelstwo przynosi oczywiste konsekwencje dotyczące migracji. Mieszkańcy ubogich krajów uzyskają możliwość podwojenia albo potrojenia swoich realnych dochodów, przenosząc się do państwa zamożnego.

To, że premia jest różna w zależności od tego, gdzie jednostka znajduje się w rozkładzie statystycznym dochodu, niesie jednak ze sobą dodatkowe konsekwencje. Jeżeli rozważam wyjazd do jednego z dwóch krajów o tym samym przeciętnym dochodzie, na moją decyzję, dokąd emigrować – o ile zależy ona wyłącznie od czynników ekonomicznych – wpłyną również moje oczekiwania co do tego, w którym miejscu rozkładu statystycznego dochodu mogę się znaleźć po przenosinach. Tak więc na decyzję wpłynie skala nierówności rozkładu dochodu w kraju, o którym myślę.

Załóżmy, że Szwecja i USA mają ten sam średni dochód. Jeżeli zakładam, że trafię do dolnej części rozkładu statystycznego dochodu w kraju, do którego wyemigruję, to powinienem wyjechać do Szwecji. Uboższym w Szwecji bowiem wiedzie się lepiej w porównaniu ze średnią, a premia za obywatelstwo jest większa, gdy się ją wyznacza dla niższych części rozkładu. Jeśli natomiast oczekuję, że znajdę się w górnej części rozkładu, powinienem emigrować do USA.

Ten wniosek ma niemiłe konsekwencje dla zamożnych państw cechujących się większą równością klasową. Zwykle przyciągają one migrantów o niższych kwalifikacjach, na ogół zakładających, że trafią do najniższej części rozkładu statystycznego dochodu w państwie, do którego się udają. Z tego powodu rozbudowywanie państwa opiekuńczego przynosi odmienne od zakładanych skutki, ponieważ takie państwo przyciąga migrantów, którzy mogą mniej do niego wnieść.

Nawet w tym pobieżnym omówieniu musimy także wspomnieć o znaczeniu skali mobilności społecznej w państwach, do których udają się emigranci, ponieważ kraje charakteryzujące się większą nierównością, a przy tym dużą mobilnością społeczną – przy takich samych pozostałych czynnikach – zwykle będą przyciągały migrantów o wyższych kwalifikacjach.

Globalna nierówność możliwości

Sam fakt istnienia wielkiej premii za obywatelstwo oznacza, że nie ma czegoś takiego jak światowa równość możliwości, gdyż nasz dochód w olbrzymiej mierze zależy od przypadkowego miejsca urodzenia.

Czy powinniśmy wobec tego dążyć do światowej równości możliwości? To kwestia należąca do dziedziny filozofii politycznej, o wiele częściej i dogłębniej roztrząsana przez filozofów niż przez ekonomistów. Niektórzy, kierując się przekonaniami wyrażonymi przez Johna Rawlsa w „Prawie ludów”, uważają, że nie ma czego rozważać, ponieważ każdy argument przemawiający za globalną równością możliwości musi się kłócić z prawem do samostanowienia. Inni przedstawiciele filozofii politycznej, np. Thomas Pogge, twierdzą, że świecie cechującym się wzajemnymi zależnościami nie należy lekko akceptować dominującej roli przypadku w ludzkim życiu (T. Pogge, World Poverty and Human Rights, Polity Press 2008). Nie przedstawiam rozwiązania tego problemu, ale sądzę, że ekonomiści powinni na tę sprawę zwrócić uwagę. Naukowcy zajmujący się problematyką prawa, np. Ayalet Shachar, pisali np. o rozważeniu kwestii globalnej nierówności z prawnego punktu widzenia, proponując elastyczniejszą i bardziej otwartą definicję obywatelstwa (zob. A. Shachar, The Birthright Lottery, Cambridge, Mass 2009).

Ponieważ – przede wszystkim w następstwie szybkiego rozwoju gospodarki w państwach azjatyckich – maleją różnice między krajami, renta uzyskiwana dzięki obywatelstwu również będzie na ogół malała. Dziś jednak istnieje tak olbrzymia przepaść, że renty obywatelstwa nie usunie nawet stulecie o wiele szybszego wzrostu w państwach ubogich w porównaniu z krajami zamożnymi.

Ta renta jednak się zmniejszy, a to doprowadzi również do zredukowania ogólnej światowej nierówności. Może to nas później doprowadzić do świata podobnego do świata z połowy XIX w., w którym miejsce jednostki w światowym rozkładzie dochodu znów w większym stopniu będzie zależeć od przynależności klasowej niż od miejsca, w którym się żyje. Czyżbym słyszał w oddali głos Marksa?

Branko Milanović jest wizytującym profesorem wykładającym na Graduate Center przy Uniwersytecie Nowojorskim i starszym pracownikiem naukowym Luxembourg Income Center.

Artykuł po raz pierwszy ukazał się w VoxEU.org (tam dostępna jest bibliografia). Tłumaczenie i publikacja za zgodą wydawcy.

(infografika Dariusz Gąszczyk/ CC-by-macisaguy)

Tagi


Artykuły powiązane

Zbyt mało wiemy o polskich nierównościach

Kategoria: Wskaźniki ekonomiczne
Zbyt mało jeszcze wiemy o prawdziwej skali nierówności dochodowych i majątkowych w Polsce. Zbyt mało polskich uczonych się tym interesuje i bada - przekonuje dr hab. Michał Brzeziński, ekonomista z Uniwersytetu Warszawskiego.
Zbyt mało wiemy o polskich nierównościach

Ekonomia zawiści

Kategoria: Analizy
Joseph Epstein napisał kiedyś, że z siedmiu grzechów głównych tylko zawiść nie wiąże się z żadną zabawą czy przyjemnością. A do tego może być szkodliwa dla gospodarki.
Ekonomia zawiści

Szczodry jak Szkot

Kategoria: Analizy
W kreskówce multimiliarder i skąpiec Sknerus McKwacz był oczywiście Szkotem. Tymczasem w prawdziwym życiu to właśnie Szkoci są dziś o dwa kroki od wprowadzenia najhojniejszego programu socjalnego, jaki zna nasz świat.
Szczodry jak Szkot