Autor: Sebastian Stodolak

Dziennikarz, filozof, muzyk, pracuje w Dzienniku Gazecie Prawnej.

Nowa norma: wysokie ceny żywności przez lata

Co się dzieje, gdy popyt rośnie, a spada produkcja? Rosną ceny. Ta ekonomiczna prawidłowość będzie szczególnie uciążliwa dla Polaków. Najbliższe dekady to czas globalnego wzrostu cen żywności, a żywność to wciąż ponadprzeciętnie duża część wydatków polskich gospodarstw domowych.
Nowa norma: wysokie ceny żywności przez lata

(CC BY-NC-ND GatesFoundation)

Kilka tygodni temu polski rząd zakazał uprawy modyfikowanej genetycznie odmiany kukurydzy MON 810. Była to jedyna uprawiana w Polsce roślina tego typu. Ruch anty-GMO wygrał ważną bitwę w wojnie o całkowity zakaz upraw tej żywności w Polsce. Zakazy takie wprowadziły już Francja, Niemcy, Węgry, Austria, Włochy, Grecja, Luksemburg i Bułgaria. Jak widać, w Europie – w przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych, czy krajów Azji – produkty GMO nie mają dobrej prasy.

– Głupota – kwituje Mark Lynas, działacz ekologiczny, dziennikarz i autor popularnonaukowych bestsellerów.

Za książkę dotyczącą zmian klimatycznych pt.: „6 stopni Celsjusza: nasza przyszłość na cieplejszej planecie” otrzymał nagrodę od Towarzystwa Królewskiego, najbardziej prestiżowego stowarzyszenia naukowców na świecie. Lynas był przez wiele lat przywódcą ruchu anty-GMO. Niedawno zmienił zdanie, a powody tej zmiany wyłożył w mowie wygłoszonej na Uniwersytecie w Oxfordzie.

– W nauce bardzo ważnym pojęciem jest konsensus, czyli ogólna zgoda badaczy, co do podstawowych twierdzeń danej nauki. Może on zostać podważony tylko, gdy ktoś ma bardzo mocne argumenty. To dlatego na przykład nie traktuje się poważnie ludzi negujących globalne ocieplenie. W przypadku żywność modyfikowanej genetycznie nauka stoi jednoznacznie po stronie jej zwolenników, a nie przeciwników. Argumenty przeciwników mają charakter teorii spiskowej równie prawdopodobnej, co ta, że za zamachami na WTC stał amerykański rząd – przekonuje Lynas w rozmowie z Obserwatorem Finansowym

– GMO to nadzieja dla świata – dodaje.

Nadzieja na co? Na niskie ceny żywności.

Kto wykarmi 9,5 mld ludzi

Świat zdaniem Lynasa stoi przed wyborem: albo otworzy się na nowoczesną technologię żywnościową, albo w wyniku rosnącej liczby ludności i spadającej produkcji żywności część mieszkańców Ziemi zacznie przymierać głodem. Ten problem w ustach popularyzatora nauki brzmi może zbyt poważnie, może jest przejaskrawiony. Przecież już na początku XIX w. duchowny anglikański Thomas Malthus, wybitny ekonomista angielski, twierdził, że świat zmierza do przeludnienia i jest u progu epoki masowego głodu. Lekarstwem miała być tylko wstrzemięźliwość seksualna.

Lynas nie posuwa się tak daleko, kontrola urodzin też nie wchodzi w rachubę. Jego zdaniem wystarczy rozsądek i technologia.

– Zmiany demograficzne, przyrost ludności w globalnym wymiarze dość łatwo prognozować. W 2050 r. będziemy mieć 9,5 mld ludzi do wykarmienia. Najnowsze szacunki brytyjskiej Narodowej Akademii Nauk mówią, że popyt na żywność wzrośnie o ponad 100 proc. Chodzi jednak o to, żeby z produkcją żywności nadążyć nie tylko za wzrostem populacji, lecz także za rosnącym standardem życia w krajach takich, jak Indie, Chiny, czy w Afryce, gdzie w wyniku postępu medycznego maleje umieralność niemowląt. Bez GMO trudno sobie będzie poradzić – przekonuje Lynas.

Przypomina, że już co najmniej raz dzięki nowoczesnej technologii ludzkość uniknęła masowych problemów żywnościowych. Mianowicie w latach ’60 XX w. poważnie obawiano się, że miliony będą umierać w wyniku niedożywienia w krajach Trzeciego Świata i że będzie to kryzys na nigdy wcześniej niespotykaną skalę.

I pewnie by tak było gdyby nie tzw. Zielona Rewolucja, czyli zakrojona na szeroką skalę modernizacja rolnictwa pod wodzą agronoma Normana Borlauga, dzięki której udało się „wycisnąć” o wiele więcej płodów z tych samych powierzchni uprawnych. Polegała ona m.in. na popularyzacji użycia wysokoplennych nasion i pestycydów. Borlaug, uhonorowany Pokojową Nagrodą Nobla, zwykł mawiać: „Gdyby przeciwnicy takich kroków zdołali zatrzymać rozwój nowoczesnego rolnictwa, wywołaliby kryzys, który sami od lat przewidują.”

Permanentny kryzys

Prognozy Lynasa bazują na raportach wielu prestiżowych instytucji międzynarodowych – od OECD przez Bank Światowy po ONZ. Eksperci zgodnie przyznają, że konsumpcja żywności będzie rosła, a produkcja malała.
Badania OECD wskazują dość dokładnie, o ile spadnie stopa wzrostu produkcji żywności na świecie. Obecnie wynosi ona ok. 2 proc. rocznie, a w ciągu najbliższej dekady spadnie średnio o 0,3 pp. Najbardziej spadnie w krajach wysokorozwiniętych, gdzie sektor rolniczy jest wypierany przez przemysł i usługi – średnio do ok. 1,2 proc. W krajach takich, jak Brazylia, Chiny, Indonezja, Tajlandia, albo Rosja i Ukraina – do 1,9 proc.

Z badań przeprowadzonych w 2008 r. na zlecenie amerykańskiego senatu przez International Food Policy Research Institute (Międzynarodowy Instytut Badań nad Polityką Żywnościową) wynika, że jednym z powodów spowolnienia produkcji żywności są biopaliwa. Produkcja biopaliw dla przemysłu wykorzystuje duże połacie pól uprawnych kosztem upraw stricte rolniczych, co sprawi, że „wzrośnie liczba niedożywionych dzieci (…)”

– Wiele czynników wpływa na pogorszenie możliwości produkcji żywności. Jednym z nich jest wyjaławianie ziemi, oraz będące jego wynikiem zjawisko pustynnienia. Równie istotnym są zmiany klimatyczne, które doprowadzą do zmniejszenie produkcji zbóż na świecie. Z drugiej strony na rynek żywności wpływają zmiany popytowe wynikające ze wzrostu ludności oraz bogacenia biednych krajów– analizuje dr Krzysztof Księżopolski, specjalista w dziedzinie bezpieczeństwa ekonomicznego z Uniwersytetu Warszawskiego.

Podkreśla, że  czynnikiem krótkoterminowym wpływającym na ceny żywności są spekulacje. Można było je obserwować przed kryzysem finansowym, gdy duża płynność na rynkach finansowych skutkowała również spekulacjami na rynkach towarowych.

2008 r. przeszedł do podręczników ekonomii nie tylko jako czas kryzysu finansowego, lecz także żywnościowego. Ceny żywności na światowych rynkach wzrosły o kilkadziesiąt procent, a w przypadku zbóż było to prawie 100 proc. Co to oznacza dla standardu życia ludzkości? Jeden wymowny przykład. Oblicza się, że jeśli w wiejskich obszarach Azji następuje 50 proc. wzrost cen żywności, to aż o 25 proc. więcej kobiet cierpi tam na niedobór żelaza, co przekłada się z kolei na zdrowie noworodków. Innymi słowy: nawet krótkotrwały wzrost cen ma długotrwałe skutki.

Konsekwencje dynamicznego wzrostu cen żywności powodują zagrożenia dla żywnościowego wymiaru bezpieczeństwa ekonomicznego państw świata. Wysokie ceny żywności uniemożliwiają jej zakup przez ludność, czego efektem jest głód, spadek produktywności i możliwości rozwojowych takiego kraju, bunty i rewolucje, migracje, terroryzm, wzrost znaczenia ugrupowań populistycznych i skrajnych. Z tego powodu państwa prowadzą, jeśli tylko mogą, bardzo aktywną politykę zmierzającą do zapewnienia dostępu do taniej żywności. Stąd np. dotacje do żywności w Stanach Zjednoczonych i Unii Europejskiej.

Zwykłego konsumenta jednak bardziej niż zagadnienia polityczne związane z rosnącymi cenami żywności interesuje odpowiedź na konkretne pytanie: co zdrożeje i o ile.

– Ceny produktów żywnościowych będą rosły w perspektywie 5-7 lat, dotyczy to przede wszystkim zbóż i mięsa, a rynek żywności w nadchodzących latach będzie się charakteryzował dużą zmiennością. Niestety, trudno dokładnie określić cenę chleba, mleka, czy masła jutro, pojutrze, czy za 10 lat. Jest bardzo wiele czynników, które na to wpływają. Stosowane modele nie uwzględniają polityk rządów państw oraz jakościowych zmian technologicznych, tak więc opieranie się na nich jest obarczone dużym ryzykiem – mówi dr Księżopolski.

Raporty OECD też nie oferują szczegółowych prognoz cenowych, a przewidują jedynie kierunki wzrostu popytu na żywność: „Dobrobyt w krajach rozwijających się, a także zjawisko urbanizacji wymusi zmiany w diecie i przesunie konsumpcję w stronę bardziej przetworzonego pożywienia, tłuszczów, czy białek zwierzęcych. To będzie w sposób pośredni napędzać popyt na ziarna, czy rzepak, potrzebne do wykarmienia żywca.”

– O znaczeniu problemów żywnościowych świadczy przykład Kataru rozwijającego, nawet mimo złych uwarunkowań środowiskowych, własną produkcję żywności. Na całym świecie w realizowanych w ramach rozwoju rynku żywności projektach stosuje się najbardziej zaawansowane technologie produkcji żywności. Sądzę więc, że powinniśmy być raczej spokojni. Nie będzie tak, że nagle na świecie zabraknie pożywienia – uspokaja dr Krzysztof Księżopolski.

W sprawie GMO nie jest tak entuzjastyczny, jak Mark Lynas.

– Konsument powinien mieć prawo wyboru, wiedzieć, czy kupuje GMO, czy tradycyjną żywność. Ale faktycznie im więcej GMO, tym więcej osób i taniej można by wyżywić – mówi dr Księżopolski.

Żywność a sprawa Polska

Wzrosty cen żywności nie są tak samo dotkliwe dla wszystkich. Są one mniej odczuwalne w krajach, w których udział wydatków żywnościowych w ogólnych wydatkach gospodarstw domowych jest niski, a bardziej – tam gdzie ów udział jest wysoki.

I tak, statystyczny Amerykanin może właściwie nie zauważyć rosnących cen żywności. Szacuje się, że żywność stanowi zaledwie od 6 do 10 proc. wszystkich wydatków w budżecie amerykańskich rodzin. W przypadku Indonezji udział żywności w wydatkach wzrasta do ponad 40 proc., a w przypadku Chin do ok. 32 proc.

Jak jest w Polsce? Z danych GUS za 2011 r. wynika, że w przypadku gospodarstw rolniczych wydatki na żywność to 33 proc. wszystkich rozchodów, a w przypadku tych „pracujących na własny rachunek” – 21 proc. Dużo. Na tle średniej europejskiej, która wynosi ok. 13 proc. wypadamy bardzo blado. Można powiedzieć, równamy się ze Stanami Zjednoczonymi, ale z zamierzchłych czasów Wielkiego Kryzysu. Wtedy wydatki na żywność oscylowały tam wokół 24 proc.

Na podstawie statystyk GUS da się powiedzieć, że najbardziej uderzają nas po kieszeniach w kolejności: rosnące ceny mięsa, pieczywa i produktów zbożowych, mleka, ser i jaj, a potem warzyw i napojów. W przypadku mięsa, którego konsumpcja w Polsce przekracza 67 zł na osobę, pocieszeniem jest fakt, że drobiu ci u nas dostatek. Jesteśmy pod tym przynajmniej względem jako eksporter netto, a więc w pewnym sensie „samowystarczalni”.

Jest jeden pewny sposób, żeby znieczulić się na niezależne od nas wahania na rynku żywności. Mianowicie rozwijać się. Im szybciej będzie pędzić nasza gospodarka, a więc im bogatsi będziemy, tym mniej uwagi będziemy przywiązywać do aktualnej ceny wołowiny.

OF

(CC BY-NC-ND GatesFoundation)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Mniej na jedzenie, więcej na ubrania i rekreację

Kategoria: Oko na gospodarkę
Ponad 47 mld euro – w przeliczeniu – wydali Polacy w 2018 r. na wyżywienie i napoje bez alkoholu. Udział jedzenia w wydatkach, podobnie jak w całej Unii Europejskiej, systematycznie maleje. Od odpowiedzi na pytanie: ile rodzina wyda na jedzenie, nie mniej interesujące jest: ile przeznaczy na ubrania lub rozrywkę.
Mniej na jedzenie, więcej na ubrania i rekreację

Apetyt rośnie, ale żywności nie zabraknie

Kategoria: Oko na gospodarkę
Wraz ze wzrostem liczby ludności i poziomu życia, zwiększać się będzie, zwłaszcza w krajach Azji i Afryki, popyt na żywność. Amerykanie zjedzą jeszcze więcej mięsa, Azjaci przetworów mlecznych, urbanizacja zwiększy spożycie cukru i tłuszczów. Żywności jednak nie zabraknie, nie powinna więc ona drożeć.
Apetyt rośnie, ale żywności nie zabraknie

Pięć lat rosyjskich sankcji – kto zyskał, kto stracił

Kategoria: Trendy gospodarcze
Rosyjskie embargo miało być z jednej strony „karą” dla zachodnich eksporterów za sankcje przeciwko Rosji, z drugiej zaś narzędziem wspierania rodzimej produkcji. W obu tych wymiarach Rosja nie odnotowała sukcesu.
Pięć lat rosyjskich sankcji – kto zyskał, kto stracił