Autor: Grzegorz Jeż

Redaktor naczelny serwisu Obserwator Finansowy.

O własnych siłach

Niemal sto lat po tym, jak Władysław Grabski wprowadzał reformę walutową widać, że osiągnięcia tego polityka i ekonomisty były trwałe i stanowią jedno z kluczowych dokonań II Rzeczypospolitej
O własnych siłach

„Pod wpływem kryzysu, który przeżywamy, wiele osób wpada w rozterkę myślową, nie wiedząc, co sądzić o tym, co się stało i co nasz czeka. Coraz więcej osób poddaje się myśli, że sobie sami nie poradzimy i potrzebujemy z zagranicy nie tylko środków pieniężnych, ale głów i charakterów ludzkich, które by się nami zaopiekowały” – pisał Władysław Grabski w okresie szalejącej hiperinflacji. Słowa te znalazły się później w zbiorze artykułów zatytułowanym znamiennie – O własnych siłach. Grabski był wierny tej maksymie przez całe życie.

Na początku 1923 r., gdy obejmował tekę ministra skarbu w rządzie Władysława Sikorskiego, miał już za sobą dość długą karierę polityczną. Trzy lata wcześniej był przecież premierem podczas pamiętnego lata 1920 r., gdy Polska broniła się przed najazdem bolszewickim. Wówczas, w lipcu, wziął udział w konferencji w Spa, podczas której brytyjski premier David Lloyd George narzucił Polsce upokarzające warunki, oznaczające de facto zgodę na dyktat sowiecki. Grabski wrócił do Polski w poczuciu klęski, a fiasko rokowań spadło na jego barki. Wziął całą winę na siebie, ale poczucie winy towarzyszyło mu przez następne lata.  Na szczęście los Polski rozstrzygnął się zbrojnie – dzięki wysiłkowi żołnierza polskiego i ofiarności społeczeństwa.

Trzy lata później Rzeczpospolita stanęła przed zagrożeniem o niemal równie niszczącej sile – postępującej zapaści gospodarczej. Przyczyny nie stanowiły tajemnicy: brzemię zaborów, zniszczenie infrastruktury kraju  w czasie I wojny światowej, kilkuletnie zmagania o granice i utrzymanie niezależności Polski, niedostatek rodzimego kapitału i rozchwiany, nieskuteczny system podatkowy stanowiły wyzwania, z którymi musiało mierzyć się młode państwo polskie. Ponadto niestabilna sytuacja polityczna, której mrocznym zwieńczeniem stało się zabójstwo prezydenta Gabriela Narutowicza, nie sprzyjała, delikatnie rzecz ujmując, naprawie skarbu. Dodatkowo kryzys gospodarczy u naszego zachodniego sąsiada potęgował naszą trudną sytuację – niemal 40 proc. ówczesnego polskiego eksportu wysyłaliśmy do Niemiec. W tak burzliwych okolicznościach częste przesilenia rządowe były nieuniknione, jednak ministrowi skarbu udało się utrzymać stabilny kurs marki polskiej w pierwszych miesiącach 1923 r. W maju tego roku powstał rząd Wincentego Witosa, w którym Grabski zachował swoje stanowisko. Na krótko jednak. Osamotnienie i spory wewnątrzrządowe skłoniły go do złożenia dymisji.

W drugiej połowie roku inflacja przybrała katastrofalne rozmiary, sięgając kilkuset procent miesięcznie. Na  pomoc z zewnątrz trudno było liczyć. Brytyjczycy obwarowali swój kredyt takimi warunkami, że ich przyjęcie skazałoby Polskę na zależność nie tylko finansową, ale i polityczną od Londynu. Polska musiała liczyć przede wszystkim na siebie. Grabski pisał wówczas: „…rzeczą jest niedopuszczalną, ażeby pod wpływem kryzysu obecnego robić próby otrzymania pożyczki na warunkach, które ograniczałyby naszą suwerenność państwową. Za takie uważam wszelkie pożyczki, w których by poza instytucjami ściśle finansowymi wchodziły w grę jakiekolwiek obce w stosunku do nas czynniki polityczne”.

Historia inflacji w XX wieku

Pod koniec roku sytuacja w Polsce przybrała dramatyczny wyraz. Postępujące zubożenie społeczne pogłębiło trudną sytuację. Komuniści – inspirowani przez Moskwę – dążyli do destabilizacji. W październiku 1923 r. doszło do wysadzenia części prochowni w Cytadeli Warszawskiej, w wyniku czego zginęło kilkadziesiąt osób. Miesiąc później ulice Krakowa spłynęły krwią, gdy protestujący i uzbrojeni robotnicy starli się z szarżującymi ułanami regularnego Wojska Polskiego. Zginęło ponad trzydzieści osób. Polska Partia Socjalistyczna ogłosiła strajk generalny, rząd zaś odpowiedział wprowadzeniem stanu wyjątkowego. Kraj stanął na krawędzi. Na szczęście opamiętano się. Władysław Grabski – oddany idei służby na rzecz dobra wspólnego – zdecydował się ponownie stanąć na czele rządu i ministerstwa skarbu. Był już człowiekiem spoza układów partyjnych, ponieważ jego drogi z narodową demokracją, obozem, z którym był niegdyś związany, rozeszły się ostatecznie. Dlatego, paradoksalnie, jego kandydatura była do przyjęcia dla głównych sił politycznych. Sam zresztą zabiegał o konsensus wokół jego gabinetu. W swoim exposé obiecał ciężką pracę i wyrzeczenia. Na początku 1924 r. hiperinflacja osiągnęła swój szczyt. 1 dolar kosztował prawie 10 milionów marek polskich, czyli jego cena w ciągu pięciu lat istnienia odrodzonej Rzeczypospolitej wzrosła kilkanaście tysięcy razy! Grabski przystąpił do działania. Uchwalono podatek majątkowy, którym obciążono najbogatsze warstwy społeczne, głównie ziemiaństwo. Urealniono także pobór danin, naliczając je wedle ustalonego parytetu walut wymienialnych. Radykalnie ograniczono wydatki rządowe, zlikwidowano kilka ministerstw (w tym zdrowia!), zrezygnowano z inwestycji w infrastrukturę kolejową – jednak wszystkie te bolesne kroki zostały zaakceptowane zarówno przez parlament jak i społeczeństwo. Sejm przyjął ustawy o naprawie skarbu i reformie walutowej. Wreszcie – udzielił rządowi specjalnych pełnomocnictw.

Kurs równowagi: któremu modelowi powinniśmy zaufać?

W styczniu 1924 r. Grabski zdecydował się na odważny ruch. Podjął decyzję o skupie marki polskiej za dolary, co przyczyniło się do stabilizacji jej kursu. Było to posunięcie o znaczeniu praktycznym i psychologicznym, ponieważ w następstwie tego kroku posiadacze dużych zasobów walut, nastawieni na dalszą zwyżkę kursu (prognozy giełdowe przepowiadały nawet 20 mln marek polskich za dolara), zaczęli sprzedawać ówczesnemu bankowi centralnemu – Polskiej Krajowej Kasie Pożyczkowej – swoje walory, obawiając się spekulacyjnych strat. Wkrótce potem powołano nową instytucję – Bank Polski, który zastąpił wspomnianą PKKP. Wprowadzono nową jednostkę monetarną – złotego polskiego, którego wartość ustalono na 1 mln 800 tysięcy marek polskich. Powstał także Bank Gospodarstwa Krajowego, pomyślany jako instytucja udzielająca kredytów finansujących kluczowe inwestycje gospodarcze. Bank Polski miał charakter spółki akcyjnej, w której skarb państwa posiadał tylko nieliczne udziały. Takie rozwiązanie stanowiło gwarancję jego niezależności. Nowych banknotów nie trzeba było drukować, leżały bowiem w skarbcu od kilku już lat, czekając na odpowiedni moment, by zastąpić bezużyteczną już markę.

Złoty polski zadebiutował w kwietniu 1924 r. Oparty był na parytecie złota – 100 złotych miało wartość 1 uncji tego metalu.

Złoty polski zadebiutował w kwietniu 1924 r. Oparty był na parytecie złota. 100 złotych miało wartość 1 uncji tego metalu, zaś 1 kg kruszcu wart był 3 000 złotych. 1 dolar kosztował 5,18 złotego, zaś frank szwajcarski stanowił równowartość nowej polskiej waluty. Reforma została dokonana głównie polskimi siłami (uzyskane pożyczki francuskie i włoskie nie były duże). Wykorzystaliśmy zapas złota o wartości ponad 80 milionów złotych oraz rezerwę dewiz o wartości przekraczającej 200 milionów złotych. Działania okazały się sukcesem, choć kolejne lata nie były dużo łatwiejsze. Potężna susza, która wystąpiła latem 1924 r. oraz wprowadzenie przejściowego obowiązku dłuższej pracy na Śląsku (10 godzin dziennie) zwielokrotniły koszty społeczne. W 1925 r. wybuchła wojna celna z Niemcami, która spowodowała wstrzymanie polskiego eksportu węgla do Republiki Weimarskiej. Był to początkowo ogromny cios dla Polski, ale w dłuższej perspektywie, dzięki zbudowanej „Węglówce” – kolejowej magistrali węglowej prowadzącej do Gdyni, Rzeczpospolita znalazła korzystniejsze rynki zbytu swoich surowców.

Silny złoty własnymi siłami

Wprawdzie stałego kursu złotego nie udało się utrzymać na skutek kryzysu postabilizacyjnego, ale złoty – mimo licznych perturbacji – stał się walutą silną do końca istnienia II Rzeczypospolitej. Drugi  rząd Władysława Grabskiego funkcjonował do listopada 1925 r. Do jego upadku przyczynił się konflikt z prezesem Banku Polskiego Stanisławem Karpińskim oraz czarne chmury gromadzące się nad Polską w wyniku pertraktacji z Locarno, w wyniku których Niemcy gwarantowały swoje zachodnie granice z Francją i Belgią, rezerwując sobie zarazem prawo rewizji granic z Polską. Oznaczało to radykalne pogorszenie sytuacji międzynarodowej i bezpieczeństwa Rzeczypospolitej. Władysław Grabski odchodził rozgoryczony i zmęczony, ale czas pokazał, że jego osiągnięcia były trwałe i stanowią jedno z kluczowych dokonań Polski okresu międzywojnia.

 

Dr Grzegorz Jeż, pracuje w Departamencie Komunikacji NBP.

Autor wyraża własne opinie, a nie oficjalne stanowisko NBP.

Artykuł został jednocześnie opublikowany w numerze 4. wydania papierowego Obserwatora Finansowego w magazynie weekendowym „Dziennika Gazety Prawnej”, wraz z innymi artykułami autorów piszących dla OF.

 

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Cena olimpijskiego medalu

Kategoria: Analizy
Najlepsze żniwa medalowe w XXI wieku dla Polski? To prawda, co nie zmienia faktu, że na tle czterech ostatnich dekad XX wieku nadal wypadamy słabo. Dlaczego? Czy to wynik zmian w finansowaniu sportu?
Cena olimpijskiego medalu

Ze złotem na zakupy i po kredyt

Kategoria: Polityka pieniężna
Po II wojnie światowej w skarbcach banków centralnych USA, UK i Kanady leżało należące do Polski złoto za ok. 70 mln dol. Ilości skromne, bo dziś tamtych 70 mln wartych jest około 1,1 mld, ale wobec ogromu strat i po koszmarze wojny „na wagę złota” była każda sztabka.
Ze złotem na zakupy i po kredyt

Coraz więcej handlu polsko-chińskiego, ale - wciąż za mało

Kategoria: Analizy
Polskie firmy eksportujące do Chin są większe oraz mają silniejsze powiązania międzynarodowe niż pozostali krajowi eksporterzy. Może to świadczyć o wyższej produktywności firm wchodzących na rynek chiński. Chiny są dla nas 2. pod względem wielkości kierunkiem importu, lecz dopiero 19. największym kierunkiem eksportu towarów.
Coraz więcej handlu polsko-chińskiego, ale - wciąż za mało