Planowanie przestrzeni, czyli jak uniknąć złych wyborów

- Stopień urbanizacji Polski jest niski, a rozproszenie potencjału gospodarczego powoduje niedopasowanie podaży i popytu na pracę - mówi Jeremi Mordasewicz z PKPP Lewiatan. - Budowanie infrastruktury w biednych regionach, bez zważenia na stopę zwrotu z inwestycji, tylko po to, aby nadrobić zaległości, jest złym wyborem.
Planowanie przestrzeni, czyli jak uniknąć złych wyborów

Jeremi Mordasewicz fot. K. Rainka

Obserwator Finansowy: Ostatnim razem rozmawialiśmy o planowaniu przestrzennym w skali lokalnej. Jak planowanie przestrzenne w skali regionalnej i krajowej wpływa na rozwój gospodarki?

Jeremi Mordasewicz: To jest bardzo istotna sprawa, ważniejsza nawet niż projektowanie miast w mikroskali, zwłaszcza że sam jestem pracodawcą i reprezentuję pracodawców.

Potencjał ludności i gospodarczy Polski jest nadmiernie rozproszony. Jak się leci samolotem, to widać, że w Niemczech czy Czechach sieć osadnicza jest zwarta. W Polsce jest inaczej. Wynika to z szeregu przyczyn. W 1945 roku, jak się wojna skończyła, siedemdziesiąt procent ludności polskiej mieszkało na wsi, zaś trzydzieści w mieście. W Czechach było odwrotnie. Potem jeszcze przyszła reforma rolna, cięcie dużej własności na działki. Przez wiele lat w Warszawie nie było można się osiedlić, trzeba było dostać pozwolenie na zameldowanie. I tak dalej.

Stopień urbanizacji Polski jest niski, a rozproszenie potencjału gospodarczego powoduje niedopasowanie podaży i popytu na pracę. Oznacza to, że powinniśmy przyspieszyć proces przenoszenia ludności z obszarów rolnych do małych miasteczek, a z małych miasteczek do większych miast. Warszawa musi mieć dwa razy więcej ludności niż obecnie, aby móc pretendować do roli stolicy wschodniej Europy. Z kolei Wrocław, Poznań, Kraków, Gdańsk powinny powiększyć mniej więcej dwukrotnie swój potencjał, żeby były silnymi stolicami regionalnymi kraju. Ten proces urbanizacji następuje, ale należałoby go przyspieszyć.

Dlaczego ruch z małych miejscowości do dużych miast jest nam w ogóle potrzebny?

Jeżeli w małej miejscowości upada fabryka, to jest katastrofa. Jeżeli natomiast w miejscowości, w której jest sto fabryk, upada jedna, to jej pracowników przyjmują inne. Ważne jest również to jak miejscowość wygląda z perspektywy inwestora. Rozważając inwestycję bada on potencjał ludnościowy w okolicy, bo musi mieć ludzi o różnych specjalnościach dostępnych gdzieś na rynku.

Co hamuje proces urbanizacji?

Dzisiejsza polityka społeczna i transfery dochodowe do rolnictwa powstrzymują proces konsolidacji gospodarstw rolnych i migracje ludności rolniczej z regionów typowo rolniczych, takich jak Podkarpacie, Lubelszczyzna czy Podlasie, do dużych aglomeracji miejskich. Wręczamy im gotówkę, aby podnieść poziom ich życia. A to w oczywisty sposób powoduje, że zostają na wsi. Transfery społeczne spowalniają też przenoszenie się osób zatrudnionych w rolnictwie do innych sektorów gospodarki. W tym roku rolnicy dostaną trzynaście miliardów złotych dopłat bezpośrednich. Do tego dochodzi jeszcze piętnaście miliardów złotych z KRUSu. Można wyliczać jeszcze inne tytuły z jakich wieś dostaje dofinansowanie. Razem wypada po kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie na jedno gospodarstwo rolne.

Państwo w Lewiatanie twierdzą, że te pieniądze są wydawane nieefektywnie.

Tak. Istnieje koncepcja, żeby zatrzymać ten strumień pieniędzy i podzielenia go na dwie części. Pierwsza poszłaby na lepszą edukację wiejskich dzieci, żeby mogły znaleźć pracę poza rolnictwem. Przedsiębiorcy mają bowiem problem z zatrudnianiem młodzieży po szkołach rolniczych, czy po kiepskich szkołach wiejskich, bo to wymaga jej szkolenia przez kolejne lata.

Drugą część pieniędzy wydać można na tanie mieszkania czynszowe w aglomeracjach miejskich. Byłyby to miejsca, w których czeka na ludzi praca, gdzie bezrobocie jest na poziomie 3, a nie 30 proc. Wystarczy spojrzeć na południowe Mazowsze. Jest tam powiat, który notuje dwudziestopięcioprocentowe bezrobocie. Zadanie jest proste – trzeba tych ludzi odessać z tego terenu i przenieść do dużych miast, gdzie mogą znaleźć pracę. Problem polega na tym, że dochód z pracy niskokwalifikowanej, szczególnie dla ludzi młodych, nie jest jeszcze tak wysoki, żeby umożliwić im utrzymanie się. Uważam, że zamiast transferować pieniądze do ludności rolniczej, część tego strumienia pieniędzy powinna być przeznaczona na sfinansowanie ich przemieszczenia do miast.

A co z tymi, którzy nie będą mogli lub chcieli się przenieść do miast?

Ja nie mam nic przeciwko temu, żeby gospodarstwa rolne na Lubelszczyźnie zostały. Tylko one powinny być trzy razy większe i powinno w nich pracować mniej ludzi. Owo odessanie z terenów rolniczych powinno dotyczyć przynajmniej półtora miliona ludzi. Dzisiaj zatrudnienie w rolnictwie jest przynajmniej trzy razy za duże w stosunku do bazy gospodarstw, którymi dysponujemy. Czyli dwie trzecie ludzi z rolnictwa powinniśmy stamtąd wytransferować. Ci, którzy zostaną, będą mieli podniesiony poziom życia, ponieważ produktywność ich pracy wzrośnie i ich dochody również.

Co to ma wspólnego z zagospodarowaniem przestrzennym?

Mówiąc o planowaniu przestrzennym nie mam na myśli tylko rysowania układu urbanistycznego. Ja mam także na myśli rozwiązanie dylematu dotyczącego lokalizacji inwestycji w poszczególnych regionach i wpływanie na ruch ludności. Rozwiązanie dylematu wynika z koncepcji rozwoju, jaką przyjmujemy. Alternatywa jest prosta – albo, na przykład, wydamy miliard złotych na drogę biegnącą przez wschodnią Polskę, tłumacząc, że dzięki temu pojawią się tam inwestorzy, albo zdecydujemy się, by tę kwotę ulokować gdzie indziej. Ja twierdzę – ci inwestorzy nie przyjdą. I mogę się o to założyć. Proszę zobaczyć jakie decyzje o lokalizacji inwestycji podejmują przedsiębiorcy. Wybierają Wrocław, Łódź, czasami Rzeszów. Najzwyczajniej nie ma sensu, by z terenów rolniczych robić na siłę tereny przemysłowe. Taka inżynieria się nie uda. Budowanie drogi na terenach wschodnich daje stopę zwrotu pięć razy mniejszą niż budowanie obwodnicy Poznania czy Warszawy. Droga się zwraca wtedy, kiedy jeżdżą po niej pojazdy, przewożą towary, oszczędzając paliwo i czas kierowców.

Dlatego powinno się stawiać na inwestycje sprzyjające koncentracji. Oczywiście nie na siłę. Jeśli w Rzeszowie będzie powstawał klaster lotniczy, to oczywiście warto go wesprzeć. Oferujmy im infrastrukturę, ale budowanie jej tylko po to, aby nadgonić zapóźnienia, nie jest dobrym pomysłem. Jeśli Prawo i Sprawiedliwość walczy o elektorat ze wschodniej Polski i głosi, że duże inwestycje powstaną właśnie we wschodniej Polsce, to ja odpowiadam, że stopa zwrotu z tych inwestycji jest za niska.

Pana tezy są bardzo kontrowersyjne, i politycznie, i społecznie.

Doskonale zdaję sobie sprawę, że dotykamy wrażliwej kwestii. Widziałem jak model, o którym mówię był atakowany. W każdym razie, my w Lewiatanie jesteśmy raczej zgodni co do tego, iż właśnie model polaryzacyjno-dyfuzyjny, jak nazywa go strategia Polska 2030, daje nam największe szanse rozwojowe. Wiemy jednak, że powiedzieć komuś, że go zabierzemy z Lubelszczyzny, Podkarpacia czy Podlasia i przerzucimy do Wrocławia, Warszawy czy Poznania to brzmi po prostu nieludzko. Dlatego zaczynamy ten projekt obudowywać ułatwieniami. Te pieniądze, które miały trafić do młodych ludzi ze wschodnich regionów Polski, pójdą na przykład do aglomeracji i zostaną przeznaczone na budowę tańszych mieszkań. To pozwoli na lepsze dopasowanie na rynku pracy. W ten sposób zabezpieczamy przed bezrobociem.

Powiedział Pan, że do wschodniej Polski inwestorzy nie przyjadą. Być może. Ale przecież przedsiębiorcy mogą się tam urodzić. To znaczy mogą tam rozwijać się lokalne firmy. Pod warunkiem właśnie, że będą miały drogę.

Ale ja się z tym całkiem zgadzam. Proszę nie rozumieć, że ja Polskę wschodnią skazuję na wymarcie. Ja szkicuję bardzo ogólny rys, pokazujący najszybszy moim zdaniem kierunek rozwoju. Proszę popatrzeć na przykład na potencjał ludnościowy i przemysłowy Nowego Sącza. To miasto zasługuje na lepszą komunikację. Dotyczy to nie tylko dobrej drogi, ale i kolei. Rozwój Nowego Sącza powinien być skoordynowany z rozwojem turystyki i Krakowa. Tylko, że w okolicach Nowego Sącza praktycznie nie ma żadnego rolnictwa. Struktura gospodarki jest inna niż gdzie indziej w Małopolsce i na Podkarpaciu, gdzie mamy 3-4 ha gospodarstwa. To są żadne gospodarstwa.

Inaczej jest na Lubelszczyźnie, która jest regionem zdrowego rolnictwa. Tam powinny być 50 ha gospodarstwa, a nie 10 ha jak obecnie. To znaczy, że potrzebna jest koncentracja i rozwój przetwórstwa rolno-spożywczego. I jeżeli ludzie to stworzą, to można tylko temu przyklasnąć. Ale przyzna pan, że, z wyjątkiem drogi z Warszawy do Lublina, reszta dróg na tym terenie nie jest zatłoczona. Nie bardzo widzę tam potrzeby wielkich inwestycji drogowych takich jak trasa Białystok-Lublin-Rzeszów, o której się mówi. Być może lepsza nawierzchnia powinna być lokalnie, na przykład w okolicy Biłgoraja, gdzie są fabryki BlackRedWhite. Trzeba analizować stopę zwrotu w poszczególnych wypadkach.

A na co obecnie idzie pomoc wschodnia? Na budowę ryneczku w miasteczku. Tak wykorzystujemy środki unijne. Pomysłem na zagospodarowanie tych środków jest fontanna i ryneczek. Albo chodnik wzdłuż drogi w wiosce. Ja wiem, że ten chodnik daje bezpieczeństwo, ale stopa zwrotu nie jest tak duża, jak by mogła być gdzie indziej. A o to właśnie chodzi w planowaniu przestrzennym.

Rozmawiał: Krzysztof Nędzyński

Jeremi Mordasewicz jest Przewodniczącym Rady Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan.

Jeremi Mordasewicz fot. K. Rainka

Tagi


Artykuły powiązane

Obawy o finanse a krańcowa skłonność do konsumpcji

Kategoria: Trendy gospodarcze
Wyniki prowadzonego w czasie pandemii badania, pokazują, że brytyjskie gospodarstwa domowe, obawiające się o swoją przyszłość finansową - w przypadku jednorazowej korzystnej zmiany dochodu -  zamierzają jednak wydać na konsumpcję więcej niż pozostałe.
Obawy o finanse a krańcowa skłonność do konsumpcji

Czy pandemia zmieni nam miasta i regiony?

Kategoria: Społeczeństwo
Mieszkańcy dużych miast najbardziej odczuli zamknięcie aktywności z  powodu pandemii. W metropoliach było też najwięcej zarażeń. Jakie konsekwencje wywołał pandemiczny kryzys w miastach? Czy zmieni znany nam kształt przestrzeni miejskiej? Czy zakłóci rozwój regionów?
Czy pandemia zmieni nam miasta i regiony?

Rynku nieruchomości, quo vadis?

Kategoria: Trendy gospodarcze
Otoczenie jest trudne. Pandemia, wojna w Ukrainie, inflacja, wzrost kosztów, brak kadr. Choć dziś dominuje niepewność, to rynek nieruchomości podlega długoterminowym trendom.
Rynku nieruchomości, quo vadis?