• Marek Chądzyński

Podwyżka stóp w marcu wcale nie jest pewna

23.02.2011
Duży wzrost bezrobocia i niższa od oczekiwanej dynamika sprzedaży detalicznej w styczniu, to kolejne argumenty, by nie podwyższać stóp procentowych w marcu. Rada Polityki Pieniężnej prawdopodobnie zrobi sobie przerwę i wróci do cyklu podwyżek w kwietniu bądź w maju.

Styczniowe dane o sprzedaży detalicznej obniżają ryzyko podwyżki stóp w marcu (CC BY-NV MadMup)


Takie opinie przeważają wśród ekonomistów. Ci z którymi rozmawialiśmy są zgodni co do tego, że RPP będzie nadal zaostrzać politykę pieniężną, jednak po serii wypowiedzi członków rady – w tym prezesa Marka Belki – i opublikowanych danych za styczeń prawdopodobieństwo zmiany stóp już w marcu jest bardzo małe.

Sprzedaż rośnie wolniej

Kropkę nad „i” postawiły informacje GUS o sprzedaży detalicznej w styczniu i stopie bezrobocia. Tak jak oczekiwano dynamika sprzedaży spadła – jednak to hamowanie było głębsze, niż prognozowali analitycy. W styczniu sprzedaż wzrosła o 5,8 proc. rok do roku, a spodziewano się 8-9 proc. wzrostu.

– Nie ma jednak dramatu, dane za styczeń nie zmuszają do weryfikacji prognoz na kolejne miesiące. Po prostu wygasł czynnik silnie pchający sprzedaż w górę pod koniec ubiegłego roku, jakim były zapowiedzi podwyżek VAT i niekorzystna zmiana zasad opodatkowania tzw. samochodów z kratką. Stąd w styczniu duży spadek sprzedaży samochodów – mówi Marta Petka-Zagajewska, ekonomistka Raiffeisen Banku. Dodaje, że teraz można się spodziewać nieco gorszych wyników sprzedaży, co będzie efektem podwyżki VAT.

– Najważniejsze pytanie brzmi: na ile wyniki stycznia są zaburzone przez czynnik, jakim był wzrost stawek VAT i jak długo to się będzie jeszcze utrzymywać. Według nas może to trwać cały I kwartał, potem negatywne skutki VAT powinny tracić na znaczeniu – mówi ekonomistka.

Grzegorz Maliszewski z Banku Millennium również tłumaczy styczniowy wynik czynnikami jednorazowymi. Według niego optymistyczne jest to, że w niektórych kategoriach nadal utrzymuje się duży wzrost sprzedaży. Dotyczy to m.in. mebli oraz sprzętu RTV i AGD, gdzie styczniowy wzrost wyniósł 23,6 proc. rok do roku.

– To pokazuje, że popyt konsumpcyjny na dobra trwałe utrzymuje się na przyzwoitym poziomie, nawet nieco się poprawił. Po wyeliminowaniu czynników jednorazowych konsumpcja rośnie w miarę przyzwoitym tempie i wszystko wskazuje na to, że będzie ona filarem tegorocznego wzrostu PKB – mówi Grzegorz Maliszewski.

Według ekonomisty Banku Millennium niepokojące są za to styczniowe dane o bezrobociu. Wzrosło ono do 13 proc. z 12,9 proc. w grudniu.

– Wzrost stopy bezrobocia w styczniu również ma charakter sezonowy, ale jego skala tego wzrostu jest nieco głębsza, niż wcześniejsze oczekiwania rynku. Wzrost bezrobocia był tylko o 0,1 pkt proc niższy niż dynamika w styczniu 2010 roku, gdy koniunktura gospodarcza była słabsza niż obecnie. Poza tym ówczesny styczniowy wzrost był zawyżony ze względu na zmianę zasad udzielania zasiłków. Ten czynnik teraz już nie działała, mimo to dynamika jest wysoka – mówi Grzegorz Maliszewski. Według niego slaby wynik stopy bezrobocia może być spowodowany mniejsza aktywnością państwa na rynku pracy.

– Rząd zmniejszył pulę środków na aktywne formy walki z bezrobociem o blisko połowę. To może być pierwszy efekt – ocenia ekonomista.

Według danych GUS w styczniu firmy zgłosiły do urzędów pracy 46,6 tys. ofert  zatrudnienia. Przed rokiem było to 60,4 tys.

Podwyżki w marcu raczej nie będzie

Dane z rynku pracy wskazują, że na razie nie ma ryzyka wystąpienia tzw. efektów drugiej rundy, kiedy to ceny rosną w ślad za coraz wyższymi płacami.

– Sytuacja na rynku pracy stopniowo się poprawia, co widać choćby we wzroście zatrudnienia, ale nie ma żadnych sygnałów świadczących o zagrożeniach efektami drugiej rundy. Płace ciągle są pod kontrolą. Ich nominalny wzrost o 5 proc. rocznie nie jest duży, jeśli uwzględnić inflację na poziomie 3,8 proc. – mówi Grzegorz Maliszewski. I dodaje, że trudno się spodziewać dużej dynamiki wynagrodzeń w warunkach ciągle wysokiego bezrobocia. Prognozy rządowe zakładające spadek stopy bezrobocia poniżej 10 proc. na koniec roku są – według niego – mało prawdopodobne.

– Nasza prognoza to spadek bezrobocia do 11,3 proc. To nie jest poziom, który generowałaby silną presję płacową – mówi Grzegorz Maliszewski.

Skoro tak, to nie ma potrzeby wykonywania jakichś gwałtownych ruchów po stronie polityki pieniężnej. Nasi rozmówcy wskazują, że RPP ma świadomość czynników powodujących dziś wzrost inflacji. To tzw. czynniki podażowe: inflacja rośnie ze względu na wysokie ceny żywności i paliw. A ceny tych towarów są coraz wyższe ze względu na zaburzenia podaży. Na to polityka pieniężna nie ma wpływu.

– Poza tym drożejąca żywność w dłuższym czasie może powodować ograniczenie konsumpcji innych dóbr. Rada może uznać, że nie ma podstaw do gwałtownych zmian stóp i po podwyżce w styczniu w marcu nie będzie powtórki. Ale cykl podwyżek będzie kontynuowany, następna może nastąpić w kwietniu lub w maju. Do końca roku spodziewamy się wzrostu stóp o kolejne 50 pkt bazowych – mówi Grzegorz Maliszewski.

Nieco wyższą skalę podwyżek prognozują ekonomiści Raiffeisen Banku. Ich zdaniem do końca roku nastąpią jeszcze trzy podwyżki po 25 pkt bazowych każda.

– Następna podwyżka w kwietniu, potem kolejne co dwa miesiąca. W marcu raczej nie należy się jej spodziewać, choć do końca nie można jej wykluczyć – mów Marta Petka-Zagajewska. Jej zdaniem podział głosów w radzie będzie pięć do pięciu, za pozostawieniem stóp bez zmian opowie się prezes NBP Marek Belka.

W wywiadzie dla Obserwatora Finansowego szef NBP zwracał uwagę na znaczenie danych o sprzedaży detalicznej w styczniu – a te są gorsze od oczekiwanych. Inni potencjalni zwolennicy pozostawienia stóp bez zmian to Adam Glapiński, Elżbieta Chojna-Duch i Zyta Gilowska. Niektórzy analitycy wymieniają w tym gronie Annę Zielińską-Głębocką.

– W takiej sytuacji przeważy głos prezesa, on będzie decydujący. Ostatnie dane skłaniają do ostrożności i RPP może zechcieć dać sobie więcej czasu na decyzję – mówi Marta Petka-Zagajewska.


Tagi


Artykuły powiązane