Polacy ruszyli do supermarketów i zburzyli statystykę

Jak to możliwe, że sprzedaż detaliczna rośnie przy zwiększającym się bezrobociu i pogarszających się nastrojach konsumenckich? Można wytłumaczyć to na kilka sposobów: na przykład tym, że wbrew oficjalnej statystyce Polacy wcale nie kupują więcej.
Polacy ruszyli do supermarketów i zburzyli statystykę

Być może Polacy więcej kupują w supermarketach i dlatego sprzedaż detaliczna wzrosła. (CC BY-NC thinkpanama)

Według ostatnich danych GUS sprzedaż w lutym wzrosła aż o 12,2 proc. w skali roku. Tak dobrego wyniku nikt się nie spodziewał, ekonomiści szacowali tę dynamikę na 7-8 proc. licząc rok do roku. Wynik sprzedaży ich zaskoczył tym bardziej, że nastroje konsumenckie wyraźnie się pogorszyły, a bezrobocie wzrosło.

GUS podał, że tzw. bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej spadł w marcu do minus 29 pkt. Tak źle ostatni raz było w marcu 2009 roku, świeżo po silnych wstrząsach na rynku walutowym wyraźnie widocznych w dużym osłabieniu złotego. Polscy konsumenci czarno widzą swoją przyszłość w ciągu najbliższych 12 miesięcy, co widać w odczycie wyprzedzającego wskaźnika ufności konsumenckiej. W marcu spadł on do minus 34,1 pkt, najniżej od maja 2009 roku.

Statystyka, czyli herbata słodsza od samego mieszania

Tomasz Kaczor, ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego ma na to swoją teorię. Jego zdaniem fakt, że Polacy statystycznie ruszyli w lutym na zakupy to wynik zmian struktury sprzedaży detalicznej. Konsumenci chętniej kupują w dużych supermarketach i dyskontach niż na bazarach i w małych osiedlowych sklepikach. Tak jest po prostu taniej.

– Przez to wyższa dynamika sprzedaży detalicznie wcale nie musi oznaczać większych wydatków konsumpcyjnych. Statystyczny Kowalski może wydawać tyle samo, albo nawet nieco mniej, ale w innym sklepie. Takim, który jest monitorowany przez GUS. Dzięki temu urząd widzi wzrost sprzedaży, której wcześniej nie był w stanie policzyć, gdyż odbywała się ona na przykład na bazarze – mówi Tomasz Kaczor.

O co chodzi? GUS do wyliczania wielkości sprzedaży bierze dane ze sklepów, które zatrudniają więcej niż 9 osób. To oznacza, że drobny handel detaliczny praktycznie wymyka się klasyfikacji urzędu. Fakt, że małe sklepy są stosunkowo drogie może powodować, że konsumenci coraz chętniej wybierają duże supermarkety. Według GUS sprzedaż w supermarketach wzrosła aż o prawie 34 proc. rok do roku. Urząd jednak nie jest w stanie podać, o ile spadła sprzedaż w najmniejszych sklepach. Stąd duża dynamika sprzedaży ogółem.

Dlatego też dane o sprzedaży nie mogą świadczyć o rosnącej dynamice konsumpcji. Tomasz Kaczor przypomina, że w poszczególnych miesiącach czwartego kwartału ubiegłego roku dynamika sprzedaży nie spadała poniżej 8 proc. W grudniu wyniosła nawet 12 proc. Za to dynamika konsumpcji prywatnej sięgnęła 4,1 proc.

– Nie należy utożsamiać danych o sprzedaży detalicznej z konsumpcją. To, że rośnie sprzedaż nie musi oznaczać wzrostu spożycia indywidualnego. Ta zależność działa tylko w drugą stronę – mówi ekonomista BGK.

A może rosną dochody z szarej strefy?

Druga hipoteza wyjaśniająca ostatnie dane GUS o wysokiej sprzedaży detalicznej to wzrost dochodów ludności osiąganych w szarej strefie. Tym można też tłumaczyć pesymizm konsumentów: wielu Polaków oficjalnie jest bezrobotnych, a brak perspektyw legalnego zatrudnienia może wpływać na ich oceny koniunktury, bo boją się np. destabilizacji sytuacji finansowej gospodarstwa domowego. I fakt, że obecnie zarabiają pieniądze ma drugorzędne znaczenie.

Podstawowy argument na rzecz teorii o poszerzaniu się szarej strefy to wzrost obciążeń podatkowych. Wyższe podatki z reguły zachęcają do ukrywania przynajmniej części dochodów w obrocie gospodarczym. Inna przesłanka to rozbieżności w danych z rynku pracy. Choć bezrobocie rejestrowane rośnie, wcale nie ma pewności, czy osoby uwzględnione w tej statystyce rzeczywiście nie pracują.

Zastanawiająca jest różnica między liczbą bezrobotnych podawaną przez urzędy pracy a tą wyliczaną na podstawie badań aktywności ekonomicznej ludności (tzw. BAEL). Z danych zbieranych przez urzędy pracy wynika, że w ciągu czwartego kwartału liczba bezrobotnych zwiększyła się o prawie 300 tysięcy: z 1,8 mln na koniec września do 2,1 mln w styczniu. Z informacji BAEL liczba bezrobotnych w czwartym kwartale przekroczyła 1,6 mln osób – czyli znacznie mniej.

Szkopuł w tym, że obie metody badania bezrobocia się różnią. Bezrobotny według BAEL to osoba powyżej 15. roku życia, która nie pracowała w tygodniu przed badaniem, co najmniej miesiąc szuka pracy i jest gotowa ją podjąć. Bezrobotny rejestrowany musi być co prawda pełnoletni, ale by znaleźć się w kartotece wystarczy fakt, że nie ma jeszcze praw do emerytury, renty lub zasiłku chorobowego, nie jest rolnikiem, a jego oficjalny miesięczny przychód jest mniejszy niż połowa miesięcznego wynagrodzenia.

Bezrobocie rośnie sezonowo

To dlatego dla części ekonomistów wzrost stopy bezrobocia rejestrowanego wraz z jednoczesnym wzrostem sprzedaży detalicznej to nie dysonans. Według Marty Petki-Zagajewskiej, ekonomistki Raiffeisen Banku większe zakupy można wytłumaczyć rosnącym funduszem płac w przedsiębiorstwach. Fundusz to iloczyn średniego wynagrodzenia i liczby etatów. Tymczasem jedno i drugie systematyczne rośnie. W lutym średnia płaca wzrosła o 4,1 proc. rok do roku, podobnie zatrudnienie (4,1 proc. rdr)

– Skoro zwiększa się fundusz płac oznacza to, że konsumenci dysponują większym zasobem środków, które mogą wydać. To jest główny powód rosnącej dynamiki sprzedaży detalicznej – mówi. I dodaje, że podaż pracy ze strony przedsiębiorców też się zwiększa.

Ekonomistka Raiffeisena nie wierzy jednak w hipotezę poszerzania się szarej strefy. Według niej o wiele lepsze warunki do zwiększania szarej strefy były na przełomie roku 2009 i 2010.

– Wtedy była największa niepewność co do rozwoju sytuacji gospodarczej, na rynkach mieliśmy okres gwałtownych zmian. Liczba miejsc pracy malała. Nie mam wrażenia, żeby dziś następował podobny proces. Trudno zakładać, że przy rozwijającej się gospodarce wszyscy szukają oszczędności i szara strefa się powiększa – mówi.

Być może Polacy więcej kupują w supermarketach i dlatego sprzedaż detaliczna wzrosła. (CC BY-NC thinkpanama)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Rynek detaliczny w Polsce: rozwój e-commerce i nowe wyzwania

Kategoria: Analizy
W ślad za zmieniającymi się preferencjami klientów struktura rynku detalicznego w Polsce uległa istotnym zmianom. Nastąpiła jego wyraźna koncentracja. Silnie rozwinął się rynek handlu elektronicznego. Pandemia wpłynie na pogłębienie tych procesów – piszą eksperci NBP.
Rynek detaliczny w Polsce: rozwój e-commerce i nowe wyzwania

Rynek detaliczny w Polsce: stan sprzed pandemii COVID-19

Kategoria: Analizy
Po okresie transformacji rynek detaliczny w Polsce rozwijał się w tempie szybszym niż w Europie Zachodniej, czemu sprzyjał proces realnej konwergencji, spadająca stopa bezrobocia oraz trwała poprawa nastrojów konsumenckich. Konsolidacja rynku nie przyczyniła się do wzrostu inflacji – piszą eksperci NBP.
Rynek detaliczny w Polsce: stan sprzed pandemii COVID-19

Pięć lat rosyjskich sankcji – kto zyskał, kto stracił

Kategoria: Trendy gospodarcze
Rosyjskie embargo miało być z jednej strony „karą” dla zachodnich eksporterów za sankcje przeciwko Rosji, z drugiej zaś narzędziem wspierania rodzimej produkcji. W obu tych wymiarach Rosja nie odnotowała sukcesu.
Pięć lat rosyjskich sankcji – kto zyskał, kto stracił