Polska gospodarka jest daleka od przegrzania

Gdyby rząd przedstawił wiarygodny plan konsolidacji budżetowej, który pozwoliłby obniżyć deficyt do 3 proc. PKB już w 2012 roku, polityka pieniężna nie musiałaby być zbyt restrykcyjna – mówi prezes Narodowego Banku Polskiego Marek Belka.
Polska gospodarka jest daleka od przegrzania

Marek Belka (c) J. Góra-Deluga

Obserwator Finansowy: Inflacja przyspieszyła, bezrobocie wzrosło, ale wzrosła także liczba pracujących. W jakiej kondycji jest polska gospodarka, jak ją ocenia prezes NBP, Marek Belka?

Brakuje jeszcze informacji o wielkości sprzedaży detalicznej. A ona jest ważna, gdyż świadczy o sentymentach konsumpcyjnych. Gospodarka jest niewątpliwie w stanie ożywienia. Perspektywy krótkookresowe są pozytywne. Największe znaczenie przydaję następującym faktom: po pierwsze – rośnie produkcja. Oczywiście w tempie dosyć umiarkowanym, ale rośnie. Rośnie też zatrudnienie, rosną wydatki konsumpcyjne. Obserwujemy także wzrost kredytów dla przedsiębiorstw, choć nie jest to duży wzrost. A to właśnie stagnacja, a nawet regres popytu inwestycyjnego sektora prywatnego był piętą achillesową polskiej gospodarki.

Przedsiębiorstwa sięgają po kredyt inwestycyjny, czy na razie po obrotowy?

Tego jeszcze dokładnie nie wiemy. Jeżeli nawet jest to tylko kredyt obrotowy, to też dobrze, bo to oznacza, że firmy zwiększają skalę produkcji i potrzebują dodatkowego zasilenia finansowego.

Główne zmartwienie to chyba jednak inflacja?

Ostatni wskaźnik inflacji zaskoczył analityków. NBP był w mniejszym stopniu zaskoczony,  według naszych projekcji w styczniu miała ona wynieść 3,6 – 3,7 proc. w skali rocznej. Równocześnie w dalszym ciągu niska jest inflacja bazowa. Dlatego bardzo ważna jest struktura wzrostu cen. Zdrożała żywność, ale to jest pochodna wzrostu cen w świecie. Wzrosły także koszty użytkowania mieszkań. Warto pamiętać, że styczeń jest miesiącem różnych podwyżek cen administracyjnych: wywóz śmieci, ciepła woda, energia. Być może po części wzrost cen w tej kategorii wynika z tego, że w niektórych miastach wyższe opłaty są sposobem ucieczki przed narastającym zadłużeniem. Na to wszystko nałożył się jeszcze wzrost stawki podatku VAT. Chociaż inflacja przekroczyła górny próg pasma inflacyjnego zapisanego w założeniach polityki pieniężnej, to jednak rozstrzygająca jest średnioterminowa tendencja inflacji. Szok wywołany zewnętrznymi czynnikami jak ceny surowców i nośników energii będzie wygasał. Z punktu widzenia tendencji inflacyjnych ważny jest wzrost płac, a na razie jest on dosyć umiarkowany. Zatem trzeba jasno powiedzieć: tak długo, jak wzrost cen nie przekłada się na jasne sygnały większej presji na wzrost płac, bank centralny powinien być umiarkowany w swoich reakcjach.

Czy ta niejednoznaczność sytuacji powinna powstrzymywać Radę Polityki Pieniężnej przed podejmowaniem zbyt szybkich decyzji?

Nie wypowiadam się na temat konkretnych decyzji Rady. Myślę jednak, że styczniowa decyzja Rady jest poprawnie interpretowana jako jasne wskazanie, że Rada gotowa jest reagować na sygnały nowych, czy bardziej intensywnych napięć inflacyjnych i że nie ma co się spodziewać obniżki stóp procentowych w horyzoncie oddziaływania instrumentów polityki pieniężnej. Jeżeli będą jakieś zmiany, to tylko podwyżki. W jakim tempie, z jaką siłą, z jaką intensywnością to zacieśnianie może nastąpić – to już jest zależy od kolejnych wiadomości płynących z gospodarki.

Dlaczego jednak podwyżka nastąpiła już w styczniu, a nie dopiero w marcu? Dziś mamy więcej informacji na temat stanu gospodarki, niż na początku roku. Dla Rady ważny nie jest tylko zbiór informacji, ale również moment, w którym ogłasza decyzję. Styczeń był właściwym miesiącem. Względny spokój na rynkach finansowych gwarantował właściwe odczytanie intencji decyzji jako całkowicie inspirowanej przez inflację, a nie chęć zwiększenia dysparytetu stóp procentowych celem stabilizacji kursu złotego. W styczniu złoty stopniowo zyskiwał na wartości, zatem było oczywiste co determinuje decyzję. Czekanie do marca nie miało zatem sensu.

Czy styczniową podwyżkę należy traktować jako początek cyklu wzrostu stóp procentowych?

Rada wysłała w styczniu sygnał „widzimy zagrożenie inflacyjne i nie pozostaniemy bierni”, ale to wcale nie oznacza scenariusza węgierskiego, to znaczy kaskadowego podnoszenia stóp w kolejnych miesiącach. Trzeba mieć świadomość czynników, które kreują przyspieszenie inflacji, a jest nim zewnętrzny wzrost cen żywności i surowców. W takiej sytuacji możliwe jest automatyczne wygaśnięcie impulsu inflacyjnego po pewnym czasie i zacieśnienie polityki pieniężnej może być niepotrzebne. Czy taki optymistyczny scenariusz będzie miał miejsce zależy od prawdopodobieństwa powstania tzw. efektów drugiej rundy. Jeśli pojawią się sygnały wtórnego impulsu inflacyjnego, to nie będzie wyjścia i polityka pieniężna będzie dalej zaostrzana.

Wzrost cen żywności i wyższe koszty użytkowania mieszkań są przez konsumentów dostrzegane bardzo szybko. Czy to nie spowoduje wzrostu oczekiwań inflacyjnych, na co należałoby reagować już teraz?

Wbrew pozorom percepcja inflacji jest inna dla rynków finansowych i zwykłych konsumentów. Oczekiwania inflacyjne analityków wynikają z profesjonalnej wiedzy i sposób ich budowania jest znany bankowi centralnemu. Poglądy konsumentów dotyczące zmiany cen inspirowane są z jednej przez informacje o inflacji płynące z mediów, z drugiej strony inspirowane przez ceny towarów często przez danego konsumenta nabywane. W związku z powyższym, zgodnie z prowadzonymi przez NBP badaniami ankietowymi, oczekiwania inflacyjne konsumentów podlegają istotnym wahaniom. Powracając do styczniowej decyzji rady, chęć zakotwiczenia  oczekiwań inflacyjnych była jednym z ważnych czynników, który skłonił ją do podjęcia decyzji o podniesieniu stóp. Chodziło o to żeby przypomnieć, że jest ktoś, kto pilnuje, by inflacja nie wzrosła ponad miarę. Ważną przesłanką decyzji o podwyżce jest to, jak ona będzie odbierana z psychologicznego punktu widzenia.

Na co Pan, jako członek RPP, będzie zwracał szczególną uwagę przy podejmowaniu decyzji?

Niewątpliwie na dane z rynku pracy, na to, czy następuje wyraźna eskalacja żądań płacowych i przyspieszenie dynamiki płac w odpowiedzi na obecny wzrost cen. Drugim sygnałem będzie utrata kontroli nad wydatkami publicznymi budżetu tworzonego w roku wyborczym.

Czy sytuacja finansów publicznych też będzie jednym z czynników uwzględnianych w polityce pieniężnej?

Stan finansów publicznych standardowo jest czynnikiem ważnym dla polityki pieniężnej. Zwykle dotyczy to jednak sytuacji groźby przegrzania koniunktury w gospodarce. Zbyt luźna polityka budżetowa szczególnie, gdy stymuluje procyklicznie rozgrzaną gospodarkę na przykład przez wzrost wydatków albo obniżanie podatków, wymaga reakcji w postaci zacieśnienia polityki pieniężnej. Na razie Polska gospodarka jest jeszcze daleka od przegrzania.

Komisja Europejska naciska na rząd, by ten przedstawił plan obniżenia deficytu do 3 proc. PKB już w 2012 roku. Gdyby doszło do realizacji takiego planu – czy nie miałoby to negatywnego wpływu na tempo wzrostu gospodarczego? I czy polityka pieniężna powinna to wówczas uwzględniać?

Komisja Europejska musi brać pod uwagę nie tylko czynniki makroekonomiczne, ale także polityczne. Musi opanować sytuację w 27 krajach. Sytuacja Polski jest specyficzna: gospodarka rośnie w tempie zbliżonym do 4 proc., przy czym wcześniej nie mieliśmy spadku PKB. Nie konsolidując szybko finansów publicznych Polska dawałaby zły przykład innym, którzy muszą szukać oszczędności w warunkach wychodzenia z recesji. Niewątpliwie stawia to polską politykę budżetową w trudnej sytuacji, zwłaszcza w kontekście tegorocznych wyborów. Gdyby jednak założyć, że w roku 2012 i kolejnych latach nastąpi istotna, wyraźna konsolidacja finansów publicznych, czyli zacieśnienie budżetu, byłby to czynnik, który powinien odwieść RPP od planów zacieśniania polityki pieniężnej. W przypadku przedstawienia przez rząd wiarygodnej zapowiedzi zacieśniania fiskalnego, polityka pieniężna mogłaby sobie pozwolić na luksus bycia mniej restrykcyjną.

Pierwszym sygnałem zmiany kierunku w polityce pieniężnej obecnej RPP był wzrost stopy rezerw obowiązkowych, a nie stóp procentowych. Dlaczego?

Trzeba przypomnieć najpierw kiedy i dlaczego stopa rezerwy obowiązkowej została obniżona. Działo się to w połowie 2009 roku, kiedy światowy kryzys finansowy groził stabilnemu funkcjonowaniu międzybankowego rynku pieniężnego w Polsce. Kiedy przyczyna ta ustała można było stopę z powrotem podnieść. Podwyżka stopy rezerw efektywnie weszła w życie od 1 stycznia 2011 roku. Decyzja ta była sygnałem dla rynków, że okres prowadzenia poluzowanej polityki pieniężnej ze względu na wspieranie płynności sektora finansowego definitywnie się skończył i ponownie centralne miejsce w prowadzonej polityce zajmuje inflacja. Z wyprzedzeniem podano też pośrednio rynkom informację, że zaostrzenia polityki monetarnej należy spodziewać się dopiero na początku 2011 roku.

Mija właśnie pierwszy rok działania Rady trzeciej kadencji. Jaka jest pańska ocena jej działalności?

Trudno mi oceniać cały rok, raczej okres od lata 2010. Mogę jednak powiedzieć,  że generalnie sprawdza się. Przede wszystkim przyjęła założenia polityki pieniężnej, wskazujące na kontynuację zasad wypracowanych przez poprzednią Radę. To był bardzo ważny i głęboko odpowiedzialny krok pokazujący rynkom finansowym, że mimo zmiany całego składu Rady sposób myślenia o polityce pieniężnej pozostaje ten sam. Równocześnie Rada zasygnalizowała konieczność poświęcenia większej uwagi stabilności sektora finansowego.

Analitycy mają jednak pretensje do RPP o niejasną politykę informacyjną. Członkowie rady często zmieniają poglądy, trudno o ustalenie podziałów w radzie.

Proszę pamiętać, że nowa Rada funkcjonuje dopiero rok. Ważniejsze od poszczególnych wypowiedzi jest zarysowany w komunikatach sposób widzenia polityki pieniężnej. Na początku w RPP uwidoczniły się dwa wyraźne nurty. Pierwszy, wychodzący z założenia, że konieczne jest zakotwiczenie oczekiwań inflacyjnych i dlatego wskazane byłoby podniesienie stóp procentowych o 0,5 pkt. proc. Drugi, ze względu na niestabilność zewnętrznego otoczenia i niepewność co do trwałego ożywienia gospodarczego uważał, że należy poczekać z zacieśnieniem polityki pieniężnej. Nie chcę się bawić w te ulubione ornitologiczne porównania i dzielić radę na jastrzębie i gołębie. Poszczególne osoby w Radzie mają różne poglądy, ale analizują sytuację i wyciągają wnioski. One po upływie czasu, wraz z nowymi danymi, zmieniają się. To normalne.

Rozmawiali: Krzysztof Bień i Marek Chądzyński

Marek Belka jest prezesem Narodowego Banku Polskiego

Marek Belka (c) J. Góra-Deluga

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Inflacyjna fatamorgana konsumentów

Kategoria: Analizy
W czasach, gdy wiele banków centralnych prowadzi politykę pieniężną w oparciu o stopy bliskie zera lub ujemne, wzrasta rola oczekiwań nie tylko w odniesieniu do przyszłych stóp procentowych, ale również inflacji. Bankierzy centralni chcą wpływać na oczekiwania inflacyjne konsumentów.
Inflacyjna fatamorgana konsumentów

Pieniądz i dług: jak zapłacić za kryzys

Kategoria: VoxEU
Jednoczesny wzrost długu publicznego i sum bilansowych banków centralnych w krajach rozwiniętych skutkuje koniecznością rozwiązywania ważkich dylematów w zakresie realizowanej polityki publicznej. W praktyce „monetyzacja” długów rządowych przez banki centralne skutkuje przekształceniem bieżącego ryzyka kredytowego i ryzyka finansowania w przyszłe ryzyko inflacji
Pieniądz i dług: jak zapłacić za kryzys

Szwedzkie doświadczenia z ujemnymi stopami banku centralnego

Kategoria: VoxEU
Szwedzkie doświadczenie ujemnych stóp procentowych prowadzi do jasnego wniosku: nie róbcie tego więcej, a przynajmniej nie w sytuacji, gdy krajowa gospodarka dynamicznie się rozwija, krajowa inflacja uzależniona jest od inflacji zagranicznej, a dodatkowo narastają nierównowagi finansowe z powodu wysokiej inflacji cen aktywów.
Szwedzkie doświadczenia z ujemnymi stopami banku centralnego