• Mariusz Kukliński

Polskie łupki pod brytyjskim nadzorem

26.08.2011
Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwa – wynika z wypowiedzi prezesa Michała Szubskiego dla „Rzeczpospolitej” - przygotowuje testy produkcyjne odwiertu gazu łupkowego w okolicy Wejherowa, a pierwszy gaz może z niego popłynąć jeszcze w sierpniu. Jeśli jednak PGNiG odniesie sukces może to wzbudzić czujność w uważającej Polskę za konkurenta w tej dziedzinie Wielkiej Brytanii.

(CC BY-NC-SA ARRG.ch)


Biznes
Pulpit
Analizy
Polskie łupki pod brytyjskim nadzorem
Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwa – wynika z wypowiedzi prezesa Michała Szubskiego dla „Rzeczpospolitej” – przygotowuje testy produkcyjne odwiertu gazu łupkowego w okolicy Wejherowa, a pierwszy gaz może z niego popłynąć jeszcze w sierpniu. Jeśli jednak PGNiG odniesie sukces może to wzbudzić czujność w uważającej Polskę za konkurenta w tej dziedzinie Wielkiej Brytanii.
Konsekwencją tej większej czujności Brytyjczyków – jak się można spodziewać – będzie wzmożenie istniejącego już napięcia wokół polskiego gazu łupkowego na forach Unii Europejskiej, wzmaganego względami ochrony środowiska. Być może jednak tak naprawdę chodzi o obronę interesów ekonomicznych.
Warto sięgnąc do źródeł: Uważamy, iż ważną sprawą dla Zjednoczonego Królestwa jest monitorowanie postępów w sprawach gazu łupkowego w Polsce, która w tej sprawie jest „barometrem Europy”, zarówno pod kątem jego poszukiwań, jak i przepisów. Jeśli Polska będzie w Unii Europejskiej zagospodarowywać jednostronnie swoje zasoby gazu łupkowego, a zwłaszcza jeśli, mimo niepokojów o ochronę środowiska, jakie towarzyszą szczelinowaniu hydraulicznemu, motorem polityki energetycznej Polski będą względy bezpieczeństwa energetycznego, może to spowodować negatywne skutki konkurencyjne dla Zjednoczonego Królestwa i jesteśmy tym zaniepokojeni…
Takie stwierdzenie znalazło się w zaleceniach zawartych w opublikowanym w maju raporcie Komisji Energii i Zmian Klimatu Izby Gmin. W owym raporcie, liczącym, wraz ze stenogramem wypowiedzi członków komisji oraz zaproszonych ekspertów i świadków 223 strony, Polska wymieniona jest 45 razy. 11 wzmianek ma wymowę dla naszego kraju negatywną, jedna – wypowiedź wiceministra energii i zmian klimatu, Charlesa Hendry – jest pozytywna, a pozostałe mają wymowę neutralną. Z owych 11 wzmianek o wymowie negatywnej, 6 zawartych jest w tekście samego raportu, głównie w jego zaleceniach, a 5 to wypowiedzi przewodniczącego, Tima Yeo.
Według T. Yeo, „Polska jest problemem”. To on właśnie stwierdził, że jeśliby wydobycie gazu łupkowego w Polsce podlegało mniej rygorystycznym przepisom z zakresu ochrony środowiska „mogłoby to postawić Wielką Brytanię i inne kraje Unii Europejskiej w swojego rodzaju niekorzystnej sytuacji konkurencyjnej”, co w oficjalnych zaleceniach raportu znalazło postać jak powyżej. Wypomniał on Polsce, iż nie była ona pomocna w debatach na temat emisji z elektrowni opalanych węglem. Ignorując istniejącą w Polsce realną bazę surowcową uznał on też Polskę za kraj „oporny” i „zapatrzony wstecz”.
Gdy wspomniany Ch. Hendry stwierdził, że na zapewnieniu należytej ochrony środowiska przy wydobyciu gazu łupkowego Polakom będzie zależeć nie mniej, niż Brytyjczykom, T. Yeo odparował, iż nie podziela optymizmu, iż Polska znajdzie się w czołówce krajów domagających się rygorystycznych norm ochrony środowiska. Uciekając się do stereotypu etnicznego, który w samej Wielkiej Brytanii naraziłby go na kłopoty, gdyby dotyczył nacji energiczniej dbających o swój wizerunek, przewodniczący komisji stwierdził, iż „pokładanie nadziei w ekologicznej wrażliwości Polaków, jako motywie dla ustanowienia w Polsce wyższych standardów, jest nieco nieroztropne”.
Rzecznik spółki Cuadrilla Resources powiedział „Obserwatorowi Finansowemu”: “Cuadrilla nie podjęła jeszcze w Polsce wierceń ani żadnych prac w terenie, prowadzi ona obecnie odnośne prace studyjne. Jeśli przejdziemy – i kiedy przejdziemy do prac w terenie, będziemy przestrzegali równie rygorystycznych standardów, jak w Zjednoczonym Królestwie. Naszym zdaniem, obowiązujące w Polsce przepisy są co najmniej tak surowe jak w Zjednoczonym Królestwie a w niektórych przypadkach, jeszcze surowsze”.
Odpowiadając na pytanie „Obserwatora Finansowego”, czy jakiś przedstawiciel rządu polskiego lub władz lokalnych usiłował skłonić spółkę Cuadrilla do obniżenia stosowanych przez nią standardów, rzecznik powiedział: „kategorycznie nie, absolutnie w żadnej postaci”.
Deklarując, iż to brytyjskie podejście do ochrony środowiska w przemyśle wydobywczym góruje nad podejściem przyjętym w innych krajach, wraz ze Stanami Zjednoczonymi, T.Yeo zaproponował aby Wielka Brytania zainicjowała na forum UE dyskusję o przyjęciu w tej dziedzinie jednolitych standardów – co w kontekście wcześniejszej wzmianki o negatywnych konkurencyjnych skutkach wydobywania gazu łupkowego w Polsce dla jego kraju, miałoby takiej sytuacji zapobiec.
Ch. Hendry ostrzegł w związku z tym, że rząd brytyjski mógłby znaleźć się w kłopotliwej sytuacji, gdyby Unia zechciała wdrożyć takie standardy również na Morzu Północnym. Jego ostrożność wkrótce okazała się w pełni uzasadniona, bo w połowie sierpnia z należącej do spółki Shell platformy wiertniczej Gannet Alpha wyciekło 218 ton ropy. W porównaniu z wyciekiem z platformy BP w Zatoce Meksykańskiej jest to ilość nikła, ale większa od sumy wszystkich wycieków, jakie zdarzyły się tam przez ostatnie 10 lat. Komisja jednakże formalnie zaleciła rządowi aby rozważył taką możliwość. Dbając o interesy brytyjskie, zarekomendowała ona też, aby Ministerstwo Energii i Zmian Klimatu stworzyło system bodźców, wraz z podatkowymi, zachęcających do wydobywania gazu łupkowego na Morzu Północnym. gdzie jego zasoby mogą być 5 do 10 razy większe, niż na lądzie.
Atak ze strony T. Yeo jest częścią szerszego sporu o nośniki energii i generalnie o rolę gazu ziemnego w przejściu do ery energetyki „niskowęglowej”. Jak w sporze o to, czy szklanka jest na wpół pusta czy na wpół pełna, „przyjaciele Ziemi” krytykują spalanie gazu ziemnego w elektrowniach. Zarzucają, że wytwarza on CO2 podobnie jak węgiel. Energetycy, z pragmatyzmem inżynierów wskazują natomiast, że w przeliczeniu na 1 kWh, elektrownie wiatrowe w całym swoim cyklu życiowym wytwarzaja jedną setną CO2 emitowanego przez elektrownie opalane gazem. Te ostatnie wytwarzają połowę ilości CO2, emitowanych przez elektrownie opalane węglem. Dyspozycyjność elektrowni wiatrowych jest jednak nieprzewidywalna, a w samej Wielkiej Brytanii koszt efektywnego 1 MW z elektrowni wiatrowych jest 22 razy wyższy niż z elektrowni gazowych. Przy takich liczbach, forsowanie przez rząd budowy obficie dotowanych elektrowni wiatrowych prawicowa gazeta „The Daily Telegraph” skomentowała 20 sierpnia pisząc, że „nazwanie tego szaleństwem jest zbyt grzeczne”.
Dla energetyków gaz ziemny jest doskonałym paliwem w okresie przejściowym, przed dotarciem do bliżej niesprecyzowanej technicznie ery energetyki bezwęglowej. W prowadzącym badania nad syntezą termojądrową ośrodku JET w Culham zapewniono mnie, że to już sprawa tylko dwóch pokoleń. Pamiętam jednak, że podobnie mówiono już 40 lat temu.
Dla spółek wydobywczych gaz łupkowy jest po prostu gazem ziemnym, tylko z innego źródła. Podkreślają one też – również w zeznaniach złożonych przed komisją Izby Gmin – że ryzyko towarzyszące jego wydobyciu nie różni się od ryzyka jakie towarzyszy konwencjonalnemu wydobywaniu gazu i ropy, a technologia szczelinowania hydraulicznego jest stosowana od 1947 r.
Dla radykalnych „przyjaciół Ziemi” gaz łupkowy jest natomiast nowym zagrożeniem, wymagającym jakościowo nowych zabezpieczeń. Pogląd taki wyraża m.in. przewodniczący Komisji Środowiska, Zdrowia Publicznego i Żywności Parlamentu Europejskiego, znany wcześniej z protestów przeciwko energetyce jądrowej w Niemczech, Jo Leinen. Znaną sprawą jest też wprowadzenie – do czasu wyjaśnienia wpływu na warstwy wodonośne – moratoriów na nowe wiercenia, m.in. w stanie Nowy Jork i w Pensylwanii oraz wstrzymanie prac w tej dziedzinie we Francji. Według cytowanego raportu komisji Izby Gmin jednakże: „Nie ma dowodów aby szczelinowanie hydrauliczne bezpośrednio zagrażało podziemnym warstwom wodonośnym”. Uznała ona też, że takie moratorium w Wielkiej Brytanii „nie byłoby obecnie ani usprawiedliwione, ani konieczne”.
Brytyjski Parlamentarny Urząd Nauki i Techniki w opracowaniu z kwietnia br. zwrócił uwagę, iż wśród ruchów ekologicznych niepokój wzbudza perspektywa, iż obfitość gazu łupkowego podważy ekonomiczne przesłanki inwestowania w „niskowęglowe” technologie energetyczne. Przesłanki te i tak sa zresztą sztuczne, bo technologie te żywione są dotacjami. Akcent taki faktycznie pojawił się w prezentacji przedłożonej komisji Izby Gmin przez Friends of the Earth. Wystąpiły one również podczas przedstawiania w Londynie polskich programów na okres przewodniczenia Radzie Unii Europejskiej przez wiceministra gospodarki, Marcina Korolca i przez ministra finansów, Jacka Rostowskiego. Gdy wspomnieli oni o nadziejach związanych z gazem łupkowym zostali skrytykowani z sali za przedkładanie gazu nad wiatr i za kierowanie się w polityce energetycznej kryteriami ekonomicznymi.
Krytyka podczas owych wystąpień była nieoficjalna. Po to jednak, żeby w Polsce o brytyjskich niepokojach usłyszano, zostały one przekazane polskiemu rządowi również oficjalnie. Jak powiedział „Obserwatorowi Finansowemu” rzecznik Foreign Office, o sprawach gazu łupkowego mówiono podczas okresowych konsultacji ministrów spraw zagranicznych, Williama Hague’a i Radosława Sikorskiego pod koniec lipca. „Według stanowiska Zjednoczonego Królestwa – powiedział rzecznik – gdy bada się jakiekolwiek nowe źródła energii, najważniejsze znaczenie mają względy ochrony środowiska”.
Polityczne ostrze tej formuły widać lepiej w porównaniu z zamieszczonym na początku tego tekstu cytatem z zaleceń komisji Izby Gmin. Jej istotą jest odmówienie Polsce prawa kierowania się w polityce energetycznej względami bezpieczeństwa energetycznego. W świetle podpisanego w czerwcu 2003 r, w Lancaster House w Londynie przez ministrów energii Wielkiej Brytanii i Rosji Memorandum of understanding o poparciu dla budowy rurociągu bałtyckiego, nie powinno to szczególnie dziwić. Obecny przy tym, wraz z W. Putinem, premier Tony Blair uznał je za umowę o strategicznym znaczeniu dla jego kraju. Warto jednak, aby takie stanowisko Londynu zostało faktycznie w Polsce szeroko usłyszane.
Dla rozładowania napięcia wokół gazu łupkowego, prowadząca wiercenia w Wielkiej Brytanii i poszukująca gazu łupkowego w województwie lubelskim, brytyjska (a z racji swoich akcjonariuszy, właściwie australijsko-amerykańska) spółka Cuadrilla Resources, ujawniła komisji Izby Gmin skład chemiczny płynu stosowanego przez nią do szczelinowania. W co najmniej 99,75 proc. składa się on z wody i piasku. Pozostałe 0,20 – 0,25 proc. stanowi zmniejszający tarcie związek poliakrylamid, stosowany też jako środek zagęszczający kosmetyki oraz na okłady do leczenia poparzeń, około 0,005 proc. środek do niszczenia mikroflory i mikrofauny, a około 1,125 proc. to słaby roztwór kwasu solnego.
Fakt, że Cuadrilla – zgodnie zresztą z zaleceniami amerykańskimi – podała tę informację, jest bardzo istotny dla atmosfery wokół gazu łupkowego i dla atmosfery wokół Polski, bo wyznaczyła ona tym samym standard również dla wierceń prowadzonych przez inne spółki, Cuadrilla utworzyła bowiem podmiot zależny, Cuadrilla Poland sp. z oo z siedzibą w Warszawie. Jeśli polskie spółki prowadzące wiercenia w poszukiwaniu gazu łupkowego nie zdecydują się na taką samą otwartość, informacje te i tak dotrą do świata innymi kanałami. Nie są to słowa na wyrost – przedstawiciel amerykańskiej spółki ExxonMobil oświadczył, że byłby zachwycony mogąc spotkać się z Timem Yeo, żeby z nim omówić jej działalność w Polsce.
Amerykańska spólka Halliburton, nie odpowiedziała natomiast na pytanie „Obserwatora Finansowego”, jaki skład miał płyn użyty przez nią do szczelinowania otwiertu PGNiG w Markowoli.
Mariusz Kukliński z Londynu

Konsekwencją tej większej czujności Brytyjczyków – jak się można spodziewać – będzie wzmożenie istniejącego już napięcia wokół polskiego gazu łupkowego na forach Unii Europejskiej, wzmaganego względami ochrony środowiska. Być może jednak tak naprawdę chodzi o obronę interesów ekonomicznych.

Warto sięgnąć do źródeł: „Uważamy, iż ważną sprawą dla Zjednoczonego Królestwa jest monitorowanie postępów w sprawach gazu łupkowego w Polsce, która w tej sprawie jest +barometrem Europy+, zarówno pod kątem jego poszukiwań, jak i przepisów. Jeśli Polska będzie w Unii Europejskiej zagospodarowywać jednostronnie swoje zasoby gazu łupkowego, a zwłaszcza jeśli, mimo niepokojów o ochronę środowiska, jakie towarzyszą szczelinowaniu hydraulicznemu, motorem polityki energetycznej Polski będą względy bezpieczeństwa energetycznego, może to spowodować negatywne skutki konkurencyjne dla Zjednoczonego Królestwa i jesteśmy tym zaniepokojeni…”

Takie stwierdzenie znalazło się w zaleceniach zawartych w opublikowanym w maju raporcie Komisji Energii i Zmian Klimatu Izby Gmin. W owym raporcie, liczącym, wraz ze stenogramem wypowiedzi członków komisji oraz zaproszonych ekspertów i świadków 223 strony, Polska wymieniona jest 45 razy. 11 wzmianek ma wymowę dla naszego kraju negatywną, jedna – wypowiedź wiceministra energii i zmian klimatu, Charlesa Hendry – jest pozytywna, a pozostałe mają wymowę neutralną. Z owych 11 wzmianek o wymowie negatywnej, 6 zawartych jest w tekście samego raportu, głównie w jego zaleceniach, a 5 to wypowiedzi przewodniczącego, Tima Yeo.

Według T. Yeo, „Polska jest problemem”. To on właśnie stwierdził, że jeśliby wydobycie gazu łupkowego w Polsce podlegało mniej rygorystycznym przepisom z zakresu ochrony środowiska „mogłoby to postawić Wielką Brytanię i inne kraje Unii Europejskiej w swojego rodzaju niekorzystnej sytuacji konkurencyjnej”, co w oficjalnych zaleceniach raportu znalazło postać jak powyżej. Wypomniał on Polsce, iż nie była ona pomocna w debatach na temat emisji z elektrowni opalanych węglem. Ignorując istniejącą w Polsce realną bazę surowcową uznał on też Polskę za kraj „oporny” i „zapatrzony wstecz”.

Gdy wspomniany Ch. Hendry stwierdził, że na zapewnieniu należytej ochrony środowiska przy wydobyciu gazu łupkowego Polakom będzie zależeć nie mniej, niż Brytyjczykom, T. Yeo odparował, iż nie podziela optymizmu, iż Polska znajdzie się w czołówce krajów domagających się rygorystycznych norm ochrony środowiska. Uciekając się do stereotypu etnicznego, który w samej Wielkiej Brytanii naraziłby go na kłopoty, gdyby dotyczył nacji energiczniej dbających o swój wizerunek, przewodniczący komisji stwierdził, iż „pokładanie nadziei w ekologicznej wrażliwości Polaków, jako motywie dla ustanowienia w Polsce wyższych standardów, jest nieco nieroztropne”.

Rzecznik spółki Cuadrilla Resources powiedział Obserwatorowi Finansowemu: – Cuadrilla nie podjęła jeszcze w Polsce wierceń ani żadnych prac w terenie, prowadzi ona obecnie odnośne prace studyjne. Jeśli przejdziemy – i kiedy przejdziemy do prac w terenie, będziemy przestrzegali równie rygorystycznych standardów, jak w Zjednoczonym Królestwie. Naszym zdaniem, obowiązujące w Polsce przepisy są co najmniej tak surowe jak w Zjednoczonym Królestwie a w niektórych przypadkach, jeszcze surowsze.

Odpowiadając na pytanie OF, czy jakiś przedstawiciel rządu polskiego lub władz lokalnych usiłował skłonić spółkę Cuadrilla do obniżenia stosowanych przez nią standardów, rzecznik powiedział: – Kategorycznie nie, absolutnie w żadnej postaci.

Deklarując, iż to brytyjskie podejście do ochrony środowiska w przemyśle wydobywczym góruje nad podejściem przyjętym w innych krajach, wraz ze Stanami Zjednoczonymi, T.Yeo zaproponował aby Wielka Brytania zainicjowała na forum UE dyskusję o przyjęciu w tej dziedzinie jednolitych standardów – co w kontekście wcześniejszej wzmianki o negatywnych konkurencyjnych skutkach wydobywania gazu łupkowego w Polsce dla jego kraju, miałoby takiej sytuacji zapobiec.

Ch. Hendry ostrzegł w związku z tym, że rząd brytyjski mógłby znaleźć się w kłopotliwej sytuacji, gdyby Unia zechciała wdrożyć takie standardy również na Morzu Północnym. Jego ostrożność wkrótce okazała się w pełni uzasadniona, bo w połowie sierpnia z należącej do spółki Shell platformy wiertniczej Gannet Alpha wyciekło 218 ton ropy. W porównaniu z wyciekiem z platformy BP w Zatoce Meksykańskiej jest to ilość nikła, ale większa od sumy wszystkich wycieków, jakie zdarzyły się tam przez ostatnie 10 lat. Komisja jednakże formalnie zaleciła rządowi aby rozważył taką możliwość. Dbając o interesy brytyjskie, zarekomendowała ona też, aby Ministerstwo Energii i Zmian Klimatu stworzyło system bodźców, wraz z podatkowymi, zachęcających do wydobywania gazu łupkowego na Morzu Północnym. gdzie jego zasoby mogą być 5 do 10 razy większe, niż na lądzie.

Atak ze strony T. Yeo jest częścią szerszego sporu o nośniki energii i generalnie o rolę gazu ziemnego w przejściu do ery energetyki „niskowęglowej”. Jak w sporze o to, czy szklanka jest na wpół pusta czy na wpół pełna, „przyjaciele Ziemi” krytykują spalanie gazu ziemnego w elektrowniach. Zarzucają, że wytwarza on CO2 podobnie jak węgiel. Energetycy, z pragmatyzmem inżynierów wskazują natomiast, że w przeliczeniu na 1 kWh, elektrownie wiatrowe w całym swoim cyklu życiowym wytwarzaja jedną setną CO2 emitowanego przez elektrownie opalane gazem. Te ostatnie wytwarzają połowę ilości CO2, emitowanych przez elektrownie opalane węglem. Dyspozycyjność elektrowni wiatrowych jest jednak nieprzewidywalna, a w samej Wielkiej Brytanii koszt efektywnego 1 MW z elektrowni wiatrowych jest 22 razy wyższy niż z elektrowni gazowych. Przy takich liczbach, forsowanie przez rząd budowy obficie dotowanych elektrowni wiatrowych prawicowa gazeta „The Daily Telegraph” skomentowała 20 sierpnia pisząc, że „nazwanie tego szaleństwem jest zbyt grzeczne”.

Dla energetyków gaz ziemny jest doskonałym paliwem w okresie przejściowym, przed dotarciem do bliżej niesprecyzowanej technicznie ery energetyki bezwęglowej. W prowadzącym badania nad syntezą termojądrową ośrodku JET w Culham zapewniono mnie, że to już sprawa tylko dwóch pokoleń. Pamiętam jednak, że podobnie mówiono już 40 lat temu.

Dla spółek wydobywczych gaz łupkowy jest po prostu gazem ziemnym, tylko z innego źródła. Podkreślają one też – również w zeznaniach złożonych przed komisją Izby Gmin – że ryzyko towarzyszące jego wydobyciu nie różni się od ryzyka jakie towarzyszy konwencjonalnemu wydobywaniu gazu i ropy, a technologia szczelinowania hydraulicznego jest stosowana od 1947 r.

Dla radykalnych „przyjaciół Ziemi” gaz łupkowy jest natomiast nowym zagrożeniem, wymagającym jakościowo nowych zabezpieczeń. Pogląd taki wyraża m.in. przewodniczący Komisji Środowiska, Zdrowia Publicznego i Żywności Parlamentu Europejskiego, znany wcześniej z protestów przeciwko energetyce jądrowej w Niemczech, Jo Leinen. Znaną sprawą jest też wprowadzenie – do czasu wyjaśnienia wpływu na warstwy wodonośne – moratoriów na nowe wiercenia, m.in. w stanie Nowy Jork i w Pensylwanii oraz wstrzymanie prac w tej dziedzinie we Francji. Według cytowanego raportu komisji Izby Gmin jednakże „nie ma dowodów aby szczelinowanie hydrauliczne bezpośrednio zagrażało podziemnym warstwom wodonośnym”. Uznała ona też, że takie moratorium w Wielkiej Brytanii „nie byłoby obecnie ani usprawiedliwione, ani konieczne”.

Brytyjski Parlamentarny Urząd Nauki i Techniki w opracowaniu z kwietnia br. zwrócił uwagę, iż wśród ruchów ekologicznych niepokój wzbudza perspektywa, iż obfitość gazu łupkowego podważy ekonomiczne przesłanki inwestowania w „niskowęglowe” technologie energetyczne. Przesłanki te i tak sa zresztą sztuczne, bo technologie te żywione są dotacjami. Akcent taki faktycznie pojawił się w prezentacji przedłożonej komisji Izby Gmin przez Friends of the Earth. Wystąpiły one również podczas przedstawiania w Londynie polskich programów na okres przewodniczenia Radzie Unii Europejskiej przez wiceministra gospodarki, Marcina Korolca i przez ministra finansów, Jacka Rostowskiego. Gdy wspomnieli oni o nadziejach związanych z gazem łupkowym zostali skrytykowani z sali za przedkładanie gazu nad wiatr i za kierowanie się w polityce energetycznej kryteriami ekonomicznymi.

Krytyka podczas owych wystąpień była nieoficjalna. Po to jednak, żeby w Polsce o brytyjskich niepokojach usłyszano, zostały one przekazane polskiemu rządowi również oficjalnie. Jak powiedział „Obserwatorowi Finansowemu” rzecznik Foreign Office, o sprawach gazu łupkowego mówiono podczas okresowych konsultacji ministrów spraw zagranicznych, Williama Hague’a i Radosława Sikorskiego pod koniec lipca. „Według stanowiska Zjednoczonego Królestwa – powiedział rzecznik – gdy bada się jakiekolwiek nowe źródła energii, najważniejsze znaczenie mają względy ochrony środowiska”.

Polityczne ostrze tej formuły widać lepiej w porównaniu z zamieszczonym na początku tego tekstu cytatem z zaleceń komisji Izby Gmin. Jej istotą jest odmówienie Polsce prawa kierowania się w polityce energetycznej względami bezpieczeństwa energetycznego. W świetle podpisanego w czerwcu 2003 r, w Lancaster House w Londynie przez ministrów energii Wielkiej Brytanii i Rosji „Memorandum of understanding” o poparciu dla budowy rurociągu bałtyckiego, nie powinno to szczególnie dziwić. Obecny przy tym, wraz z W. Putinem, premier Tony Blair uznał je za umowę o strategicznym znaczeniu dla jego kraju. Warto jednak, aby takie stanowisko Londynu zostało faktycznie w Polsce szeroko usłyszane.

Dla rozładowania napięcia wokół gazu łupkowego, prowadząca wiercenia w Wielkiej Brytanii i poszukująca gazu łupkowego w województwie lubelskim, brytyjska (a z racji swoich akcjonariuszy, właściwie australijsko-amerykańska) spółka Cuadrilla Resources, ujawniła komisji Izby Gmin skład chemiczny płynu stosowanego przez nią do szczelinowania. W co najmniej 99,75 proc. składa się on z wody i piasku. Pozostałe 0,20 – 0,25 proc. stanowi zmniejszający tarcie związek poliakrylamid, stosowany też jako środek zagęszczający kosmetyki oraz na okłady do leczenia poparzeń, około 0,005 proc. środek do niszczenia mikroflory i mikrofauny, a około 1,125 proc. to słaby roztwór kwasu solnego.

Biuro Prasowe PKN Orlen SA poinformowało „Obserwatora Finansowego”, że należąca do tej grupy kapitałowej spółka Orlen Upstream planuje przeprowadzenie zabiegów szczelinowania hydraulicznego w przyszłym roku. Zabiegi te zostaną dokonane przez wykonawców wyłonionych w przetargu. Zastosowany przez nich płyn do szczelinowania i jego dokładny skład oraz poszczególne materiały (są to substancje stosowane na codzień w rolnictwie i w gospodarstwie domowym) muszą być dopuszczone na terenie Polski a plan pracy wykonawca musi przedstawić w Ministerstwie Środowiska. Gdy technologie planowanych zabiegów szczelinowania zostaną ostatecznie zatwierdzone, informacje na ich temat spółka Orlen Upstream zamierza zamieścić na swojej stronie internetowej.

Fakt, że Cuadrilla – zgodnie zresztą z zaleceniami amerykańskimi – podała tę informację, jest bardzo istotny dla atmosfery wokół gazu łupkowego i dla atmosfery wokół Polski, bo wyznaczyła ona tym samym standard również dla wierceń prowadzonych przez inne spółki, Cuadrilla utworzyła bowiem podmiot zależny, Cuadrilla Poland sp. z oo z siedzibą w Warszawie. Jeśli polskie spółki prowadzące wiercenia w poszukiwaniu gazu łupkowego nie zdecydują się na taką samą otwartość, informacje te i tak dotrą do świata innymi kanałami. Nie są to słowa na wyrost – przedstawiciel amerykańskiej spółki ExxonMobil oświadczył, że byłby zachwycony mogąc spotkać się z Timem Yeo, żeby z nim omówić jej działalność w Polsce.

Amerykańska spólka Halliburton, nie odpowiedziała natomiast na pytanie Obserwatora Finansowego, jaki skład miał płyn użyty przez nią do szczelinowania otwiertu PGNiG w Markowoli.

Autor jest korespondentem Obserwatora Finansowego z Londynu


Tagi


Artykuły powiązane