Pomimo deklaracji bilans handlu z Chinami długo się nie zmieni

26.06.2012
Chiny deklarują podwojenie obrotów z Polską w najbliższych pięciu latach. Chcą również aby Polska stała się koordynatorem współpracy z Europą Środkową, którą wspierać mają największe chińskie banki. Nie ma jednak gwarancji, że poprawi to bilans handlowy po polskiej stronie.
Lot otworzył bezpośrednie połączenie do Pekinu, fot. PLL LOT

Lot otworzył bezpośrednie połączenie do Pekinu, fot. PLL LOT

Lot otworzył bezpośrednie połączenie do Pekinu, fot. PLL LOT

Na razie szybko rosnąca wartość polsko-chińskiej wymiany handlowej przynosi nam duży wzrost deficytu. Handlowy bilans z Chinami jest ujemny i według polskich danych, wyniósł on w poprzednim roku 16,5 mld dol. Sprzedaliśmy do Państwa Środka towary za 1,86 mld dol. a sprowadziliśmy za 18,38 mld dol.

Dane pochodzące z Głównego Urzędu Celnego Chin mówią, że polski eksport do ChRL osiągnął wartość 2,05 mld dol. a import 10,94 mld dol. Wzrost obrotów w porównaniu z rokiem poprzednim wyniósł ponad 16,6 proc., a powodem było głównie zwiększenie, o ponad 20 proc., wartości naszego eksportu do Chin, liczone rok do roku. Różnice statystyczne między danymi polskimi a chińskimi, dotyczące wymiany handlowej wynikają z odmiennego sposobu liczenia m.in. tzw. importu pośredniego niektórych towarów do państw unijnych.

Polska to główny partner gospodarczy Chin w naszej części Europy – tak pod względem obrotów jak i importu. Nasz import z Państwa Środka stanowi 3,07 proc. całego chińskiego eksportu do UE, a eksport z Polski 0,97 proc. wartości eksportu wszystkich państw Unii do Chin. Pod względem wysokości ujemnego salda Chiny zajmują drugie miejsce wśród naszych wszystkich partnerów handlowych.

Pojawiła się jednak ostatnio szansa, by choć stopniowo, zacząć zmieniać niekorzystny dla nas bilans w handlu, lecz nie łudźmy się, że szybko nastąpi jakiś przełom. Otóż Polska, czego oczekuje się w Chinach, ma koordynować i kierować 12-punktowym planem premiera Wen Jiabao, dotyczącym współpracy Chin z Europą Środkową. Docelowo, wartość wymiany handlowej Państwa Środka z krajami naszego regionu ma osiągnąć 100 mld dol. w obecnej 5-latce. Ile z tego przypadnie na Polskę, to już w dużym stopniu zależeć będzie od nas samych.

Potencjał jest w niszy

Możliwości zmniejszenia niekorzystnego dla nas bilansu, upatruje się w inwestowaniu przez polskie firmy w nisze, którymi nie są specjalnie zainteresowane światowe koncerny obecne na chińskim rynku. Już teraz wiele naszych przedsiębiorstw stara się takie nisze wyszukiwać, z różnym skutkiem. Jednak ich mały potencjał i słaba siła przebicia – zwłaszcza w przypadku sektora małych i średnich przedsiębiorstw dominującego w polskiej gospodarce – zadania nie ułatwiają.

Jest jednak szansa, że coś zmieni się po podpisaniu, pod koniec kwietnia, polsko-chińskiego memorandum dotyczącego współpracy małych i średnich firm z obu państw. Reaktywowana ma też zostać Polska Izba Handlowa w Szanghaju.

Eksperci uważają, że w pomniejszeniu deficytu mogą pomóc inwestycje w chińską branżę górniczą, przemysł drzewny i meblowy – w których się liczymy, a także w energetykę i biotechnologie.  Jednak, jak dotąd, polskie firmy głównie zlecają w Chinach produkcję, albo zamawiają gotowe towary. Dotyczy to zwłaszcza wyrobów odzieżowych, galanterii, taniej elektroniki i zabawek – sprzedawanych potem pod polskimi markami.

Nie bez szans jest nasze rolnictwo i branża rolno-spożywcza. Wybór w tutejszych sklepach dowodzi, że gdyby polscy producenci żywności mieli większe wsparcie ze strony rządu (ostatnia wizyta wicepremiera i ministra gospodarki w Pekinie Waldemara Pawlaka m.in. miała temu służyć), mogliby zaistnieć na chińskim rynku. Chińczycy wraz ze wzrostem zamożności, ciekawi są nowych produktów spożywczych i nowych smaków. Dostrzegli to wytwórcy żywności z całego świata, którzy poprzez różne akcje promocyjne przekonują ich, by urozmaicili swój jadłospis.

Nasza oferta wciąż siermiężna

Polska boryka się jednakże wciąż z problemami wizerunkowymi. Nie jesteśmy w Chinach, tak jak i na świecie, postrzegani jako kraj mogący zaoferować nowoczesne wyroby. Wejście do Unii Europejskiej niewiele w tym wypadku zmieniło.

Ten wizerunek jest tylko częściowo wynikiem stereotypów, dotyczących polskich produktów. Prawda jest taka, że i dziś ze świecą by szukać towarów wysoko zaawansowanych technologicznie i mogących stanowić polską wizytówkę. Takich w handlowej ofercie dla Chin nie mamy.

Na chiński rynek dostarczamy głównie surowce i półprodukty i przez ich pryzmat postrzegana jest tu nasza gospodarka. To smutne, tym bardziej, że przed laty sprzedawaliśmy do Chin samochody, wyroby przemysłu elektromaszynowego, itp.

Chiny chcą teraz przede wszystkim kupować nowoczesne technologie, na które w wielu wypadkach obowiązuje embargo ze strony Zachodu. Chcą także przejmować znane na świecie firmy znajdujące się w finansowych tarapatach, ale wciąż wartościowe, dzięki posiadanym patentom i markom (przykład Volvo i ostatnie przymiarki do Saaba). Niestety, Polska nie dysponuje ani jednym, ani drugim.

Banki torują drogę

Mamy jednak atuty, które powinniśmy podkreślać i na nich opierać naszą „chińską strategię”.

Jesteśmy postrzegani w Państwie Środka jako ważna część rynku unijnego (brama do innych państw UE), i jako główny partner handlowy w Europie Środkowej oraz Wschodniej. Nie bez znaczenia jest też dobra, na tle wielu innych państw europejskich, sytuacja gospodarcza Polski. Stały wzrost polskiego PKB podkreśla wielu tutejszych komentatorów ekonomicznych.

Wejście na polski rynek rynek dwóch wielkich chińskich banków: ICBC, największego banku na świecie (otwiera w Polsce swój oddział) oraz Bank of China,  może świadczyć o tym, że potencjał Polski został w Chinach zauważony. Za bankami pojawić się powinny chińskie firmy, korzystające z ich wsparcia.

BOC zamierza, co już zadeklarował, współpracować z polskimi firmami, które chcą wejść na rynek chiński, zarówno z inwestycjami, jak i swymi towarami. Wejściu chińskich gigantów bankowych do Polski towarzyszą jednak u nas spore obawy (Bank of China działa już m.in. na Węgrzech).

Chodzi zwłaszcza o rozszerzenie przez nie działalności na rynek detaliczny. Bankowcy obawiając się konkurencji podkreślają, że chińskie banki są de facto bankami państwowymi i mogą, aby zdobyć ten intratny segment rynku, być silnie wspierane przez swój rząd. Tylko jeden Bank of China pod względem sumy bilansowej jest 10-krotnie większy, niż cały nasz sektor bankowy!

Kogo połknie smok

Ostatnio pojawił się także pomysł współpracy z Chinami w eksploatacji złóż gazu łupkowego. Chiny już go wydobywają, Polska dopiero poszukuje. Pamiętać trzeba jednak o tym, że to początek drogi, bo jak dotąd jedyna faktycznie duża chińska inwestycja w naszym kraju, to kupno za 60 mln dol. cywilnej części Huty Stalowa Wola, przez firmę Guangxi Liu Gong Machinery.

Ta transakcja miała jednak miejsce jeszcze przed nowym otwarciem w chińsko-polskich relacjach gospodarczych, za które uważa się kwietniową wizytę szefa chińskiego rządu Wen Jiabao w Polsce i deklarację utworzenia 10 miliardowej linii kredytowej wspierającej u nas chińskie inwestycje w energetykę, zaawansowane technologie i infrastrukturę.

Na „celowniku” inwestorów z Państwa Środka jest również Enea oraz udział w prywatyzacji innych przedsiębiorstw m.in. sektora chemicznego, petrochemicznego, maszynowego i farmaceutycznego. Jeśli do takich przejęć w Polsce dojdzie, za większością stać będzie z pewnością m.in. wspomniany Bank of China.

Promocja to nie wszystko

Ruszyły projekty polegające na rozbudowie związków partnerskich między polskimi, a chińskimi miastami i prowincjami (województwa: wielkopolskie, dolnośląskie i śląskie). Promowanie Polski i jej atrakcji na tutejszym, szybko rozwijającym się rynku turystyki wyjazdowej, docieranie z nią nie tylko do dużych miast, ale także do mniejszych, to z pewnością dobra strategia.

Pomocne powinno być także uruchomienie bezpośredniego połączenia lotniczego między Warszawą a Pekinem (reklamy naszych linii i nowej trasy, były w Chinach bardzo widoczne, informowały o tym też chińskie media). Jego powodzenie będzie świadczyć o tym, że faktycznie we wzajemnych kontaktach gospodarczych, idzie ku lepszemu. LOT bardzo liczy na to, że jego samoloty zapełnią nie tylko turyści, ale także biznesmeni.

Nie bez znaczenia są też Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej, których jesteśmy współgospodarzami. Chińskie media poświęcają temu wydarzeniu sporo miejsca, i to nie tylko w jego aspekcie sportowym.

Choć przyklasnąć trzeba wszystkim inicjatywom promocyjnym skierowanym na chiński rynek ze strony polskich instytucji rządowych i samorządowych, należy także mieć coś konkretnego do zaoferowania, tym bardziej, że chiński wicepremier Wang Qishan obiecał duże ułatwienia dla polskich firm działających na chińskim rynku.

Adam Kaliński


Tagi


Artykuły powiązane