Przechył badacza nierównowagi

Pragmatyk z ideałami, ekstremista głównego nurtu, brutalny pacyfista, liberalny socjalista. Taki obraz prof. Grzegorza Kołodki wyłania się z rozmowy wydanej jako wywiad-rzeka „Droga do teraz”. Główny bohater mógłby więcej mówić o ekonomii niż o sobie i Leszku Balcerowiczu.
Przechył badacza nierównowagi

Przez wiele lat o wiele bardziej interesowały mnie podróże Grzegorza Kołodki i jego osiągnięcia w maratonach niż opinie jako ekonomisty – teoretyka i praktyka. Ta książka utwierdza mnie w przekonaniu, że moje zainteresowania były w dużej mierze słuszne. Wystarczy kilka stron, by zrodziło się w głowie skojarzenie z tytułem powieści Hermanna Hessego „Narcyz i Złotousty”. Cóż wywiad-rzeka to zawsze próba usystematyzowania swojego życia, zanim jakiś biograf zrobi to w sposób daleko odbiegający od wyobrażeń bohatera o sobie samym.

Grzegorz Kołodko zawsze był postacią osobną, nieprzystającą do żadnego środowiska. Nie miał ambicji pozostawiania po sobie intelektualnych spadkobierców czy tworzenia własnej „szkoły”. Bardziej od edukowania w Polsce jego ambicję zaspokajało naprawianie świata.

Z punktu widzenia historycznego jest to lektura ciekawa, tak jak ciekawą, nietuzinkową postacią jest jej bohater. Do debaty ekonomicznej książka nie wnosi niczego ciekawego czy chociaż świeżego mimo prób podjęcia tematów ważnych i aktualnych. Na fali krytyki, jakiej jest teraz poddawany nadwiślański neoliberalizm (skądinąd przypominający potwora z Loch Ness, którego także widzieli tylko nieliczni, ale wszyscy wiedzą, że istnieje), warto sprawdzić, czy i kiedy profesor Kołodko miał rację, a kiedy się mylił. Bo chyba żaden polityk-ekonomista w ostatnim ćwierćwieczu w Polsce nie mylił się tak bardzo i tak często jak Grzegorz Kołodko w tak wielu kwestiach nie miał racji.

B jak Balcerowicz

Nazwisko Leszka Balcerowicza pada w rozmowie z Grzegorzem Kołodką tak często, że na stronach „Drogi do teraz” z byłym prezesem NBP wygrywają chyba tylko Stany Zjednoczone, Chiny i Unia Europejska. Przez ostatnie 25 lat prof. Kołodko swoje intelektualne credo buduje na całkowitej opozycji w stosunku do prof.  Balcerowicza. Najwięcej o poglądach Kołodki można się dowiedzieć właśnie wtedy, gdy mówi o Balcerowiczu. Dlaczego najlepsza dla Polski w 1989 roku byłaby społeczna gospodarka rynkowa? Bo byłaby różna od neoliberalnego kapitalizmu á la Balcerowicz. Dlaczego prywatyzacja była nieuczciwa? Bo Balcerowicz forsował ją na modłę i życzenie Banku Światowego, Międzynarodowego Funduszu Walutowego i George’a Sorosa. Dlaczego popiwek był złem? Bo wprowadził go Balcerowicz.

Balcerowicz jest tu niczym wampir, który wyssał z gospodarki początku lat 90. XX w. całą krew, a Kołodce mimo lat pościgu nigdy nie udało się wbić mu w serce osinowego kołka. Problem w tym, że koncentrując się na nim, Kołodko zostaje zaliczony do grona krytyków Balcerowicza zamiast systemu. A to akwarium jest już tak wypchane, że trudno na dłużej niż chwilę podpłynąć do szybki i dać się zauważyć z więcej niż jednej strony.

P ja polityka

Takiej awersji do polityki jak u Grzegorza Kołodki trudno się dopatrzyć u kogokolwiek, kto był w niej aktywny w ciągu ostatnich 25 lat. Niechęć ta towarzyszyła profesorowi już od czasów studenckich, co nie przeszkadzało mu wchodzić we flirty i związki z polityką. Jak na wicepremiera i ministra finansów u czterech różnych premierów, jest to niechęć co najmniej mało szczera, choć wolę ją traktować jako swego rodzaju kokieterię.

Od pierwszych chwil rozmowy odnosi się wrażenie, że profesor jest w polityce zakochany, ale się tego uczucia wstydzi, trochę boi, choć zrezygnować z niego nie zamierza. Widać też po przebiegu jego kariery, że miłość to była nieodwzajemniona, pełna niezrozumień, chociaż czasami namiętna. Głębokie niezrozumienie politycznej gry nie pozwala dzisiaj pamiętać profesora z rzeczy ważniejszych niż happeningi z nożycami albo bochenkiem chleba czy bon moty o ukręcaniu łba – prawdopodobnie – inflacji.

Po lekturze rozmowy z Grzegorzem Kołodką otwartym pozostaje pytanie, kiedy stał się świadomym znaczenia swoich słów: „Krytykować i radzić a decydować i dźwigać odpowiedzialność – to dwie różne role”.

Ś jak świat

Polska to zawsze było dla Kołodki za mało. Opowiada o sobie w taki sposób, że trudno nie dostrzec siły, która pcha go w świat, nie zauważyć podniecenia, gdy opowiada, z kim miał mniejszą, większą lub wątpliwą przyjemność się spotkać, dyskutować, a pewnie częściej tłumaczyć świat.

Wymienienie wszystkich miejsc, gdzie profesor wykładał, odbywał staże, był zapraszany na wizyty oficjalne czy prywatne; gdzie biegał, spacerował, wspinał się, to materiał na oddzielną książkę. Jest znany na świecie, wciąż zapraszany i słuchany. Mam tylko nieodparte wrażenie, że gdy już wypełni się aula gotowa wysłuchać jego kolejnej perory, to nie słyszy naukowca i ekonomisty, tylko błyskotliwego i erudycyjnego publicystę. Zamiast patrzeć przez „mędrca szkiełko i oko”, dostajemy wizjonerskie pomieszanie filozofii, socjologii i polityki. Z takim rozwodnionym przekazem łatwiej dotrzeć, ale czy ma on taką jakość, jaką mógłby mieć, gdyby prof. Kołodko skoncentrował się na tym, na co ma papiery, czyli ekonomii?

Profesor większość życia naukowego poświęcił badaniu nierównowagi w gospodarce najpierw socjalistycznej, później wolnorynkowej. Dzisiaj widać, że nierównowaga ta w pewnym stopniu pochłania go i nie pozwala wyjść ze spójną myślą, ideą, wizją.

Dwie trzecie sukcesu

25 lat od początku transformacji powszechnie uważa się za dobry moment na podsumowania, oceny, syntezy i wnioski. „Droga do teraz” to pewna wersja historii ostatniego ćwierćwiecza, mniej popularna przez lata, bo historię piszą zwycięzcy. Czytając jednak rozmowę z prof. Kołodką ma się silne wrażenie, że być może sukces polskiego  skoku z PRL do III RP przypisują sobie w zbyt dużym stopniu nie zawsze ci, którzy na to zasłużyli. Rodzi się wątpliwość, czyja idée fixe zwyciężyła.

„(…) W przypadku całej transformacji, tak jak to napisałem na jej 20-lecie, pięć lat temu, uważam ją za sukces na dwie trzecie. Można było osiągnąć więcej, można było ponieść mniejsze koszty; mogło być lepiej” – mówi Grzegorz Kołodko w 2014 r. Myślę, że podobną ocenę mógłby sobie wystawić sam profesor. Z jednej strony dwie trzecie to sporo, ale z drugiej to tylko trója z plusem.

Wywiad-rzeka z Grzegorzem Kołodką  idealnie sprawdziłby się w komplecie z podobną książką, wydaną kilka tygodni temu na podstawie rozmów z Leszkiem Balcerowiczem. Można by czytać stronę raz z jednej, raz z drugiej. Owszem, prowadziłoby to najpewniej do rozdwojenia jaźni, ale gdy czytamy te książki osobno, wizja wcale nie staje się bardziej spójna.

Autor jest dziennikarzem PAP.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Od statków wielorybniczych do aplikacji mobilnych – historia venture capital

Kategoria: Rynki kapitałowe
Pojawienie się w USA w XIX wieku firm pomagających w ryzykownych inwestycjach w morskie wyprawy legło u podstaw dzisiejszego rynku venture capital. Co więcej, przyczyniło się także do budowy amerykańskiej potęgi technologicznej na bazie Doliny Krzemowej – udowadnia prof. Tom Nicholas w książce „VC: An American History”.
Od statków wielorybniczych do aplikacji mobilnych – historia venture capital