Autor: Jan Cipiur

Dziennikarz ekonomiczny, publicysta Studia Opinii

Regionalizacja płacy minimalnej to ucieczka w ułudę

Wiadomość miesiąca nadeszła z Niemiec: w poszukiwaniu możliwości utworzenia koalicyjnego rządu kanclerz Angela Merkel zgodziła się na wprowadzenie płacy minimalnej w wysokości 8,5 euro za godzinę. Płaca minimalna to plaster na otwarte złamanie, ale ludzie wierzą, że działa, więc rządy nie oponują, bo sądzą, że wiara może czynić cuda. Cudem jest w tym przypadku uciszenie związków zawodowych.
Regionalizacja płacy minimalnej to ucieczka w ułudę

"Mogłoby dojść do tego, że operator obieracza do kartofli pracujący w Warszawie miałby prawo do wyższej minimalnej pensji niż pedagog po magisterskich studiach na Mazurach". (CC By NC ND Alberto)

U nas związki domagają się podwyższenia płacy minimalnej, co dla rządu – rozliczanego teraz głównie z tempa wzrostu gospodarczego – jest nie do przyjęcia. Upór źle sprzedaje się w mediach, więc przydałby się na gwałt jakiś mało bolesny kompromis. Jest już taki na widoku. Mowa o pomyśle ministra pracy Władysława Kosiniaka–Kamysza w sprawie regionalizacji płacy minimalnej oraz równoczesnego jej zróżnicowania w zależności od branży. Zamysł jest być może chwytliwy, ale popierać go nie warto: niczego nie rozwiąże, a zacznie niepotrzebne dyskusje i nierozwiązywalne spory.

Zróżnicowanie płacy minimalnej w zależności od regionów i branż nie tylko nie może się powieść, lecz także nie powinno. Nie przyniosłoby bowiem realnych efektów, a tylko wprowadziło niepokoje. Są lepsze sposoby zaprowadzania ładu na rynku pracy i to nimi trzeba się zająć.

W regionach i w branżach

Wspomagać łagodzenie naprężeń wynikających z braku zdolności gospodarki do zapewniania dostatecznej liczby miejsc pracy miałaby regionalizacja. Liczbę dostateczną można zdefiniować naprędce, odnosząc ją np. do paroprocentowego bezrobocia traktowanego jako tzw. strukturalne. Za regionalizacją minimalnego wynagrodzenia kryje się myśl, że Polska to kraj na tyle duży, że w jego poszczególnych rejonach koszty życia i warunki prowadzenia działalności gospodarczej są różne, a więc ciężar każdego 1 tys. zł np. na biednym Pomorzu Zachodnim jest inny niż na Śląsku.

W jednym miejscu da się przeżyć za kilkaset złotych, a gdzie indziej taka kwota i na trzy tygodnie niedoli nie starczy. To byłaby podstawa intelektualna do zasady ustalenia niższej płacy minimalnej w jednym rejonie, a wyższej gdzie indziej. Niższe stawki miałyby zachęcać przedsiębiorców do tworzenia nowych biedamiejsc pracy.

Podobnie z branżami. Do obierania warzyw w gastronomii nie potrzeba szczególnych kwalifikacji, więc tam dolny próg mógłby wynosić – dajmy na to – 1300 zł za miesiąc, a przy sprzedaży ubezpieczeń trzeba mieć pojęcie o procencie składanym, więc może dać akwizytorom 1700 zł brutto miesięcznie? Potem trzeba byłoby połączyć ze sobą zróżnicowanie terytorialne z branżowym i mogłoby dojść do tego, że operator obieracza do kartofli pracujący w Warszawie miałby prawo do wyższej minimalnej pensji niż pedagog po magisterskich studiach na Mazurach. Coś takiego nie mieści się jednak w społecznych kategoriach rozsądku i przyzwoitości, jakich argumentów by nie używać.

Pomysł regionalizacji jest racjonalny jedynie na pozór, a więc tylko wtedy, gdy nie staje wyobraźni. Władysław Kosiniak-Kamysz zastrzegł przede wszystkim, że regionalne i branżowe stawki płacy minimalnej nie mogłyby być niższe od bazowego minimalnego wynagrodzenia dla całej Polski, które obecnie wynosi 1600 zł miesięcznie. Z praktycznego punktu widzenia polityka będącego u władzy jest to zastrzeżenie jak najbardziej racjonalne, bowiem różnicowanie poprzez zejście w niektórych regionach poniżej obecnego poziomu byłoby politycznym samobójstwem.

W tych okolicznościach regionalizacja płacy minimalnej mogłaby oznaczać wyłącznie jej zróżnicowane podwyżki. A im większe zróżnicowanie (po co komu różnice symboliczne?), tym większe konieczne podwyżki graniczne i tym głośniejsze argumenty o utracie pozycji konkurencyjnej – nie bez znaczenia, gdy dla rządu liczy się każda dziesiąta część procentu wzrostu PKB. Regionalizacja terytorialna musiałaby zatem albo być symboliczna (kilkanaście lub nieco więcej złotych rozpiętości), albo dokonać się w warunkach całkowitej zmiany postaw społecznych. Żadna z części powyższej alternatywy nie wchodzi w rachubę, bo pierwsze wyjście to skórka niewarta wyprawki, a drugie to czysta imaginacja.

Płaca minimalna wprowadzana na zasadzie decyzji administracyjnej to odpowiedź na ekscesy przedsiębiorców wykorzystujących nadmiar potencjalnych pracowników w określonych kategoriach do zaniżania wynagrodzeń poniżej poziomu wytrzymałości indywidualnej i społecznej. Ze strony rządów była i jest to odpowiedź naiwna i wygodna zarazem. Naiwność polega na wierze, że istnieje mechaniczne i uniwersalne karno-ekonomiczno-finansowe narzędzie skutecznego zwalczania wyzysku i niegodziwości. Zadekretowana płaca minimalna to także wygoda, bowiem jest wymówką obrazującą rzekomą troskę polityków i państwa o najsłabszych i najmniej doświadczonych w relacjach gospodarczych.

Pilnować i nie przeszkadzać

Rolę państwa w gospodarce można zawrzeć w dwóch zaleceniach: pilnować i nie przeszkadzać. Pilnować za pomocą przejrzystego, czytelnego i jednoznacznego w intencjach prawa oraz wymiaru sprawiedliwości, m.in. po to, żeby było jak najmniej niegodziwości w stosunkach międzyludzkich, w tym ekonomicznych. Nie przeszkadzać to nie wchodzić ze swą polityczną (z reguły nieudolną) ingerencją w obszary, w których działają głównie osoby kompetentne, a takim obszarem jest w wielkiej części gospodarka. Płaca minimalna to wyraz nieporadności państwa na tych, jakże skromnie zakreślonych, polach. Jej ewentualne różnicowanie terytorialne i branżowe to obranie kierunku prowadzącego na jeszcze dalsze manowce. Także dlatego, że nie ma obiektywnej, zrozumiałej i pozbawionej kontrowersji metody ustalania takich różnic.

GUS opublikował w listopadzie 2013 r. opracowanie pt. „Koszty pracy w gospodarce narodowej w 2012 r.”. Przeciętny koszt pracy przypadający na jednego zatrudnionego wyniósł w 2012 r. 4758,64 zł i był o 19,4 proc. (772,14 zł) wyższy niż w 2008 r. W podobnej proporcji wzrosły koszty pracy przypadające na jedną godzinę opłaconą (29,24 zł) oraz na jedną godzinę przepracowaną (33,99 zł). Przeciętne wynagrodzenie miesięczne wyniosło w I półroczu 2013 r. 3583 zł (bez nagród rocznych). Z tych wielkości można wyliczyć udział miesięcznego wynagrodzenia w kosztach pracy obejmujących poza nim przede wszystkim obciążenia na zabezpieczenie społeczne (ZUS, NFZ). Wynosi on z grubsza 75 proc. Minimalne wynagrodzenie w wysokości 1600 zł to zatem koszt pracy w wysokości mniej więcej 2133 zł.

Z wielkości tych wynika, że koszt wynagrodzenia minimalnego jest jedynie 2,2 razy wyższy od przeciętnego kosztu w gospodarce narodowej. Skoro wniosek, że ze względów politycznych niemożliwa jest regionalizacja wynagrodzeń minimalnych polegająca na obniżeniu dotychczasowej stawki w niektórych województwach, jest prawdopodobnie słuszny, to słuszna jest też uwaga, że podnoszenie miesięcznej płacy minimalnej o jakieś znaczące wielkości (np. o ponad 100 zł) ma znaczenie w rachunku kosztów przedsiębiorstw, a tym samym wpływa na konkurencyjności polskich towarów i usług.

Z wyjątkiem Warszawy (bo już nie Mazowsza), Śląska i Dolnego Śląska rozpiętości nie są zbyt duże, więc pole potencjalnego różnicowania terytorialnego byłoby bardzo wąskie.

(infografika Darek Gąszczyk)

(infografika Darek Gąszczyk)

Europejskie różnice

W argumentacji na rzecz podniesienia płac minimalnych w Polsce przywoływane są wielkości obowiązujące gdzie indziej w Europie. Według danych Eurostatu ze stycznia 2013 r. ustawowe płace minimalne wahały się od 157 euro po kursie bieżącym w Rumunii do 1874 euro w Luksemburgu. Polska płaca minimalna wyrażona w euro wynosi 377 euro, co plasuje nasz kraj w grupie 11 państw z płacą minimalną mieszczącą się w przedziale 100–500 euro.

W Niemczech nie obowiązuje wprawdzie ogólnopaństwowa stawka minimalna, ale warto w tej kwestii pamiętać, ile w mercedesie za 100 tys. euro jest wiedzy, kwalifikacji, umiejętności rzemieślniczych i politechnicznych, a przez to świetnie opłaconej pracy, a ile tych wartości dajemy z siebie, skręcając w Tychach fiaty z przywożonych z zagranicy części.

Płaca minimalna, średnia i dominująca jest w końcowym rozrachunku pochodną umiejętności i sprawności. Jest zatem zawsze lepiej, gdy rządy zajmują się wspieraniem wszystkiego, co prowadzi do wzrostu ogólnokrajowej wydajności, zamiast pomysłami w rodzaju krytykowanej tu regionalizacji przypominającej w potencjalnych skutkach efekty okadzania chorego na zapalenie płuc dymem z olchy.

Warto wiedzieć, że rozpiętości między płacami minimalnymi są w Europie duże głównie w bieżących wielkościach nominalnych. Gdy dane przefiltrować z uwagi na ich siłę nabywczą, zmniejszają się wyraźnie. Eurostat wskazuje, że „po korekcie uwzględniającej różnice cen w poszczególnych państwach rozbieżności między państwami członkowskimi są mniejsze: stosunek najniższego do najwyższego minimalnego wynagrodzenia w euro wynosi jeden do dwunastu, natomiast wyrażony standardem siły nabywczej (SSN) równa się jeden do sześciu. Niemniej na przeciwległych końcach skali ponownie znalazły się Rumunia (274 SSN) i Luksemburg (1 524 SSN miesięcznie)”.

Płaca według związków

W przypadku wynagrodzeń minimalnych związki zawodowe mają jeden stały postulat – podwyższyć. Nie jest to żądanie przypadkowe, ale też nie chodzi tu jednak o interesy osób na dole drabiny płac oraz bezrobotnych. Wyższa płaca minimalna to jednocześnie wyższa bariera wejścia na rynek pracy. Żądanie podniesienia tej bariery to albo wyraz cynicznego partykularyzmu uprawianego w obronie osób już zatrudnionych, albo przejaw bardzo niskiej świadomości mechanizmów i procesów gospodarczych oraz społecznych.

Dyskusję o regionalizacji trzeba zatem zamknąć przed jej rozpoczęciem, chyba że ktoś wierzy w istnienie gdziekolwiek związku zawodowego popierającego obniżenie płacy minimalnej w jakimś regionie lub branży lub w dobroczynny skutek jej istotnego (zróżnicowanego) podwyższenia, gdyby to drugie podejście było jedyną możliwą metodą wdrożenia regionalizacji.

Trzeba jeszcze raz podkreślić, że najważniejsza i praktycznie jedyna pożądana rola państwa w gospodarce to jego mądra aktywność na niwie prawa i wymiaru sprawiedliwości. Konieczny jest od zaraz przegląd prawa nie w celu nadzwyczajnego przychylania nieba przedsiębiorcom i ich firmom, tylko z potrzeby usuwania niespójności, sprzeczności, przegadania, niejasności, złego i niezrozumiałego języka, prawniczego bełkotu uzasadnionego wyłącznie kastowym interesem, niezborności prowadzącej do prawomocnych interpretacji od Sasa do lasa i tysięcy innych wad naczelnych oraz pomniejszych. Pracy z tym byłoby na lata, ale to robota żmudna, długa i trudna, a ministrom łatwiej coś wykreować, np. regionalizację.

Trudno orzec bez wiarygodnych analiz na podorędziu, ile w nich prawdy, ale nie sposób nie wspomnieć o opiniach, że w imieniu praworządnego państwa akceptowane jest rzekomo łamanie obowiązujących ustaw. Mowa o enuncjacjach prasowych dotyczących przetargów z ustawy o zamówieniach publicznych. Jak wiadomo, niemal wszystkie są rozstrzygane po linii najmniejszego oporu, według kryterium najniższej ceny. Przy tej okazji zdarzają się podobno zwycięskie kalkulacje, w których koszty robocizny nie spełniają wymagania wynagrodzenia minimalnego wynoszącego w przeliczeniu na stawkę godzinową około 10 zł.

Gdyby okazać się to miało prawdą w więcej niż pojedynczych przypadkach, byłby to skandal, bo tłumy rozsądnych ludzi domagają się od lat rozumnej zmiany ustawy o zamówieniach publicznych, ale też przykład bezczynności, niefrasobliwości i bezwstydnego kunktatorstwa państwa na polu już ustalonego porządku prawnego. Regionalizacja wynagrodzeń minimalnych to tysięczny przykład na słuszność domniemania, że w polityce nie chodzi o to, by złapać króliczka, ale by gonić go.

OF

"Mogłoby dojść do tego, że operator obieracza do kartofli pracujący w Warszawie miałby prawo do wyższej minimalnej pensji niż pedagog po magisterskich studiach na Mazurach". (CC By NC ND Alberto)
(infografika Darek Gąszczyk)
Wynagrodzenia-w-województwach

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Płaca coraz mniej minimalna

Kategoria: Oko na gospodarkę
O 15,6 proc. – z 2250 do 2600 złotych – wzrosła w 2020 r. minimalna płaca w Polsce. To największa zwyżka wśród tych krajów UE, w których określany jest poziom najniższego wynagrodzenia. Licząc w euro to nadal znacznie mniej niż we Francji czy w Niemczech, ale do Portugalii i Grecji już całkiem blisko.
Płaca coraz mniej minimalna

Płace a wydajność pracy – wnioski dla Japonii

Kategoria: VoxEU
W obliczu spadku liczby ludności, wzrost wydajności jest najważniejszym wyzwaniem dla japońskiej gospodarki, a pomysł pobudzenia go przez podniesienie płacy wzbudził zainteresowanie decydentów.
Płace a wydajność pracy – wnioski dla Japonii

Wpływ płacy minimalnej na rynek pracy i gospodarkę

Kategoria: Analizy
Spór o płacę minimalną trwa od lat, a właściwie o jej wysokość i relacje z innymi miarami wynagrodzeń. W krótkim okresie posługiwanie się narzędziem w postaci płacy minimalnej może spowodować wzrost najniższych wynagrodzeń bez negatywnego wpływu na miejsca pracy.
Wpływ płacy minimalnej na rynek pracy i gospodarkę