Autor: Jerzy Rutkowski

Były radca ministra w Ministerstwie Gospodarki i Ministerstwie Rozwoju

Rosji nie stać na długą walkę z Zachodem

Władze próbują przypisać winę za pogarszający się stan gospodarki zewnętrznym przeciwnościom – sankcjom i spadkowi cen ropy. Te czynniki mają wpływ na kondycję ekonomiczną Rosji, ale trwający tam kryzys już nawet według bliskich Kremlowi analityków ma źródła strukturalne i nadszedłby nawet w spokojnych czasach.
Rosji nie stać na długą walkę z Zachodem

(infografika Dariusz Gąszczyk/CC by Brandon)

Międzynarodowe agencje ratingowe i instytucje bankowo-finansowe, niezależni analitycy i rosyjskie centra naukowo-analityczne nie nadążają z weryfikacją prognoz rozwoju gospodarczego Rosji w roku 2015 i następnych dwóch, trzech latach. Dynamika negatywnych zmian jest tak duża, że obecna sytuacja jest zdecydowanie gorsza niż zakładano nawet w najbardziej pesymistycznych i – jak się do niedawna zdawało – mało prawdopodobnych scenariuszach. Reakcja władz, a właściwie brak adekwatnych decyzji i działań, wskazuje, że Rosja nie była przygotowana na taki rozwój sytuacji. Jak duża jest rozpiętość między rzeczywistością a iluzjami, którymi kierowała się Rosja, wskazują prace nad budżetem na rok 2015.

Jeszcze późną jesienią 2014 r., przy formułowaniu założeń do niego, po raz pierwszy od wielu lat zrezygnowano z prezentacji rozważanego pesymistycznego wariantu rozwoju gospodarczego, oceniając, że przy założonej w nim cenie ropy naftowej (80 dol.) za baryłkę jest on mało realistyczny. Aktualnie więc – przy cenach ropy spadających nawet poniżej 50 dol. za baryłkę i niekwestionowanej już znaczącej zapaści gospodarczej – wciąż obowiązuje przyjęty w listopadzie i podpisany przez prezydenta Władimira Putina na początku grudnia 2014 r. budżet bazujący na cenie ropy 96 dol. i wzroście PKB na poziomie 1,2 proc.

Czy Rosja ma jakiś pomysł na zmianę sytuacji i czy jest w stanie zahamować negatywne tendencje? Czy ma niezbędne do tego środki materialne? Jak długo i z jakim skutkiem może się przeciwstawiać sankcjom przy pogarszających się wewnętrznych i zewnętrznych uwarunkowaniach rozwoju gospodarczego? Wydaje się, że odpowiedź na te pytania może ułatwić weryfikacja rzeczywistych przyczyn zapaści gospodarczej Rosji.

To nie sankcje i ceny ropy są winne

Rosja to kraj z bardzo wstydliwym dla niej, jak określił to swego czasu były prezydent Dmitrij Miedwiediew, bardzo podatnym na zawirowania koniunkturalno-cenowe surowcowo-eksportowym modelem wzrostu gospodarczego. Mimo pełnej świadomości wynikających z tego dolegliwości i wielokrotnie deklarowanej i zapisywanej w różnych programach konieczności zmiany modelu i dywersyfikacji czynników wzrostu gospodarczego, w ostatnich kilkunastu latach uzależnienie od eksportu ropy i gazu zdecydowanie wzrosło. Na koniec 2014 r. dochody z ropy i gazu stanowiły ponad 52 proc. dochodów budżetu, podczas gdy w pierwszej dekadzie XXI w. wynosiły 40–45 proc. dochodu.

Zależność Rosji od ropy, to w praktyce szybki wzrost gospodarczy przy wzrastających cenach ropy naftowej i spowolnienie w przypadku ich stagnacji lub spadku. Wysokie ceny ropy to jednocześnie zasobny budżet i możliwość realizowania podstawowych celów społeczno-politycznych i gospodarczych, w tym inwestycji, podwyżek płac, rent, emerytur itp. Stymulując popyt inwestycyjny i konsumpcyjny, środki budżetowe stały się istotnym czynnikiem kreującym wzrost gospodarczy. Taki model w pełni funkcjonował w latach 2000–2010. Przy średniorocznych cenach eksportowanej przez Rosję ropy naftowej Ural na poziomie 21–64 dol. za baryłkę w okresie 2000–2007 średni roczny wzrost PKB osiągał tempo ponad 7 proc., wzrost dochodów realnych ludności 8,7–14,9 proc., a nadwyżka budżetowa dochodziła do 3,5–5,5 proc. PKB. Nawet w okresie kryzysu gospodarczego z lat 2008–2009, mimo 7,8 proc. spadku PKB w roku 2009, nastąpił 3-proc. wzrost dochodów realnych.

W ostatnich latach Rosja odnotowuje spowolnienie wzrostu gospodarczego mimo rekordowo wysokich średniorocznych cen ropy naftowej. Wzrost PKB wyhamował z 4,3 proc. w roku 2011 do 3,4 proc. w 2012 roku, 1,3 proc. w 2013 roku i zaledwie 0,6 proc. w roku 2014.

Jeszcze wyraźniej spadek dynamiki PKB widać w przekroju kwartalnym, kiedy to tempo jego wzrostu zmniejszyło się z 5,2 proc. w IV kwartale 2011 roku do -0,2 proc. w IV kwartale roku 2014. Mimo tak sprzyjających uwarunkowań zewnętrznych wzrostu gospodarczego, spadkowi PKB towarzyszy – w odróżnieniu od poprzedniego okresu – deficyt budżetowy dochodzący do 0,5 proc. PKB. Na koniec 2014 roku wystąpił, po raz pierwszy od 1999 roku, spadek dochodów realnych ludności.

Analitycy, w tym również ci zbliżeni do sfer rządowych, m.in. były wieloletni minister finansów Aleksiej Kudrin, podkreślają, że kryzys w Rosji ma samoistne przyczyny strukturalne i pojawiłby się nawet wtedy, gdyby nie było sankcji i spadku cen ropy. Jego symptomy było widać dużo wcześniej niż czynniki związane z wydarzeniami na Ukrainie. Sankcje, kontrsankcje i spadek cen ropy wzmocniły jedynie działanie czynników strukturalnych. Surowcowo-eksportowy model wzrostu gospodarczego całkowicie wyczerpał swoje możliwości.

Rosyjscy analitycy nieco prześmiewczo tak komentują aktualną sytuację: „jest to nasz własny, rosyjski kryzys, na który solidnie zapracowaliśmy”.

Bez pomysłu na zmianę

Przy braku pogłębionej refleksji na temat przyczyn obecnego kryzysu gospodarczego i postrzeganiu jedynie zewnętrznych uwarunkowań jego narastania pomysły przeciwdziałania negatywnym zjawiskom wydają się mało odkrywcze i nieefektywne. Po długim okresie nic nierobienia propozycje sprowadzają się do powielenia metod zastosowanych w czasie kryzysu z lat 2008–2009. Niezależnie od istotnych różnic – przede wszystkim źródeł obu kryzysów (poprzedni wynikał z przyczyn zewnętrznych, obecny przede wszystkim z wewnętrznych) – zwraca uwagę dysproporcja w wielkości środków finansowych zastosowanych poprzednio i proponowanych obecnie. Na przeciwdziałanie skutkom poprzedniego kryzysu rząd Rosji wyasygnował ponad 6 bln rubli, tj. według ówczesnego kursu 220–230 mld dol. Obecnie jest to 1,4–2,4 bln rubli (20–35 mld dol.). Mimo o wiele większej złożoności i głębokości obecnego kryzysu rząd skupił się na zwalczaniu skutków i całkowicie ignoruje przyczyny.

Analitycy zwracają uwagę na brak jakichkolwiek działań i propozycji związanych ze zmianą modelu gospodarczego, mimo że obowiązujący model kapitalizmu państwowego z nieodłączną dla niego korupcją, brakiem poszanowania prawa własności i rozpasaniem urzędników w pełni pokazał swoją niemoc. Rosja w perspektywie najbliższych lat nie może liczyć na odbudowę cen ropy na poziomie 100 dol./baryłkę i więcej, chociaż sytuacja z ostatnich lat pokazuje, że nawet tak wysoki poziom cen ropy nie zabezpieczyłby Rosji przed stagnacją. Na co więc może ona liczyć? Wydaje się, że tym razem bez istotnych zmian modelowych nie uda się jej powrócić na ścieżkę trwałego wzrostu gospodarczego.

Rosji nie stać na długi kryzys

Wielu analityków jest gotowych podzielać oficjalny optymizm Rosji, że jest ona w stanie efektywnie przeciwdziałać skutkom kryzysu nawet bez istotnych korekt dotychczasowego modelu i priorytetów rozwoju społeczno-gospodarczego. Na uzasadnienie takiego podejścia przywołuje się zwykle środki finansowe zgromadzone w funduszach parabudżetowych, tj. w Funduszu Rezerwowym i Funduszu Dobrobytu Narodowego, oraz rezerwy walutowe Rosji.

W obu wymienionych funduszach na początek roku 2015 zgromadzono zostało 9,3 bln rubli (87,9 mld dol. w Funduszu Rezerwowym oraz 78 mld dol. w Funduszu Dobrobytu Narodowego; w czasie poprzedniego kryzysu środki te wynosiły odpowiednio 137,1 mld dol. i 88 mld dol.). Te imponujące w wymiarze nominalnym środki należy jednak skonfrontować ze skalą potrzeb wynikających ze skumulowania wielu działających jednocześnie niekorzystnych dla Rosji czynników.

Do podstawowych należy szybko pogarszająca się kondycja budżetu. Z silnego przez wiele lat ogniwa systemu gospodarczego przekształcił się on w ogniwo najsłabsze. Budżet na rok 2015 był konstruowany przy założeniu, że średnioroczne ceny ropy naftowej wyniosą 96 dol./baryłkę, a wzrost gospodarczy 1,2 proc. Aktualnie przygotowywana nowelizacja zakłada cenę ropy na poziomie 50 dol. i spadek PKB o co najmniej 3 proc. W wielu związanych z tym analizach minister finansów i niezależni analitycy wskazywali, że spadek cen ropy o 1 dol. oznacza zmniejszenie wpływów budżetowych o 70–75 mld rubli. Różnica między poprzednią i nową ceną oznacza ubytki wpływów budżetowych w wysokości 3,22–3,45 bln rubli (46 x 70–75 mld rubli), tj. ponad 20 proc. (częściowo straty te zostaną zrekompensowane przez dewaluację rubla). Skutków budżetowych wynikających z przekształcenia się zakładanego wzrostu w spadek gospodarczy dotychczas nie oszacowano.

Na pomoc z budżetu liczą przede wszystkim banki, którym zagraża kryzys finansowy, oraz podmioty gospodarcze, w większości państwowe, w tym m.in. Rosnieft, Gazprom i RŻD (koleje). Potrzeby banków dla podtrzymania płynności to kwoty rzędu 2,0–3,0 bln. rubli (spłata zadłużenia zagranicznego przypadająca na banki w roku 2015 to 43,3 mld dol., czyli około 3 bln rubli). Potrzeby największych rosyjskich podmiotów gospodarczych są praktycznie nieograniczone. Tylko naftowy gigant Rosnieft zwrócił się o zasilenie z budżetu w wysokości 50 mld dol. (3,2–3,5 bln rubli). W kolejce ustawili się następni.

Ich potrzeby wynikają przede wszystkim z konieczności spłaty zadłużenia zagranicznego. Rosyjskie firmy musza spłacić w 2015 roku 85 mld dol., w tym tylko w I kwartale 29,4 mld dol. Znalazły się w bardzo trudnej sytuacji, gdyż konieczność spłaty kredytów zbiegła się z jednej strony z istotnym wzrostem kosztów obsługi tego zadłużenia, co wynika z dewaluacji rubla (kurs rubla do dolara wzrósł z 32,73 na koniec 2013 roku do 56,26 rubli za 1 dol. na koniec 2014 roku i 68,93 na koniec stycznia 2015 r.). Jest to dotkliwe szczególnie dla podmiotów, które nie mają żadnych lub mają za małe własne wpływy dewizowe i muszą kupować obce waluty. Z drugiej strony istotną barierą stało się ograniczenie źródeł finansowania, gdyż zagraniczne rynki finansowe zostały praktycznie zamknięte dla podmiotów rosyjskich. Dodatkowo pogarszanie się sytuacji gospodarczej Rosji stwarza konieczność ponoszenia dodatkowych wydatków, ponieważ zaciągając kredyty, rosyjskie podmioty dawały w zastaw akcje lub inne papiery dłużne. Znaczący spadek ich cen powoduje, że kredytodawcy mogą żądać uzupełnienia zastawu do odpowiedniej wartości (klauzula margin call).

Również rosyjskie rezerwy dewizowe się zmniejszyły – w 2014 roku o 124,1 mld dol. (z 509,6 mld dol. na koniec 2013 roku do 385 mld dol. na koniec roku 2014, tj. o 24,4 proc.). Co prawda także zadłużenie zagraniczne Rosji jest mniejsze o prawie 130 mld dol., czyli o 17,8 proc. Przy takich proporcjach stosunek zadłużenia zagranicznego do rezerw dewizowych pogorszył się jednak w ciągu ostatniego roku ze 143 proc. do 155,5 proc. (rok wcześniej wynosił 118,4 proc.).

Dostrzegając nasilające się negatywne zjawiska związane z sytuacją budżetu, rząd zadeklarował 10-proc. cięcia wydatków budżetowych w roku 2015 i 5-proc. w następnych dwóch latach. Wyłączenie z tych ograniczeń głównych beneficjentów wydatków budżetowych, czyli sfery socjalnej oraz wydatków na obronność, może jednak ograniczyć rzeczywiste efekty. Stąd też rosyjski rząd – niezależnie od deklaracji – jest zmuszony do ograniczeń również i w tych dziedzinach. Przejawem tego mogą być dyskusje o odstąpieniu od 5,5-proc. indeksacji płac w sferze budżetowej. Władze, obawiając się niekorzystnych dla siebie reakcji narażonej w najbliższych latach na załamanie się poziomu życia i groźbę wzrastającego bezrobocia ludności, przygotowują społeczeństwo do wzięcia współodpowiedzialności za pojawienie się kryzysu. Argumentacja jest wielce bałamutna: władze wskazują, że społeczeństwo w pełni korzystało z profitów wynikających z boomu naftowego. Żyło przy tym ponad stan, gdyż wzrost płac i dochodów realnych był oderwany od podstaw ekonomicznych, w tym przede wszystkim od wzrostu wydajności pracy. Rzeczywiście zwiększała się ona przez ostatnie kilkanaście lat o wiele wolniej niż wskaźniki dochodowe ludności, ale to przecież władza dla swoich potrzeb, wymyśliła mechanizm zasypywania rublami wszelkich przejawów niezadowolenia społecznego.

Inflacja na życzenie

Tym, co najbardziej, jak się wydaje, zaskoczyło Rosjan, jest gwałtowne przyspieszenie inflacji, która z oczekiwanego poziomu 5–5,5 proc. skoczyła do 11,4 proc. na koniec 2014 roku (w 2013 roku 6,5 proc.), w tym na rynku żywnościowym 15,7 proc. (w 2013 roku 7,3 proc.). Po raz ostatni dwucyfrowa inflacja wystąpiła w Rosji w 2008 roku, a na rynku żywnościowym wyższy niż rok wcześniej wzrost cen wystąpił w roku 2001. Przy dużej zależności od importu Rosji najbardziej zaszkodziły jej własne decyzje o wprowadzeniu embarga na import niektórych artykułów żywnościowych z UE, USA, Norwegii, Kanady i Australii. W wyniku ograniczenia importu doszło do przyspieszenia inflacji, a ponad 40 proc. całorocznego wzrostu cen na rynku żywnościowym przypada na ostatnie miesiące 2014 roku. To bezpośredni efekt tych decyzji.

Szczególnie szybki wzrost cen wystąpił w segmentach rynku żywnościowego objętego embargiem, tj. na rynku mięsa wieprzowego (o 24,7 proc.), artykułów mleczarskich (16–18 proc.), drobiu (25,6 proc.), warzyw (22,2 proc.), owoców (23,7 proc., w tym jabłek o 23,6 proc.; do 56 proc. całego importu jabłek pochodziło z Polski).

Szacuje się, a potwierdzają to wyniki osiągnięte w styczniu, że inflacja w 2015 roku ukształtuje się na poziomie przekraczającym 15 proc., w tym na rynku żywnościowym 20 proc. W styczniu 2015 r. inflacja w skali miesięcznej osiągnęła najwyższy poziom od lutego 1999 r. – 3,9 proc. (w 1999 roku 4,1 proc.). W relacji rok do roku w stosunku do grudnia 2014 r. inflacja może osiągnąć 15 proc. Na rynku żywnościowym odpowiednio miesięcznie i rocznie 6,2 proc. i 21,8 proc. Dla rynku mięsa i drobiu wskaźniki te wyniosły 3,2 proc. i 21,4 proc., ryb 6,5 proc. i 25,8 proc., mleka i artykułów mleczarskich 2,4 proc. i 15,8 proc., warzyw i owoców 22,1 proc. i 40,7 proc.

Istotnym czynnikiem wzmacniającym inflację jest szybko postępująca deprecjacja rubla. Mimo podjętych przez bank centralny zakrojonych na szeroką skalę działań, w tym bardzo kosztownych bezpośrednich interwencji na rynku (w całym roku 2014 roku wydatkowano na ten cel ponad 87 mld dol., w tym tylko w październiku około 30 mld dol.) rubel od dłuższego czasu osiąga kolejne rekordowo niskie poziomy. W 2014 roku stracił do dolara w wymiarze nominalnym 71,9 proc. (na początku stycznia 2014 r. kurs wynosił 32,73 rubli/dol., na koniec grudnia 56,26 rubli/dol.). Na koniec stycznia roku 2015 kurs osiągnął poziom 68,93 rubli/dol., co oznacza jego dalsze osłabienie o 22,5 proc. Osłabienie rubla w nieco mniejszej skali nastąpiło również wobec euro.

Słabnący rubel ma silne działanie proinflacyjne – zarówno bezpośrednie (poprzez podrażanie towarów, w tym przede wszystkim żywnościowych pochodzących z importu), jak i pośrednie (napędzanie wzrostu cen towarów pochodzenia krajowego). W tym ostatnim przypadku dotyczy to na przykład mięsa wieprzowego, mleka i wyrobów mleczarskich oraz wielu innych towarów objętych embargiem, w odniesieniu do których – jak wskazują rosyjscy producenci – wzrost cen wynika z drożenia pochodzących z importu pasz i ich składników stanowiących znaczącą część kosztów produkcji.

Wskazuje to wyraźnie, jak bardzo oddalone od rzeczywistości są rosyjskie deklaracje o możliwości szybkiego osiągnięcia samowystarczalności żywnościowej. Deklarowane jako priorytet polityki gospodarczej spieranie krajowej produkcji antyimportowej – nie tylko w odniesieniu do towarów żywnościowych – nie gwarantuje sukcesu, gdyż w przypadku Rosji import jest niezbędny nawet do produkcji antyimportowej.

Jak długo może wytrwać Rosja

Większość analityków międzynarodowych instytucji finansowych oraz agencji ratingowych nie postrzega Rosji jako kraju, który mógłby szybko wkroczyć na ścieżkę trwałego wzrostu gospodarczego. Formułowane oceny i prognozy wskazują, że czeka ją 3,5–5-5-proc. spadek PKB w roku 2015 oraz powolne wychodzenie z kryzysu do 2017 roku włącznie. Silne ograniczenia wynikają tu zarówno ze znanych od wielu lat wewnętrznych uwarunkowań społeczno-gospodarczych o charakterze strukturalnym, jak i z sytuacji geopolitycznej i ekonomicznej Rosji – i w wymiarze bieżącym, i perspektywicznym. Coraz większego znaczenia nabiera tu spadek cen ropy naftowej i związany z tym zmniejszony napływ środków dewizowych przy wzrastającym zapotrzebowaniu na te środki. Jest ono kreowane przez odcięte od międzynarodowego rynku finansowo-kredytowego podmioty rosyjskie.

W warunkach zwiększonego popytu na dewizy sytuację dodatkowo pogarsza odnotowywana w Rosji skala odpływu kapitału. Na koniec 2014 roku osiągnęła ona prawie 152 mld dol., a według oficjalnych przewidywań w roku 2015 roku przekroczy 115 mld dol.

W szybkie wyjście z kryzysu nie wierzą już nawet rosyjskie władze. W oficjalnych założeniach przewiduje się 3-proc. spadek PKB w roku 2015 i dalsze spadki w latach następnych. Istotnemu pogorszeniu ulegają również inne ważne wskaźniki życia społeczno-gospodarczego Rosji: inflacja, inwestycje, obroty handlu zagranicznego i in. Szczególny niepokój budzi załamanie się wskaźników, które w całym okresie władzy Władimira Putina, czyli po roku 2000, decydowały o spokoju społecznym i dobrym samopoczuciu ekipy sprawującej władzę. Dotyczy to istotnego spadku dochodów (o 6,3 proc. w 2015 roku) i płac realnych (o 9,6 proc.) ludności. Rosja bez zasobnego budżetu nie jest w stanie kontynuować prosocjalnego rozwoju kraju.

Przy takich uwarunkowaniach władza w Rosji musi dostrzegać problem, że społeczeństwo może nie w pełni podzielać opinię, że wszystkiemu są winne sankcje i zła wola zachodnich partnerów Rosji. Po igrzyskach wzrasta zwykle zapotrzebowanie na chleb.

Bez silnego wsparcia własnego społeczeństwa, kontynuowanie na szerokim froncie konfrontacji z zewnętrznymi „wrogami” nie wydaje się decyzją najbardziej racjonalną.

Autor pracuje w Ministerstwie Gospodarki. Artykuł przedstawia jego prywatne opinie. 

(infografika Dariusz Gąszczyk/CC by Brandon)

Otwarta licencja


Artykuły powiązane

Pięć lat rosyjskich sankcji – kto zyskał, kto stracił

Kategoria: Trendy gospodarcze
Rosyjskie embargo miało być z jednej strony „karą” dla zachodnich eksporterów za sankcje przeciwko Rosji, z drugiej zaś narzędziem wspierania rodzimej produkcji. W obu tych wymiarach Rosja nie odnotowała sukcesu.
Pięć lat rosyjskich sankcji – kto zyskał, kto stracił

Unia Europejska nie skąpi na walkę z kryzysem

Kategoria: Zaobserwowane
Komisja Europejska potwierdziła, że pracuje nad funduszem odbudowy gospodarczej, na który zgodziły się już Niemcy i Francja. Do 500 mld euro dotacji KE dodała jeszcze 250 mld euro pożyczek. Łącznie to 750 mld euro i pozytywne zaskoczenie.
Unia Europejska nie skąpi na walkę z kryzysem