Rynek mocy pod kontrolą Unii Europejskiej

19.01.2017
Ministerstwo Energetyki zamierza utworzyć w Polsce rynek mocy. Ma on zapewniać bezpieczeństwo dostaw energii elektrycznej do odbiorców końcowych w dłuższym okresie.

(CC By Daniel X. O'Neil)


Obecnie moc osiągalna w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym (KSE) jest wystarczająca dla pokrycia podaży energii z popytem. W 2016 roku przekroczyła historyczną granicę 40 GW. Energetyków niepokoi jednak fakt, że przyrost mocy następuje przede wszystkim w źródłach niesterowalnych, które nie mogą zagwarantować dostępności mocy w okresach szczytowego zapotrzebowania lub w okresie zagrożenia bezpieczeństwa dostaw energii. Chodzi głównie o energię wiatrową, która w oczywisty sposób jest zależna od warunków atmosferycznych. Nie można jej szybko włączyć lub wyłączyć z systemu. Stabilne źródła energii w Polsce to przede wszystkim duże bloki energetyczne, opalane węglem kamiennym lub brunatnym.

Bodźce dla inwestowania

Rynek energii jest mocno regulowany i ma swoją specyfikę, z uwagi na to, że energii nie można (na razie) magazynować. Ilość wytwarzana jest zatem równa ilości zużywanej, czyli podaż musi nadążać za zmieniającym się w ciągu doby, a także w ciągu roku popytem. W sytuacji gdy rośnie zapotrzebowanie na energię elektryczną, odpowiedzią ze strony podaży jest uruchomienie kolejnych mocy wytwórczych. Do systemu wpuszczana jest energia, zgodnie z pewnym porządkiem (tzw merit order).

Pierwszeństwo mają tradycyjne elektrownie cieplne, ale tylko do poziomu ich technicznego minimum koniecznego dla podtrzymania ich pracy. Gdy popyt przekroczy ten poziom, do sieci włączana jest energia o coraz wyższych kosztach krańcowych, w tym energia z OZE. Rosną też ceny. Tak działający rynek stwarza problemy spółkom energetycznym mającym duże bloki, których moc jest wykorzystywana tylko częściowo, co zwiększa jednostkowy koszt. Przy obecnym poziomie cen hurtowych inwestycje w nowe bloki energetyczne nie są nieopłacalne, gdyż nie pokrywają części kosztów stałych, w tym amortyzacji nakładów inwestycyjnych.

W Polsce spółki energetyczne to przede wszystkim duże firmy kontrolowane przez Skarb Państwa, które od lat wywierają nacisk na politycznych decydentów, by wynagradzali ich nie tylko za sprzedawaną energię, ale także za gotowość zwiększenia mocy, a tym samym zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego.

Projektowany przez Ministerstwo Energetyki rynek mocy ma stworzyć bodźce dla nowych inwestycji. Dla zakładów energetycznych powstanie dodatkowe źródło dochodów, które umożliwią pokrywanie kosztów stałych wytwarzania i przesyłania energii. Moce wymagane do pokrycia szczytowego zapotrzebowania na energię powiększone o niezbędną nadwyżkę będą kontraktowane z kilkuletnim wyprzedzeniem.

Ministerstwo Energetyki zapewnia, że rynek mocy nie jest mechanizmem wsparcia dla sektora energetycznego, takim jakim były kontrakty długoterminowe (KDT), które sprowadzały się do obligatoryjnego zakupu energii po określonej cenie przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne. KDT stanowiły dla banków gwarancję pozwalającą na udzielanie kredytów, ale z punktu widzenia reguł unijnych były pomocą publiczną i dlatego zostały zlikwidowane po wejściu Polski do UE. Rynek mocy ma być mechanizmem rynkowym, neutralnym jeśli idzie o wybór technologii. Ma zapewnić konkurencję, premiować te Jednostki Rynku Mocy (JRM), które dostarczają moc w okresach, w których istnieje ryzyko utraty ciągłości dostaw w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym.

Jak to będzie działać?

Towarem na rynku mocy będzie moc dyspozycyjna oraz zobowiązanie do jej dostarczenia w okresach zagrożenia. Przewidywany jest rynek pierwotny i wtórny. Pierwotny będzie działał w postaci aukcji głównej oraz aukcji dodatkowej.

Aukcja główna będzie przeprowadzana w ostatnich dwóch miesiącach roku n-5 i będzie dotyczyła tworzenia mocy uruchomionych po pięciu latach i działających w roku n. Aukcja dodatkowa będzie przeprowadzana w pierwszym kwartale roku n-1 i będzie dotyczyła dostaw mocy w kwartałach następnego roku, czyli roku n.

Na rynku wtórnym uczestnicy rynku mocy będą mogli handlować obowiązkami mocowymi, co ograniczy ryzyko niewywiązania się z podjętych zobowiązań.

W aukcji mocy będą mogły uczestniczyć jednostki, które pozytywnie przeszły proces kontroli i zdobyły odpowiedni certyfikat. Minimalna wielkość mocy na aukcji to 2 MW, co oznacza, że uczestnikami rynku będą duże jednostki. W aukcjach będą mogły brać udział zarówno jednostki wytwórcze, jak i firmy, które obniżają popyt na energię (tak zwane jednostki DSR, czyli Demand Side Response). Chodzi o firmy, które instalują specjalne systemy informatyczne w przedsiębiorstwach, zarządzające zużyciem energii. Przykładem może być zmniejszenie działania klimatyzacji w dużych centrach handlowych, gdy zaczyna brakować mocy w systemie. Resort energetyki szacuje potencjał DSR w Polsce na 1 GW, czyli tyle ile wynosi moc dużego bloku energetycznego. Koszt zaoszczędzenia energii jest przy tym wielokrotnie mniejszy niż stworzenia dodatkowej mocy.

Aukcje będą dotyczyć inwestycji w nowe moce oraz w zwiększenie mocy już istniejących jednostek, na skutek modernizacji. Będą polegać na składaniu przez dostawców mocy ofert zawierających cenę minimalną, przy której są gotowe do zawarcia kontraktu na nową moc. Aukcja kończy się, gdy popyt na moc jest zrównoważony z podażą przy jednolitej cenie dla wszystkich jednostek biorących udział. Zwycięskie firmy podpisują z Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi umowy, a PSE będzie egzekwować obowiązek dostarczenia mocy w okresach zagrożenia. Jednostki uczestniczące w rynku mocy będą musiały dostarczyć moc w ciągu 8 godzin od ostrzeżenia w trybie zwykłym i 4 godzin od ostrzeżenia w trybie nagłym (w tym przypadku pod warunkiem, że są do tego zdolne technicznie).

Koszty rynku mocy pokryją rzecz jasna odbiorcy końcowi, podobnie jak pokrywali podwyższone ceny KDT oraz tzw. kosztów osieroconych po rozwiązaniu kontraktów długoterminowych. Stawkę opłaty mocowej wyznaczy Prezes Urzędu Regulacji Energetyki. Istnieją rozbieżne szacunki dotyczące jej wysokości. Polski Komitet Energii Elektrycznej szacuje, że dla przeciętnej polskiej rodziny będzie to koszt 2,75 – 4,17 zł miesięcznie (33-50 zł rocznie), a Client Earth liczy, że będzie to 120-140 zł rocznie. Pierwsza organizacja to stowarzyszenie reprezentujące punkt widzenia energetyków, druga to ekolodzy, przeciwni energetyce węglowej.

Proponowane rozwiązanie jest organizacyjnie skomplikowane. Podobne funkcjonuje w Wielkiej Brytanii i na tym przykładzie wzorowało się Ministerstwo Energetyki. Problem w tym, że jedyny projekt realizowany w ten sposób (w Trafford pod Manchesterem miała powstać elektrownia gazowa o mocy 2000 MW) nie wypalił, gdyż inwestorowi nie udało się dotrzymać terminu zorganizowania odpowiedniego finansowania. W Polsce, gdzie niemal każda inwestycja w energetykę przekraczała wyznaczone terminy, rozwiązanie zaproponowane przez resort energetyki może okazać się jeszcze mniej przydatne niż w Wielkiej Brytanii.

Problemem jest również określenie popytu na nową moc. O ile towar realny – np. energia elektryczna – jest konkretny i popyt na niego jest policzalny, o tyle nowe moce będą towarem, na którego popyt będzie zależeć od arbitralnych decyzji. W grę wchodzić mogą wchodzić także naciski środowiska energetyków i firm budowlanych.

Obecnie nadwyżka mocy nad zapotrzebowaniem wynosi w Polsce ponad 4 GW. Oczywiście możliwy jest scenariusz nałożenia się kilku katastrof, których łączny skutek doprowadzi do poważnego blackoutu, ale prawdopodobieństwo takiego zdarzenia nie jest duże. Ministerstwo Energetyki może mieć jednak na ten temat inne zdanie i rozpisać aukcje na nadmierną ilość nowych mocy, których koszt pokryją odbiorcy końcowi.

Komisja Europejska sprawdza

Polska nie jest jedynym krajem Unii Europejskiej stosującym lub zamierzających stosować mechanizmy zapewniające odpowiednie moce w energetyce. W wielu krajach UE, tak jak w Polsce, zachodzą dwa procesy. Z jednej strony moc zainstalowanych urządzeń generujących energię elektryczną w UE rośnie, a jednocześnie spadło zapotrzebowanie na energię elektryczną na skutek kryzysu, jaki miał miejsce w latach 2008-2009, oraz z powodu oszczędności energii wynikających z poprawy efektywności energetycznej. Wzrost mocy wytwórczych i spadek zapotrzebowania doprowadziły do zwiększenia nadwyżki mocy nad zapotrzebowaniem w okresach szczytowych. W efekcie od 2011 roku w Unii Europejskiej następuje się spadek cen hurtowych energii elektrycznej. Na przykład w Niemczech ceny hurtowe są obecnie najniższe od 14 lat.

Z drugiej jednak strony wiele państw obawia się, że nie ma odpowiednich bodźców do inwestowania w stabilne moce energii elektrycznej. 26 proc. energii elektrycznej UE pochodzi ze źródeł odnawialnych, a 10 proc. ze źródeł, którymi nie da się sterować, takich jak energia wiatrowa lub słoneczna. To jest przyczyna rosnącej popularności mechanizmów wsparcia mocy.

W latach 2015 i 2016 Komisja Europejska przeprowadziła analizę istniejących i planowanych mechanizmów zapewniających zdolności wytwórcze w 11 państwach członkowskich. Komisja sprawdziła przyczyny, dla których państwa członkowskie wdrażają mechanizmy zapewniające zdolności wytwórcze, w jaki sposób mechanizmy te są opracowywane i jaki mają wpływ na konkurencję i handel na wewnętrznym rynku energii elektrycznej. Badanie obejmowało: Belgię, Danię, Niemcy, Irlandię, Hiszpanię, Francję, Chorwację, Włochy, Polskę, Portugalię i Szwecję. Wyróżniono łącznie 28 istniejących lub planowanych mechanizmów zapewniających zdolności wytwórcze. Najpowszechniej występująca formą mechanizmu zapewniającego zdolności wytwórcze jest rezerwa strategiczna obejmująca elektrownie i innych dostawców zdolności wytwórczych, którzy pozostają poza rynkiem i są wzywani przez operatora sieci tylko w nagłych sytuacjach.

Komisja Europejska stwierdziła, że mechanizmy te mogą mieć wpływ na konkurencję na rynku energii elektrycznej, a także stanowić pomoc publiczną. Objęte powinny być regulacjami Unii Europejskiej. Według KE wiele rozwiązań stosowanych w państwach członkowskich zniekształca rynek, a w dodatku są one zbyt kosztowne.

Komisja będzie wymagać od państw członkowskich, które planują wprowadzenie mechanizmów wsparcia dla podniesienia mocy systemów energetycznych, by przeprowadziły najpierw konieczne reformy rynkowe. Niedoskonałości rynku lub błędy regulacyjne blokują sygnały cenowe konieczne do utrzymania odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa dostaw energii. Jednym z elementów takich reform powinno być całkowite uwolnienie cen energii dla dostawców końcowych, zarówno gospodarstw domowych, jak i przemysłu.

Rynek mocy tylko dla czystej energii

Raport Komisji Europejskiej, dotyczący stosowanych w państwach UE mechanizmów zapewniających zdolności wytwórcze energetyki został opublikowany 30 listopada 2016. Tego samego dnia Komisja przedstawiła propozycje, zwane „Pakietem zimowym”, a wśród nich dokument „Czysta energia dla wszystkich Europejczyków”.

Komisja Europejska kładzie nacisk na dwie sprawy:

  • dalsze zmniejszanie emisji CO2 co najmniej o 40 proc. do 2030 r.,
  • wzmocnienie mechanizmów rynkowych w energetyce.

Z jednej strony wykluczone mają być elementy wsparcia dla OZE, z drugiej strony rynek ma się tak zmienić, by OZE stały się w pełni konkurencyjne. W pakiecie Komisja zaproponowała  zakaz urzędowej regulacji cen elektryczności, prawo do sprzedaży mocy wytworzonych w przydomowych instalacjach, elastyczne kontrakty na dostawy energii reagujące na wahania cen.

Komisja chce, by kraje członkowskie, oceniając ryzyko niedoboru mocy w okresach szczytowych, uwzględniały zdolności wytwórcze dostawców z innych państw członkowskich. Ma to zachęcić do inwestowania w połączenia wzajemne i ograniczyć koszty systemu energetycznego. Komisja zachęca też do podejmowania inwestycji w ograniczenie zużycia jako alternatywy dla nowych mocy.

Innymi słowy – poszczególne kraje nie muszą opierać swego bezpieczeństwa energetycznego tylko na własnych zasobach, jeśli będą mogły bez trudu importować energię. Dzięki temu obniży się relacja dostępnych w Unii Europejskiej mocy do wytwarzanej energii, a tym samym potrzeby inwestycyjne w tej branży

Komisja uznała, że rynek mocy jest rozwiązaniem dopuszczalnym pod warunkiem, że wspierane z publicznych pieniędzy nowe elektrownie będą spełniały wyśrubowane normy środowiskowe. Proponowany limit emisji CO2 na jedną kilowatogodzinę wynosi 550 g, co oznacza, że elektrownie węglowe, nawet nowoczesne, będą wykluczone.

To wywołuje protesty w środowisku polskich energetyków oraz w Ministerstwie Energetyki. Polski rząd zamierza stworzyć koalicję, która zablokuje propozycje Komisji Europejskiej, ale szanse na to są niepewne.

Warto zwrócić uwagę na to, że propozycje KE zmierzają do pogłębienia integracji europejskiej i są bardziej rynkowe niż polityka energetyczna poszczególnych krajów.


Tagi


Artykuły powiązane