Strefa euro do remontu

Konieczność pożyczania pieniędzy na prywatnych rynkach kapitałowych po astronomicznych cenach pogłębia kłopoty Grecji. Podczas gdy USA  i W. Brytania mogły sfinansować swoje pakiety ratunkowe z pomocą Rezerwy Federalnej i Bank of England, rządy krajów strefy euro takiej pomocy nie otrzymały. Europejski Bank Centralny powinien stać się odpowiednikiem MFW dla eurolandu.
Strefa euro do remontu

Copyright by PAP

Ostatnie ćwierćwiecze XIX stulecia na całym świecie było okresem trwałej deflacji. Podczas amerykańskiej kampanii prezydenckiej w 1896 r. William Jennings Bryan, filozof  i ekonomista, skrytykował parytet złota jako przyczynę deflacji. „Nie wciśniecie tej korony cierniowej na czoło ludu pracy – poetyzował. – Nie ukrzyżujecie ludzkości na złotym krzyżu”.

Dzisiaj to euroland jest przybijany do złotego krzyża, czyli rozwiązań instytucjonalnych związanych z euro. Rozwiązania te zaburzyły równowagę między sferą monetarną i fiskalną, tworząc deflacjogenną dominację banku centralnego. Jeśli równowaga nie zostanie przywrócona, może to zagrozić nawet istnieniu euro w jego obecnej formie.

Euro zostało wprowadzone w 1999 r., czyli w okresie królowania neoliberalnej ekonomii. Unijny system walutowy zawiera więc w sobie neoliberalną teorię monetarną, która pod wieloma względami opiera się na tych samych zasadach ekonomicznych, co parytet złota. Zasady te mówią, że stymulacja fiskalna jest nieskuteczna, inflację powoduje wyłącznie nadmierna podaż pieniądza, a gospodarka realna szybko i automatycznie powraca do pełnego zatrudnienia w reakcji na negatywne szoki.

Zasady zdyskredytowane

Obecna recesja gruntownie zdyskredytowała wszystkie te trzy zasady. Na całym świecie wprowadza się pakiety fiskalne, aby zrekompensować gigantyczny spadek wydatków sektora prywatnego i bez tych pakietów recesja byłaby znacznie głębsza. Podaż pieniądza prawie wszędzie ogromnie wzrosła, nie powodując proporcjonalnego wzrostu inflacji, co pokazuje, że w analizie relacji między ilością pieniądza a inflacją należy uwzględnić takie czynniki, jak bezrobocie, poziom wykorzystania mocy produkcyjnych, ceny surowców i nastroje przedsiębiorców. Wreszcie zamiast powrócić do pełnego zatrudnienia, gospodarka światowa prawdopodobnie musi się szykować na długi okres wysokiego bezrobocia. Taką możliwość przewidział Keynes w swojej „Ogólnej teorii”  z 1936 r.

Zbudowany na neoliberalnych koncepcjach monetarnych euroland zderzył się czołowo z tymi realiami gospodarczymi. Europejska Unia Monetarna (EMU) ustanawia dominację niezależnego banku centralnego, któremu nie wolno udzielać pomocy finansowej państwom członkowskim. A zatem podczas gdy Stany Zjednoczone i Wielka Brytania mogły sfinansować swoje pakiety ratunkowe z pomocą Rezerwy Federalnej i Bank of England, rządy krajów strefy euro takiej pomocy nie otrzymały. Musiały brać pożyczki na prywatnych rynkach kapitałowych, co zwiększyło koszty pakietów i zniechęciło polityków do bardziej radykalnych działań.

Wspomniane koncepcje monetarne nie tylko krępują politykę fiskalną, ale również pogłębiają pęknięcia w obrębie strefy euro. Gospodarki peryferyjne – Grecja, Włochy, Portugalia i Hiszpania – mają wysoki dług publiczny, deficyt budżetowy i bezrobocie przy jednoczesnej niskiej konkurencyjności. Rynki finansowe podwyższają im zatem koszty pozyskania kapitału, co dodatkowo pogłębia ich kłopoty. Tymczasem gospodarki te nie dysponują już możliwością modyfikacji kursu wymiany albo stóp procentowych, aby przywrócić pełne zatrudnienie i równowagę finansową. Pozostał im tylko jeden mechanizm dostosowawczy: deflacja, przy tak wysokim zadłużeniu przeciwskuteczna.

 Postawić na ekspansję fiskalną

W tej sytuacji silniejsze gospodarki europejskie powinny postawić na ekspansję fiskalną i posłużyć za lokomotywę wzrostu gospodarkom peryferyjnym. Europejski system monetarny jest jednak prodeflacyjny, ponieważ ogranicza przestrzeń fiskalną, a Niemcy uparcie okazują niechęć do ekspansyjnej polityki i eksportują presje deflacyjne.

Wyjście z tej pułapki wymaga między innymi przywrócenia równowagi między polityką monetarną i fiskalną oraz zwiększenia kreacji pieniądza przeznaczonego na politykę fiskalną. Europejski Bank Centralny (ECB) powinien w tym celu ustanowić roczny limit pożyczek dla poszczególnych krajów, uzależniony od wielkości PKB i jego spadku – kredyty te pełniłyby rolę automatycznego stabilizatora. Kraje strefy euro mogłyby w ten sposób monetyzować część swoich deficytów budżetowych. W obecnej sytuacji oznaczałoby to dopływ taniego finansowania deficytów, które ułatwiłoby zrównoważenie finansów publicznych krajów peryferyjnych, a jednocześnie dostarczyło impulsu ekspansyjnego pozostałym gospodarkom eurolandu.

Ponadto ECB powinien stworzyć awaryjny fundusz pożyczkowy, którego uruchomienie wymagałoby spełnienia określonych z góry kryteriów. Europejski Bank Centralny stałby się odpowiednikiem Międzynarodowego Funduszu Walutowego dla krajów strefy euro.

 Kryzys grecki

Rozważania te wiążą się bezpośrednio z greckim kryzysem finansowym. Konieczność pożyczania pieniędzy na prywatnych rynkach kapitałowych po astronomicznych cenach tylko pogłębia kłopoty finansowe Grecji. Z kolei gdyby MFW przyszedł z pomocą członkowi strefy euro, osłabiłoby to pozycję wspólnej europejskiej waluty i dlatego również nie ma sensu. Grecja potrzebuje euro na zrefinansowanie swojego długu i logicznym źródłem tych środków jest ECB.

Sama reforma monetarna nie przyniesie eurolandowi dostatku. Potrzeba jeszcze zerwać z neoliberalnymi koncepcjami dotyczącymi rynku pracy i polityki makroekonomicznej. Ale reforma monetarna jest absolutnie niezbędna, ponieważ bez niej euroland czeka stagnacja i długi okres wysokiego bezrobocia. Ponadto niektóre słabsze finansowo państwa członkowskie mogą zostać zmuszone do wyjścia ze strefy euro ze względu na presje rynków finansowych lub niezadowolenie elektoratów. Mogłoby to mieć katastrofalne konsekwencje dla całej gospodarki światowej, co oznacza, że reforma EMU leży w interesie wszystkich krajów.

Copyright by Thomas Palley. Publikowane za uprzejmą zgodą Autora.

Thomas Palley jest wykładowcą makroekonomii na Yale University. Był głównym ekonomistą US – China Economic and Security Review. Wcześniej był dyrektorem Open Society Institute Globalization Reform Project. I dyrektorem ds. strategii AFL-CIO. Publikuje w „Financial Times”, „The Atlantic Monthly” i „American Prospect”.

Copyright by PAP

Tagi


Artykuły powiązane

Bankierzy centralni nie mają wpływu na wszystko

Kategoria: Zewnętrzni eksperci
Obecny kryzys z punktu widzenia polityki pieniężnej nie ma precedensu. Jak na razie nie ma ryzyka inflacji. Trzeba jednak uważać, by nie kontynuować działań specjalnych, gdy pandemia już minie - przekonuje Paul Tucker, były wiceszef Banku Anglii.
Bankierzy centralni nie mają wpływu na wszystko

Kapitalizm do remontu

Kategoria: Trendy gospodarcze
Zaczęło się w epoce Oświecenia i w czasie pierwszej rewolucji przemysłowej. Uwierzyliśmy, że człowiek – za pomocą maszyn i wynalazków – podbije naturę. Wygląda na to, że się udało. Tyle tylko, że skutki już są – opłakane. A mogą być jeszcze gorsze, bo nadal są podsycane ideologią opartego na zysku kapitalizmu, a więc kapitału i rynku bez granic, gdzie nawet biosfera stała się już zakładnikiem wielkich korporacji.
Kapitalizm do remontu

Strefa euro ma przyszłość, ale narodowe waluty tym bardziej

Kategoria: Analizy
Podkreślanie zalet samodzielnej polityki monetarnej przy jednoczesnym zasygnalizowaniu, że jej możliwości też się wyczerpują i czas na aktywniejszą politykę fiskalną – tak można podsumować 9. międzynarodową konferencję NBP na temat przyszłości europejskiej gospodarki.
Strefa euro ma przyszłość, ale narodowe waluty tym bardziej