Autor: Jan Cipiur

Dziennikarz ekonomiczny, publicysta Studia Opinii

Święta z każdego zrobią zakupoholika; kryzys na drugi plan

Niezależnie od miejscowych tradycji i wyznawanych religii hasło Christmas wywołuje odruchy zakupowe na całym świecie. W ciągu 2 miesięcy przed grudniowymi świętami przez kasy i terminale płatnicze przechodzą sumy liczone w bilionach. Amerykanie w trzy, cztery dni wokół tzw. czarnego piątku potrafią wydać ponad 50 mld dol.
Święta z każdego zrobią zakupoholika; kryzys na drugi plan

Przed wyprzedażą w czarny piątek w USA (CC By ND Infusionsoft)

Amerykańska federacja detalistów (National Retail Federation) ocenia, że na okres między listopadowym Świętem Dziękczynienia (w tym roku 22.XI.), a grudniowymi świętami – Boże Narodzenie, Chanuka i święto Afroamerykanów nazwane Kwanzaa – przypada w USA ok. 20 proc. z całorocznej sprzedaży detalicznej. W niektórych branżach udział sprzedaży świątecznej może jednak sięgać nawet 40 proc.

Mikołaj się kryzysu nie boi

Ta gorączka konsumencka zakończyła się w 2011 r. w Ameryce sprzedażą detaliczną w wysokości 563 mld dol. Te dane nie obejmują podzespołów samochodowych, a także sprzedaży na stacjach benzynowych oraz w barach i restauracjach.

Co ważne, sytuacja gospodarcza nie ma ostrego, statystycznego, wpływu na postawy konsumentów. Od początku nowego tysiąclecia świąteczna sprzedaż detaliczna rosła w USA co roku średnio o 3,5 proc. W 2011 r. była większa o 5,6 proc. w porównaniu z tym samym okresem 2010 r., a w prognozie na 2012 r. jest mowa o 4,1 proc. wzrostu.

Amerykańskich handlowców szczególnie wspiera wynalazek „długiego weekendu”. Od około dekady dniem najwyższych obrotów jest w USA „czarny piątek”, następujący zaraz po czwartkowym „Thanksgiving”. Wielu pracodawców daje swoim ludziom wolne w ten dzień, żeby łatwiej było im dawać upust zakupowym żądzom.

Skąd tak ponura nazwa? Jedni wiążą ją z koszmarnym tłokiem na ulicach. Bardziej biegli w ekonomicznych niuansach odsyłają natomiast do powiedzeń z języka księgowych. Sprawozdania „na czarno” oznaczają zyski, „na czerwono” – straty. „Black Friday” miałby zatem być w Ameryce, pierwszym dniem sezonu obfitości dla sprzedawców detalicznych. „czarny piątek” to także dzień zniżek, upustów i „niesamowitych okazji” już od godziny 4 rano.

Ponieważ bardzo wielu Amerykanów przemierza setki i tysiące mil, żeby zjeść indyka z rodzinami, zaraz potem wracać do siebie, licząca się część populacji nie może skorzystać z dobrodziejstw „Black Friday”. Dla nich powstał zatem „cybernetyczny poniedziałek” następujący w trzy dni po „Thanksgiving”. „Cyber Monday” to od paru lat dzień zniżek w amerykańskich sklepach internetowych.

„Thanksgiving” obchodzony jest zawsze w czwarty czwartek listopada. Nie wiadomo, czy w 2012 r. uda się pobić ubiegłoroczne, niezwykle wyśrubowane osiągnięcia z ubiegłego roku. W okresie „czarnego piątku”, obejmującym także dzień przed i dwa dni po, liczba kupujących w tradycyjnych sklepach oraz on-line miała wynieść w 2011 r. 226 mln. Pamiętać tylko należy, że są w tej liczbie osoby ujmowane wielokrotnie, jeśli zrobiły w te dni zakupy w więcej niż jednym sklepie. Na jednego kupującego miały przypaść zakupy warte łącznie ok. 400 dol., a całkowita suma zostawiona w kasach wyniosła podobno 52,4 mld dol. (wszystkie dane to szacunki oparte na badaniach ankietowych).

Choinka skąpana w luksusie

Handel przedświąteczny daje radość nie tylko kupującym i obdarowywanym. W USA jest ponad 3,6 mln jednostek zaliczanych do sektora handlu detalicznego, który tworzy jedno miejsce pracy na każde cztery istniejące obecnie w Ameryce. Detal daje zatem zajęcie aż 42 milionom Amerykanów, którzy co roku dokładają swą pracą ok. 2,5 bln dolarów do PKB Stanów Zjednoczonych.

Gorączka przedświąteczna łagodzi też napięcia na rynku pracy sezonowej. NRF szacuje, że podobnie jak w latach poprzednich, dodatkowe zatrudnienie sezonowe w handlu amerykańskim obejmie w listopadzie i grudniu ok. 600 tys. pracowników.

Czarny piątek i jego odpowiedniki gdzie indziej, to święta rozrzutności i spełniania zachcianek. Obraz luksusu w handlu detalicznym przynosi co roku raport firmy Bain & Company pt. „Luxury Goods Worldwide Market Study”. W tym roku opracowany został we współpracy z nie byle jakimi znawcami z włoskiej Fondazione Altagamma, czyli stowarzyszenia kupców oferujących ociekające blichtrem dobra z najwyższych półek.

Dane Bain & Company potwierdzają główną tezę tego przeglądu, że gdyby nie Boże Narodzenie i Nowy Rok kupcy byliby skłonni masowo porzucać swój zawód. Jeśli bowiem globalny rynek towarów luksusowych (wyroby i odzież ze skóry, buty, ubrania, perfumeria, kosmetyki, biżuteria i zegarki – wszystko nie na każdą kieszeń) urosnąć ma w tym roku o 10 proc., to 7 punktów procentowych z tego wzrostu ma przypaść na październik, listopad i grudzień. Po takim przyroście łączne, globalne przychody ze sprzedaży tych towarów mają osiągnąć na koniec tego roku 212 mld euro.

Kryzys straszy najwidoczniej nie wszędzie. Motory nieustającego od trzech lat wzrostu obrotów towarami ekstrawaganckimi zadomowiły się w regionie Azji i Pacyfiku oraz obu Ameryk. Wóz z luksusami ciągną przede wszystkim Chińczycy, dzięki którym tegoroczny wskaźnik wzrostu dla rejonu azjatycko-pacyficznego ma osiągnąć 18 proc. Na półkuli zachodniej sprzedaż dóbr zbytkownych miałaby urosnąć o solidne 10 proc.

Tylko w Europie niemal zastój. Gdy południowcy z Grecji, Włoch i Hiszpanii przestali – bo nie mają już od kogo – pożyczać, luksusy wywietrzały im (częściowo) z głowy. Wzrost w Europie będzie w tym roku o połowę wolniejszy i ma wynieść mizerne 5 proc.

(oprac. graf. D.Gąszczyk/ CC BY-NC-SA  kenjonbro)

(oprac. graf. D.Gąszczyk/ CC BY-NC-SA kenjonbro)

Chińczycy ratują marki Europy

Gdyby jednak nie Chińczycy z Chin właściwych, podróżujący w coraz większym tłumie po świecie, europejski segment luksusów osobistych przeszedłby w stan recesji. Chińczycy kupują towary z najdumniejszymi metkami u siebie w Pekinie, Szanghaju, czy Wuhanie, ale zwożą je także z zagranicznych podróży.

W ujęciu globalnym jeden na każde cztery zakupy dobra luksusowego osobistego użytku dokonywany jest przez obywatela Chin, nadal mimo to Ludowych. Ich udział w obrotach europejskich salonów sięga aż 1/3. Można zatem twierdzić, że w europejsko-chińskich relacjach handlowych ukształtował się pomyślnie model „ja tobie barachło, a tym mi rarytas”.

Coraz większej liczbie klientów nie trzeba wizyt w świątyniach najdroższych i najsłynniejszych marek, co przecież samo w sobie daje wiele niezapomnianych przeżyć. Wystarczy im obrazek na monitorze. E-commerce rośnie w tym segmencie o więcej niż 25 proc. rocznie. Klientela deklasuje się i „łapczywieje” także w tym sensie, że sprzedaż dyskontowa z dużymi rabatami zwiększa się co roku w świecie o jakieś 30 proc. Wartość transakcji dokonywanych przez Internet i zakupów w outletach wynosi obecnie w skali globalnej ok. 20 mld euro, czyli tyle, ile rocznie sprzedaje się osobistych luksusów w Japonii.

Wbrew domysłom każącym szukać największej puli zarobku w damskich fatałaszkach lub świecidełkach, prym wiodą jak najbardziej stateczne i użyteczne zegarki, choć lepiej w tym przypadku używać określenia – chronometry. Reszta podstawowych danych w tabeli.

(oprac.graf. DG/CC by MindyTaylor)

(oprac.graf. DG/CC by MindyTaylor)

Dobra uwzględnione w powyższym zestawieniu nie wyczerpują asortymentu towarów nieprzyzwoicie kosztownych w zakupie. Pojęcie zbytku jest jednak bardzo szerokie, a to utrudnia precyzyjną analizę. Bez wchodzenia zatem w liczne założenia i szczegóły warto jeszcze mieć pogląd na rynek kilku innych, równie drogich, a nawet droższych towarów i usług. Tu prym wiodą oczywiście samochody, głównie brytyjskich, włoskich i niemieckich marek.

(oprac.graf. DG/CC by Ari Helminen)

(oprac.graf. DG/CC by Ari Helminen)

Łączna sprzedaż towarów i usług z najwyższych półek zbliży się w 2012 r. do 750 mld euro. To oznacza wzrost o 9 proc. w porównaniu z 2011 r. Z tego wniosek stary jak świat, że kryzysy nie bardzo imają się bardzo bogatych. Eksperci z Bain & Company oceniają, że na osiągnięcie pułapu biliona, czyli 1000 mld euro nie przyjdzie kupcom czekać zbyt długo. Zajmie to najpewniej nie więcej niż 5 lat.

Przed wyprzedażą w czarny piątek w USA (CC By ND Infusionsoft)
(oprac. graf. D.Gąszczyk/ CC BY-NC-SA  kenjonbro)
W-podziale-na-rejony-świata-(szacunek)
(oprac.graf. DG/CC by MindyTaylor)
W-podziale-na-kategorie-(szacunek) CC by MindyTaylor
(oprac.graf. DG/CC by Ari Helminen)
Inne-symbole-i-nośniki-luksusu

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Rynek detaliczny w Polsce: rozwój e-commerce i nowe wyzwania

Kategoria: Analizy
W ślad za zmieniającymi się preferencjami klientów struktura rynku detalicznego w Polsce uległa istotnym zmianom. Nastąpiła jego wyraźna koncentracja. Silnie rozwinął się rynek handlu elektronicznego. Pandemia wpłynie na pogłębienie tych procesów – piszą eksperci NBP.
Rynek detaliczny w Polsce: rozwój e-commerce i nowe wyzwania

Banki w poszukiwaniu straconych polis

Kategoria: Analizy
Sprzedaż ubezpieczeń w bankach spada. W 2018 r. składki ubezpieczeniowe pozyskane w ten sposób wyniosły 7,6 mld zł, aż 25 proc. mniej niż rok wcześniej. Rynek szuka nowych rozwiązań. Sprzedaż polis przez aplikacje mobilne i oferowanie ubezpieczeń niezwiązanych z ofertą bankową to przyszłość bancassurance.
Banki w poszukiwaniu straconych polis

Nie każdego praca chroni przed biedą

Kategoria: Oko na gospodarkę
Co dziesiąty mieszkaniec Unii Europejskiej pomimo, że ma pracę, osiąga dochody poniżej granicy ubóstwa w swoich krajach. Perspektywy biedy nie zmniejsza nawet lepsza koniunktura gospodarcza. Ryzyko dotyka zwłaszcza słabo wykształconych i pracujących w niepełnym wymiarze czasu pracy.
Nie każdego praca chroni przed biedą