Autor: Paweł Kowalewski

Ekonomista, pracuje w NBP, specjalizuje się w zagadnieniach polityki pieniężnej i rynków walutowych

Symboliczna mucha dla entuzjastów polityki Bernankego

Jedną z najgorszych rzeczy, jakie mogą nam się przydarzyć, jest fatalne zauroczenie. Czasami wydaje mi się, że ostatnia recenzowana przeze mnie książka wywołała fascynację osobą Bena Bernankego. Dlatego przyda nam się odtrutka, którą oferuje Edward Chancellor.
Symboliczna mucha dla entuzjastów polityki Bernankego

Wyobraźmy sobie galę wręczenia Nagrody Nobla odbywającą się 10 grudnia w Sztokholmie w tamtejszej sali koncertowej. Nagle w trakcie wygłaszania laudacji pod adresem jednego z trzech laureatów tej nagrody, konkretnie Bena Bernankego, w okolice podium wpada natrętna mucha. Jej obecność zakłóci wszystkim zebranym podniosłą atmosferę, jaka na pewno panuje w sali goszczącej same znakomitości. Oczywiście, znając profesjonalizm Szwedów, opisaną wyżej scenkę można postrzegać jedynie w kategorii science fiction. Dlatego wspomniana wyżej mucha urasta jedynie do rangi symbolu.

Dzieło prawie doskonałe

Entuzjazm zwolenników polityki pieniężnej realizowanej przez byłego szefa Fed Bena Bernankego może nieco ostudzić  najnowsza książka Edwarda Chancellora zatytułowana „The Price of Time. The Real Story of Interest”, wydana w sierpniu tego roku przez Allen Lane – filię znanego wydawnictwa Penguin Books. Jej treść na pewno wzbudza kontrowersje i między innymi właśnie dlatego warto się z nią zapoznać.

Powiedzmy najpierw parę słów o autorze, który może być mało znany polskim czytelnikom, mimo że jedna z jego prac ukazała się w naszym kraju – „Historia spekulacji finansowych” (w wersji oryginalnej: „Devil Takes the Hindmost. A History of Financial Speculation”). Edward Chancellor jest autorem książek dość poczytnych w świecie anglosaskim. Otrzymał bardzo staranne wykształcenie z zakresu historii (ukończył zarówno Oksford, jak i Cambridge), a w życiu zawodowym poświęcił się między innymi pisaniu o historii finansów. Oczywiście trudno go porównywać z Benem Bernanke – nigdy nie był prezesem banku centralnego i nie musiał podejmować trudnych decyzji, jak były prezes Fed – świeżo upieczony laureat Nagrody Nobla. Ale cóż, osoba idąca do filharmonii, by napisać recenzję koncertu, raczej nigdy nie stała przy pulpicie z batutą w ręku. Innymi słowy nie trzeba być prezesem banku centralnego, aby wypowiedzieć intelektualną wojnę byłemu prezesowi Fed.

Chancellor ma natomiast inne atuty, dzięki którym jego książka zyskuje na wartości. Mowa tu o ogromnej wiedzy z dziedziny historii oraz myśli gospodarczej. Ma też świetne pióro, na którym poznała się nawet redakcja „Financial Times”, często zapraszająca Chancellora, by publikował na jej charakterystycznych stronach koloru łososiowego.

Książka składa się z trzech części, jednak na szczególną uwagę zasługuje pierwsza z nich, która – nawiasem mówiąc – jest też najmniej kontrowersyjna, co przyznają nawet najbardziej krytyczni recenzenci. Autor zaprasza nas w podróż w czasie – od starożytnej Babilonii, przez antyczną Grecję i Rzym, średniowieczną i renesansowa Europę, aż po współczesność. Poznajemy, jak przez stulecia kształtowała się cena pieniądza. Wiedza autora na temat historii gospodarczej, w szczególności stóp procentowych, jest naprawdę wyjątkowa. Samo przygotowanie materiałów zajęło mu około dwudziestu lat, a wszystko zostało wsparte solidnymi szacunkami.

Autor zaprasza nas w podróż w czasie – od starożytnej Babilonii, przez antyczną Grecję i Rzym, średniowieczną i renesansowa Europę, aż po współczesność. Poznajemy, jak przez stulecia kształtowała się cena pieniądza.

Podczas tej podróży zdobywamy potężną porcję wiedzy oraz poznajemy wiele ciekawostek historycznych. Dowiadujemy się m.in., że pojęcie oprocentowania jest znacznie starsze niż sam pieniądz, dlaczego czas trwania pożyczki najczęściej wynosił około roku, jaka była wielkość przeciętnego oprocentowania w każdej z omawianych epok. Bardzo ciekawe są też rozważania autora na temat lichwy.

Prosta ekonomia paniki: Nagroda Nobla 2022 w perspektywie

Oczywiście im bliżej współczesności, tym więcej danych. Autor nie powtarza powszechnych opinii, o czym świadczy chociażby bardzo interesujący opis przedsięwzięcia Johna Lawa. Chancellor zaprezentował je jako próbę uratowania francuskiej gospodarki za pośrednictwem obniżenia stóp procentowych i emisji papierowego pieniądza. Zanim się jednak pojawił Law, byli inni (chociażby Josiah Child), którzy też zajmowali się ceną pieniądza, a dokładniej tym, jak obniżyć tę cenę, aby przyspieszyć rozwój gospodarczy.

Poza podróżą w czasie Chancellor zaprasza nas na wykład na temat oprocentowania, a zwłaszcza jego znaczenia dla gospodarki. Wbrew pozorom nie jest zwolennikiem niskiego oprocentowania, wręcz przeciwnie. Oprocentowanie to nic innego jak cena pieniądza. Aby pieniądz był dobrem rzadkim, jego cena powinna być wysoka, a już na pewno należy wyznaczyć poziom, poniżej którego nie powinna spadać. Innymi słowy, nie tylko niskie oprocentowanie ma swoje zalety; także wysokie stopy procentowe służą gospodarce, a zdaniem autora są wręcz niezbędne. Można powiedzieć, że trudno o lepszą książkę na obecne trudne czasy. Zdaniem Chancellora, aby mechanizm alokacji zasobów funkcjonował optymalnie, oprocentowanie musi być wysokie. Oczywiście ceną wysokiego oprocentowania najczęściej jest recesja. Jednak i na nią autor każe nam patrzeć raczej jak na przejaw twórczej destrukcji. Nawiasem mówiąc, w książce jest dużo odwołań do autora tej koncepcji, austriackiego ekonomisty Josepha Schumpetera (i nie tylko). Możemy zaobserwować, że szkoła austriacka jest bliska sercu Chancellora, a w szczególności jeden z jej przedstawicieli: Friedrich Hayek.

Zdaniem Chancellora, aby mechanizm alokacji zasobów funkcjonował optymalnie, oprocentowanie musi być wysokie.

Może właśnie dlatego Chancellor patrzy na wysokie oprocentowanie (a zwłaszcza jego skutki) łaskawym okiem. Podobno ekonomia bez bankructw to jak religia bez piekła. Autor piętnuje jednak firmy zombie, o których fatalną kondycję obwinia niskie oprocentowanie. Uważa też, że zniechęca ono do podejmowania bolesnych reform strukturalnych. Dlatego jego zdaniem ożywienie spowodowane zbyt ekspansywną polityką pieniężną jest kruche. Jako kontrprzykład Chancellor wskazuje na trwałe ożywienie gospodarcze w USA, które nastąpiło po bardzo bolesnej recesji z początku lat 80. ubiegłego wieku. Zwraca też uwagę, że niskie oprocentowanie prowadzi do powstawania baniek spekulacyjnych, które można nazwać największą plagą współczesnej gospodarki.

Dlaczego recenzowana książka wzbudza tyle kontrowersji? Z dwóch powodów. Po pierwsze, niemal wszystkie bolączki współczesnej gospodarki autor tłumaczy zbyt niskimi stopami procentowymi. Po drugie, za zbyt niskie oprocentowanie obwinia prezesów głównych banków centralnych. Oczywiście dyżurnym winowajcą jest wspomniany Ben Bernanke. Jednak nie tylko jemu dostaje się za zbyt niskie oprocentowanie. Innymi ofiarami swoistej intelektualnej krucjaty Chancellora są Mario Draghi, Alan Greenspan oraz Janet Yellen (sekretarz skarbu USA). Aby nie było wątpliwości – jeśli Chancellor bierze się za krytykę kogoś, to jest do tego naprawdę dobrze przygotowany. Między innymi zarzuca Bernankemu, że przekręcił słynną regułę Waltera Bagehota dotyczącą roli banków centralnych jako pożyczkodawców ostatniej instancji. Jak pamiętamy, Bagehot twierdził, że bankom będącym w potrzebie należy pożyczać tyle pieniędzy, ile potrzebują. To akurat Bernanke czynił, ale zapomniał, jakie powinny być warunki udzielania takich pożyczek, a są nimi: wysokie oprocentowanie, krótki okres oraz dobre zabezpieczenie. Zdaniem autora Bernanke wszystko robił na odwrót.

Czy spadek stóp procentowych po globalnym kryzysie finansowym miał charakter sekularny?

Chancellor nie wszystkich jednak piętnuje – ma też swoich faworytów. Są nimi dwaj ekonomiści związani z Bankiem Rozrachunków Międzynarodowych – Claudio Borio oraz William White (nie ukrywam, że dzięki lekturze recenzowanej książki poszerzyłem swoją wiedzę na temat White’a). Moim zdaniem Chancellor mógłby jednak nieco subtelniej manifestować swoje sympatie i antypatie, gdyż naraża się na zarzut (m.in. ze strony wielu czytelników „Financial Times”), że nawet nie stara się być obiektywny. Z drugiej strony trudno odmówić mu wyrazistości poglądów.

Krytyka ze strony wielu czytelników FT nie powinna dziwić ani nas, ani (zwłaszcza) autora. Jak sam zauważył, rynki finansowe (a Wall Street w szczególności) obracają najczęściej cudzym kapitałem. Dlatego im mniej muszą płacić za ten kapitał, tym lepiej dla nich. Nic więc dziwnego, że osoba opisująca, do jakich aberracji gospodarczych prowadzi niskie oprocentowanie, nie wzbudza zachwytu. Co innego fora dyskusyjne na Amazonie, na których dominują zwykli zjadacze chleba. Tutaj Chancellor zbiera nieporównywalnie lepsze oceny, a nawet wyrazy wdzięczności za pomoc w dostrzeżeniu licznych, dotąd często ignorowanych zależności między sferą realną a zbyt niskim oprocentowaniem. Wielu osobom musiała przypaść do gustu analiza porównawcza gospodarki islandzkiej, którą udało się uzdrowić bez uciekania się do szeroko rozumianej niekonwencjonalnej polityki monetarnej (jak chociażby skup aktywów przez bank centralny czy ujemne oprocentowanie). Islandzki bank centralny nie otrzymał nawet dostępu do oferowanej przez Fed dość hojnej linii swapowej. Mimo to władzom tego małego kraju udało się postawić gospodarkę na nogi.

Reakcje na  książkę Chancellora mogą więc być skrajne – od zachwytu przedstawicieli sfery realnej gospodarki po lekkie drwiny świata finansów.

Martin Wolf, główny ekonomista „Financial Times”, recenzując książkę Chancellora, wyraźnie zaznaczył, że w wielu kwestiach nie zgadza się ze swoim kolegą po fachu. Zdecydował się jednak zarekomendować ją czytelnikom FT. Powodem na pewno nie był sentyment czy solidarność zawodowa dwóch naprawdę świetnych fachowców, często piszących do tej samej gazety. A więc co? Wolf jak mantrę powtarza w swoich tekstach: ci, którzy nie uczą się na błędach popełnionych w przeszłości, są skazani na ich popełnienie w niedalekiej przyszłości. Chancellor wypomina zaś bankierom centralnym bardzo dużo błędów. Owszem, można uznać, że często jest zbyt surowym sędzią. Ma jednak do tego prawo, a poza tym może za pomocą pewnych przejaskrawień chce zwrócić naszą uwagę na procesy zachodzące w gospodarce, które nie zawsze są dostrzegane przez decydentów.

Identyfikacja wstrząsów w obszarze polityki pieniężnej

Mimo licznych kontrowersji i zastrzeżeń nie żałuję przeczytania tej książki. Biorąc ją do ręki, wiedziałem, że jest napisana nie przez ekonomistę, ale przez historyka. Poza tym jeśli ktoś krytykuje w sposób przekonujący i uzasadniony, tym lepiej, gdyż zmusza to do refleksji. Osoby krytykowane przez Chancellora rzeczywiście zachowywały się w trakcie sprawowania swoich urzędów tak, jakby dla ich polityki nie było żadnej alternatywy (skąd my to znamy?). Alternatywa istnieje zawsze, podobnie jak wysoki alternatywny koszt niskiego oprocentowania, który ponosi sfera realna gospodarki i który został świetnie opisany przez autora.

W moim odczuciu książka powinna się spodobać polskiemu czytelnikowi, między innymi dlatego, że wstawia się za tymi, których od dziecka uczono oszczędzania (i nie zawsze na tym dobrze wychodzili, zwłaszcza w ostatnich latach). Wprawdzie autor nie musiał podejmować tak trudnych decyzji, jak Bernanke, jednak nie odbiera mu to prawa do krytykowania świeżo upieczonego laureata Nagrody Nobla. Bernanke przeszedł już do historii i ta krytyka nie umniejszy jego zasług, lecz wzbogaci dyskusję na temat dylematów polityki pieniężnej w ostatnich dwudziestu latach. Rzecz w tym, że nigdy nie jest tak dobrze, aby nie mogło być lepiej, ani nigdy nie jest tak źle, by nie mogło być gorzej. Jestem pewien, że i Chancellor, i Bernanke byliby w tej kwestii zgodni i każdy z nich zachęcałby do przeczytania najnowszej książki swojego intelektualnego adwersarza.

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Dzieło prawie doskonałe

Kategoria: Polityka pieniężna
Jeden z trzech świeżo upieczonych laureatów finansowanej przez szwedzki Riksbank nagrody Nobla z dziedziny ekonomii Ben Bernanke lubi wyzwania – świadczy o tym jego życiorys, a przede wszystkim osiągnięcia. Sprawiają one, że wypowiadając się na temat polityki pieniężnej, nie sposób nie uwzględnić dorobku naukowego byłego prezesa Fed. Osoby, które interesują się tą dziedziną, powinny zatem sięgnąć po jego ostatnią książkę, która ukazała się kilkanaście tygodni temu.
Dzieło prawie doskonałe

An almost perfect work

Kategoria: Macroeconomics
One of the three new winners of the Nobel Prize in Economics funded by Sweden’s Riksbank, Ben Bernanke, likes challenges – his biography, and above all, his achievements, are proof of this. For this reason, when speaking about monetary policy it is impossible not to take into account the scientific achievements of the former Chairman of the Fed. People who are interested in this field should therefore read his latest book, which was published several weeks ago.
An almost perfect work

Ekonomiści pobłądzeni w krytyce NBP

Kategoria: Trendy gospodarcze
Dwaj członkowie pierwszej RPP przystąpili do boju w kampanii przed sejmowym głosowaniem nad kandydatem na stanowisko prezesa NBP i w dwudziestu punktach sformułowali swoją – jakżeby inaczej, sążniście negatywną – opinię o polityce pieniężnej realizowanej przez RPP czwartej kadencji (Bogusław Grabowski i Jerzy Pruski, Bankructwo polityki pieniężnej? Rzeczpospolita 27.04.2022).
Ekonomiści pobłądzeni w krytyce NBP