Autor: Katarzyna Bartman

Redaktor naczelna miesięcznika „Praca za granicą”.

Tylko ograniczona grupa Polaków znajdzie pracę w Niemczech

W ciągu najbliższych 4 lat do Niemiec może wyjechać za pracą pół miliona Polaków, ale to dopiero początek kłopotów polskich pracodawców – ostrzegają eksperci. Niemcy są najpopularniejszym kierunkiem emigracji zarobkowych, a nastroje proemigracyjne Polaków są takie, jak w szczytowej fali wyjazdów na Wysypy sprzed 6 lat.
Tylko ograniczona grupa Polaków znajdzie pracę w Niemczech

Lekarze, to jedna z grup zawodowych, która wymaga uzupełnienia na niemieckim rynku pracy. (CC By-NC-ND SHMC Foundation)

Dotychczas tylko pojedyncze poważne ośrodki badawcze w kraju podały do publicznej wiadomości swoje szacunki dotyczące emigracji zarobkowych Polaków zza Odrę. Olbrzymie niedoszacowanie emigracji zarobkowej na Wysypy w 2004 r. spowodowało, że na dzień przed otwarciem się niemieckiego rynku pracy, nasi eksperci dużo ostrożniej już wypowiadają się o nowej fali wyjazdów. Jednak zarówno analitycy Banku PNB Paribas jak i Fundacji im. Fredricha Eberta podają, że w ciągu najbliższych czterech lat za pracą może wyjechać za naszą zachodnią granicę nawet pół miliona Polaków. To o 3/4 mniej, niż podczas wielkiego eksodusu emigracyjnego sprzed 6 lat do Wielkiej Brytanii i Irlandii.

Niemieckie media są dalekie od powściągliwości.

– Eksperci na łamach prasy raz straszą społeczeństwo masową migracją zarobkową obywateli z państw, które przystąpiły do UE w 2004r., co wywoła nieobliczalne skutki dla niemieckiego rynku pracy, innym razem z kolei wzbudzają nadzieję, że spodziewany napływ fachowców ze Wschodu wyrówna ogromne braki kadrowe, które są bolączką dla niemieckiej gospodarki – mówi dr Jan Schürmann, hamburski prawnik specjalizujący się w prawie pracy.

Niemiecka gospodarka wychodzi obronną ręką z kryzysu ekonomicznego i znowu jest lokomotywą napędową dla wzrostu gospodarczego w UE. Wiodące niemieckie instytuty badań nad gospodarką twierdzą, że w tym roku PKB wzrośnie tam aż o 2,8 proc. Taki wynik Niemcy zawdzięczają głównie swojemu przemysłowi. Jak informuje niemieckie Ministerstwo Gospodarki, w lutym 2011r. odnotowano aż czterokrotnie więcej zamówień niż się spodziewano. To wzrost o 20 proc. w stosunku do analogicznego okresu roku 2010.

Tak silny wzrost gospodarczy odbije się zwiększeniem popytu na rynku pracy. Tylko do końca roku liczba zatrudnionych ma się zwiększyć o co najmniej 340 tys. i wyniesie w sumie blisko 41 mln osób. Z drugiej strony Federalna Agencja Pracy informuje z kolei, że Niemcy dysponują 400 tysiącami wakatów. Potrzebują jednak głównie kadry wysoko wykwalifikowanej: lekarzy, pielęgniarek i personelu medycznego oraz opiekunów osób starszych ( tylko w tej ostatniej grupie liczbę wakatów szacuje się na 50 tys. miejsc), a także  inżynierów ( brakuje ich ok.36 tys.), informatyków ( 20 tys. miejsc), pracowników hotelarstwa i gastronomii, mechaników samochodowych i wykwalifikowanych robotników budowlanych ( co najmniej 46 tys. miejsc pracy).

– W zawodach tych następuje w Niemczech wymiana pokoleniowa. W ciągu najbliższych 10 lat z rynku pracy na emerytury odejdzie 15 proc. fachowców. Do tego, co roku, do Stanów Zjednoczonych, Nowej Zelandii czy Australii bezpowrotnie emigruje zarobkowo kilka tysięcy wykształconych Niemców. Nie ma kim ich zastąpić – przyznaje Martin Grohmann, właściciel agencji pracy MMC Consulting.

Według Grohmanna ani turecka mniejszość, która zamieszkuje w Niemczech od trzech pokoleń, ani też nowi emigranci z Bułgarii czy Rumunii nie będą zainteresowani pracą w tych profesjach lub nie mają wystarczających kwalifikacji do jej wykonywania.

– Sektor usług rzemieślniczych od Niemców przejmą wykwalifikowani Polacy – uważa Grohmann.

Również Gosia Reinickie z berlińskiego oddziału europejskich publicznych służb zatrudnienia EURES zwraca uwagę na problem starzenia się niemieckiego społeczeństwa.

– Niemiecki personel medyczny jest bardzo drogi, a zapotrzebowanie na jego usługi rośnie. Już co trzeci Niemiec jest emerytem – mówi Reinickie.

Jednak i w Polsce wśród lekarzy, pielęgniarek średnia wieku przekracza już 54 lata. Jak podają izby zawodowe od kilkunastu lat więcej osób odchodzi z tych zawodów, niż do nich przychodzi. Nie bez znaczenia jest też fakt, że ze względu na zmiany w systemie emerytalnym, w Polsce najbardziej aktywne w poszukiwaniu pracy są obecnie osoby powyżej 54 roku życia, które przeważnie nie są zainteresowane wyjazdami na stałe do Niemiec. Ze względu na bardzo specyficzne potrzeby niemieckich pracodawców, tylko ograniczona grupa Polaków znajdzie na niemieckim rynku zatrudnienie. Podstawowym powodem jest słaba znajomość języka. Bo chociaż niemieckim włada w Polsce teoretycznie 17 proc. społeczeństwa, to tylko znikoma jego część zna go w stopniu zaawansowanym.

Kto zatem wyemigruje do Niemiec? Według Jacka Szaniawskiego, rzecznika prasowego Ambasady RP w Londynie, w pierwszej kolejności do Niemiec będą wyjeżdżali emigranci z Wysp, którzy wyemigrowali do Wielkiej Brytanii, dlatego, że rynek niemiecki był wówczas niedostępny.

– Dla wielu osób Anglia nie była celem marzeń, lecz kompromisem, gdy Niemcy wprowadziły okresy przejściowe – mówi rzecznik.

Z kolei Jacek Robak z Ambasady RP w Berlinie uważa, że po 1 maja 2011 r. może nastąpić znaczący przyrost emigrantów także z samej Polski. W dalszym ciągu w Niemczech można bowiem zarobić średnio czterokrotnie więcej niż w kraju. Poza tym, polskie firmy chętnie inwestują w Niemczech, bo rynek ten traktują jako trampolinę do nawiązywania kontaktów handlowych z innym krajami. Świadczy o tym chociażby wartość zainwestowanych przez Polaków tam środków: 800 mln euro.

– Po 1 maja 2011 r. polskie firmy będą jeszcze chętniej się w Niemczech instalowały i sprowadzały tu konkurencyjnych pracowników z Polski – uważa Robak.

Jan Schürmann przypomina z kolei, że wielu Polaków po 2004 r. skorzystało już z możliwości założenia w Niemczech firm ( byli to głównie rzemieślnicy) i stąd też znaczącej emigracyjnej zarobkowej wśród przedsiębiorców raczej nie będzie. Możemy być za to świadkami innego zjawiska: mianowicie masowej legalizacji pracy przez tych Polaków, którzy dotąd pracowali w Niemczech w szarej strefie. Dotyczy to głównie opiekunek osób starszych i chorych, których aż 100 tys. pracuje tam obecnie na czarno.

Ostatnie dane GUS (za 2009 r.) mówią o 415 tys. Polaków, którzy legalnie zatrudnili się za Odrą. Większość, bo ok. 350 tys. z nich to pracownicy sezonowi, dojeżdżający głównie z województw przygranicznych, lepiej skomunikowanych z Niemcami niż z resztą Polski. Niektóre sektory niemieckiej gospodarki, jak ogrodnictwo, całkowicie się od tych pracowników uzależniły.

– Sadownicy czy właściciele plantacji szparagów  nie znajdują chętnych do pomocy na lokalnych rynkach pracy i gdyby nie zagraniczni pracownicy (czytaj Polacy), musieliby likwidować gospodarstwa – mówiła podczas niedawnego seminarium Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Warszawie dr Izabela Grabowska – Lusińska z Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego.

Tak jest m.in. w województwie opolskim – rdzenni mieszkańcy Opolszczyzny od lat  pracują w Niemczech mieszkając na stałe w Polsce, gdzie utrzymanie jest dużo tańsze. Również w Zachodniopomorskiem oficjalne statystyki dotyczące wyjazdów zarobkowych do Niemiec gwałtownie nie wzrosły. Od początku roku, kiedy Niemcy otworzyli rynek pracy dla pracowników sezonowych, agencje pracy zgłosiły do zachodniopomorskiego urzędu marszałkowskiego wyjazd 456 osób – głównie oficerów marynarki, marynarzy i personelu pokładowego i opiekunek osób starszych oraz blacharzy.

–  Granicząca z naszym regionem Meklemburgia jest dotknięta 14 proc. bezrobociem. Niemcy borykają się z takimi samymi problemami, jak my w Polsce – tłumaczy Ewa Królikowska, doradca EURES z Koszalina.

Paradoksalnie, na decyzje migracyjne Polaków, szczególnie tych  z regionów przygranicznych, może mieć jednak wpływ kwestia gwarantowanego minimalnego wynagrodzenia za godzinę pracy. Niemieckie związki zawodowe forsują  takie rozwiązanie dla wszystkich gałęzi gospodarki w obawie m.in przed dumpingiem płacowym z Polski. Tymczasem, jak oceniają eksperci, perspektywa zarabiania nie mniej niż 7,5 euro za godzinę tylko zachęci Polaków do poszukiwania pracy w Niemczech.

Bez względu na to, ilu faktycznie Polaków wyjedzie do Niemiec jeszcze w tym roku, to zdaniem prof. Krystyny Iglickiej, demografa z Centrum Stosunków Międzynarodowych UW, proces ten z każdym kolejnym rokiem będzie się nasilać wywołując poważne perturbacje w całej gospodarce, a nie tylko na lokalnych rynkach pracy. Z ostatniej Diagnozy Społecznej wynika bowiem, że ze względu m.in na infrastrukturę migracyjną, odległość od Polski i uwarunkowania kulturowe, Niemcy są obecnie najpopularniejszym kierunkiem emigracji zarobkowych, a nastroje proemigracyjne Polaków są takie, jak w szczytowej fali wyjazdów sprzed 6 lat.

Lekarze, to jedna z grup zawodowych, która wymaga uzupełnienia na niemieckim rynku pracy. (CC By-NC-ND SHMC Foundation)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Pandemiczne obawy Polaków - szansą dla ubezpieczycieli

Kategoria: Analizy
Tam, gdzie obawy, tam też miejsce dla ubezpieczeń, które dają ochronę lub iluzję ochrony. Pandemia nasiliła wiele obaw Polaków. Zbadali to asekuratorzy, którym ułatwi to kierowanie oferty dopasowanej do naszych lęków.
Pandemiczne obawy Polaków - szansą dla ubezpieczycieli

Niemcy po pandemii i rządach Merkel - najnowsze prognozy

Kategoria: Wskaźniki ekonomiczne
W trakcie 16 lat rządów Angela Merkel niczego nie popsuła, ale też niczego nie naprawiła w niemieckiej gospodarce – mówi dr Hubertus Bardt, dyrektor zarządzający i główny analityk Institut der deutschen Wirtschaft Köln.
Niemcy po pandemii i rządach Merkel - najnowsze prognozy

Rośnie znaczenie krajów V 4 w handlu Niemiec

Kategoria: Trendy gospodarcze
Dzięki europejskiej integracji gospodarczej i napływowi kapitału zagranicznego wykształcił się przez ostatnie kilkanaście lat swoisty klaster przemysłowy tworzony przez państwa Grupy Wyszehradzkiej i Niemcy.
Rośnie znaczenie krajów V 4 w handlu Niemiec