Tylko zagraniczne firmy automatycznie indeksują fundusz płac

21.10.2015
W 2014 roku nastąpił w Polsce wzrost liczby miejsc pracy we wszystkich sektorach. Jednocześnie po raz pierwszy od 2007 roku odnotowano spadek podaży pracy. Nie oznacza to jednak, że bezrobocie już trwale będzie niskie, ani że pracownicy dostaną wyższe pensje – wynika z „Badań ankietowych rynku pracy. Raport 2015” przeprowadzonych przez NBP.
Dr hab. Joanna Tyrowicz. (Fot. NBP)

Dr hab. Joanna Tyrowicz. (Fot. NBP)

Dr hab. Joanna Tyrowicz. (Fot. NBP)

„W ciągu najbliższych dziesięcioleci ujemny wpływ demografii na podaż pracy będzie stałym zjawiskiem (nawet uwzględniając podniesienie wieku emerytalnego do 67 lat). W rezultacie spadek podaży pracy będzie postępował mimo wzrastającego odsetka osób aktywnych na rynku pracy wśród osób przed emeryturą” – napisali autorzy raportu.

Nie oznacza to jednak trwałego spadku stopy bezrobocia (we wrześniu 2015 roku bezrobocie rejestrowane spadło poniżej 10 proc.), ani tego, że obecni pracownicy dostaną wyższe pensje. Przeciętny pracownik może spodziewać się podwyżki raz na dwa lata. Musi też liczyć się z tym, że jest ona przyznawana uznaniowo. Tylko działające u nas zagraniczne korporacje automatycznie indeksują fundusze płac.

Co ciekawe, na podwyżki większe szanse mają pracownicy ze średnim wykształceniem w usługach w sektorze prywatnym niż osoby z wykształceniem wyższym oraz wysokimi kwalifikacjami. Niezmiennie niskie jest prawdopodobieństwo podwyżek w przemyśle i wśród osób o niskich kwalifikacjach.

To osób o niskich kwalifikacjach zatrudnionych przy produkcji dotyczył jednak największy wzrost popytu na pracę. Takich osób było 200 tysięcy. Liczba utworzonych miejsc pracy ogółem wyniosła 600 tys., a likwidowanych około 300 tysięcy.

Polska nie ma takiej zdolności do tworzenia etatów jak USA, Wielka Brytania czy choćby Niemcy. Pod względem tworzenia miejsc pracy per capita zajmujemy ostatnie miejsce spośród 21 krajów OECD, dla których dostępne są dane. Po części można tłumaczyć to dużą popularność samozatrudnienia oraz małą popularnością pracy zmianowej.

Charakterystyczne dla Polski są także częste zmiany miejsca pracy. Przejście do konkurencyjnej firmy w zamian za wyższe wynagrodzenie jest popularnym sposobem radzenia sobie z brakiem podwyżek. Takie zmiany są kosztowne dla całej gospodarki –  pracodawcy muszą ponosić koszty rekrutacji i utworzenia nowych stanowisk. NBP oszacował je łącznie aż na 6 mld złotych czyli 0,35 proc. PKB.

Niepokojące jest także to, że Polacy nie potrafią szukać pracy, jej znalezienie zajmuje im przeciętnie aż 13 miesięcy. Szczególnie mowa tu o osobach, które obecnie nie pracują.

– 13 miesięcy to bardzo długo i wskaźnik ten nie maleje, choć poprawiają się inne wskaźniki rynku pracy. W Holandii, w czasie recesji, pracy szukało się średnio 4 miesiące. Tam jednak na każdym rogu jest biuro darmowego pośrednictwa pracy z doradcami zawodowymi, którzy pomagają zdiagnozować się, podpowiadają gdzie i jak szukać. U nas takiego wsparcia nie ma, więc skazani jesteśmy na mniej skuteczne metody, jak pytanie wśród znajomych czy odpowiadanie na ogłoszenia – wyjaśnia dr hab. Joanna Tyrowicz z zespołu ds. rynku pracy Instytutu Ekonomicznego NBP.

Z raportu wynika także, że niestandardowe umowy o pracę, zwane śmieciowymi, są rzadkim typem relacji pracodawca-pracownik. Aż 70 proc. pracowników miało umowę o pracę na czas nieokreślony, a w pozostałych 30 proc. też dominowały umowy o pracę, tyle że na czas określony. Umowy cywilnoprawne z osobami fizycznymi lub za pośrednictwem prowadzonych działalności gospodarczych należą do rzadkości w przemyśle, a w usługach stanowią tylko ok. 10 proc. kadr zaangażowanych w działalność przedsiębiorstwa w danym roku.

Od stycznia 2016 r. mają zostać zrównane obciążenia składkowe dla umów-zleceń i umów o pracę (>>czytaj więcej na ten temat). Chociaż zmniejszy to asymetrię kosztów pracy, wciąż pozostanie asymetria związana z kosztami rozwiązania kontraktu – uważają autorzy raportu.

Coraz ważniejszą rolę w polskiej gospodarce odgrywają usługi B2B (ang. Business to Business). Odpowiadają już za 20 proc. polskich etatów.

– Gdy dzieje się coś złego w gospodarce światowej to w pierwszej kolejności przekłada się to na przemysł, w którym dostosowania są czasem głębokie, ale też następują szybko. Gdy coś złego dzieje się w po stronie konsumpcji krajowej, cierpi budownictwo czy sektor usług konsumpcyjnych. Usługi dla biznesu doświadczają tych negatywnych konsekwencji w obu przypadkach, bo mają klientów ze wszystkich branż. Z tego samego powodu cierpią jednak stosunkowo mniej niż pozostałe sektory – mówi Joanna Tyrowicz.

Badanie ankietowe rynku pracy przeprowadzane jest co roku. Bierze w nim udział niemal 5000 osób bezrobotnych i 1276 firm.

>>Raport na stronie NBP


Tagi


Artykuły powiązane