Węgry: czas na większą daninę kierowców

03.02.2015
Od początku roku na Węgrzech trzeba płacić za przejazd niektórymi drogami szybkiego ruchu oraz kilkoma obwodnicami dużych miast. Dotąd płatne było tylko korzystanie z 1,5 tys. km autostrad. Cel jest jasny: przysypać dziurę w budżecie.

Węgry, autostrada M3. (CC By NC ND Adam Tomko)


Mapę z drogami płatnymi opublikowano dopiero na dwa dni przed wejściem w życie nowych zasad, a sam schemat tras płatnych doczeka się prawdopodobnie jeszcze wielu zmian, ponieważ o co najmniej 20 odcinków toczą się spory. Tuż przed zmianą przepisów mało kto wiedział, którędy jest za darmo, a którędy za forinty. Problem komplikuje się tym bardziej, że w każdym województwie (megye) obowiązują odrębne winiety na płatne drogi. Nawet Węgrzy są skołowani, bo nie każdy, wybierając się w trasę, ma w głowie zarys linii granicznych między województwami, a na drogach brakowało odpowiednich informacji – ani po węgiersku, ani tym bardziej w językach obcych.

Prawo do przejazdu ma formę elektroniczną, jak dotąd. Informacja o numerze rejestracyjnym pojazdu uprawnionego do poruszania się po drogach płatnych wprowadzona jest po zakupie uprawnienia do systemu informatycznego. Do kontroli służy oprogramowanie połączone z sensorami odczytującymi numery rejestracyjne. Trzeba jednak zachować dowód zakupu winiety i okazać go na prośbę kontrolerów.

Za drogi zamiast za internet

Nowy system wprowadzony został w wielkim pośpiechu, wraz z rozwiązaniami budżetowymi na 2015 r., bez konsultacji społecznych, a przede wszystkim bez dokładnego rozpoznania następstw. Na szali były przychody budżetowe wielkości 20 mld forintów (około 300 mln zł) z planowanego przedtem podatku internetowego. Wobec gwałtownych demonstracji podatek internetowy odszedł w niesławie, ale pozostał niedobór budżetowy.

Każda „winietka wojewódzka” kosztuje 5 tys. forintów, czyli mniej więcej 70 zł, ważna jest przez rok i upoważnia do przejazdu wszystkimi płatnymi drogami na danym terenie, w tym autostradami. Kara regulaminowa za brak winiety wynosi 14 800 forintów (200 zł.) Uprawnienie trzeba wykupić na motocykle, samochody osobowe z przyczepą i bez oraz na samochody ciężarowe, autobusy, samochody kempingowe, których waga brutto (z ładunkiem) nie przekracza 3,5 t. Na Węgrzech nie ma bramek, przy których uiszcza się opłaty autostradowe. Najpraktyczniej płacić za przejazd drogami płatnymi na stacjach benzynowych.

Nowa danina nałożona na zmotoryzowanych wywołała oburzenie. Podkreśla się jaskrawość celu fiskalnego, wskazując jednocześnie, że płatne teraz obwodnice wybudowane zostały w celu wyprowadzenia z miast dużej części ruchu samochodowego. Przyświecał temu także cel ekologiczno-zdrowotny (spaliny, hałas, wypadki). Używanie mają opozycja parlamentarna, organizacje obywatelskie i nowo powstałe ruchy społeczne. Te ostatnie wyprowadziły politykę, w tym krytykę rządu i Viktora Orbána, na ulicę, manifestując teraz w Budapeszcie dość regularnie.

Bardzo aktywne są też oczywiście ugrupowania zielonych. Na luty zaplanowały ogromną manifestację, w czasie której mają zostać zablokowane najważniejsze drogi w kraju. Inicjatorzy twierdzą, że będzie dotkliwsza od tej z roku 1990, kiedy z powodu podwyższenia ceny benzyny o 65 proc. taksówkarze na trzy dni sparaliżowali Budapeszt i kilka innych miast węgierskich. Pierwszy tutejszy rząd demokratyczny o mały włos nie wyprowadził wówczas na ulice wojska.

Sporne odcinki

Największy sprzeciw budzi odpłatność za korzystanie z obwodnicy Budapesztu, czyli z autostrady M0. Będzie ono tym bardziej skomplikowana, że są na niej na przemian odcinki płatne i darmowe, bowiem część została zbudowana ze środków unijnych, a Bruksela zakazała w umowie pobierania opłat za użytkowanie sfinansowanych w ten sposób tras.

Rozemocjonowani są zwłaszcza korzystający z autostrad prowadzących do centrum metropolii mieszkańcy przedmieść. Na długości około 30 km do i od śródmieścia były to dotychczas na ogół odcinki bezpłatne. Teraz dodatkowy koszt obciążający setki tysięcy ludzi dojeżdżających do pracy wyniesie co najmniej 5 tys. forintów. Przewiduje się, że szukać będą oni alternatywnych tras dojazdu, co będzie nie na rękę mieszkańcom osiedli położonych na obrzeżach stolicy. Jeszcze inny problem związany jest z lokalizacją największych centrów handlowych wybudowanych z oczywistych powodów przy najbardziej obciążonych i bezpłatnych dotychczas odcinkach autostrad. Potencjalne zmniejszenie ruchu jest bardzo nie na rękę i kupcom, i kupującym.

Już nie emocje, tylko wściekłość wywołuje u wielu Węgrów obowiązek płacenia za skorzystanie z wybudowanego jeszcze przez Niemców w czasie II wojny światowej traktu prowadzącego na budapeszteńskie lotnisko im. Ferenca Liszta, znane wcześniej jako Ferihegy.

Jak już zostało powiedziane, na każde województwo obowiązuje odrębne uprawnienie. Zamieszania i złości jest mnóstwo, bo np. każdy przejazd przez jakiś most na Dunaju wymaga od razu dwóch „winiet” i nie ma znaczenia, że w innej strefie jedzie się np. tylko kilkaset metrów. Wyjazd z Budapesztu nad Balaton (od około 100 do prawie 200 km w najdalszym zakątku) wymaga czterech.

Im więcej zapłacą, tym lepiej

Inny powód emocji Węgrów związany jest ze sposobem wprowadzenia opłat. Jeszcze na kilka tygodni przed opublikowaniem decyzji nikt postronny nie wiedział o tym zamyśle. Z nikim tego nie uzgadniano, nikogo do niczego nie przekonywano.

„Zyskują” jedynie ci, którzy mogą pozostać mało mobilni, poruszając się w obrębie własnego województwa, oraz najbardziej ruchliwi, przemierzający samochodem tereny ośmiu lub więcej województw, bo za osiem „naklejek wojewódzkich” trzeba zapłacić 40 tys. forintów (8 x 5000), podczas gdy całoroczna opłata autostradowa kosztuje nieco ponad 42 tys. forintów. Węgry podzielone są na 19 województw, a autostrady i inne płatne drogi są w 16 z nich.

Stracą zaś przede wszystkim ci, którzy rzadko używają swoich samochodów, np. przy okazji odwiedzin u rodziny na prowincji lub wyjazdów na działki. Najliczniejsze są w tej grupie osoby mniej zarabiające i starsze, dla których 20-letni samochód sprowadzony za zaskórniaki z Niemiec lub Austrii jest często jak pies-przewodnik dla niewidomego, a każdy dodatkowy koszt przelewa czarę z kłopotami.

Przeciwnicy nowego systemu zwracają również uwagę, że regulamin nowych opłat jest bardzo restrykcyjny, a mandaty za wysokie. W przypadku nieoczekiwanego wjazdu do nowego województwa nie ma np. możliwości kupienia uprawnień przez telefon komórkowy.


Tagi


Artykuły powiązane