Załamanie inwestycji na rynku ropy naftowej

23.06.2020
Prognozy wskazują, że inwestycje w wydobycie ropy naftowej będą w tym roku o 33 proc. niższe niż w 2019 r. i o 62 proc. niższe niż w 2014 r. Oznacza to, że spadek inwestycji może w większym stopniu przełożyć się na podaż.
Ostry zjazd (O)


W kwietniu, kiedy to w zmrożonym przez COVID-19 świecie popyt na ropę naftową spadał szybciej niż kiedykolwiek przedtem, producenci od Dhahran po dorzecze Delaware reagowali w jedyny możliwy sposób: natychmiast cięli podaż. Od marca do maja produkcja ropy w USA spadła o około 2 mln baryłek dziennie. Organizacja Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC) i jej sojusznicy uzgodnili redukcję dostaw o rekordowe 9,7 mln baryłek dziennie w maju i czerwcu. Cięcia pozwoliły podnieść cenę baryłki ropy brent z poziomu poniżej 17 dolarów w połowie kwietnia do 42 dolarów 5 czerwca.

6 czerwca, przy wciąż słabym popycie, OPEC przedłużył ograniczenia o miesiąc. Spadek podaży ropy na rynku pogrążonym w kryzysie, to jedno; ważniejsze jest, jak szybko podaż wzrośnie po przywróceniu normalności. Produkcja oczywiście odpowie na rosnący popyt na paliwo lotnicze, benzynę i olej napędowy. Jeśli ceny utrzymają się na poziomie ponad 40 dolarów, latem tego roku część firm branży gazu łupkowego i petrochemii może zwiększyć produkcję. Jednak w dłuższej perspektywie podaż czekają inne ograniczenia.

Załamały się globalne inwestycje w produkcję ropy w przyszłości. Międzynarodowa Agencja Energii (IEA), międzyrządowa organizacja prognostyczna, szacuje, że inwestycje w wydobycie ropy spadną w tym roku do najniższego poziomu od 2005 r. Bank Goldman Sachs spodziewa się, że w bieżącym dziesięcioleciu produkcja poza OPEC ulegnie stagnacji, nie tyle ze względu na geologię czy nawet popyt, ile brak inwestycji. Firma badawcza Bernstein uważa, że wydobycie poza OPEC, które stanowi około 60 proc. światowej produkcji, może osiągnąć szczyt w 2025 r., jednak zaledwie w okolicach zeszłorocznego poziomu wydobycia.

Producenci kierują się na co dzień zasadą „wierć albo śmierć”.

Byłby to dramatyczny zwrot akcji. Biorąc pod uwagę, że zasoby ropy naftowej są stale uszczuplane, producenci kierują się na co dzień zasadą „wierć albo śmierć”. Pewien analityk zapytał kiedyś Lee Raymonda, wówczas prezesa Exxon, co nie daje mu spać w nocy. – Odbudowa rezerw – odpowiedział Raymond.

Obsesja tworzenia rezerw sprzyjała oczywiście wzrostowi podaży. W połowie lat 2000, kiedy pojawiły się obawy, że światu może zabraknąć ropy naftowej, zarówno firmy giełdowe, jak i te wspierane przez państwo przeszukiwały świat w poszukiwaniu okazji do inwestycji. W ciągu ostatniej dekady technologia szczelinowania wyzwoliła nowe zasoby podaży w centralnych stanach USA, czyniąc z tego kraju największego na świecie producenta ropy. Duże projekty w Norwegii i u wybrzeży Brazylii, gdzie ropa naftowa zalega pod grubą warstwą soli pod dnem morza, również pomogły zwiększyć dostawy.

Jeszcze przed pandemią inwestycje zaczęły jednak spadać. Załamanie cen w latach 2014-2016 zmniejszyło apetyt na duże, ryzykowne projekty. Marne zwroty z inwestycji, nawet po odbiciu cen w 2017 r., sprawiły, że inwestorzy stracili zainteresowanie odbudową rezerw na rzecz żywej gotówki. Presja na dostawców pozwoliła wycisnąć więcej ropy z istniejących złóż. Giganci natomiast, tacy jak ExxonMobil i Chevron, inwestowali w amerykańskie zagłębia łupkowe, gdzie wydobycie można dość łatwo regulować.

Producenci ropy naftowej mogą teraz słusznie twierdzić, że potrafią wykrzesać więcej wartości z kapitału. Ale spadek inwestycji był na tyle duży, że wywołał debatę na temat przyszłej podaży. Jak podaje IEA, wydatki na inwestycje w wydobycie ropy i gazu były w ubiegłym roku o 43 proc. niższe niż w 2014. Bernstein zbadał 50 największych giełdowych spółek energetycznych poza OPEC i byłym Związkiem Radzieckim. W 2019 roku reinwestowały one średnio 64 proc. operacyjnych przepływów pieniężnych. Długoterminowa średnia wynosiła 87 proc.

Pandemia pogorszyła sytuację. Producenci obniżali wydobycie w szybach, odkładali projekty i jeszcze bardziej ograniczali inwestycje. Jak szacuje firma badawcza Rystad Energy, z 3 mln baryłek dziennie, o które zmniejszono wydobycie w zeszłym miesiącu, głównie w Ameryce i Kanadzie, 10-15 proc. nigdy nie wróci. IEA prognozuje, że inwestycje w wydobycie będą w tym roku o 33 proc. niższe niż w roku 2019 i o 62 proc. niższe niż w roku 2014. IEA twierdzi, że przestrzeni do dalszych cięć jest teraz znacznie mniej. Oznacza to, że spadek inwestycji może w większym stopniu przełożyć się na podaż.

Historyczny cykl wysokich cen, inwestycji i podaży może się załamywać.

Niektóre firmy, takie jak ExxonMobil, nadal stawiają na rozwój. Nie wiadomo jednak, kiedy nastąpi znaczniejszy wzrost nakładów kapitałowych. Zyski wielu firm z inwestycji spadły poniżej kosztów kapitału – stwierdza Neil Beveridge z Bernstein. Inwestorzy nie są szczególnie skłonni do ponownej szybkiej ekspansji; wyniki sektora energetycznego są słabe, odbicie popytu niepewne, a w niedalekiej przyszłości mogą się pojawić jakieś regulacje ekologiczne. Jest znakiem czasu, że JPMorgan Chase, największy amerykański bank, pod presją działaczy klimatycznych odwołał w maju Lee Raymonda ze stanowiska głównego niezależnego dyrektora zarządu. Michele Della Vigna z Goldman Sachs twierdzi, że historyczny cykl wysokich cen, inwestycji i podaży może się załamywać.

Natomiast jeśli chodzi o amerykańskie łupki, analitycy z zapartym tchem śledzą liczbę platform wiertniczych, dane z rurociągów i ograniczenia wydobycia, wypatrując oznak wzrostu podaży. Shin Kim z S&P Global Platts, firmy zajmującej się analizą danych, spodziewa się, że latem bieżącego roku, wraz ze zwyżką cen, nastąpi jej niewielki wzrost. Panuje jednak zgoda co do tego, że w bieżącej dekadzie będzie on słabszy w stosunku do okresu najlepszej koniunktury. Wydobycie z łupków jest ogromne, a w odwiertach występują gwałtowne spadki produkcji. Zmniejszyła się dynamika wzrostu wydajności. Inwestorzy znajdą wyższy zwrot z kapitału gdzie indziej.

Ile potrwa kryzys – powie cena ropy

To dobrze wróży OPEC i jej osłabionym w ubiegłym dziesięcioleciu zwolennikom. W latach 2014-16 OPEC stoczyła przegraną wojnę cenową o wypchnięcie z rynku amerykańskich firm zajmujących się szczelinowaniem. Od tego czasu kartel i jego partnerzy, na czele z Rosją, podniósł ceny ropy naftowej na tyle, by wydobycie z łupków mogło trwać, ale nie na tyle, by wesprzeć krajowe budżety wielu swoich członków. W marcu Arabia Saudyjska wezwała Rosję do ograniczenia produkcji; Rosja odmówiła, niechętna temu, by Amerykanie „podłączyli” się pod wspierane przez OPEC ceny. Następująca po tym cenowa bitwa rozpętała się w najgorszej możliwej chwili, zbiegła się bowiem z największym w historii spadkiem popytu na ropę.

OPEC kontroluje ok. 70 proc. światowych zasobów ropy, więcej niż wskazywałby 40-proc. udział tej organizacji w rynku – podkreśla Martijn Rats z banku Morgan Stanley. Gdyby światowy apetyt na ropę zmniejszył się na skutek zmiany przyzwyczajeń, wprowadzenia proekologicznych technologii lub nowych przepisów, kraje z dużymi rezerwami ropy ryzykują, że będą musiały pozostawić ją pod ziemią. – OPEC będzie w przyszłości mocniej bronić swojego udziału w rynku – przewiduje Rats. Tym lepiej więc, że państwowe firmy mogą polegać na anemicznych inwestycjach rywali, które zamiast nich ograniczają podaż.

Niniejszy artykuł pojawił się w sekcji poświęconej finansom i gospodarce wydania drukowanego pod tytułem „Po upadku”


Tagi


Artykuły powiązane