• Paweł Rożyński

Tragedia nie powinna uderzyć w gospodarkę

10.04.2010
Ponieważ katastrofa pod Smoleńskiem wydarzyła się w sobotę rano, inwestorzy mają czas, by ochłonąć. Nie powinno dojść do gwałtownego spadku kursu złotego ani zawirowań na giełdzie – uważają ekonomiści.


Na tragedię takiej skali, jak śmierć głowy państwa i licznych przedstawicieli elity politycznej, rynki zawsze reagują nerwowo. Dlatego zdaniem Ryszarda Petru, głównego ekonomisty BRE Banku, trzeba teraz pokazać inwestorom, że wszystkie organy państwa, w tym NBP, działają w sposób ciągły, bez zakłóceń.

Rynek powinno uspokoić natychmiastowe przejęcie steru państwa przez marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego, który od razu może wskazać nowego prezesa banku centralnego (na jego wniosek wybiera prezesa Sejm) albo poczekać, aż zrobi to zwycięzca wyborów prezydenckich, które odbędą się w ciągu dwóch miesięcy.

Według Jerzego Bańki ze Związku Banków Polskich nie ma potrzeby niezwłocznego powoływania nowego prezesa NBP, gdyż nie istnieje zagrożenie bezpieczeństwa finansowego kraju. Bank centralny ma normalnie funkcjonujący zarząd, a Rada Polityki Pieniężnej zbierze się w poniedziałek na nadzwyczajnym posiedzeniu. Już kilka godzin po katastrofie  zarząd NBP wydał komunikat o przejęciu obowiązków prezesa Skrzypka przez jego pierwszego zastępcę Piotra Wiesiołka. Również szef Giełdy Papierów Wartościowych Ludwik Sobolewski zapewnił, że w poniedziałek sesja na warszawskim parkiecie odbędzie się normalnie.

– Dobrze, że światowy kryzys gospodarczy jest już za nami. W przeciwnym razie takie wydarzenie mogłoby Polsce bardzo zaszkodzić – mówi Ryszard Petru, główny ekonomista BRE Banku. – Ale i tak mogłoby dojść do chwilowej paniki, gdyby ten dramat wydarzył się w dniu powszednim. Inwestorzy, nie wiedząc, co się dzieje, wyprzedawaliby akcje i złotego.

Na dzień przed tragedią prezes NBP interweniował po raz pierwszy na rynku walutowym. Zdaniem szefa Krajowej Izby Gospodarczej, Andrzeja Arendarskiego, jego śmierć może zachęcić do powtórnej gry spekulantów i próby zarabiania na złotym. Innego zdania jest Ryszard Petru: – Zagrożenie istniałoby, gdyby bank centralny bronił kursu złotego przed załamaniem, ale tym razem interwencja miała zahamować jego aprecjację.

Zdaniem Piotra Kuczyńskiego, analityka „Xelion. Doradcy Finansowi” nawet gdyby początkowo doszło do niewielkich zawirowań na rynku, to szybko wszystko szybko wróciłoby do normy. – Nie sądzę, by ktoś chciał zarabiać na takim nieszczęściu. Byłoby to po prostu głupie. Dlatego spodziewam się w poniedziałek małych obrotów na giełdzie i na rynku walutowym. Tak było na przykład, gdy zmarł papież Jan Paweł II.

Pierwsi inwestorzy na rynku walutowym zaczną handlować walutą już w niedzielę około godz. 20.

Analitycy nie spodziewają się spadków na giełdzie z jeszcze jednego powodu. Bardzo dobrze zakończyły sią piątkowe notowania na amerykańskiej giełdzie, która osiągnęła kolejne tegoroczne szczyty. Indeks S&P500 wzrósł o 0,7 proc. Zwyżki w Ameryce zwykle wróżą Polsce wzrosty.

Zdaniem ekspertów tragedia pod Smoleńskiem nie powinna wpłynąć nie tylko na rynki finansowe, ale i na całą polską gospodarkę. Co najwyżej możemy mieć do czynienia z nieco gorszą kwietniową sprzedażą detaliczną, wynikającą z ogłoszenia tygodniowej żałoby narodowej. Tak wielkie tragedie zniechęcają do konsumpcji i wydawania pieniędzy.

Polska ma mocne fundamenty polityczne i gospodarcze. Znacznie gorzej, gdy taka tragedia zdarza się w kraju ich pozbawionych. Do poważnego zamieszania i spadku kursu lokalnego denara doszło, gdy podczas katastrofy lotniczej w 2004 roku śmierć poniósł cieszący się powszechnym szacunkiem rodaków prezydent wieloetnicznej Macedonii Borys Trajkowski.

Polska tragedia nie ma też związku z atakiem terrorystycznym, jak to było w w przypadku wydarzeń z 11 września 2001 roku. Wtedy konsekwencje dla światowej gospodarki były bardzo poważne. Zamarł handel na międzynarodowym rynku walutowym w USA i  aby uniknąć krachu, rząd musiał zawiesić działanie giełdy. Gdy ją otwarto w sześć dni później i inwestorzy nieco ochłonęli, Dow Jones i tak zanotował spadek cen akcji aż o 14,2 proc. To był jednak dopiero początek kłopotów. Gospodarka ledwie zakończyła rok nad kreską, a rząd musiał reanimować ją programami stymulacyjnymi i drastycznym obniżaniem stóp procentowych.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test