• Prof. Kenneth Rogoff, Uniwersytet Harvarda

Za kryzys odpowiedzialna jest Ameryka

27.01.2010
Normalność jest iluzją. Biorąc pod uwagę wszystkie gwarancje rządowe dla banków na całym świecie, pakiety stymulacyjne etc., można odnieść wrażenie, że świat przestał być rzeczywisty, a instytucje finansowe funkcjonują pod kloszem. Kiedy więc Obama zapowiedział regulacje, sektor bankowy doznał szoku.

Prof. Kenneth Rogoff jest wykładowcą Harvard University.


Kenneth Rogoff z Uniwersytetu Harvarda, były główny ekonomista Międzynarodowego Funduszu Walutowego, uczestnik tegorocznego światowego Forum Ekonomicznego w Davos, ostrzega: jeśli sektor finansowy nie zostanie zreformowany, to za 10-15 lat dojdzie do kolejnych kryzysów.

Już w 2009 roku w Davos Rogoff dopatrywał się źródeł obecnego kryzysu w nierozważnym rozluźnieniu zasad, ograniczających do tej pory rynek finansowy. Gdyby nie szaleńcza decyzja z wiosny 2004 roku, którą podjęła amerykańska Komisja Papierów Wartościowych (Securities and Exchange Commission) – przekonywał wtedy Rogoff – znacznie obniżająca normy ostrożnościowe dla banków inwestycyjnych, nie byłoby załamania gospodarczego na tak ogromną skalę. Komisja, pod presją kilku największych banków, m.in. Goldman Sachs, zgodziła się wówczas na uwolnienie kapitałów, które banki trzymały w rezerwie na wypadek konieczności pokrycia strat inwestycyjnych. Na skutek tej decyzji miliardy dolarów zasiliły rynek nieruchomości. Spirala długu zaczęła się nakręcać na dobre.

Rogoff dostrzega także inne przyczyny kryzysu, niezmienne od dziesiątek, a może nawet setek lat. Pisze o tym w swojej najnowszej książce pt. „Tym razem jest inaczej. Osiem wieków finansowego szaleństwa” (This Time is Different: Eight Centuries of Financial Folly), wydanej nakładem Princeton University Press. Wspólnie z Carmen Reinhart z Uniwersytetu Maryland, współautorką książki, przez prawie dziesięć lat zbierał materiały na temat dotychczasowych kryzysów.

Udało im się zbadać i porównać okoliczności załamań gospodarczych w ponad 60 krajach. Udowadniają, że kryzysy gospodarcze poprzedza zazwyczaj zbyt szybko rosnące zadłużenie, a towarzyszą temu pycha i arogancja polityków. Jak wynika z ich badań, rządy upiększają dane finansowe i ukrywają zazwyczaj prawdziwą skalę długu publicznego. Kiedy zamiast zapowiadanej wiecznej prosperity pojawia się kryzys, politycy powtarzają, że nie dało się go przewidzieć. Ale jak przekonują Rogoff i Reinhart, nie warto wierzyć w te zaklęcia. Historie nadmiernego zadłużania się, życia na kredyt i niespłacania należności powtarzają się od wieków i dlatego przyczyny kryzysów bankowych z XIX stulecia nie różnią się specjalnie od tych współczesnych.

Z Kennethem Rogoffem, w drodze na tegoroczne Forum Ekonomiczne w Davos, rozmawia Anna Gwozdowska.

Kto ponosi największą winę za kryzys? Ameryka? Czy może Chiny, które jak to sugeruje Paul Krugman, utrzymują na sztucznie niskim poziomie wartość swojej waluty, prowokując nierównowagę globalnej gospodarki?

Nie mam żadnych wątpliwości, że w pierwszej kolejności winne są Stany. Zresztą pospołu z Wielką Brytanią. Kryzys zaczął się właśnie tam. Oczywiście sytuacja w kilku innych krajach, takich jak Irlandia, Hiszpania czy Korea Płd., przyczyniła się do zaostrzenia kryzysu. Ale to USA i Wielka Brytania dopuściły do najbardziej radykalnego rozluźnienia rynku finansowego. Utrzymywały gigantyczne deficyty handlowe, wpuszczały do swojego systemu finansowego 700-800 miliardów USD rocznie, wierząc, że świat pcha się do nich drzwiami i oknami, bo są takie przyjazne inwestorom. Tymczasem okazało się, że w rzeczywistości kapitał płynął po prostu tam, gdzie regulacje były najsłabsze.

A Chiny?

Mają własne problemy. Naprawdę trudno obwiniać je za kryzys, choć oczywiście polityka chińskiego rządu w jakiejś mierze waży na światowej gospodarce.

W ubiegłym roku w Davos prognozował Pan, że ożywienie gospodarcze nastąpi dopiero w 2011 roku, a do tego czasu będziemy mieli głęboką recesję. Jak ocenia Pan stan „pacjenta” w tym roku?

Najgorszy etap kryzysu mamy już za sobą, co wcale nie oznacza, że wszystko wraca do normy. Normalność jest iluzją. Biorąc pod uwagę wszystkie gwarancje rządowe dla banków na całym świecie, pakiety stymulacyjne etc., można odnieść wrażenie, że świat przestał być rzeczywisty, a instytucje finansowe funkcjonują pod kloszem. Dlatego, kiedy prezydent Obama zapowiedział wprowadzenie regulacji, sektor bankowy doznał szoku. Takich sytuacji będzie więcej, bo nie mamy przecież do czynienia z normalnym wychodzeniem z kryzysu.

Są pierwsze oznaki zmian na lepsze. Gospodarka Wielkiej Brytanii zanotowała w ostatnim kwartale 2009 roku wzrost w wysokości 0,1 proc.

Poprawa następuje bardzo wolno, a na drodze do powrotu na ścieżkę wzrostu czyha mnóstwo niebezpieczeństw. Największym chyba wyzwaniem jest poziom długu publicznego, szczególnie w Europie, ale także w USA.

O życiu na kredyt, które poprzedzało wszystkie światowe kryzysy, pisze Pan w swojej najnowszej książce „This Time is Different”. Obecne załamanie to lustrzane odbicie wielu dziesiątków kryzysów w historii?

Korzenie tego kryzysu, tak jak poprzednich, które analizowałem w książce, tkwią w arogancji i ignorancji rządzących. Także tym razem politycy i ustawodawcy mieli mnóstwo czasu, by reagować i schłodzić gospodarkę. Ale jak zwykle skończyło się katastrofą, bo jak zwykle chodziło o maksymalne zyski tu i teraz. I nikt nie myślał o przyszłości. Ekonomiści, którzy ostrzegali przed kryzysem, ja też się do nich zaliczałem, zostali po prostu zignorowani. W styczniu 2008 roku przedstawiliśmy wspólnie z Carmen Reinhart wyniki naszej pracy. Posługując się zebranym materiałem, postawiliśmy tezę, że Stany będą musiały mieć dużo szczęścia, żeby uniknąć głębokiej recesji. Ale większość ekspertów i polityków uważała w tym czasie, że jeśli w ogóle, to możemy wpaść w jakąś łagodną formę recesji.

Powiedział Pan wcześniej, że niepokojący jest poziom długu publicznego w wielu krajach. W swojej analizie kryzysów światowych sporo Pan pisze o nadmiernym zadłużanie się państw, co rządy starały się ukrywać. Skąd mamy pewność, że i tym razem niczego przed nami nie skrywają?

To absolutnie kluczowy wniosek mojej analizy dotychczasowych kryzysów. Stan gospodarki jest zazwyczaj znacznie gorszy niż pozwala się nam sądzić. Spójrzmy na Chiny. Oficjalne komunikaty brzmią optymistycznie, chińska gospodarka nie hoduje żadnego bąbla, ale jak jest w rzeczywistości, naprawdę nie wiadomo. Kiedy byłem ekonomistą MFW, starałem się zbierać dane dotyczące długu publicznego i bardzo często otrzymywałem odpowiedź: nie jesteśmy w stanie przekazać takich danych. W rezultacie nawet MFW nie publikuje historycznych danych na ten temat.

Dlaczego rządy ukrywają przed opinią publiczną takie informacje?

Po prostu nie chcą, by opinia publiczna rozumiała i wiedziała, co się dzieje. Wydaje się im, że tak jest bezpieczniej. Czasem mamy do czynienia z arogancją. Politycy są przekonani, że u siebie w kraju mogą robić, co chcą.

Można już dziś ocenić, czy reakcja amerykańskiego rządu na kryzys była właściwa? Czy wykupywanie banków, wpompowywanie gigantycznych środków publicznych w rynek było rzeczywiście potrzebne, szczególnie w wolnorynkowych Stanach?

Tak i nie. Rząd nie mógł nie robić nic, potrzebne były jakieś radykalne działania, choć rzeczywiście w niektórych sprawach przesadził, szczególnie jeśli chodzi o pomoc dla sektora finansowego. Trzeba było znaleźć sposób na to, by wielkie firmy finansowe jakoś spłaciły choć część swoich należności. Rząd nie powinien był brać na siebie całej odpowiedzialności.

Co trzeba zrobić,  żeby zapobiec następnym kryzysom?

Kapitalizm nie jest w niebezpieczeństwie (śmiech), ale musimy przemyśleć zasady, w ramach których funkcjonuje rynek finansowy, bo inaczej za 10-15 lat będziemy świadkami następnego kryzysu. Ponieważ to Stany są odpowiedzialne za obecne załamanie gospodarcze, amerykański rząd musi znaleźć sposób na ściślejszą kontrolę nad sektorem finansowym.

Instytucje finansowe są dziś tak bogate, że stać je nawet na lobbowanie w Kongresie, a to kończy się katastrofą. Wystarczy wspomnieć tu decyzję Komisji Papierów Wartościowych z 2004 roku, która znacznie obniżyła normy ostrożnościowe dla banków inwestycyjnych. Uwolniony w ten sposób kapitał, posłużył do stworzenia bańki na rynku nieruchomości. Trzeba też zmienić sposób, w jaki finansowane są kampanie wyborcze w USA – po to, by zablokować szkodliwy lobbing. Warto edukować ludzi, uświadamiać im niebezpieczeństwa związane z działaniem rynku. To także może trochę pomóc.

Oczywiście, nie ma złotego środka i kryzysy będą się zdarzać nadal. Niezależnie od systemu politycznego, w jakim funkcjonuje dany kraj.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test