Realny jest powrót zniżek na ryzykowne rynki

W dalszym ciągu trudno znaleźć argumenty przemawiające na korzyść trwalszych zwyżek na rynkach akcji. Poprawa koniunktury, z jaką mamy do czynienia od kilku tygodni, bardziej opiera się na nadziejach na lepszą przyszłość, niż faktach. Nic więc dziwnego, że zyskują głównie firmy z sektorów defensywnych, a na części rynków ruch w górę ma ograniczoną skalę.
Realny jest powrót zniżek na ryzykowne rynki

(CC BY-NC-ND SimonQ)

Globalny rynek akcji zdołał przez ostatnie tygodnie odrobić połowę z wiosennych zniżek. W przypadku surowców jest to jedynie jedna trzecia. Za to euro, po skromnym czerwcowym odreagowaniu spadku, zdążyło już w relacji do dolara ustanowić nowy tegoroczny dołek. Wypadł najniżej od około dwóch lat. Nieustającym powodzeniem cieszą się obligacje, zarówno na rynkach rozwiniętych (poza krajami „zainfekowanymi” kryzysem zadłużeniowym), jak i wschodzących.

Podobnie jest z obligacjami przedsiębiorstw z najwyższymi ratingami. Oba rynki przekroczyły już wiosenne górki. Wiosenne straty zdołały prawie w całości odrobić obligacje firm wysokiego ryzyka (tzw. high yield). To proste zestawienie zachowania głównych rynków finansowych bardzo trafnie oddaje atmosferę na nich i mówi praktycznie wszystko o czynnikach oddziałujących na decyzje inwestorów.

Kryzys się tli – euro w kłopotach

Pomimo tego, że potrzebująca wsparcia w rekapitalizacji banków Hiszpania dostała pomoc ze strony Unii Europejskiej, to trudno mówić, by kryzys zadłużeniowy na Starym Kontynencie zmierzał ku końcowi. Nie ma wątpliwości, że konieczne jest jednoczesne działanie w trzech kierunkach, by ugruntować w inwestorach przekonanie, że strukturalne problemy Eurolandu udaje się przezwyciężyć. Równocześnie wszystkie trzy elementy są ze sobą ściśle powiązane. Chodzi przede wszystkim o uzdrowienie sektora bankowego, dla którego najważniejsze jest stworzenie mechanizmu szybkiego wsparcia na wypadek takiej potrzeby. Na razie wciąż zbyt długo trwa nakreślenie planu działania, gdy jakaś instytucja popada w problemy. Pomoc ma bardziej doraźny niż systemowy charakter.

Kolejną kwestią jest odbudowanie zaufania do prowadzonej polityki fiskalnej, czego odzwierciedleniem byłoby przedstawianie przez agencje ratingowe bardziej korzystnych perspektyw ocen wiarygodności europejskich państw. Powrót Irlandii na rynek dłużny jest pierwszą jaskółką nadziei na taki proces. Ostatnia kwestia to działania prorozwojowe. Przy niskim wzroście gospodarczym trudniej walczyć z długami publicznymi, czy wywoływać efekt bogactwa poprzez wzrost wartości aktywów społeczeństw.

Słaba gospodarka – tańsze surowce

Czerwcowe odczyty wskaźników wyprzedzających koniunktury przyniosły spadek poniżej ubiegłorocznych dołków. Globalny PMI osiągnął 50,3 pkt wobec 52,1 pkt w maju i znalazł się tym samym na krawędzi recesji. Sytuacja ekonomiczna staje się groźniejsza niż jesienią minionego roku. Spowolnienie obejmuje nie tylko sektor przemysłowy, ale jest również coraz bardziej zauważalne w usługach. Równocześnie osłabienie koniunktury występuje nie tylko w krajach ogarniętych kryzysem zadłużeniowym, ale odciska piętno w Niemczech, Chinach, Wielkiej Brytanii, Rosji, czy Stanach Zjednoczonych.

Doniesienia gospodarcze nie tylko obiektywnie są słabe, ale również blado wypadają na tle prognoz analityków. To oznacza, że w dalszym ciągu koniunktura gospodarcza rozczarowuje, co stanowi „pożywkę” dla niekorzystnych tendencji na rynkach ryzykownych aktywów. Jest to szczególnie dotkliwe dla emerging marklets, na których skala negatywnych zaskoczeń była ostatnio i wciąż jest większa niż rok temu. W największych gospodarkach zjawisko ma porównywalną siłę do tego z wakacji 2011 r. Odwrócenie tendencji w zakresie rozczarowań danymi gospodarczymi byłoby wstępem do trwalszej poprawy koniunktury na rynkach akcji, surowców, walut z emerging markets i innych traktowanych jako mocno powiązane z wahaniami koniunktury gospodarczej.

Akcje niechętnie odrabiają straty

Specyfiką ostatnich tygodni zarówno na giełdach, jak i rynkach towarów, był wzrost przede wszystkim aktywów o defensywnym charakterze, czyli takich, których atrakcyjność w mniejszym stopniu niż cyklicznych inwestycji powiązana jest z wahaniami koniunktury gospodarczej. Stąd na parkietach giełdowych zyskiwały bardziej spółki użyteczności publicznej, czy z branży ochrony zdrowia, niż przemysłowe, czy wydobywcze, w sektorze finansowym od banków lepiej wypadali ubezpieczyciele, a wśród surowców większym wzięciem cieszyły się produkty rolne, niż paliwa i metale przemysłowe.

Te tendencje sprzyjały naszej giełdzie, na której firmy defensywne, takie jak między innymi PGE, TP, Tauron, PGNiG, czy PZU, mają znaczny udział w indeksach. To dość nietypowe zachowanie w czasie poprawy nastrojów na rynkach ryzykownych aktywów. Dobrze obrazuje wątpliwości inwestorów dotyczące trwałości zwyżek. Można to wręcz traktować jako wotum nieufności wobec trwałości poprawy koniunktury.

Ten strach ma silne podstawy w perspektywach wyników finansowych przedsiębiorstw, które z jednej strony znacząco się pogorszyły w ostatnich tygodniach, a z drugiej strony w dalszym ciągu wydają się wciąż zawyżone. Pierwszy raz od 2009 r. zyski na akcję spółek z S&P 500 spadną w ujęciu kwartalnym. Jednocześnie w ujęciu rocznym wzrost zysków będzie najsłabszy w cyklu ich poprawy trwającym od 3 lat. Szacunki tegorocznej poprawy zarobków przedsiębiorstw z europejskiego indeksu DJ Stoxx 600 zostały od końca 2011 r. obniżone już o połowę. Prognozy na ten rok wciąż przy tym mówią o wyraźnym progresie w porównaniu z minionym rokiem. Jeśli zatem w kolejnych miesiącach kondycja gospodarek nie zacznie się poprawiać tworzyć to będzie pole do dalszego rozczarowania.

Wiarygodne firmy w cenie

Pierwsze reakcje w rozpoczętym dopiero co sezonie publikacji wyników kwartalnych w USA potwierdzają, że sprawa kondycji finansowej przedsiębiorstw i ich malejącej odporności na przedłużające się kłopoty globalnych gospodarek, staje się kluczowa. Koncern Alcoa z branży aluminiowej, pierwsza firma z indeksu DJIA, która podała wyniki za II kwartał, straciła po ich publikacji grubo ponad 4 proc. Inwestorzy nie zadowolili się zyskiem nieco lepszym od mocno obniżonych oczekiwań, a skupili się na drastycznym spadku zarobków i braku klarownych perspektyw ich poprawy. Podobne reakcje były na słabe prognozy spółek technologicznych w USA, czy niższą od oczekiwanej sprzedaż firm z branży konsumpcyjnej w Europie.

Kontynuacja niekorzystnych tendencji w zakresie kondycji finansowej przedsiębiorstw tworzyć będzie coraz większą niepewność wokół rynków obligacji korporacyjnych. Zwłaszcza papiery amerykańskich firm stanowiły dotąd remedium na niskie stopy procentowe i zmniejszające się możliwości lokowania kapitału na atrakcyjnych warunkach w bezpieczne aktywa. W II połowie ubiegłego roku taką funkcję przestał pełnić frank szwajcarski, od wiosny tego roku można tak mówić o złocie, które przestało być oazą na trudne czasy.

Papiery skarbowe najbardziej wiarygodnych krajów – USA, Niemiec i Wielkiej Brytanii – charakteryzuje coraz niższa rentowność, rzędu 1,5 proc. dla 10-latek i nie więcej niż 0,25 proc. dla obligacji 2-letnich. W obliczu słabnących rezultatów finansowych spółek również i obligacje korporacyjne mogą przestać być bezpieczną przystanią. Na krajowym podwórku takie zjawisko już obserwujemy, choć dotyka głównie papierów firm budowlanych, które mają trudności z regulowaniem swoich zobowiązań.

To właśnie zachowanie obligacji przedsiębiorstw na świecie ma szanse obecnie najwięcej powiedzieć o przyszłej koniunkturze na rynkach ryzykownych aktywów. Wszelkie oznaki słabnięcia koniunktury na tym rynku będą potwierdzać, że poprawa nastrojów, jakiej doświadczyliśmy przez kilka ostatnich tygodni była jedynie przerwą w spadkowym trendzie, jakie zaczął się wiosną. Dla naszej giełdy oznaczałoby to ponowne zejście WIG w okolice tegorocznego dołka. To dawałoby potencjał spadkowy rzędu 10 proc. od poziomów z początku II dekady lipca.

Krzysztof Stępień

(CC BY-NC-ND SimonQ)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Banki kupowały, kupują i będą kupować polskie obligacje

Kategoria: Rynki kapitałowe
Fundusze inwestycyjne musiały w marcu masowo wyprzedawać obligacje skarbowe, by obsłużyć klientów wycofujących środki. Ale wszystkie inne kategorie inwestorów także pozbywały się polskiego długu. Z jednym, ale bardzo istotnym wyjątkiem – na potęgę kupowały banki.
Banki kupowały, kupują i będą kupować polskie obligacje