content

Nawet liberalni Anglosasi idą w stronę populizmu

08.10.2016
Liberalizm kontra populizm - jak spowodować zwycięstwo pierwszego po ostatnich sukcesach drugiego, zastanawiali się w minionym tygodniu politycy, analitycy i dziennikarze.


Najciekawsze zestawienie w temacie: liberalizm kontra populizm daje The Economist. Z jednej strony obraz brytyjskiej premier, która skręca w stronę antyliberalnego populizmu, z drugiej esej prezydenta Baracka Obamy o tym jak hamować antyliberalny populizm.

Autorzy piszą, że brytyjska premier Theresa May stawia żądania swojej partii ponad dobro kraju. Artykuł sprowokowało podanie przez panią premier terminu uruchomienia procesu opuszczania Unii przed końcem marca 2017 r. oraz sugestia, że będzie to raczej „twardy” Brexit, czyli zerwanie z wolnym rynkiem. Otrzymała za to wysoce krytyczną ocenę ze strony redaktorów The Economist.

Komplementarny do tego jest artykuł wyjaśniający, iż premier May planuje dla Wielkiej Brytanii nowy porządek ekonomiczny — antyliberalny. Pismo przekonuje, że liberalna opozycja powinna przedstawić alternatywę, a nie jedynie załamywać ręce.

Podobnie krytycznie założenia premier May ocenia Desmond Lachman z American Enterprise Institute. FT także uważa Theresę May za populistkę. W komentarzu Robert Schrimsley porównuje (dostęp płatny) wizję pani premier do komediowej wizji II Wojny Światowej w serialu TV „Armia Tatusia”.

Kontrastowo, w tym samym numerze The Economist prezentuje esej pióra prezydenta Baracka Obamy. Obama wyjaśnia, jak to się stało, że tak duża część Amerykanów nagle skręciła w stronę populizmu. Pisze także jak to przekłada się na główne wyzwania gospodarcze, które odziedziczy jego następca. Każde — od ożywienia produkcji poprzez zachęty/inwestycje i lepszy system podatkowy, zmniejszenie nierówności ekonomicznych w społeczeństwie i ożywienie rynku pracy, skończywszy na poprawie bezpieczeństwa systemu bankowości i finansów — ma kluczowe znaczenie dla gospodarki świata, wobec czego odpowiedzialność ponosi i powinna ponosić Ameryka.

Wyzwania tym bardziej naglące, że – jak ogłosił Międzynarodowy Fundusz Walutowy – amerykańska gospodarka traci impet. W tym roku zdaniem analityków MFW tempo wzrostu gospodarczego USA będzie nie większe niż 1,6 proc., w porównaniu do 2,6 proc. w roku 2015. >>Omówienie raportu MFW

Czy następca prezydenta Obamy odpowie na te wyzwania w duchu ekonomicznego liberalizmu? Wynik amerykańskich wyborów jest – podobnie jak skutki Brexitu – trudny do przewidzenia. Kandydatów dzielą w sondażach zaledwie 2-3 proc. Zwykle sporo można wywnioskować z zachowania inwestorów, nie tym razem jednak. Ciekawą analizę o zachowaniu rynków dał Bloomberg. Tytuł mówi wszystko: Wall Street może nie mieć pełnego pola widzenia jeśli chodzi o Trumpa.

>>więcej: Jak zazwyczaj rynki przewidują zwycięzcę wyborów

O populizmie rozmawiali politycy i ekonomiści podczas konferencji Międzynarodowego Funduszu Walutowego o bezpieczeństwie finansowym świata. Populizm to jedno zmartwienie, dług świata wielkości 152 bln dolarów, czyli 225 proc. światowego PKB, to równie palący dla MFW problem.

Bo choć populizm zdominował spotkanie MFW, to istotnym tematem było też bezpieczeństwo systemu finansowego świata, czyli struktura GFSN (global financial safety net). Dobrą analizę tej struktury dało w VoxEU dwoje ekonomistów z Europejskiego Banku Centralnego odpowiadając na pytanie, co faktycznie wiemy o globalnej sieci finansowego zabezpieczenia.

Elementy GFSN to pożyczki Międzynarodowego Funduszu Walutowego, finansowanie regionalne, linie swapowe banków centralnych oraz rezerwy obcych walut (jako własne ubezpieczenie). Autorzy pokazują obecny stan każdego z tych elementów.

Druga wiodąca na świecie gospodarcza instytucja, Bank Światowy, była przedmiotem rozważań, czy potrzebuje ona większych nakładów finansowych. Lawrence Summers i inni opublikowali wezwanie, aby nie budować większego banku, a usprawnić istniejący.

Artykuł w Bloombergu jest efektem raportu ekspertów o wyzwaniach dla banków rozwoju gospodarczego, którym to pracom Summers i współautorzy przewodniczyli. Raport zawiera pięć rekomendacji dla takich banków — od wprowadzenia klarownego społecznego mandatu, przez zwiększenie inwestycji w zrównoważoną infrastrukturę (sustainable), wyjście poza utarte modele biznesu, położenie większego nacisku na rekonstrukcję do oddania większej decyzyjności udziałowcom banków. >>Cały raport

Amerykańskie ministerstwo sprawiedliwości nie zmniejsza kary 14 mld dolarów, których żąda od Deutsche Bank. Afera postawiła niemiecką Kanclerz Angelę Merkel w obliczu tego samego pytania, które niegdyś mieli Amerykanie — czy użyć pieniędzy podatników do ratowania prywatnego banku. Niemiecki biznes stanął murem za DB twierdząc, że bank jest „za duży i za niemiecki by upaść” – potrzebny, by niemiecki biznes nie musiał polegać jedynie na zagranicznych bankach.

Jeden kłopot Deutsche Banku przynajmniej jednak odpadł. Niemiecka agencja regulacyjna BAFIN nie znalazła dowodów, że bank naruszył prawo zakazujące relacji z Rosją.

>>warto przeczytać: Wracają kłopoty z bankami w Niemczech

To, że big data zmieni sposób mierzenia wartości gospodarek jest wiadomo od pewnego czasu. Na pewno szybciej będą znane dane o sprzedaży i cenach. Najbardziej ekscytująca – jak uważają Stephen Redding z Princeton i David Weinstein z Center for Japanese Economy and Business – będzie jednak dostępność zupełnie nowych danych. Przypominają, że w przypadku PKB nominalne zmienne są łatwe do zmierzenia, ale rzeczywiste zmienne wymagają teorii zachowań ekonomicznych.

Tak jak księgowi żartują, że sprzedaż to fakt, zysk to idea, tak mamy do czynienia z analogią, iż „wydatki konsumenckie to fakt, rzeczywiste dochody to idea” — twierdzą autorzy. Problem nie leży w tym, że nie wiadomo jak zmierzyć dochody, ale że jest za dużo sposobów mierzenia i ekonomiści nie mogą się zgodzić, który wybrać, a wybrane w efekcie są niezgodne.

CATO Institute opublikował jesienne wydanie magazynu. Ciekawe są analizy odwrotnych skutków niekonwencjonalnej polityki monetarnej oraz te o G20 i globalnym zarządzaniu i tworzeniu państwowości w Czarnogórze.

Na koniec ciekawe obserwacje, jak duży jest koszt dla światowej gospodarki, gdy jakiś rząd odcina dany kraj od internetu. Wydawałoby się, że odcięcia nie są tak częste. Szacunki poczynił Darrell M. West z Brookings Institute. Okazuje się, że tylko w ciągu roku – od lipca 2015 r. – do lipca 2016 r – było takich odcięć 81 w 19 krajach, od Turcji, przez Bangladesz do Arabii Saudyjskiej i Brazylii. Koszt szacowany — przynajmniej 2,4 mld dol.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły