Rynki kapitałowe: wzrasta ryzyko głębszej korekty

29.04.2011
Dotarcie indeksu WIG do silnego oporu, jaki znajduje się w okolicach 50 tys. pkt, zatrzymało zwyżkę notowań na warszawskim parkiecie. Od ponad 3 tygodni inwestorzy próbują znaleźć odpowiedź na pytanie, czy jest to jedynie przystanek przed dalszym ruchem w górę, czy też wstęp do silniejszej korekty kursów.

Opór na wykresie WIG ma charakter techniczny. Trzeba sięgnąć do teorii, która zwraca uwagę na zasadę złotej proporcji pomiędzy okresami wzrostów notowań i późniejszych spadków. Otóż, jeśli relacja między trendem wzrostu i jego korektą przekracza określone wartości – w teorii używa się pojęcia „zniesienie wzrostu” – można spodziewać się przełomowego momentu w notowaniach. Jednym z takich punktów jest wartość 61,8 proc. Warszawska giełda osiągnęła właśnie 61,8-proc. zniesienie bessy trwającej od połowy 2007 r. do początków 2009 r. Na dodatek – to druga wskazówka z analizy technicznej – notowania na GPW dobrnęły do górnego ograniczenia kanału zwyżkowego, jaki obejmuje notowania od lutego 2010 r.

Znaczenie pierwszego elementu oceny, czyli zniesienia zwiększa fakt, że wszystkie wcześniejsze bariery tego typu sprowadzały na nasz parkiet ochłodzenie koniunktury. Tak było w czerwcu 2009 r., gdy rynek dotarł do innych ważnych punktów – 23,6-proc. zniesienia, potem, gdy w sierpniu 2009 r. znalazł się przy 38,2-proc. zniesieniu i następnie, gdy osiągnął 50-proc. zniesienie w kwietniu minionego roku. Rangę kanału podnosi natomiast to, że na wielu rynkach w ostatnich miesiącach takie formacje miały prognostyczną moc, a teraz w podobnej sytuacji znajduje się rynek rosyjski, dla którego podobny opór w ostatnich miesiącach sprawdził się aż 3-krotnie.

Sell In May?

Wraz z rozpoczęciem maja rynki akcji wchodzą w okres, który statystycznie nie sprzyja inwestycjom giełdowym. Albo inaczej – wraz z końcem kwietnia rozpoczyna się czas, który statystycznie charakteryzuje się niższymi stopami zwrotu. Licząc od 1990 r. strategia kupna na pierwszej sesji maja i sprzedaży na ostatniej sesji października przynosiła w Stanach Zjednoczonych przeciętnie 0,8 proc. zysku, podczas gdy trzymanie akcji przez 6 miesięcy począwszy od początku listopada pozwalało zarobić średnio 6,4 proc.

Na te wyniki składają się oczywiście bardzo zróżnicowane zachowania w poszczególnych okresach. Na średni wynik strategii sprzedaży papierów na początku maja wpłynęły straty przekraczające 30 proc., ale mieliśmy też przypadek, kiedy kupując akcje w tym momencie i trzymając je do końca października można było zyskać ponad 18 proc. Od 1990 r. 7-krotnie amerykański rynek tracił w takim okresie.

W przeciwnej strategii zniżki zdarzały się 5-krotnie, ale największa z nich wyniosła jedynie 12,1 proc. Równocześnie w obu podejściach abstrahujemy od tego, co na rynku akcji dzieje się w ciągu tych 6 miesięcy. A zmiany w tym czasie mogą być bardzo duże. I tak w minionym roku kupno na początku maja amerykańskich akcji przyniosło do końca października 1,6 proc. straty, ale pomiędzy maksimum i minimum z tego okresu rozpiętość notowań sięgnęła blisko 15 proc. Takich przykładów jest znacznie więcej.

Dlatego też efekt kalendarzowy trudno uznać za kluczową podstawę podejmowanych decyzji. Skłania on natomiast do przekonania, że z początkiem maja wejdziemy w okres mniej sprzyjający inwestycjom giełdowym. Biorąc przy tym pod uwagę utrzymującą się na rynkach akcji ograniczoną zmienność, tym bardziej z otwieraniem pozycji warto czekać na cofnięcie się koniunktury, a nie kupować po zwyżkach.

W tym roku wyjątkowo wiele przesłanek skłania do wzięcia pod uwagę takiego scenariusza. Najbliższe dwa miesiące będą czasem, w którym końca dobiegać będzie II runda ilościowego poluzowania polityki pieniężnej w Ameryce. Praktycznie jest przesądzone, że program nie będzie kontynuowany. Wniosek taki płynie z komentarzy po kwietniowym posiedzeniu Rezerwy Federalnej.

Nie otrzymaliśmy natomiast zbyt wielu wskazówek dotyczących tego, co władze monetarne w USA zamierzają zrobić ze skupionymi papierami wartościowymi. Inwestorzy przyjmują, że nie trafią one szybko na rynek. Wciąż przy tym nie pojawiają się na horyzoncie podwyżki stóp procentowych. W tych warunkach kluczowe staje się to, jak rynki finansowe będą się zachowywać bez dodatkowego wsparcia, jakim były pieniądze pochodzące ze skupu obligacji. By pokazać, jak takie pieniądze działają na kondycję rynków, wystarczy wspomnieć ich zachowanie po tym, jak Bank Japonii zdecydował się na dodruk pieniądza po kataklizmie, jaki nawiedził ten kraj w marcu. Stały się one jednym z głównych impulsów prowadzących do odrobienia strat po zniżkach, które przetoczyły się przez światowe rynki w pierwszej połowie marca.

Tempo wzrostu słabnie

Od kilku tygodni obserwujemy napływanie coraz większej liczby danych gospodarczych, które nie są w stanie sprostać oczekiwaniom analityków. Indeks obrazujący proporcje pomiędzy lepszymi i gorszymi od spodziewanych wiadomościami dla 10 najważniejszych państw świata spadł z ponad 20 pkt w początkach kwietnia do mniej niż 3 pkt obecnie. W początkach marca miał blisko 40 pkt. Lepiej sytuacja wygląda na rynkach wschodzących, na których wskaźnik podniósł się od początku kwietnia z 28,3 pkt do 35 pkt. W I połowie marca miał ok. 40 pkt.

Negatywne zjawiska pojawiły się także w przypadku naszej gospodarki. Praktycznie wszystkie informacje o stanie naszej gospodarki w marcu wskazały na wyraźne osłabienie tempa wzrostu. Najbardziej widoczne było to w przypadku przemysłu, który w skali roku rozwijał się najsłabiej od jesieni 2009 r. Wyhamowało tempo wzrostu zatrudnienia, płace podnosiły się mniej niż inflacja, nastroje konsumentów pogorszyły się, sprzedaż detaliczna po uwzględnieniu inflacji też wytraciła tempo.

Doniesienia o wytracaniu tempa przez wzrost gospodarczy nie byłyby groźne, gdyby nie skrajnie optymistyczne nastroje inwestorów. Odzwierciedlają one wygórowane oczekiwania odnośnie do przyszłości. W każdym tygodniu kwietnia odsetek giełdowych byków w ankiecie Investors Intelligence, obrazującej nastawienie do rynku akcji w USA autorów najbardziej popularnych biuletynów inwestycyjnych, przewyższał 54 proc., a pesymistów było mniej niż 20 proc.

Dla porównania w marcu optymistów było 51-52 proc., a niedźwiedzi około 20-23 proc. W pierwszym tygodniu kwietnia relacja byków do niedźwiedzi przekroczyła 3,6, czyli poziom ostatnio widziany jesienią 2003 r. Równocześnie od 5 tygodni brakuje chętnych do grania „na krótko” wśród aktywnie zarządzających portfelami inwestycyjnymi. Takiej sytuacji nie było nigdy w 5-letniej historii ankietowania tej grupy. W każdym tygodniu kwietnia średnie zaangażowanie w akcje wśród zarządzających przekraczało 80 proc., który to poziom uznawany jest za ostrzegawczy jeśli chodzi o skalę optymizmu.

Drugi miesiąc spadku cen miedzi

Rys. 1 Ceny miedzi na tle indeksu cen towarów CRB

Rys. 2 Indeks cen towarów CRB na tle kursu EUR/USD

Drugi kolejny miesiąc pod kreską notowania kończy miedź. To specyficzny surowiec, któremu żartobliwie przypisuje się doktorat z ekonomii z racji, że kondycja tego rynku trafnie wskazuje kierunek koniunkturze gospodarczej. Słabe zachowanie cen tego metalu jest tym bardziej widoczne, że cały rynek surowców ma za sobą ósmy kolejny miesiąc zwyżki. To bezprecedensowy w historii wyczyn. Zapewne nie byłby możliwy, gdyby nie deprecjacja dolara, która nasiliła się w ostatnich tygodniach. W ostatnich trzech miesiącach notowania towarów poszły w górę praktycznie tyle samo, co straciła amerykańska waluta. To zaś pokazuje, że hossa surowcowa ma coraz bardziej spekulacyjny charakter.

Wszystkie te okoliczności skłaniają do przekonania, że potencjał zwyżkowy rynków akcji jest ograniczony, natomiast nasila się ryzyko pojawienia głębszej korekty. Tym samym relacja potencjalnego zysku do potencjalnej straty, podstawowy parametr opisujący atrakcyjność inwestycji giełdowych, stała się mocno niekorzystna. Spadek wartości dolara wywoła w końcu obawy przed nasileniem się inflacji także w Stanach Zjednoczonych. To odwróciłoby niekorzystną dla amerykańskiej waluty tendencję, przyczyniając się do korekty na rynku surowców i innych ryzykownych aktywów.

Krzysztof Stępień jest głównym analitykiem i dyrektorem inwestycyjnym Opera TFI

Artykuły powiązane


Tagi

Popularne artykuły

test