Chińska krucjata po surowce

23.11.2013
Bez rozgłosu i wielokrotnie przepłacając Chińczycy przejmują złoża surowców na całym świecie – pisze Dambisa Moyo w książce „Winner Take All: China's Race for Resources and What It Means for the World”.


Książka (polski tytuł to „Zwycięzca bierze wszystko: Wyścig Chin po surowce i co z tego wynika dla świata”) zadebiutowała na 13 miejscu listy bestsellerów „The New York Times” i na czwartej pozycji listy biznesowych bestsellerów „The Wall Street Journal”.

44-letnia Dambisa Moyo urodziła się i wychowała w Zambii. W 2002 r. uzyskała doktorat z ekonomii na Oksfordzie (temat pracy: „Eseje o determinantach komponentów oszczędności w krajach rozwijających się”). Tytuł magistra (Master of Business and Administration) otrzymała na Harwardzie. Ma także licencjata z Chemii z American University z Waszyngtonu. Była konsultantem Bank Światowego oraz pracowała m.in. w banku inwestycyjnym Goldman Sachs.

W 2009 r. magazyn „Time” umieścił ją wśród 100 najbardziej wpływowych ludzi świata. W 2013 r. otrzymała nagrodę im. Friedricha Hayeka (Hayek Lifetime Achievement Award) przyznawaną przez Centrum Austriackiej Ekonomii z Wiednia za „krytykę polityki gospodarczej skupionej na państwie”.

W 2010 r. wydała książkę „Dead Aid: Why Aid Makes Things Worse and How There Is Another Way for Africa”(„Martwa pomoc: Dlaczego pomoc pogarsza sytuację i jak pomóc Afryce w inny sposób”) a w 2012 r.  „How the West Was Lost: Fifty Years of Economic Folly and the Stark Choices Ahead”(„W jaki sposób pogubił się zachód: 50 lat ekonomicznej głupoty i poważne wybory w przyszłości”). Wszystkie jej książki znalazły się liście bestsellerów tygodnika „The New York Times”.

Moyo regularnie pisuje w „The Financial Times” i „The Wall Street Journal”. Pojawia się jako gość w programach telewizyjnych CNN, BBC, Fox Business i Bloomberg. Obecnie jest w zarządzie Barclays Bank (siódmy na świecie bank pod względem wielkości aktywów), SABMiller (producent napojów, należy do 100 firm o największej kapitalizacji na londyńskiej giełdzie) i Barrick Gold (największa na świecie firma wydobywająca złoto).

Jak pisze Moyo w ciągu ostatniej dekady Chiny przeszły z pozycji nic nie znaczącego gracza na pierwsze miejsce na świecie jeżeli chodzi o międzynarodowe transakcje, których celem jest uzyskanie dostępu do surowców.

13 czerwca 2010 r. nagłówek w wydaniu dziennika „The New York Times” brzmiał: ”Stany Zjednoczone zidentyfikowały olbrzymie złoża surowców w Afganistanie”. Warte są jeden bilion dolarów surowców. Jest wśród n m.in. żelazo, kobalt, złoto i lit. Rok przed ujawnieniem tej informacji przez prasę Chińczycy podpisali umowy z Afgańczykami (w tym z władzami kopalni miedzi Aynak w prowincji Longar) na ich wydobycie.

W 2010 r. Chiny, wówczas już największy partner handlowy Brazylii, prześcignęły USA zostając największym inwestorem zagranicznym w tym kraju. Stało się to w niespełna sześć miesięcy. Jeszcze w 2009 r. Chiny były 29 krajem pod  względem wartości inwestycji w Brazylii. Po czym w 2010 r. inwestycje wzrosły dziesięciokrotnie, do 20 mld dolarów. Pieniądze pójdą m.in. na sadzenie soi na 40 tys. hektarów ziemi oraz wydobycie ropy naftowej z należących do Brazylii bogatych morskich złóż (na ten cel Chiny zapowiedziały przeznaczenie kolejnych 250 mld dolarów).

Z kolei latem 2007 r. chińska firma Chinalco za 3 mld dolarów kupiła górę w Peru (jej nazwa to Toromocho). A dokładnie to kupiła prawa do wydobycia surowców, które się w niej znajdują. Zawiera ona jedne z największych na świecie złóż miedzi (dwa miliardy ton). Ta sama firma –  Chinalco – w 2008 r. wydała 14 mld dolarów na zakup 9 proc. udziałów w angielsko-australijskim przedsiębiorstwie wydobywczym Rio Tinto (kontroluje ono duże złoża rudy żelaza).

W czerwcu 2009 r. Sinpoec – wiodąca chińska firma petrochemiczna – za 7,2 mld dolarów zakupiła Addax Petroleum, spółkę do której należą istotne złoża ropy naftowej w Iraku i Nigerii. Sinpoec nabył także w październiku 2010 r. – za 7 mld dolarów –  40 proc. udziałów w brazylijskiej filii hiszpańskiej firmy petrochemicznej Rep-sol. Kupili również –  w czerwcu 2006 r. – udziały (za 3,5 mld dolarów) w joint-venture z rosyjskim Rosneft-em (firma zajmująca się wydobyciem gazy i ropy naftowej). Podobnych przykładów jest w książce Moyo znacznie więcej.

Autorka zwraca uwagę, że Chińczycy zapewniają sobie także infrastrukturę, by móc surowce dostarczyć do Chin. W 2008 r. podpisali umowę z rządem Grecji na zarządzanie częścią greckiego portu Pireus, największego portu w Europie i trzeciego największego na świecie. Chińska, państwowa firma Cosco Pacific za 5,6 mld dolarów zobowiązała się zwiększyć przepustowość portu o 250 proc. w ciągu 35 lat. Z tych samych powodów Chińczycy zainwestowali także w porty i rurociągi m.in.. w Pakistanie, Birmie i Sri Lance a w drogi i koleje w Etiopii, Argentynie i Ukrainie.

Rozbudowa infrastruktury następuję również w kraju macierzystym. W 2011 r. Szanghaj stał się największym na świecie portem do transportu kontenerowego, prześcigając Singapur. Obecnie ponad połowa z dziesiątki największych portów do transportu kontenerowego to porty chińskie i wiele wskazuje to, że kolejne (Ningbo, Shenzhen, and Guangzhou) w niedługim czasie prześcignął Singapur.

Chinz mają  trzy billiony (tysiące miliardów) dolarów rezerw w zagranicznych walutach i mogą sobie pozwolić na zakupy, na które nie stać żadnego innego kraju na świecie. Najwięcej transakcji dokonują oczywiście państwowe firmy, bo 30 największych globalnie działających chińskich firm jest własnością państwa (na przykład trzech największych chińskich inwestorów w Afryce to państwowe chińskie przedsiębiorstwa: China Petrochemical Corporation, China National Petroleum Corporation i China National Oil Corporation).

Ale prywatne chińskie również nie próżnują. Chińskie władze wspierają je nisko oprocentowanymi kredytami na zakupy zgodne z polityką państwa. Na przykład w 2009 r. Wuhan Iron and Steel, trzeci największy producent stali w Chinach otrzymał przedłużenie dostępu do prawie 12 mld dolarów linii kredytowej z państwowego China Development Bank. Celem pożyczki jest „zapewnienie zamorskiej bazy surowcowej”.

Co ciekawe, o tym jak bardzo Chińczykom zależy na przejęciu jak największej ilości surowców świadczy to, że często płacą za nie ceny zdecydowanie wyższe od rynkowych. Na przykład w lutym 2009 r. Chińczycy zgodzili się pożyczyć rosyjskim firmom naftowym 25 mld dolarów w zamian za dostawy ropy na najbliższe 20 lat. To oznacza, że Chińczycy zapłacili 35 dolarów za baryłkę ropy naftowej „w ziemi”, podczas gdy jej cena na rynku to 10 dolarów.

Autorka opowiada jak to na jednej z konferencji poświęconej rynkowi surowców zachodni bankier przedstawił  prezentację.  Udowadniał w niej, że według zachodnich modeli zdyskontowana wartość surowców, które kupują Chińczycy znacznie odbiega od cen, które oni za nie dzisiaj płacą. Przedstawiciel rządu Chin wysłuchał tych argumentów w ciszy. Zdaniem autorki na zachodzie jest powszechne przekonanie, że Chińczycy „po prostu nie nie rozumieją rynku surowców”. Przypisuje im się naiwność, ignorancje a nawet brak zdrowego rozsądku.

Moyo zwraca jednak uwagę, że decyzje o zakupie dostępu do surowców podejmowane są na szczeblu rządowym. A rząd może mieć także inne cele, niż tylko zapewnić sobie odpowiednią stopę zwrotu z kapitału. Tym nadrzędnym celem może być na przykład utrzymanie w długim terminie wysokiego wzrostu gospodarczego i niskiego bezrobocia w Chinach, co jest z kolei konieczne do utrzymania spokoju społecznego, tak by uniknąć wydarzeń takich jak masakra na Placu Tiananmen z 1989 r. Gdy zatem weźmiemy pod uwagę, że „w cenie”  zawarty jest pokój w zamieszkałym przez prawie półtora miliarda ludzi kraju, ceny płacone przez Chińczyków za surowce przestają wydawać się być takie wysokie.

Autorka zauważa, że jeżeli scenariusz który zakładają Chińczycy zrealizuje się, to w najlepszym wypadku ceny surowców  takich jak ziemia rolna, woda, minerały czy ropa naftowej wystrzelą w górę i na zawsze pozostaną bardzo wysokie. W efekcie jedzenie w supermarketach (chleb, cukier, mięso, mleko itd.), woda, samochody, telefony komórkowe, benzyna – będą miały znacznie wyższe ceny, niż obecnie a poziom życia na świecie obniży się. W najgorszym wypadku braki surowców mogą doprowadzić do wojen. Moyo wylicza, że od 1990 r. co najmniej 18 konfliktów zbrojnych miało swoje źródła w braku surowców.

„Winner Take All: China’s Race for Resources and What It Means for the World” to ważna i warta uwagi książka i to bez  względu na to, czy się zgadzamy z autorką czy nie. Jak bowiem zauważył recenzent „The Financial Times”: „W tej książce zawarto taką ilość informacji, że po prostu nie da się nic z niej nie nauczyć”.

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test