Ekonomiści są zbędni

26.08.2012
Większość ludzi w krajach bogatych zarabia więcej niż powinna, a ekonomiści nie są niezbędni krajom, które chcą się szybko bogacić. To tylko dwie z kilkudziesięciu dających do myślenia tez, które stawia prof. Ha Joon Chang w książce „23 Things They Don`t Tell You About Capitalism” („23 rzeczy, których nie mówią ci o kapitalizmie”).


„Ekonomia jest bardzo pożyteczna. Dzięki niej wielu ekonomistów może zarobić na życie” – powiedział kiedyś słynny ekonomista John Kenneth Galbraith. Chang udowadnia, że kraje, które bogaciły się najszybciej nie były rządzone przez ekonomistów. Od lat 50. do połowy lat 90. XX w. krajach takich jak Japonia, Tajwan, Korea Południowa, Singapur, Hongkong oraz od lat 80. do dzisiaj w Chinach PKB na osobę rósł w tempie 6-7 proc. rocznie. Dla porównania: w czasie rewolucji przemysłowej w XIX w. PKB na osobę w Europie Zachodniej i byłych anglosaskich koloniach Wielkiej Brytanii (USA, Australia, Nowa Zelandia) rósł w tempie 1-1,5 proc. rocznie. A podczas tzw. złotej ery kapitalizmu, czyli między latami 50. a 70. XX w. PKB na osobę rósł tam w tempie 3,5 proc. – 4 proc.

Chang zauważa, że można by wnioskować, iż kraje te musiały mieć bardzo dobrych ekonomistów. Tymczasem w rządach tych krajów ekonomistów nie było prawie w ogóle. Zarządcy japońskiej gospodarki byli w większości prawnikami. Na Tajwanie osoby odpowiedzialne w rządzie za gospodarkę były najczęściej inżynierami albo naukowcami (podobnie jest obecnie w Chinach). Także w Korei Południowej (w szczególności przed 1980 r.) gospodarką zarządzali głównie prawnicy. A Oh Won-Chul, osoba odpowiedzialna za stworzenie i wdrożenie programu industrializacji Korei Południowej był z wykształcenia inżynierem.

Większość ludzi w bogatych krajach zarabia więcej niż powinna – pisze dalej Chang. Jak to możliwe? Otóż kierowca autobusu w New Dehli dostaje około 18 rupii za godzinę. Jego odpowiednik w Sztokholmie dostaje ok. 130 koron szwedzkich (dane z lata 2009 r.) co w przeliczeniu wynosi ok. 870 rupii, czyli prawie pięćdziesiąt razy więcej. Jedyny powód dla którego zarabia tak wiele, to ograniczenia imigracyjne. Kierowca z Indii, Chin czy Ghany jest w stanie równie dobrze wykonywać ten zawód. Gdyby mogli oni swobodnie pracować w Szwecji stawki tamtejszych kierowców drastycznie by spadły.

A dlaczego szwedzkie firmy stać by tak wiele płacić zatrudnianym kierowcom? Otóż szwedzki kierowca zarabia pięćdziesiąt razy więcej niż hinduski dlatego, że „dzieli” rynek pracy z ludźmi, którzy są kilkaset razy bardziej produktywni niż ich odpowiednicy w Indiach. To na przykład inżynierowie i naukowcy w największych szwedzkich firmach Ericsson czy Saab. Chang wysnuwa z tego następujący wniosek: większość ludzi w biednych krajach jest biedna dlatego, że bogaci w ich krajach nie są tak produktywni jak ci z bogatych krajów. I od razu nasuwa się kolejny: wysokie pensje większości obywateli bogatych krajów zawdzięczają politykom, którzy chronią ich przed konkurencją pracowników z biedniejszych krajów i w ten sposób sztucznie zawyżają ich pensje.

Chang nie kryje, że jest zwolennikiem aktywnego udziału państwa w gospodarce. Stąd stawianie tez takich jak ta, że kraje z większym socjalem mogą bogacić się szybciej, niż wolnorynkowe, choć powszechne przekonanie jest dokładnie odwrotne. Tymczasem aż do lat 80. XX w. gospodarka USA rosła wolniej, niż gospodarki krajów Europy, mimo iż miała zdecydowanie mniej rozbudowane państwo opiekuńcze.

Na przykład w 1980 r. publiczne wydatki socjalne wynosiły w USA 13,3 proc. PKB, podczas gdy w 15 krajach ówczesnej UE było to 19,9 proc. PKB (w Szwecji wskaźnik ten wynosił 28,6 proc., 24,1 proc. w Holandii i 23 proc. w Niemczech Zachodnich). Tymczasem PKB na osobę rocznie rosło od 1950 r. do 1987 r. w tempie 3,8 proc. w Niemczech, 2,7 proc. w Szwecji, 2,5 proc. w Holandii i tylko 1,9 proc. w USA. Oczywiście wydatki socjalne to tylko jeden z czynników wpływających na wzrost, ale powyższe przykłady pokazują, że wysoki wzrost jest możliwy przy rozbudowanym „socjalu”.

Nawet po 1990 r., kiedy gospodarka USA zaczęła rosnąć relatywnie szybciej, ciągle są kraje opiekuńcze, które rosną szybciej. Na przykład pomiędzy 1990 r. a 2008 r. PKB na osobę rosło w USA w tempie 1,8 proc. rocznie. Tymczasem dwa kraje OECD, których gospodarki rosły najszybciej po 1990 r. to Finlandia (2,6 proc. PKB wzrostu rocznie) i Norwegia (2,5 proc.), które mają wysoki odsetek wydatków socjalnych w PKB. W 2003 r. wynosiły one 22,5 proc. PKB w Finlandii i 25,1 proc. w Norwegii (średnia  w OECD to 20,7 proc. a w USA 16,2 proc.).

Podobnie wygląda sprawa ze Szwecją, która ma największy na świecie udział wydatków socjalnych w PKB (31,3 proc.), dwa razy więcej, niż w USA. Tymczasem w latach 2000-2008 gospodarka tego kraju rosła w tempie 2,4 proc. PKB rocznie, podczas gdy amerykańska tylko o 1,8 proc. PKB.

Dlaczego tak się dzieje? Ha Joon Changa przekornie twierdzi, iż  państwo socjalne nie rozleniwia, ale sprawia, że ludzie stają się bardziej otwarci na zmiany. W większości bogatych państw UE bezrobotni zachowują bowiem prawo do ubezpieczenia zdrowotnego, dostają zasiłek sięgający nawet 80 proc. pensji, a rząd płaci za ich szkolenia. Mniej boją się utraty i zmiany pracy i są bardziej otwarci na zmiany, co sprzyja wzrostowi gospodarczemu.

23 Things They Don`t Tell You About Capitalism” („23 rzeczy, których nie mówią ci o kapitalizmie”) to książka napisana po komercyjnym sukcesie jego poprzedniej książki „Bad Samaritans, The Myth of Free Trade and the Secret History of Capitalism” („Źli samarytanie. Mit wolnego handlu i sekretna historia kapitalizmu”). Nie dorównuje tej pozycji, ale jest zdecydowanie warta wagi. Nie ma bowiem wielu współczesnych ekonomistów, którzy potrafiliby nawiązać równorzędną walkę na argumenty ze zwolennikami wolnego rynku i jeszcze robią to w sposób atrakcyjny dla czytelnika mało zainteresowanego ekonomią.

Aleksander Piński


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły