Niebezpieczne idee

16.08.2014
„Niepotrzebnie zastosowano politykę zaciskania pasa w stosunku do Portugalii, Włoch, Hiszpanii i Irlandii, wpędzając te kraje w jeszcze większe kłopoty” – pisze Mark Blyth w książce „Austerity: The History of a Dangerous Idea” i przypomina, że w tych krajach i tak „nigdy nie było orgii rządowych wydatków”. Austerity to angielskie słowo oznaczające skromność, ascezę, surowość. W anglojęzycznej prasie ekonomicznej używa się go jako określenie programu radykalnych oszczędności, których skutkiem jest deflacja w płacach, cenach i wydatkach publicznych. Chyba najbliższym mu polskim określeniem jest „polityka zaciskania pasa”.


Celem polityki zaciskania pasa jest zmniejszenie zadłużenia państwa i przywrócenie konkurencyjności gospodarce. Zwolennicy tej polityki twierdzą, że w jej wyniku wzrasta zaufanie wśród prywatnych biznesmenów, którzy dowiadują się, że rząd nie będzie dłużej wypierać z rynku prywatnych inwestycji i przejmować kapitał na finansowanie długu. Zdaniem prof. Blytha jest jednak jeden mały problem: ta teoria jest całkowicie nieprawdziwa. Polityka zaciskania pasa nie tylko nie doprowadza do założonego celu, lecz wręcz osiąga cel przeciwny.

Długi rosną zamiast spadać

Kraje takie jak Portugalia, Włochy, Grecja i Hiszpania (tzw. kraje PIGS – od pierwszych liter angielskich nazw tych krajów) oraz Irlandia zmierzyły się z tym problemem po rozpoczęciu się kryzysu finansowego w 2008 r. Grecki sektor publiczny i irlandzkie banki zostały uratowane od bankructwa przez państwo, zadłużenie i deficyty budżetowe tych krajów wystrzeliły jednak w górę. Odpowiedzią miała być polityka zaciskania pasa: obcięcie deficytów budżetowych, zmniejszenie zadłużenia, co miało spowodować powrót zaufania biznesmenów do państwa i stanu gospodarki i wzrost gospodarczy. Tymczasem w miarę jak kraje tzw. kraje PIGS zaczęły wdrażać politykę zaciskania pasa, ich zadłużenie bynajmniej się nie zmniejszyło, tylko poszło w górę. Radykalnie wzrosło także jego oprocentowanie, a gospodarki tych krajów zaczęły się kurczyć.

Zadłużenie Portugalii zwiększyło się z 62 proc. w 2006 r. do 108 proc w 2012 r., a oprocentowanie obligacji tego kraju wzrosło z 4,5 proc. w maju 2009 r. do 14,7 proc. w styczniu 2012 r. W Irlandii stosunek długu do PKB wzrósł z 24,8 proc. w 2007 r. do 106,4 proc. w 2012 r. Oprocentowanie 10-letnich obligacji tego kraju wzrosło z 4 proc. w 2007 r. do 14 proc. w 2011 r. Zadłużenie Grecji zwiększyło się ze 106 proc. w 2007 r. do 170 proc. w 2011 r. W listopadzie 2012 r. oprocentowanie obligacji tego kraju wynosiło 18,5 proc.

Mark Blyth konkluduje: gołym okiem widać, że polityka zaciskania pasa nie działa, ponieważ nie doprowadziła do zmniejszenia zadłużenia i przywrócenia wzrostu gospodarczego. Sprawiła za to, że obligacje krajów PIGS stały się bardziej ryzykowne (co widać po wzroście ich oprocentowania), a w efekcie duże europejskie banki (głównie z Niemiec, Francji i Holandii), które kupiły większe ilości tych obligacji, także stały się bardziej ryzykowne (skutkiem było wstrzymanie pożyczek dla europejskiego sektora bankowego latem i jesienią 2011 r.). Tymczasem najgłośniejszy przekaz w mediach jest taki, że polityka zaciskania pasa to „rachunek” dla niektórych europejskich państw za to, że wydawały zbyt dużo pieniędzy.

Zdaniem prof. Blytha poza przypadkiem Grecji to nieprawda. Zwraca on uwagę, że przed ostatnim kryzysem finansowym mało komu przeszkadzało wysokie zadłużenie. W 2002 r. deficyt sektora publicznego we Włoszech wynosił 105,7 proc. i nikt nie zwracał na to uwagi. W 2009 r. deficyt był prawie dokładnie taki sam i nagle stał się problemem.

Islandzki cud na koszt zagranicy

Dlaczego polityka zaciskania pasa nie działa? Intuicyjnie wydaje się, że powinna. Skoro mamy za duże długi, to powinniśmy zacząć oszczędzać… Problem polega na tym, że nie ma możliwości, by wszyscy mogli oszczędzać i doprowadzać tym do wzrostu. Ktoś musi wydawać, bo inaczej oszczędzający nie miałby dochodu do zaoszczędzenia. O ile bowiem zmniejszenie zadłużenia np. Grecji nie jest złym pomysłem, to jeżeli w tym samym czasie jej partnerzy handlowi zaczną robić to samo, to wyjście z recesji może być trudne.

Co proponuje prof. Blyth zamiast zaciskania pasa? Opisuje przypadek Islandii, której rząd odrzucił tę politykę. Zamiast ratować banki, 6 października 2009 r. uchwalono prawo pozwalające na przejmowanie przez państwo tych z nich, które miały problemy finansowe. Dano im więc zbankrutować. Ich długi nie zostały jednak przejęte przez państwo. Koszty ponieśli ich zagraniczni wierzyciele (w tym właściciele ich obligacji).

Założono trzy nowe banki, aby przejęły prowadzenie kont osobistych. Wbrew zaleceniom Międzynarodowego Funduszu Walutowego wprowadzono kontrolę przepływów kapitałowych, by uniemożliwić inwestorom zagranicznym ucieczkę, co doprowadziłoby do obniżenia kursu waluty i zwiększyło koszty społeczne (duża część dóbr konsumpcyjnych na Islandii pochodzi z importu).

Zamiast polityki zaciskania pasa, która uderzyłaby najbardziej w najbiedniejszych (kiedy państwo obniża wydatki, to oni ponoszą największe konsekwencje), wybrano podwyżki podatków dla najzamożniejszych. W efekcie już w 2011 r. powrócił wzrost gospodarczy. W 2014 r. Islandia ma zlikwidować deficyt budżetowy, a w 2016 r. mieć 5 proc. nadwyżki. W październiku 2012 r. bezrobocie wynosiło tam 6 proc., ułamek tego, co w krajach PIGS.

Ciekawym skutkiem ubocznym niestosowania polityki zaciskania pasa był radykalny spadek nierówności. Od 1995 r. do 2007 r. tzw. wskaźnik Giniego po opodatkowaniu (w którym 0 oznacza idealną równość) wzrósł z 0,21 do 0,43. W 2010 r. wysokość tego wskaźnika spadła do 0,245.

Prof. Blyth uważa, że przypadek Islandii był i tak wyjątkowo ciężki, ponieważ aktywa banków w tym kraju były w 2007 r. 10 razy większe niż PKB. W krajach PIGS ten wskaźnik był kilkukrotnie niższy, a więc gdyby poszły drogą Islandii, przeszłyby kryzys o wiele łagodniej niż ona.

Błędy przeszłości

Co z krajami, dla których za późno na naśladowanie Islandii, bo już uratowały swoje banki? Prof. Blyth opowiada się za tzw. finansowym uciskiem (financial repression). Banki, fundusze emerytalne i inne instytucje, które mają długoterminowe portfele inwestycyjne, są „zachęcane” do kupowania dużych ilości rządowych obligacji („zachętami” są m.in. kontrola przepływów kapitałowych, wprowadzenie maksymalnego dozwolonego oprocentowania). Następnie rząd płaci nominalnie niskie odsetki od obligacji i jednocześnie utrzymuje zbilansowany budżet i umiarkowaną inflację. W efekcie realne oprocentowanie obligacji jest ujemne i z czasem tracą one na wartości (po II wojnie światowej taką politykę prowadziły m.in. Wielka Brytania i USA po to, by pozbyć się zadłużenia). W praktyce to po prostu podatek nakładany na właścicieli obligacji. Zdaniem prof. Blytha także podatki osobiste będą musiały w najbliższych latach wzrosnąć, w szczególności dla najbogatszych.

Prof. Blyth nie ukrywa swoich lewicowych poglądów. We wstępie do książki opisuje krótko swoje dzieciństwo. Wcześnie zmarła mu matka i wychowywały go babcie. Gdyby nie wsparcie od państwa (urodził się w 1967 r. w Wielkiej Brytanii), nigdy nie dałby sobie rady (wspomina, że zdarzało mu się chodzić do szkoły w dziurawych butach). Dziś jest profesorem renomowanego amerykańskiego uniwersytetu, czego nigdy by nie osiągnął, gdyby nie europejskie podejście socjalne.

Poglądy autora mogą drażnić część czytelników, niemniej książka prof. Blytha zdecydowanie warta jest uwagi. Pomaga lepiej zrozumieć to, co w ostatnich kilku latach miało miejsce w światowej gospodarce.

Publikacja (jej polski tytuł to „Polityka zaciskania pasa. Historia niebezpiecznego pomysłu”) ukazała się 25 kwietnia 2013 r. nakładem Oxford University Press. Dziennik „Financial Times” uznał ją za najlepszą tę książkę 2013 roku.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test