Potęgi zbudowane batem

01.11.2014
Produktywność niewolników zbierających bawełnę w USA wzrosła w ciągu pół wieku prawie o 400 proc. Edward E. Baptist w książce „The Half Has Never Been Told: Slavery and the Making of American Capitalism” pokazuje, jakim kosztem Stany Zjednoczone osiągnęły swą ekonomiczną pozycję.


Publikacja (polski tytuł to „Połowy historii nigdy nie opowiedziano: Niewolnictwo i budowa amerykańskiego kapitalizmu”) ukazała się w USA 9 września 2014 r. i od razu wzbudziła silne kontrowersje. Redakcja brytyjskiego tygodnika „The Economist” zamieściła jej recenzję, którą po jednym dniu wycofano ze strony internetowej, przepraszając czytelników. To była reakcja na lawinę komentarzy ze strony internautów wyrażających w większości oburzenie zdaniem recenzenta, że książka nie jest obiektywna, ponieważ „prawie wszyscy opisani w niej czarni są ofiarami, a prawie wszyscy biali łajdakami”.

Ostatni świadkowie

Faktycznie autor obficie korzysta z publikowanych wspomnień zbiegłych niewolników, które pełne są opisów okrucieństw, jakich dopuszczali się właściciele plantacji. Kolejnym źródłem są przeprowadzone w latach 30. XX w. przez Claude’a Andersona, studenta Hampton University, wywiady z byłymi niewolnikami (było ich około 2,3 tys.). Jednym z nich był urodzony w 1850 r. Lorenzo Ivy. Opowiadał o „ciągnących się aż po horyzont” rzędach Afroamerykanów skutych łańcuchami w parach, pędzonych na Południe, gdzie mieli zostać sprzedani. Kierowano ich na stację kolejową, gdzie wsadzano do wagonów kolejowych, jak twierdził Ivy, „jak bydło”. „Prawda jest taka, synu, że połowa tej historii nigdy nie została opowiedziana” – podsumował były niewolnik (stąd tytuł książki Baptista). Nawiązywał do tego, że jeszcze do połowy XX w. nie uważano niewolnictwa w USA za zbrodnię. Patrzono na nie bardziej jak na system wychowywania i cywilizowania „dzikusów”, który może nie był dla nich specjalnie przyjemny, ale nie robił im wielkiej krzywdy.

Najciekawszą częścią publikacji jest ta poświęcona ekonomicznym aspektom systemu niewolniczego. Autor podaje np., że w latach 1800–1860 r. produkcja bawełny w USA wzrosła ponad 130-krotnie. 80 proc. było eksportowane, prawie wszystko do Wielkiej Brytanii.

Zniewolenie Afroamerykanie byli najbardziej efektywnymi zbieraczami bawełny na świecie. Dlatego mimo wzrostu popytu na bawełnę o 500 proc. w latach 1790–1860 r. jej cena spadła o 85 proc. W 1860 r. bawełna stanowiła 61 proc. całego amerykańskiego eksportu, a USA odpowiadały za 2/3 światowej produkcji tego surowca.

Amerykański akademik (Baptist jest profesorem historii na Cornell University) utrzymuje, że ani Wielka Brytania ani żaden z kolejnych krajów, które w XIX w. dokonały industrializacji (jej pierwszym etapem była budowa przemysłu odzieżowego), nie poradziłyby sobie bez taniej bawełny z USA. Gdyby Wielka Brytania chciała zastąpić bawełnę wełną, to w 1830 r. musiano by tam przeznaczyć na pastwiska dla owiec 9,2 mln ha, a to więcej niż wynosi całkowita powierzchnia gruntów rolnych na wyspie.

Jaka była cena szybkiego bogacenia się krajów? W produkcji bawełny nie było żadnych istotnych innowacji poza odziarniarką (maszyna służąca oddzielaniu nasion bawełny od włókna) wymyśloną przez Amerykanina Eli Whitneya w 1793 r. (kolejny wynalazek pojawił się dopiero w 1930 r., była to maszyna do zbierania bawełny). Odziarniarka sprawiła, że plantatorzy mogli przetworzyć praktycznie dowolne ilości bawełny. A ponieważ ziemia w XIX w. Ameryce nie była problemem (odbierało się ją, najczęściej siłą, plemionom indiańskim) jedynym ograniczeniem było tempo, w jakim niewolnicy zbierali bawełnę. Sposobem na wzrost efektywności stała się przemoc.

System tresury ludzi

Zwykle wyglądało to w ten sposób, że nowy niewolnik miał ustalaną minimalną ilość bawełny, którą musi zebrać każdego dnia. Na początku była ona ustalana powyżej jego możliwości, tak by odczuł „motywujące” działanie kary. Autor podaje przykład Israela Cambella, który na plantacji w stanie Missisipi miał zebrać pierwszego dnia 50 kg bawełny. Starał się, jak mógł, pracując od świtu do zmierzchu, ale nie mógł uzbierać więcej niż 45 kg. Nadzorca zważył jego kosz i wymierzył mu dwa baty kary za każdy kilogram, którego brakowało do minimum. To był dopiero początek, bo minimum było podnoszone (dlatego nadzorcy prowadzili szczegółowe zapiski odnośnie wydajności każdego pracownika). Minima były dostosowywane do możliwości każdego zbieracza. Jedni musieli zebrać 50 kg dziennie, inni 250 kg.

Zbieranie bawełny nie miało wiele wspólnego z siłą i zdarzało się, że najlepszymi zbieraczami były kobiety. Były one bite szczególnie często ze względu na to, że nadzorcy nie chcieli, by zachodziły w ciążę, bo wówczas nie były w stanie pracować tak ciężko i długo, jak wcześniej. W efekcie także dzieci niewolnic często stawały się przedmiotem agresji ze ich strony. Autor, podaje, że śmiertelność noworodków była wśród niewolników w USA taka jak w opanowanych przez epidemię malarii częściach Afryki Zachodniej (co czwarte dziecko umierało przed ukończeniem pierwszego roku życia).

Ten nieludzki system był jednak bardzo skuteczny w podnoszeniu efektywności pracy fizycznej. Na południowym-zachodzie USA w latach 1811–1860 produktywność niewolników rosła średnio o 2,6 proc. rocznie. To daje całkowity wzrost produktywności w tym okresie o 361 proc. Dla porównania: to prawie taki sam wzrost, jak ten, którego doświadczyli robotnicy obsługujący w tym okresie maszyny w przędzalniach w Manchesterze w Wielkiej Brytanii. W efekcie plantacje niewolnicze były bardziej wydajne niż farmy, na których pracowali wolni ludzie, a plantatorzy należeli do najbogatszej klasy społecznej w USA. To oznacza, że gdyby nie wojna secesyjna, system niewolniczy nieprędko by się skończył.

Można zrozumieć, dlaczego autor zawarł w książce barwne opisy przemocy dokonywanej w stosunku niewolników, jednak w takim stężeniu mogą wywołać efekt odwrotny od zamierzonego. Mogą nużyć. Poprzedniej ważnej książce, która zajęła się tematem niewolnictwa w USA (chodzi o wydaną w 1974 r.„Time on the Cross: The Economics of American Negro Slavery” – Czas na krzyżu: Ekonomia amerykańskiego niewolnictwa Roberta W. Fogela i Stanleya L. Engermana) wypominano zbyt „techniczne” podejście do tematu (jej autorzy wyliczyli nawet stopę zwrotu, jaką właściciel plantacji uzyskiwał z „inwestycji w niewolnika”). Nowej publikacji nie da się tego zarzucić. Jest ona jednak warta uwagi przede wszystkim dlatego, że pozwala lepiej zrozumieć mechanizmy tworzenia się najbogatszych państw świata w XIX w. Państw, które do dziś utrzymują swoją dominującą pozycję na świecie.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test