Amerykańska przedsiębiorczość znów rozkwita

04.07.2014
Amerykę dźwigają z kryzysu gaz i ropa z łupków oraz tzw. internet rzeczy. Boom wywołały małe amerykańskie przedsiębiorstwa – przy których naftowe giganty wyglądają jak skamieliny – i sieć supermarketów WalMart. Amerykanie znów są z siebie dumni.

(infografika Dariusz Gąszczyk)


Koszty produkcji w USA nie różnią się obecnie od kosztów w Europie Wschodniej. Badanie Boston Consulting Group z kwietnia 2014 r. potwierdziło, że Stany Zjednoczone produkują najtaniej zarówno pośród krajów wysoko uprzemysłowionych, jak i wśród 10 największych światowych eksporterów. Nawet chińscy producenci nie są już w stanie zauroczyć Amerykanów, bo oferują produkcję zaledwie o 5 proc. tańszą niż w USA. Wszyscy inwestują w USA.

Japońscy i koreańscy producenci samochodów rozbudowują swoje fabryki w Stanach z zamysłem produkcji na rynek europejski. Niemiecki Siemens zaczął w Wirginii produkcję turbin gazowych dla Arabii Saudyjskiej. Według jednego z liderów rynku chemicznego Dow Chemical w 2013 roku w USA ponad 80 firm z branży prowadziło ponad 100 nowych energochłonnych projektów o łącznej wartości dużo ponad 100 mld dol.; ponad 1/3 jest już w budowie, blisko 60 proc. ma wystartować w tym i przyszłym roku. Giganty (Shell, Chevron czy Bayer) budują nowe lub rozbudowują istniejące fabryki. To jednak nie tylko chemia. Nucor, najbardziej zyskowna firma stali na świecie (zaczynali kilka lat temu od minitechnologii przetopu starych urządzeń) otwiera największą fabrykę stali w Luizjanie i zaczyna budować następną. Obie będą pracować na gazie ziemnym.

Amerykańska Rada Przemysłu Chemicznego oszacowała, używając modelu renomowanego eksperta energii Daniela Yergina, że inwestycje w energochłonnych przemysłach (stal, chemia, papier, rafinerie itp.) do roku 2017 utworzą ponad 1 mln stałych miejsc pracy, a wzrost ten przyniesie ponad 342 mld dol. (2 proc.) do rocznego PKB.

Według Daniela Yergina wartość inwestycji w wydobycie gazu i ropy naftowej techniką hydroszczelinowania wyniosła w 2013 roku 348 mld dol., czyli więcej niż 2 proc. PKB. To łącznie daje już ponad 4-proc. wzrost.

 Bonanza jak przed 100 laty

Boom na gaz i ropę wygenerował jak dotąd 1,7 mln nowych miejsc pracy bezpośrednio i pośrednio (w przemyśle naftowym i w innych sektorach). Liczba ta ma się podwoić przed rokiem 2020. Średnia zarobków w bezpośredniej pracy przy wierceniu i wydobyciu to ponad 100 tys. dol. rocznie.

Centrum boomu jest Północna Dakota, dawne terytorium Siuksów. W Stanach mówi się, że ci, którzy złapali pracę w Dakocie, kują własne szczęście i to liczone w setkach tysięcy dolarów. Fenomen wygląda tak jak to opisywał Jack London ponad 100 lat temu. Dla osadzenia we współczesnych realiach kilka danych liczbowych:

– Produkcja ropy w Północnej Dakocie wzrosła w ciągu siedmiu lat o ponad 600 proc., z 36 mln baryłek w 2005 r. do 237 mln w 2012 r., plasując stan na drugim miejscu w USA po Texasie;

– Powstało tu ponad 41 tys. miejsc pracy w przemyśle naftowym plus dodatkowe 18 tys. w sektorach pobocznych; bezrobocie w tym stanie jest najniższe w USA —2,6 proc.;

– W maju Fundacja Rozwoju Ekonomicznego Północnej Dakoty i naftowy gigant Hess uruchomiły kolejny program poszukiwania pracowników; 21 tys. potrzebnych jest od zaraz;

– Dziesięciokrotnie wzrósł ruch na drogach do Dakoty i wewnątrz stanu; dawne dwupasmówki mają już po sześć pasów;

– Boom wniósł jak dotąd do kasy stanu 34,4 mld dol.; ubiegłoroczny budżet stanu zyskał 1,6 mld dol.; wartość produkcji całego stanu wzrosła z 24,7 mld dol.w 2002 r. do 49,8 mld dol. w 2013 r.;

– Lokalny McDonald’s nie może znaleźć pracowników, a striptizerki zarabiają 2–3 tys. dol. co wieczór;

– W 2005 roku w stanie o prawie 700-tys. populacji było 266 milionerów, w 2011 r. 634 i liczba rośnie;

– 90 proc. odwiertów znajduje się na terenach prywatnych – właściciele ranch zarabiają po 100 tys. dol. miesięcznie za minimalny udział w prawach do bogactw mineralnych na ich terenach;

– Każdego dnia w budowie jest przynajmniej sześć nowych domów, rocznie oddaje się 2–3 tys.

Małe, przedsiębiorcze i ryzykujące

Tę bonanzę, z której korzystają Północna Dakota, producenci i użytkownicy energii w całym kraju, spowodowały małe amerykańskie firmy. Należy to zawdzięczać bardzo żywej amerykańskiej tradycji wildcatting, czyli poszukiwania nafty i ryzykowania odwiertów, a także temu, że wielkie naftowe firmy, zawłaszczając wydobycie ropy w ostatnim półwieczu, nie zostawiły małym innego wyboru niż drogę nadzwyczajnej przedsiębiorczości, podejmowania wysokiego ryzyka i innowacyjności.

George Mitchell, niezależny przedsiębiorca z Teksasu, zaryzykował w latach 90. wiercenie poziome (kierunkowe) i za jego przykładem poszli inni. Jego metoda w kombinacji z hydroszczelinowaniem okazała się sukcesem – nieznana Cheasapeake Energy wkrótce stała się większym dostawcą gazu niż ExxonMobil. Ceny gazu spadły do 3 dol. za 1 tys. stóp sześciennych (ok.100 dolarów za 1 tys. metrów sześciennych), a USA zostawiły Rosję w tyle w produkcji gazu ziemnego.

Szybko przyszło podobne wydobycie ropy. Międzynarodowa Agencja Energii przewiduje, że w najbliższych dwóch latach USA prześcigną Arabię Saudyjską i Rosję, stając się największym producentem ropy naftowej na świecie.

Co będzie, gdy ruszy Marcellus?

Boom jak dotąd bazuje na eksploatacji dwóch pokładów złóż łupkowych: Bakken Shale z koncentracją odwiertów w Północnej Dakocie i Eagle Ford w Teksasie. Gigant to Bakken Shale: prawie 518 tys km kw. (terytorium Polski to ponad 312 tys. km kw.). Ten największy stwierdzony obszar ciągłych złóż ropy na świecie został odkryty w 1951 roku, ale dostępny jest dopiero teraz, dzięki technologii. Do tej pory wydobyto tu 250 mln baryłek ropy, a zasoby są szacowane na 7,4 mld baryłek ropy i 19 mld m sześc. gazu ziemnego. Region ma 42 proc. udziału we wzroście produkcji ropy w USA w ostatnich latach.

Jest jeszcze trzeci obszar – podobny do Bakken Shale, ale bardziej zasobny w gaz niż w rope – który zaczyna dopiero być eksploatowany. To Marcellus Shale, który ciągnie się przez dziewięć stanów w północno-wschodniej części kraju. Eksploatację tego złoża blokowały ostre protesty aktywistów przeciwnych szczelinowaniu. Okazało się jednak, że płyn używany do szczelinowania to 99,5 proc. wody i piasku, a pozostałe 0,5 proc. to 12 różnych chemikaliów używanych także w środkach piorących czy przy utrzymywaniu czystości basenów do pływania. Dopiero w lutym 2014 r. Federalna Komisja Regulacji Energii wydała zgodę na budowę trzech rurociągów potrzebnych do uruchomienia wydobycia gazu.

Każdy nowy odwiert w Północnej Dakocie kosztuje około 10 mln dol. (o około 3 mln dol. więcej niż w Teksasie). Szacunki mówią, że każdy szyb przyniesie około 20 mln dol. zysku, 4,4 mln dol. podatków, 1,6 mln dol. zarobków i 7,6 mln dol. w prawach do zasobów mineralnych. Odwierty prowadzone są także w Oklahomie, Kanzas, Wirginii. Wobec takich prognoz nic dziwnego, że tylko w 2012 r. USA otworzyły do wydobycia 45 468 odwiertów ropy i gazu, z których 28 354 zostało zakotwiczone online (w porównaniu z 3921 odwiertami w pozostałych krajach z wyjątkiem Kanady).

W sumie w USA jest otwartych do eksploatacji 1 156 870 szybów naftowych i gazowych (stan na marzec 2014 r. według organizacji Fracktracker, która zsumowała rozrzucone dane rządowej US Energy Information Administration). W 2013 roku liczba odwiertów, z których wydobywa się gaz, ustąpiła na rzecz wydobycia ropy. Warto dodać, że 95 proc. wszystkich amerykańskich szybów może być poddane hydroszczelinowaniu.

Internet rzeczy pozwala ciąć koszty

15 lat temu rewolucję technologiczną i jeden z pierwszych serwerów e-mailowych w USA określało się America online (AOL). Dziś cała Ameryka zaczyna mieć wszystko on-line. Firmy produkcyjne i handlowe przenoszą całą logistykę, sieci dostawcze, transport i składy towarowe do internetu rzeczy. To samo robią administracje miast i stanów — od kontroli śmieci czy ogrodnictwa do sterowania dostawami energii (elektrycznej, grzewczej). Rolnictwo on-line to nawadnianie upraw albo ich opryskiwanie (od monitorowania opryskiwaczy do składu chemicznego oprysku).

Pionierem w „osensorowaniu” łańcucha dostaw i podłączeniu sensorów do internetu, dzięki czemu firma zobaczyła, gdzie, czego i ile trzeba dowieźć (co do puszki piwa i pudełka zapałek) i zaczęła drastycznie ciąć koszty, była sieć supermarketów WalMart.

Internet rzeczy jest już dosłownie wszędzie, bo to game-changer, który kreuje nową ekonomiczną wartość, przynosząc operacyjne oszczędności. Również w produkcji energii. Grupa GHK (obecnie Roberta Heffnera III) prowadząca odwierty i wydobycie w Oklahowie i Kanzas tylko w pierwszym z tych stanów otworzyła w 2013 r. ponad 100 poziomych odwiertów. Oglądanie odwiertów w 3D na monitorach jest już powszechne. GHK wyprzedziła konukrencję w eksperymentach z monitorowaniem szczelinowania przy pomocy internetu i sensorów i dostosowywaniem do potrzeb siły używanej przy wierceniu, szybkości rotacji wierteł, głębokości (i liczby) prowadzonych szczelinowań. Firma w ciągu 1,5 roku obcięła koszty produkcji o ponad 40 proc. To pozwoli, by w 2014 roku sześć szybów wyprodukowało tyle ropy i gazu, ile rok wcześniej produkowało 12 szybów. Za przykładem GHK idą inni.

Reszta świata zostanie w tyle

Chociaż także inne kraje mają bogate zasoby łupkowych złóż (Chiny mogą nawet mieć większe niż Bakken Shale), to o ile nie wymyślą innego sposobu uzyskiwania energii (na przykład kosmicznej z antymaterii, o czym fizycy marzą i nad czym pracują już od 100 lat), w dogonieniu USA w produkcji taniej energii nie mają szans. Ani wielkością, ani ceną, nawet gdyby przejęli ducha amerykańskiej przedsiębiorczości.

Amerykanie mają dwa atuty, których ani Chiny, ani Europa nie mają (nie ma ich też Polska i musi je zastąpić decyzjami politycznymi). Po pierwsze: amerykański biznes ma do dyspozycji bardzo wiele różnych źródeł finansowania, z których można czerpać nawet na najbardziej ryzykowne przedsięwzięcia. Po drugie: sprzyjające przedsiębiorczości, zwłaszcza w eksploatacji bogactw naturalnych, prawo. Podstawą jest prawo własności gruntu i wszystkiego, co kryje się pod tym gruntem (aż do środka ziemi). To powoduje, że właściciele gruntów chętnie udostępniają tereny pod odwierty i w sumie w Stanach wierci ponad 6 tys. niezależnych przedsiębiorstw naftowo-gazowych, drugie tyle to ściśle z nimi powiązane firmy usługowe (np. transportu).

W Chinach i w Europie bogactwa naturalne należą do państw. Projekt odwiertu jest więc kwestią decyzji rozbudowanych systemów administracyjnych państw i rządów. Decyzje tego typu i w Europie, i w Chinach są podejmowane bardzo wolno. Europa ponadto wybrała zieloną energię, wydając już dziesiątki milionów euro na jej rozwój, na razie z nikłymi rezultatami. Przynajmniej jeśli porównywać ceny energii europejskiej i made in USA.

Jak boom przekłada się na przeciętnego Amerykanina? Boston Consulting Group obliczył, że przeciętne gospodarstwo domowe zaoszczędziło w 2013 roku 425–725 dol. z 9 tys. dol. wydawanych na elektryczność, benzynę, ropę naftową i gaz. Szacunki te nie uwzględniają jednak spadku kosztów pośrednich ani internetu rzeczy.

Na razie Ameryka jest w apogeum boomu na gaz i ropę łupkową. Jak długo potrwa? Kalifornijski think-tank Post Carbon Institute szacuje, że jego szczyt przypadnie na rok 2015. Potem wzrost będzie… nieco wolniejszy.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test