Amerykański prezydent uderzył cłami we własnych wyborców

18.04.2019
Wojna handlowa prezydenta USA Donalda Trumpa uderzyła w jego wyborców. Ujawnianie wysokości płaconych podatków przez firmy i obywateli sprzyja ich ściągalności. Dzieci są tak kosztowne, że ich posiadanie – średnio – pogarsza satysfakcję z życia rodziców. To tylko niektóre z wniosków z najnowszych ekonomicznych badań naukowych.


Pablo D. Fajgelbaum, Pinelopi K. Goldberg, Patrick J. Kennedy i Amit K. Khandelwal przygotowali pracę „The Return to Protectionism” („Powrót do protekcjonizmu”). Zbadali skutki wojny handlowej rozpoczętej przez administrację prezydenta USA Donalda Trumpa. Cła importowe na 12 007 produktów wzrosły z 2,6 proc. do 17 proc. (dotyczyły towarów wartych 303 mld dol. – 12,6 proc. rocznego amerykańskiego importu). Była to najwyższa podwyżka ceł w USA od 1971 r.

W odpowiedzi partnerzy USA podnieśli cła na 2.931 amerykańskich produktów eksportowych, których eksport w 2017 roku był wart 96 mld dol. – 6,2 proc. całości eksportu USA w tym okresie. Okazuje się, że import produktów objętych cłami zmniejszył się o 31,5 proc., podczas gdy amerykański eksport, którego dotyczyły te cła, spadł o 11 proc. W sumie zarówno producenci, jak i konsumenci w USA stracili w 2018 r. 68,8 mld dol., czyli 0,37 proc. PKB.
Ale biorąc pod uwagę, że przychody państwa z tytułu ceł wzrosły, a amerykańscy producenci zyskali na wyższych cenach, okazuje się, że całkowita strata była znacznie mniejsza: 7,8 mld dol., czyli 0,04 proc. PKB. Najwięcej stracili pracownicy firm, których uderzyły cła nakładane przez partnerów USA. Tak się składa, że znajdują się one głównie w hrabstwach, gdzie Partia Republikańska, będąca zapleczem Donalda Trumpa, ma największe poparcie.

Powyższą analizę świetnie uzupełnia praca Davida Furceri, Swarnali A. Hannan, Jonathana D. Ostry i Andrew K. Rose’aMacroeconomic Consequences of Tariffs” („Makroekonomiczne skutki ceł”). Badają w niej skutki ceł na podstawie danych z lat 1963-2014 dotyczących 151 krajów, w tym 34 rozwiniętych i 117 rozwijających się. Z analizy wynika, że cła powodują spadek produktywności oraz ilości wytworzonych towarów (ten efekt jest większy, gdy do podwyżki ceł dochodzi w czasie dobrej koniunktury). Skutkują wyższym bezrobociem, wyższymi nierównościami, a także szybszą aprecjacją waluty. Mają niewielki wpływ na bilans handlowy, ponieważ powodują zmiany w kursie walutowym. Wreszcie cła wiążą się z mniejszą konsumpcją. Z tego autorzy wyciągają wniosek, że nie są dobrym sposobem na budowę zamożności państwa. Naukowcy zaznaczają także, iż analizowane przez nich dane dotyczą okresu powojennego, w którym doszło do liberalizacji w międzynarodowym handlu.

Joel Slemrod, Obeid Ur Rehman i Mazhar Waseem przygotowali pracę „Pecuniary and Non-Pecuniary Motivations for Tax Compliance: Evidence from Pakistan” („Pieniężne i pozapieniężne zachęty do płacenia podatków: przykład Pakistanu”). Analizują w niej skutki programów wprowadzonych w Pakistanie. W ramach jednego z nich rząd opublikował dane o podatkach płaconych przez wszystkich podatników. Równocześnie stworzono odrębną listę, na której znajdowały się nazwiska wszystkich członków parlamentu oraz wysokość zapłaconego przez nich podatku. Obie listy są dostępne dla każdego w internecie w formie plików PDF, które można swobodnie przeszukiwać szukając konkretnych nazwisk.

W drugim programie ogłoszono sto firm, spółek, osób samozatrudnionych, a także pracujących na etacie, największych płatników podatków. Ta druga akcja miała na celu wyróżnienie tych, którzy najwięcej wkładają do wspólnej kasy. Osoby, które znalazły się na liście (w sumie było ich 400, po 100 w każdej kategorii) zostały zaproszone na uroczystość z udziałem premiera, by „docenić wkład w rozwój kraju”. Dodatkową nagrodą jest to, że najlepsi podatnicy dostają darmowe paszporty i mają prawo do szybkiej obsługi urzędowej, gdyby chcieli wyemigrować. Okazuje się, że oba programy istotnie poprawiły ściągalność podatków. Ujawnianie wysokości płaconego podatku miało największy wpływ na posłów. Odsetek tych, którzy składali zeznania podatkowe, wzrósł z 30 proc. do 90 proc.

David G. Blanchflower i Andrew E. Clark przygotowali pracę ”Children, Unhappiness and Family Finances: Evidence from One Million Europeans” („Dzieci, poczucie nieszczęścia i rodzinne finanse: badanie na podstawie danych obejmujących milion Europejczyków). Może to być zaskoczeniem dla wielu, ale z dotychczasowych badań na temat zależności między posiadaniem dzieci a poczuciem szczęścia, najczęściej korelacja jest zerowa albo nawet negatywna. Inaczej mówiąc, dzieci średnio pogarszają samopoczucie rodziców. Ten wniosek jest przedmiotem coraz większej liczby analiz, bo naukowców ciekawi, co jest przyczyną takiego efektu.

Blanchflower i Clark postanowili poszukać odpowiedzi w ankietach przeprowadzonych wśród gospodarstw domowych w 28 krajach Unii Europejskiej oraz Albanii, Islandii, Macedonii, Czarnogórze, Serbii, Cyprze i Turcji  przez Eurobarometer. Naukowcy wzięli pod uwagę dane za lata 2009-2018 (wcześniejsze ankiety nie zawierały informacji o dzieciach). Okazało się, że – tak jak wynikało z wcześniejszych badań – średnio dzieci zmniejszają satysfakcję z życia. Ale naukowcy zwrócili uwagę na zależność między posiadaniem dzieci a problemami z regulowaniem rachunków. Jeżeli założymy, że stan finansów rodziny nie zmienia się, to wówczas posiadanie dzieci faktycznie wiąże się z lepszym poczuciem satysfakcji życiowej. Dotychczasowe ankiety pokazują, że negatywna zależność między poczuciem szczęścia a posiadaniem dzieci wynika z tego, iż dzieci są kosztowne i pogarszają sytuację finansową rodziny, co z kolei wpływa negatywnie na samopoczucie rodziców.

Z tego można wnioskować, że pogram wypłacania dodatków na dzieci, z jakim mamy do czynienia w Polsce (i które, według zapowiedzi, mają zostać rozszerzone, tak by obejmowały każde pierwsze dziecko, a nie tylko te z rodzin o niższych dochodach), mogą być dobrym sposobem na to, by rodzice byli bardziej zadowoleni z życia.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test