Koalicja przeciw oszczędnościom w Hiszpanii

24.06.2016
Cztery miliony bezrobotnych, ubożenie społeczeństwa oraz trwający siedem miesięcy impas polityczny pogłębiają niezadowolenie w Hiszpanii. Gospodarka powoli wychodzi z kryzysu, ale przyspieszone wybory mogą po raz kolejny nie wyłonić większości zdolnej do stworzenia rządu


Ostatnie sondaże przedwyborcze pokazują, że przyspieszone wybory parlamentarne w Hiszpanii, wyznaczone przez króla na 26 czerwca, prawdopodobnie nie tylko nie wyłonią partii, która mogłaby samodzielnie utworzyć rząd, ale wręcz pogłębią polityczne podziały.

Fragmentaryzacja sceny politycznej

Scena polityczna Hiszpanii od początku lat 80. XX w. była dwupartyjna; rządy sprawowali socjaliści na przemian z konserwatystami. Partia Ludowa (PP), która wygrała grudniowe wybory, ale nie była jednak w stanie dogadać się z żadną inną dużą partią. W nadchodzących wyborach prawdopodobnie straci dwa do pięciu miejsc w parlamencie.

Druga siła polityczna kraju to lewicowa parta protestu Podemos odrzucająca pakiet oszczędnościowy (w tym zdecydowane reformy rynku pracy), który Hiszpania wprowadza w obliczu kryzysu finansowego. Podemos zawiązała właśnie sojusz z komunistyczną partią Zjednoczona Lewica (IU). Jeszcze radykalniejsza programowo IU sprzeciwia się istnieniu wolnego rynku i członkostwu Hiszpanii w NATO. Sojusz Podemos i IU, czyli Unidos Podemos, przyciąga elektorat lewicowej partii PSOE, która do tej pory była numerem dwa w Hiszpanii.

Na kolejnych miejscach plasują się młoda liberalna formacja Ciudadanos oraz regionalne partie mniejszościowe, które wydają się tracić wyborców. Spadek popularności dotyka takie partie jak Republikańska Lewica Katalonii, Demokracja i Wolność czy Baskijska Partia Nacjonalistyczna (PNV). Poparcie zyskuje natomiast radykalna baskijska partia Bildu.

W kampanii wyborczej dominuje Podemos, która wraz z komunistami organizuje kolorowe wiece, gdzie powiewają czerwone flagi z sierpem i młotem oraz trójkolorowe sztandary będące symbolem II Republiki (istniejącej w latach 1931-1939). Był to czas, kiedy rządy (z wyjątkiem prawicowych gabinetów tworzonych w latach 1933–1936) starały się wprowadzać szeroko zakrojone laickie reformy oraz wspierać klasę robotnicza. Wiele z tych reform spotykało się ze sprzeciwem bogatej i bardziej konserwatywnej części społeczeństwa oraz kościoła katolickiego.

Postulaty wyborcze dwóch najsilniejszych obecnie partii w Hiszpanii różnią się i niektórzy działacze Podemos, jak Inigo Errejon, jeden z przywódców tej formacji, uważają alians z komunistyczną partią IU za błąd, który może odstraszyć umiarkowanych wyborców. Unidos Podemos według sondaży zyskuje jednak zwolenników i wszystko wskazuje na to, że zdobędzie lepszy wynik niż w grudniowych wyborach.

Choć kampania wyborcza nie jest pasjonująca, pojawiają się w niej ciekawe wątki. Partia Ludowa (PP) buduje swoją strategię na straszeniu wyborców „ekstremistyczną lewicą”. Jednak hasła te zdają się nie trafiać do zmęczonego zaciskaniem pasa społeczeństwa. Reforma rynku pracy nie przyniosła takich efektów, jak się spodziewano. Bezrobocie zaczęło spadać dopiero w maju, ale tłumaczy się to efektem zbliżającego się lata i zwiększonych potrzeb hiszpańskiej branży turystycznej korzystającej z napływu turystów rezygnujących z wakacji w krajach Afryki Północnej czy Turcji.

Innym tematem kampanii wyborczej w Hiszpanii stała się pogrążona w ekonomicznym chaosie Wenezuela. Przeciwnicy Podemos zarzucają liderom partii finansowanie jej ze środków ludzi zbliżonych do Hugo Chaveza, nieżyjącego prezydenta Wenezueli. Pablo Iglesias Turrion, lider Podemos, spotykał się z tamtejszymi działaczami politycznymi w latach 2006, 2007 i 2011. Obecny prezydent Wenezueli Nicolas Maduro odpiera te zarzuty, oskarżając władze i media hiszpańskie o planowanie przewrotu w Wenezueli.

Koniec oszczędności

Liderzy partii opozycyjnych: Pedro Sanchez z lewicowej PSOE, Pablo Iglesias Turrion z Unidos Podemos oraz Albert Rivera z liberalnej partii Ciudadanos zdecydowanie atakują rządzącą od dwóch kadencji partię konserwatywną i premiera Mariano Rajoya za program oszczędnościowy, skandale korupcyjne oraz brak większych sukcesów gospodarczych. Może to oznaczać zmianę polityki gospodarczej Hiszpanii po wyborach. Nawet jeśli rządząca obecnie Partia Ludowa uzyska najwięcej głosów, to i tak będzie musiała utworzyć koalicję z którąś z partii socjalistycznych. Będzie musiała tym samym pójść na daleko idące kompromisy gospodarcze.

Unidos Podemos zapowiada zwiększenie wydatków publicznych oraz inwestowanie w usługi socjalne, co według szacunków ma kosztować 20 mld euro. Liderzy obu partii chcą podniesienia podatków i uszczelnienia systemu podatkowego oraz zdecydowanej walki z korupcją. Podwyżka podatków ma dotyczyć osób zarabiających powyżej 60 tys. euro rocznie. Dla najbogatszych z dochodem powyżej 300 tys. euro próg ma wynosić 55 proc.

W pierwszym kwartale 2016 roku bezrobocie wśród młodzieży przekraczało 46 proc.

Unidos Podemos obiecuje spadek bezrobocia do 11 proc. w ciągu czterech lat, licytując się z premierem Mariano Rajoyem z partii konserwatywnej, który obiecuje redukcję bezrobocia do 14 proc. Nacho Alvarez zajmujący się w Podemos kwestiami gospodarczymi uważa, że priorytetem powinna być walka z bezrobociem, a nie redukcja deficytu budżetowego za wszelką cenę. Wydatki budżetowe mają rosnąć zwłaszcza w sektorze edukacji i zdrowia.

Pablo Iglesias, lider Unidos Podemos, zabiega o przychylność partii socjalistycznej PSOE. Proponuje formułę United We Can, czyli aliansu dwóch partii socjalistycznych oraz partii komunistycznej przeciwko konserwatystom i liberałom. Premier Rajoy wzywa natomiast do utworzenia rządu jedności narodowej składającego się z jego własnej partii, PSOE oraz liberałów z Ciudadanos. Kluczowe wydaje się stanowisko Pedro Sancheza, przywódcy PSOE, który mimo przewidywanego trzeciego miejsca jego formacji w wyborach ma ambicję zostać premierem.

Umiarkowany optymizm gospodarczy

– Wzrost gospodarczy w Hiszpanii w najbliższych latach będzie stabilny – uważa dr Miguel Cardoso, główny ekonomista banku BBVA.

Zauważa, że w 2015 roku wynikał on przede wszystkim z krajowej konsumpcji oraz rosnącej produkcji i sprzedaży przemysłu maszynowego, zwłaszcza samochodowego. Dodaje, że przemysł spożywczy, elektroniczny oraz chemiczny również mają się dobrze.

– Kolejnym kluczowym czynnikiem wychodzenia Hiszpanii z kryzysu była reforma rynku pracy, tzn. jego uelastycznienie oraz możliwość dostosowywania pensji pracowników do sytuacji w przedsiębiorstwie. Wzrosła znacząco liczba kontraktów terminowych. W pewnym sensie wychodzenie Hiszpanii z kryzysu wynika z kontroli płac – podkreśla dr Cardoso.

Problemami Hiszpanii pozostają deficyt budżetowy wynoszący 5,2 proc. PKB w 2015 roku oraz wysokie (21 proc.) bezrobocie. Jest ono znacznie wyższe wśród młodzieży; w pierwszym kwartale 2016 roku bezrobocie przekraczało 46 proc. Wyższe bezrobocie (sięgające 30 proc.) występuje również w takich regionach jak miasto Melilla w płn. Afryce czy Andaluzja.

Hiszpańskie ministerstwo gospodarki obniżyło wiosną prognozę wzrostu gospodarczego z 3 proc. do 2,7 proc. w tym roku oraz z 2,7 proc. do 2,3 proc. w 2017 roku. Ponieważ Hiszpania nie dotrzymała zobowiązań obniżenia deficytu budżetowego do 3 proc. PKB, mogą na nią zostać nałożone sankcje unijne. Bruksela odkłada jednak tę decyzję do lipca, uznając, że przed wyborami mogłoby to nastawić Hiszpanów negatywnie do UE i wzmocnić radykalne nastroje.

Żądania Brukseli są bardzo niepopularne w Hiszpanii. Pedro Sanchez, lider socjalistów, nawołuje do odłożenia o dwa lata polityki oszczędnościowej, liderzy Podemos kompletniej ją wykluczają, a premier Rajoy oskarżany jest o to, że w Brukseli obiecuje oszczędności, ale tak naprawdę nie ma zamiaru wprowadzać ich w życie. Jose Manuel Garcia-Margallom minister spraw zagranicznych, otwarcie krytykuje Komisję Europejską, twierdząc, że Hiszpania zbyt daleko posunęła się z polityką zaciskania pasa.

Wydaje się, że fundamenty gospodarki Hiszpanii są stabilne. Zaskakuje jednak niechęć inwestorów do ryzyka, mała liczba debiutów giełdowych oraz stabilizacja cen nieruchomości. Niskie stopy procentowe oraz niskie ceny ropy pomogły hiszpańskiej gospodarce rosnąć, mimo że udział energii wiatrowej w systemie energetycznym jest wysoki, a tym samym intensywność emisji gazów cieplarnianych jest jedną z najniższych w krajach OECD.

Dekadenckie nastroje

Mimo wzrostu gospodarczego Hiszpanie nie są zadowoleni z sytuacji gospodarczej kraju. Najnowsze badania instytutu Metroscopia pokazują, że 92 proc. mieszkańców uważa, że w kraju są ogromne nierówności społeczne, a 72 proc. jest zdania, że przepaść między bogatymi a biednymi będzie się utrzymywać przez długi czas. Hiszpanie nie widzą też związku między wychodzeniem ich kraju z kryzysu a poprawą ich sytuacji materialnej.

Ankiety potwierdzają społeczne odczucie. Według danych z najnowszego badania warunków życia Krajowego Instytutu Statystycznego (INE) od początku kryzysu w 2008 roku znacznie wzrosły nierówności. Podwoiła się liczba milionerów. Prawie 500 hiszpańskich podatników deklaruje roczny dochód ponad 30 mln euro (w 2007 roku było ich 230). Tymczasem ponad 13 milionów ludzi, w tym młodzież i dzieci, jest zagrożona ubóstwem lub wykluczeniem społecznym ze względu na niskie dochody gospodarstw domowych.

Mimo deflacji wynoszącej -1,1% w 2014 roku oraz -0,19% w 2015 roku (dane INE) 80 proc. Hiszpanów uważa, że koszty życia wciąż rosną (badanie instytutu Metroscopia). I tutaj znów dane INE potwierdzają powszechne przekonania. Średni roczny dochód gospodarstwa domowego netto wynosi obecnie 26 092 euro i jest najniższy od 2008 roku. Oznacza to, że poprawa wskaźników makroekonomicznych nie przekłada się na polepszenie sytuacji gospodarstw domowych. Aż 70 proc. Hiszpanów uważa, że państwo powinno interweniować i niwelować rosnące nierówności społeczne. Postulaty partii lewicowych trafiają zatem na podatny grunt.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test