Argentyna zmierza ku drugiemu bankructwu w ciągu dekady

07.06.2012
11 lat temu Argentyna nie była w stanie obsłużyć zadłużenia zagranicznego obejmującego obligacje o wartości 95 mld dolarów oraz kredyty warte dalsze 40 mld dol. Po raz ósmy w swojej historii, kraj ten doświadczył statusu niewypłacalnego. Dostęp do zagranicznego finansowania został zablokowany. Obecnie kraj ten jest na niedobrej drodze by zbankrutować po raz dziewiąty.

Argentyńskie pesos (CC BY morrissey)


Argentyna to kraj chronicznej inflacji i problemów z utrzymaniem kursu krajowej waluty. Od lat 60-tych XX wieku, Argentyna podejmowała co najmniej sześć programów dostosowawczych, których celem była stabilizacja cen, walka z inflacją.

Podstawowym narzędziem w walce z inflacją i  próbach dostosowania inflacji do światowego wzrostu cen było zarządzanie kursem waluty krajowej, tzw. „currency board”. Rolę kotwicy dla wzrostu inflacji miał z reguły pełnić właśnie kurs waluty. Za każdym razem rozwiązanie to przynosiło początkowo pozytywne efekty. W miarę upływu czasu, sytuacja powracała jednak do normy: inflacja w Argentynie rosła niewspółmiernie wysoko w porównaniu ze wzrostem cen towarów i usług w świecie.

Wiele reform bez trwałych efektów

Dlaczego polityka sztywnego kursu nie odnosiła w Argentynie trwałego efektu? Powodów trzeba upatrywać w:

– Stałym popycie na finansowanie w kredycie zagranicznym. Zaciąganie długu dotyczy wielu firm argentyńskich, których specyfika, rozwój i relacje biznesowe były i są w dużej zależności od partnerów handlowych, inwestorów z zagranicy;

– Braku zaufania ludności do waluty krajowej. Argentyńczycy doświadczyli wielu kryzysów walutowych, oficjalnych dewaluacji peso. W konsekwencji często tracili znaczną wartość posiadanych oszczędności;

– Częstym, koniunkturalnym spadku cen w eksporcie argentyńskim. Konsekwencją był mniejszy wpływ dewiz, głównie dolara amerykańskiego, podstawowej waluty rozliczeniowej w obrotach handlu zagranicznego Argentyny;

– Efektach podejmowanych ataków spekulacyjnych na dolara, co prowadziło do skupu waluty do obrotu na czarnym rynku.

Mechanizm się powtarzał. Kiedy program kolejnego „zarządu walutą” przestawał  funkcjonować i przynosić efekty – następował wzrost zamiast obniżki inflacji – rząd Argentyny rezygnował ze sztywnego kursu, a w konsekwencji dewaluował znacznie oficjalny kurs peso do dolara.

Próbowano też innych, równie nieskutecznych metod walki z inflacją. W okresie nadmiernego popytu na dolara wprowadzany był przez rząd podwójny kurs wymiany. W rozliczeniach podmiotów rynku finansowego obowiązywał płynny kurs peso, a do pozostałych rozliczeń stosowano kurs sztywny.

Ani nowa waluta, ani związek peso z dolarem

Nie mając dobrych doświadczeń w podejmowanych wcześniej działaniach na rzecz stabilizacji i niskiej inflacji – przy wykorzystaniu różnej polityki kursu waluty –  Argentyna zdecydowała się na zastąpienie w latach 1985 – 1992 peso nową walutą – australem. Ale i ten eksperyment się nie powiódł, Argentyna wróciła do peso.

Bankructwo Argentyny w 2001 roku też poprzedzone było okresem sztywnego zarządu peso, którego wartość ustalona była w parytecie do dolara: (1 peso  = 1 dolar), a wartość do innych walut zmieniała się wtedy, kiedy zmieniał się kurs dolara do tych walut. Bez względu na wielkość podaży dolara amerykańskiego w Argentynie – eksport, kredyty zagraniczne, transfery, inne płatności – kurs peso do dolara pozostawał przez wiele lat taki sam, równy jedności.

Wydawało się, że ten model zarządzania kursem jest wreszcie właściwy dla Argentyny. Niestety, spadek cen eksportu Argentyny, znaczne potrzeby dolarowe na obsługę długu zagranicznego, a także zachwianie wartością dolara, które nastąpiło na skutek przeceny akcji spółek technologicznych na giełdzie w Nowym Jorku w 2001 r., po raz kolejny spowodowały porażkę zarządu walutą w Argentynie.

W styczniu 2002 r., po ogłoszeniu niewypłacalności, Argentyna uwolniła peso z kotwicy do dolara. Taki był warunek MFW, który udzielił wówczas Argentynie kredytu finansowego niezbędnego dla dalszego funkcjonowania gospodarki. Przez następnych 10 lat Argentyna nie miała problemów z kursem własnej waluty. Wszystko kolejny raz popsuła wewnętrzna inflacja.

W latach 2002 – 2010, Argentyna zarządzała gospodarką i rynkiem finansowym w taki sposób, że kurs peso był cały czas płynny, a dostęp i obrót dolarami w kraju nie podlegał restrykcjom. W 2011 r. wzrost inflacji wywołał wzmożony popyt na dolary, na co rząd zareagował wprowadzeniem kontroli rynku walutowego, by regulować podażą i popytem dolarów w Argentynie. Doprowadziło to do odrodzenia się czarnorynkowego kursu peso. Sytuacja powtarza się.

Argentyna musi mieć nadwyżkę handlową, bo nikt jej nie pożyczy

Rząd Argentyny szacuje, że dla bieżących potrzeb finansowych kraju i obsługi zadłużenia zagranicznego, potrzeba rocznie około 10 mld dolarów nadwyżki z obrotów w handlu zagranicznym. O tyle mniej więcej wartość eksportu Argentyny musi być wyższa w stosunku do bieżących wydatków na import. Są to potrzeby minimalne w sytuacji gdy Argentyna nie ma dostępu do nowych kredytów zagranicznych, co jest konsekwencją bankructwa z 2001 r.  i nie chce uszczuplać rezerw dewizowych.

W obecnych uwarunkowaniach rynkowych, pogorszenia się koniunktury gospodarczej w świecie, a w konsekwencji zmniejszenia możliwości eksportu, Argentynie jest niezwykle trudno osiągnąć potrzebną nadwyżkę eksportową. Rząd ucieka się w tej sytuacji do wprowadzania restrykcji w dostępie i obrocie dolarami by poprawić równowagę rachunku bieżącego państwa. Głównym celem jest zahamowanie odpływu prywatnych depozytów dolarowych z systemu bankowego.

Są to działania co najwyżej doraźne. Wcześniejsze doświadczenia samej Argentyny, a także praktyka innych krajów wskazują, że wprowadzone ograniczenia dewizowe w obrocie handlowym kraju spowodują jednocześnie spadek inwestycji zagranicznych w Argentynie. Niedawne wyrzucenie z kraju tak wielkiego inwestora jakim jest hiszpańska firma paliwowa Repsol jedynie tę sytuację przypieczętowuje. Po dokonanej nacjonalizacji firmy naftowej YPF Argentynie trudno będzie liczyć na pozyskanie zewnętrznych kapitałów.

Niewielkie zasoby finansowe, na które można liczyć

Warto w tej sytuacji przyjrzeć się na co może liczyć Argentyna patrząc na jej wewnętrzne zasoby finansowe. Aktualną sytuację gospodarczą i finansową Argentyny ilustruje poniższa tabela:

Opr. DG (CC by quimpg)

Jeśli popatrzymy na  dane w tabeli w punkcie dotyczącym obrotów handlu zagranicznego Argentyny, mamy potwierdzenie zdecydowanie większego tempa wzrostu importu w stosunku do eksportu. Bilans na rachunku bieżącym Argentyny, w którym dominuje saldo obrotów handlu zagranicznego, jest od 2011 r. dla kraju negatywny.

Znamiennym jest, że przy wzroście nominalnym PKB w 2011 r. w stosunku do 2010 r. o 77 mld dolarów nastąpił spadek oszczędności ludności w relacji do PKB. To tłumaczy dlaczego rząd podjął działania na rzecz zatrzymania odpływu oszczędności  (głównie depozytów dolarowych) z oficjalnego rynku finansowego na czarny rynek. Podjęte restrykcje dotyczące obrotu i dostępu do dolara amerykańskiego to próba zabezpieczenia potrzeb dewizowych Argentyny dla obsługi zadłużenia zewnętrznego.

Sytuacja szybko się pogorszyła

W latach 2000 – 2003, gdy Argentyna nie była w stanie obsłużyć bieżącego zadłużenia zagranicznego, kraj otrzymał kredyty z MFW. Zostały one spłacone do stycznia 2006 r. i aktualnie Argentyna nie korzysta z żadnych udogodnień kredytowych MFW. Pozostał jednak inny dług zagraniczny Argentyny, który według Banku Światowego wynosił na koniec 2010 r. 127,8 mld dolarów.

Źródłem spłaty tego zadłużenia mogą być wyłącznie nadwyżki w obrotach handlu zagranicznego kraju i rezerwy dewizowe Argentyny. Jeszcze w 2010 r., Argentyna miała nadwyżkę eksportu nad importem sięgającą 12,1 mld dolarów. W ubiegłym roku nadwyżka ta spadła do około 8,4 mld dolarów. Aby spłacić bieżące koszty obsługi zadłużenia zagranicznego Argentyna musiała naruszyć rezerwy dewizowe. Pokazują to dane w tabeli – w 2011 r. nastąpił spadek netto rezerw dewizowych Argentyny o 4,6 mld dolarów.

Agencja Bloomberg szacowała w połowie maja, że w 2010 r. Argentyna wykorzystała na spłatę długu zagranicznego 6,6 mld dolarów, a w 2011 r. aż 7,5 mld dolarów ze swoich rezerw dewizowych. W tym samym czasie, w roku 2011 w stosunku do roku 2010, rezerwy dewizowe Brazylii, Meksyku i Chile wzrosły średnio 20-30 proc.

Trudne uwarunkowania i złe prognozy dla gospodarki Argentyny przyczyniły się do spadku bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Potencjalnych inwestorów odstrasza także dokonana przez rząd Argentyny nacjonalizacja firmy naftowej YPF. W konsekwencji bezpośrednie inwestycje zagraniczne w Argentynie gwałtownie się kurczą. Jeszcze w pierwszym półroczu 2011 r., wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Argentynie wyniosła 3,5 mld dol. Pod koniec września ubiegłego roku spadła ona do 2,4 mld dol.

Sytuacja Argentyny bardzo kontrastuje w porównaniu z innymi krajami regionu. Według raportu z października 2011 r. Economic Commission for Latin America (ECLA), jednej z agend ONZ, w tym samym czasie, to jest w okresie 9 miesięcy 2011 r. inwestycje zagraniczne w całej Ameryce Południowej i Łacińskiej wzrosły aż o 54 proc., do poziomu 83 mld dolarów.

Aby zrozumieć sytuację walutową Argentyny wystarczy zestawić ze sobą wartość

importu podstawowego surowca jakim jest ropa naftowa z potrzebami kraju związanymi z obsługą zadłużenia zagranicznego. Jest to ta sama wartość, 10 mld dolarów. Od razu widać jak sytuacja w kraju zależy od ceny ropy naftowej. Jej wzrost w poprzednich miesiącach i częste zmiany bezpośrednio wpływają na zmiany cen i poziom inflacji w kraju. Kraj boryka się z wysokim wzrostem cen konsumpcyjnych. Przy czym podawane wskaźniki są danymi oficjalnymi. W opinii ekspertów, rządowe informacje o wysokości inflacji nie odzwierciedlają realnego wzrostu cen rynku, który oceniany jest w 2012 r. na poziomie 24 proc., licząc w skali rocznej.

Rząd restrykcyjny wobec firm i obywateli

Wysoka inflacja i obawa przed urzędową dewaluacją peso spowodowały w 2011 r. wzrost odpływu depozytów dolarowych ludności i firm z rynku finansowego Argentyny. Już w 2010 r. z rynku finansowego Argentyny odpłynęły depozyty dolarowe o wartości 11,4 mld dolarów. W pierwszym półroczu 2011 r. odpływ walut z oficjalnego rynku nasilił się. Jak podawała w październiku ubiegłego roku agencja Bloomberg z rynku odpłynęło 9,8 mld dolarów.

Dla przeciwdziałania odpływu dolarów z rynku bankowego, poprawy dyscypliny fiskalnej i w efekcie wzmocnienia oficjalnego kursu peso w drugim półroczu 2011 r. rząd Argentyny wprowadził wiele restrykcyjnych regulacji:

– Banki i kantory wymiany zobowiązane zostały do weryfikacji informacji o dochodach osób indywidualnych ubiegających się o zakup dolarów;

– Inwestorzy (osoby fizyczne, firmy) kupujący udziały w przedsiębiorstwach, bądź nabywający nieruchomości mają od listopada 2011 r. obowiązek deponowania potrzebnych na zakup środków na rachunkach w Argentynie;

– Osoby fizyczne zakupujące w ciągu roku więcej niż 250 tys. dolarów muszą udokumentować źródło pochodzenia funduszy na ich zakup;

– Firmy z przemysłu wydobywczego ropy naftowej, gazu, kopalin i energetyki mają obowiązek lokowania wszystkich środków dolarowych uzyskanych z eksportu na rachunkach w Argentynie. W opinii rządu miesięcznie około 3 mld dolarów pochodzących z wpływów za eksport surowców zostawało dotychczas na rachunkach za granicą;

– Zobowiązano firmy ubezpieczeniowe do sprzedaży wszystkich posiadanych zagranicą aktywów i transferu tych środków do Argentyny.

Podjęte działania restrykcyjne przyniosły efekty. Na koniec 2011 roku oficjalny kurs peso utrzymał taką wartość do dolara, jaką miał przed wprowadzeniem nowych regulacji, tj. 4,28 peso za 1 dol. Kurs dolara na czarnym rynku wzrósł jedynie z 4,45 do 4,75 peso. Dane za pierwszy kwartał 2012 r. mówią także o wyhamowaniu odpływu depozytów dolarowych z rynku bankowego Argentyny. W tym czasie wycofano z systemu bankowego Argentyny depozyty dolarowe o wartości 1,6 mld dol. W analogicznym okresie 2011 r. wartość wycofanych depozytów sięgała 3,3 mld dol., a w całym ubiegłym roku – 21,5 mld dol.

Konieczne są nowe ograniczenia

Nie znaczy to jednak, że kryzys walutowy został w Argentynie zażegnany. Wyrazem narastających napięć jest wzrost czarnorynkowego kursu dolara. Przy oficjalnym kursie na poziomie 4,5 peso za 1 dolara na czarnym rynku 1 dolar zdrożał do 6,15 peso. Argentyna zaczyna więc podążać drogą Wenezueli, gdzie rynek walutowy jest jeszcze bardziej centralnie regulowany. W Wenezueli czarnorynkowy kurs dolara wynosi obecnie 8,50 bolivara przy 4,30 bolivarach wedle kursu oficjalnego.

Argentyna nie mogąc sobie poradzić z brakiem walut podjęła w tym roku kolejne restrykcje dewizowe. 28 maja wprowadzono w Argentynie nowe regulacje dotyczące zakupu dolarów przez obywateli wyjeżdżających za granicę. Każdy z obywateli Argentyny wybierający się w podróż zagraniczną – aby kupić dolary na wyjazd – musi potwierdzić legalność źródła pochodzenia posiadanych pieniędzy na zakup dolarów. Nowe regulacje tłumaczone są potrzebą poprawy dyscypliny fiskalnej oraz ograniczenia szarej strefy. Ich skutkiem jest jednak powiększanie różnicy pomiędzy oficjalnym, a czarnorynkowym kursem peso. Rząd próbuje w tej sytuacji naciskać na kantory aby dobrowolnie rynkowy kors peso. 1 czerwca minister handlu wewnętrznego naciskał w czasie spotkania z przedstawicielami kas wymiany do obniżenia kursu dolara do 5,1 peso. Naciski takie podważają jedynie i tak już słabe zaufanie do rodzimej waluty.

Rząd Argentyny traci na popularności, czemu trudno się dziwić, zwłaszcza patrząc z perspektywy konsekwencji prowadzonej walki z szarą strefą. Kraj zmierza bowiem ku kolejnej katastrofie finansowej, próbując samymi restrykcjami walutowymi rozwiązać problem braku konkurencyjności własnej gospodarki. Argentynie – paradoksalnie – może obecnie trochę pomóc spadek ceny importowanej ropy naftowej. Spadek ten wynika jednak z osłabienia koniunktury gospodarczej w świecie, na czym Argentyna też traci.

Jeśli Argentyna nie odzyska nadwyżki w eksporcie nad i importem i nie zapewni sobie trwałych źródeł finansowania zakupu zagranicznych surowców i spłaty zaciągniętych kredytów niewykluczone, że kraj ten czeka kolejne – w odstępie dekady – bankructwo finansowe. W sensie praktycznym może ona jednak niewiele różnić się od obecnej sytuacji. Po bankructwie w 2001 r. Argentyna nie obsłużyła 130 mld dolarów długu i na lata zablokowała sobie dostęp do zewnętrznych kapitałów. Dostępu tego nadal nie ma, dlatego pewnie rząd Argentyny zapewne uważa, że i tak już nie ma wiele do stracenia.

Zbigniew Zarazik


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test